sobota, 27 lipca 2013

Taaaakie sexiaki

Tak, to pewne. Ojciec nie żyje. Nina wszystko mi wyjaśniła. W samochód Thada wjechała ciężarówka. Zderzyli się czołowo. Jak się okazało, kierowca ciężarówki był pijany. Mama załamała się psychicznie i nie wychodzi z pokoju, a ja.. Ja nic nie czuję. Już nic. Za trzy dni pogrzeb. Środa. Nigdy nie lubiłam tego dnia. To w środę zdecydowałam się iść na casting. To tego dnia umarł mój tata i tego samego zostanie pochowany.
Postanowiłam iść do szkoły. Już dawno mnie tam nie było. Czuję się jakbym miała wiecznie weekend.
-Patrz, to chyba ta z tego.. no.. tego teledysku-usłyszałam szept za plecami.
-Głupia jesteś. Na stówę to nie ona.
-No jak nie?
-No tak. Tamta była starsza i w ogóle-prychnęła jedna z dziewczyn. Odwróciłam się i spojrzałam na nie ze zdziwieniem. Muszę przyznać, że nie jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak szybko chodził.
-A już myślałam, że nie przyjdziesz!-Lola krzyknęła z końca korytarza.
-Wystarczy tego wolnego-uśmiechnęłam się.
-Też tak uważam. Widziałaś tego nowego, a raczej dwóch?-zabawnie poruszała brwiami.
-Niee.. Chcę ci przypomnieć, że dopiero weszłam do szkoły.
-No tak. No to słuchaj. Taaaakie sexiaki, że nic tylko brać-zaśmiała się.
-Ale ty głupia jesteś.
-Też cię kocham-dała mi całusa w policzek.
-Hhhej-poczułam, że ktoś klepnął mnie w ramię-Szukam.. Magi?-zdziwił się na mój widok.
-Paul, no cześć-byłam zaskoczona.
-O, hej-Pieter pomachał.
-Dobrze, że cię widzę-odetchnął z ulgą-Jakoś z Piotrkiem nie możemy się ogarnąć.
-Wszyscy w Polsce są tacy?-zapytałam.
-Czyli jacy?
-No..-już chciałam powiedzieć przystojni, ale się powstrzymałam-Nieumiejący się odnaleźć.
-No sorry, ale jak wcześniej chodziłem do małej budy to teraz jest ciężko-wyjaśnił. Lola chrząknęła.
-A tak. To moja koleżanka..
-Przyjaciółka-wtrąciła-Lola jestem.
-Paul i Pieter-podali sobie dłonie. Dobrze wiedziałam, że gdyby nie było tyle ludzi, rzuciłaby się na któregoś z nich, a możliwe, że nawet na dwóch, pomimo tego, że ma chłopaka.
-To w czym wam pomóc?-zmieniłam temat, widząc jak dziewczyna pożera ich wzrokiem.
-Sala 12..b-odparł po spojrzeniu w kartkę Pieter.
-Korytarzem prosto. Na drugim rozwidleniu w prawo, potem dwa razy w lewo i sala po prawej-uśmiechnęłam się. Obaj wyglądali na zdziwionych-Żartuję. Trzecie drzwi po prawej.
-Dzięki-i poszli.
-Skąd ty ich znasz?!-zapytała Lola.
-Wczoraj się poznaliśmy-wzruszyłam ramionami.
-Mama mi mówiła, co się stało. Bardzo mi przykro-nagle posmutniała.
-W porządku. Mówi się trudno.
-O której pogrzeb?
-Nie chcę, żebyś była-powiedziałam.
-Ja też nie, ale matka mnie zabije jak nie pójdę-krzywo się uśmiechnęła. No tak, nasi rodzice znają się od kiedy poszłyśmy do pierwszej klasy.
-O 11.
-Będę na pewno-poklepała mnie po ramieniu i poszła na zajęcia. Okazało się, że mam połączone lekcje z drugą grupą (Pieter i Paul+jakieś plebsy), więc cały czas zerkałam na wysokiego blondyna.
-Idziecie na lunch?-zapytałam chłopców. No co? Trzeba przywitać nowych, prawda?
-Jasne-odpowiedzieli równo i poszliśmy na stołówkę.Po drodze zgarnęłam jeszcze Lolę. Każdy wziął po kanapce i zaczął ją wcinać.
-Muszę przyznać, że nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam-Paul wymachiwał kanapką na wszystkie strony.
-Przypadek? Nie sądzę-uśmiechnęła się Lola.
-Przeznaczenie-szepnął, nachylając się nad stolikiem Pieter.
-Jasneee, dobrze, że nie duchy-zażartował blondyn.
-Śmiejcie się, śmiejcie-oburzył się brunet-Oglądaliście "Oszukać przeznaczenie"?
-Taaa-każdy przytaknął.
-No właśnie..-odparł, ale nikt nie zajarzył o co mu chodzi.
-Wybaczcie. On jest dziwny-Paul usprawiedliwiał kumpla.
-Nie ma sprawy-machnęłam ręką.
-Margo, to w środę ciebie nie będzie, tak?-Lola zmieniła temat.
-No nie-odpowiedziałam i zadzwonił dzwonek.
-Planowane wagary?-po lekcjach usłyszałam za sobą głos wczorajszego ochroniarza.
-Co? Kiedy?
-W środę.
-Chciałabym, ale nie-uśmiechnęłam się. Spojrzał się dziwnie.
-Margo! Cześć!
-Max-zdziwiłam się.
-Już myślałem, że nie wyjdziesz z tej szkoły-przewrócił oczami i spojrzał wrogo na Paula.
-Do jutra-pomachał mi blondyn i szybkim krokiem odszedł. Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć.
-Nie przywitasz się?-łysol zapytał zalotnie. Uniosłam wzrok do nieba, po czym przytuliłam chłopaka-Tylko tyle?-posmutniał.
-Jak zasłużysz to w domu będzie więcej-puściłam do niego oczko.
-To chodźmy-wziął mnie za rękę, którą wyrwałam.
-Co ty robisz?-szepnęłam.
-Przepraszam. Cały czas zapominam-podrapał się po głowie.
-Nina wróciła-powiedziałam. Głoski tworzył całość, ale w mojej głowie wydawały się być wyrwanymi literami z alfabetu-W środę pogrzeb-patrzyłam przed siebie, a Max zatrzymał się i mocno mnie przytulił. A co ja zrobiłam? Oczywiście, że palnęłam głupotę-Ludzie patrzą.
-Margo rozumiem, że chcesz być dzielna, ale to był twój ojciec. Nikt nie będzie się z ciebie śmiał, że płaczesz i to przeżywasz.
-Nie mów do mnie Margo-ruszyłam w stronę domu i załamanej matki.
-Zaczekaj-usłyszałam za sobą, gdy weszłam na teren parku-Zatrzymaj się-szarpnął za mój nadgarstek, przyciągając mnie do siebie. Czułam jak jego klatka piersiowa porusza się coraz szybciej. Przycisnął mnie do drzewa, cały czas patrząc w oczy-Mam w dupie, co myślą inni. Muszę to zrobić, bo zaraz zwariuję. I żebyś nie zrzucała całej winy na mnie to wszystko przez ciebie-złapał mnie za żuchwę i trafił swoimi ustami na moje, mocno je całując. Bez chwili wahania oplotłam ręce na szyi Maxa i oddałam całusa. On bardzo napierał, a ja już całymi plecami opierałam się o korę. Jedna dłoń łysola powędrowała na moje biodro, gdy moje piersi przygniatane były przez jego ciało. Wiedziałam, że się wszyscy gapią, ale teraz mnie to nie obchodziło. Przypomniało mi się dziecko. Moje i Maxa. Do oczu napłynęły mi łzy.
-Co jest kotku?-George odsunął się ode mnie jaj poparzony-Coś się stało? To moja wina?-zaczął panikować.
-Nie-szlochałam.
-No przecież widzę-pogłaskał mnie po policzku.
-Boo.. Max, powinieneś o czymś wiedzieć-szepnęłam.
-Co?-zaniepokoił się-Powiedz.
-Ale nie tutaj.
-Tu. Mago, martwię się.
-Poroniłam-przyłożyłam dłonie do podbrzusza.
-Co? To niemożliwe!-chodził w tę i z powrotem-To dlatego źle się czułaś. Nie piłaś.
-Tak.
-Boże, nie wierzę.
-Wiem, że to źle wpłynęłoby na twoją karierę.
-Co? O czym ty w ogóle mówisz?-głos mu drżał. Usiadł na ławce, a ja odprowadziłam go wzrokiem-Siadaj-poklepał miejsce obok-Nie płacz już-delikatnie musnął moje usta.
-Nie jesteś zły z tej ciąży?
-Nawet jeśli bym był to tylko na siebie. To ja się nie zabezpieczyłem. Żałuję, że nie mamy dziecka.
-Jak to?
-To chyba jedyny sposób, żeby cię przy sobie zatrzymać-uśmiechnął się nieśmiało.
-Nigdzie się nie wybieram-pogładziłam go po karku i pocałowałam. Czy to oznacza, że jesteśmy oficjalnie parą?
______________________________________
Takie cóś mi wyszło :)
Mam nadzieję, że się podoba, bo jak nie... to będzie WPIERDOL! hahahhahahah xd żart

poniedziałek, 8 lipca 2013

Za górami, za lasami..

Nie czułam się najlepiej (chyba przez te piwo po tabletkach..). Max chyba to zauważył, bo cały czas na mnie patrzył.
-Coś nie tak?-zapytałam, gdy staliśmy na korytarzu.
-Jesteś taka śliczna-westchnął, po czym usiadł na schodach prowadzących na piętro. Zrobiłam to samo.
-A ty jesteś..-czubki naszych nosów stykały się ze sobą, a gdy George chciał mnie pocałować, dodałam-..pijany-i szeroko się uśmiechnęłam.
-Chciałaś powiedzieć ‘zakochany’-poprawił mnie.
-Oczy też ci się świecą z miłości?-uniosłam prawą brew, a on bawił się luźnym kosmykiem moich włosów.
-Tak-przytaknął-Możemy sprawdzić w moim pokoju jak długo będą się świeciły.. Przy zgaszonym świetle-zabawie poruszał brwiami. Przewróciłam oczami.
-Oj Maxiu, Maxiu.
-Tak złotko?
-Powinnam wracać do domu. Nina mogła już wrócić-w tym momencie męczyło mnie dziwne uczucie.. Kurde, czułam się winna. Jestem tu zamiast w domu czekać na mamę. Ona na pewno przechodzi teraz piekło. Też powinnam. Ale nieee, wolę się gapić na ten przygłupawy uśmiech Maxa.
-Ale nie wrócisz, tak?-przymrużył oczy. Chyba w tej chwili myślał..
-Muszę-pogładziłam go po policzku.
-Jak sobie pójdziesz to na stówę zrobię coś głupiego-wyznał.
-Poproszę Toma, żeby cię przypilnował.
-Czy ty słyszysz, co mówisz?-zapytał. Tak, on na trzeźwo nie zająłby się starym chłopem, a co tu mówić o pijanym Parkerze.
-Pardąąą-wybełkotał Jay, chcąc dostać się na górę z jakąś dziewczyną. Nie wnikam, co chcieli robić..
-Oczywiście-łysol się uśmiechnął i przesunął tyłek w moją stronę. Jego ręka leżała na moim udzie i zaczęła „iść” wyżej.
-Przestań. Jeszcze ktoś zobaczy-mruknęłam.
-Tu wszyscy są pijani. Jutro albo nic nie będą pamiętać, albo wmówi im się, że to omamy, czy jakieś inne gówno.
-Ciekawiej będzie jak ktoś zrobi zdjęcie-spojrzałam na niego wymownie.
-Ok. Od teraz trzymam ręce przy sobie.
-Bardzo dobrze, bo idę do łazienki-wstałam i podreptałam na piętro. Kątem oka zauważyłam, jak drzwi od pokoju McGuinesa (chyba) się zamykają. Zdążyłam usłyszeć jak krzyczy „Iza kotku!”. Niestety toaleta była zajęta. Ktoś położył dłoń na moim ramieniu, a ja krzyknęłam i odwracając się, uderzyłam tego kogoś łokciem w brzuch. Oczywiście to nie było celowe. To taki odruch..
-Ałć-chłopak jęknął.
-Przepraszam-zrobiłam wielkie oczy. Nie sądziłam, że kogokolwiek potrafiłabym skrzywdzić. Nawet głupiej muchy nie umiem zabić. Ona jest za szybka, a tą packą nie da się nic zrobić.
-Spoko, żyję-uśmiechnął się, ale to bardziej był grymas. Widziałam jak uniósł koszulkę, by sprawdzić, czy nie ma siniaka. Ale miał boski kaloryfer *____*.
-To dobrze. Nie chciałabym mieć nikogo na sumieniu.
-Jestem Paweł. To znaczy Paul-podał mi rękę (Iza, PAAAAWEŁ ^^).
-Magi-uścisnął moją dłoń. Był wysokim blondynem o niebieskich oczach. Włosy, hmmm.. były w lekkim nieładzie.
-Czemu nie bawisz się na dole?-zapytał.
-Trochę tam głośno. Myślałam, że tu będzie lepiej, ale się myliłam-odparłam. No co? Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że przyszłam do kibla!
-Na zewnątrz jest ok-włożył ręce do kieszeni.
-Paweł cioto!-usłyszeliśmy ze schodów męski głos.
-Idę patafianie!-krzyknął-Muszę iść. Do zobaczenia. Mam nadzieję.
-Pa-pomachałam mu i szybko wskoczyłam do toalety póki była wolna. Zrobiłam, co musiałam i lekko uchyliłam drzwi, żeby nikogo nie uderzyć. O dziwo korytarz był pusty, a na schodach nie było Maxa. Znowu poszedł pić.. Chciałam się pożegnać przed wyjściem, ale jak na złość żadnego z lokatorów nie mogłam znaleźć. Wysłałam łysolowi sms, że jestem już w domu (dobrze wiem, że przeczyta go rano dopiero po zażyciu tabletek przeciwbólowych). Niepostrzeżenie wyszłam z budynku. Nie było to trudne zadanie przy takiej liczbie osób.
-O, jednak się spotkaliśmy-na chodniku stały dwie osoby. Dopiero, gdy podeszłam bliżej rozpoznałam jedną z nich.
-Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko-przyznałam.
-Ja też-chłopak się uśmiechnął. Drugi zaś odchrząknął-Ta.. Zapomniałem..-mruknął-Poznaj Pietera.
-Magi-podaliśmy sobie dłonie.
-Idę do środka-oznajmił brunet i poszedł. Chyba był brunetem.. Przez te ciemności nic nie widać.
-Ja też będę lecieć-uśmiechnęłam się.
-A ty dokąd?
-Do domu.
-Nie podoba ci się impreza?
-Jest ok, ale muszę wracać-wyjaśniłam.
-I nic nie da się zrobić?-w odpowiedzi wzruszyłam ramionami-Wracasz sama?-zapytał nieśmiało.
-Jakoś nikt nie chce poświęcić imprezy z the WANTED dla mnie-zażartowałam.
-Ja poświęcę. Mogę?
-Taaaak-szepnęłąm-Tak-powtórzyłam.
-No to chodźmy-uśmiechnął się-O drugiej nad ranem robi się zimno-przerwał ciszę.
-Mi to jakoś nie przeszkadza.
-Masz gęsią skórkę-dotknął mojego przedramienia, co spowodowało, że przeszedł mnie dreszcz-Masz-podał mi swoją bluzę.
-Nie trzeba-nie chciałam jej wziąć.
-Oj daj spokój. A jak się przeziębisz? Nie chcę mieć nikogo na sumieniu-spojrzał mi w oczy.
-Dobra-założyłam ciepły, przesiąknięty perfumami i alkoholem materiał.
-Grzeczna dziewczynka.
-Skąd znasz chłopców?-zmieniłam temat.
-Nie znam.
-Więc..
-Skąd się tam wziąłem?-przerwał mi.
-Właśnie.
-Tańczę z Piotrkiem w grupie Kelsey. Zaprosiła nas-wzruszył ramionami. Dziwnie na niego patrzyłam-Pieterem-chyba się zaczerwienił.
-Nie jesteście stąd-to było bardziej stwierdzenie.
-Za górami, za lasami, za głębokim, błękitnym morzem jest taka kraina jak Polska.
-Haha-zaczęłam się śmiać.
-Serio, jestem Polakiem.
-Wiem.
-Niby jak?-zdziwił się.
-Cały czas mylisz imię, a to dość dziwne, bo to twoje imię i mówisz z akcentem-wyjaśniłam-To tu-wskazałam na budynek za sobą. Nikogo w środku nie było, bo światła były pogaszone. Chyba, że Nina poszła spać.. Ale na pewno by do mnie zadzwoniła. 
-Już?-wyglądał na zdziwionego.
-Dziękuję-oddałam jego bluzę. W tym momencie nasze dłonie się dotknęły. Chłopak na mnie spojrzał.
-Yy.. Dałabyś mi swój numer? Wiesz.. nie znamy tu nikogo..-wyjaśnił.
-Ok-uśmiechnęłam się i podałam ciąg cyfr. Spojrzałam na ulicę. Jechał stary Chevrolet impala. Taki widziałam tylko w filmach. Facet słuchał "Heart Of A Girl" the Killers na dźwięk tej piosenki tylko się uśmiechnęłam. Czyżby przeznaczenie? Wątpię, ale słowa bardzo ciekawe. 
-To. Pa-pomachałam i szybkim krokiem poszłam. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że blondyn mnie obserwuje. Gdy zamknęła za sobą drzwi, rozejrzałam się po domu, ale Niny nie było, więc poszłam się wykąpać i spać.
______________________________________________
Pomimo wielu trudności jest rozdział :D
Nawet długi ten rdz.. (chyba) :)
Oj, mam dobry humor :D
Dziewczyny, dzięki za spam na tt -.-

Ale mam fazę na the Killers *______________________*
CHOPAKI (specjalnie bez 'ł' xd) KOCHAM WAS! ♥
Brandon, a ten twój głos... ACH! ♥ 
I te koncerty.. SZACUN :D 
Wiem, że tego nie lookną, ale co tam :p

Iza, weź coś mi poradź z Cz i P -.-

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Słodki łysolek

Max pił i palił na przemian, a ja zaczęłam się nudzić. Wzięłam piwo (a obiecałam sobie, że będę trzeźwa, w końcu biorę leki) i usiadłam na leżaku przy basenie. Łysol przemknął ledwie zauważalnie w tłumie i znowu gdzieś zniknął.
-Zajebiście-mruknęłam.
-Fajna impreza, c'nie?-wybełkotał jakiś chłopak. W odpowiedzi uniosłam dwa kciuki. Boże, tutaj wszyscy są pijani. Jakiś gość z dachu skakał do basenu. Jak on tam wszedł?! Zaczęłam się bać znajomych the WANTED, zwłaszcza pijanych i poszłam do domu. Przycupnęłam na sofie i obserwowałam tańczących, a raczej próbujących tańczyć. Z wielkim naciskiem na słowo "próbujących".
-Gdzie zgubiłaś swojego kochasia?-zapytała Kelsey.
-Nie wiem. Pewnie podrywa jakieś laski-wzruszyłam ramionami na znak obojętności, a w duchu modliłam się, żeby był gdzieś z Tomem.
-A propos tego..-uśmiechnęła się. O nie, chyba nie widziała jak obmacuje jakąś dziewczynę?!-Możemy pogadać?-zapytała. To nie wróży nic dobrego, pewnie się z jakąś całuje.
-Jasne-i poszłyśmy do jakiegoś pokoju na piętrze. To chyba sypialnia Toma.
-Bardzo cieszę się z tego, że ty i Max jesteście razem..
-Ale?-przerwałam blondynce.
-Uważaj na niego. To jest kobieciarz i tylko z Michele był dość długo. Lubię cię i nie chcę, żeby na pozór ten słodki łysolek cię zranił. Nie obgaduję go, ale znam wystarczająco długo i wyrobiłam sobie o nim zdanie.
-Ok-odpowiedziałam krótko.
-Jeszcze jedno-Kelsey była gotowa do wyjścia, a jej dłoń spoczywała na klamce-Nie rób sobie nadziei. Lepiej być mile zaskoczoną niż zawiedzioną -i już jej nie było. Te słowa dały mi do myślenia. Kurde, a może on chciał mnie wykorzystać, a teraz jest ze mną z litości? Niee, jest z byt troskliwy. Pójdę go poszukać. Byłam wszędzie i nic. Wyszłam na werandę, ale tam też go nie było, z resztą tam nie było nikogo. Usiadłam na schodach i oparłam brodę na kolanach.
-Hej piękna. Czemu siedzisz tu sama?-Max usiadł obok.
-Bo jeden debil woli butelkę piwa ode mnie-odpowiedziałam.
-Jakiś idiota.
-Zgadzam się-spojrzałam na niego i wyciągnęłam nogi, opierając stopy dwa schodki niżej. Chłopak splutł nasze palce, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
-Cieszę się, że jesteś tu ze mną-wydukał. Spojrzałam mu w oczy i się uśmiechnęłam. Zbliżył się do mnie. Czułam bijącą on niego woń alkoholu, ale w końcu to mój łysol, prawda? Nawet nie wiem kiedy zaczął mnie całować. Robił bardzo zachłannie. Po chwili jego język pieścił moje podniebienie, a druga ręka spoczywała na kolanie. Usłyszałam skrzypnięcie drzi i szybko się od niego odsunęłam.
-Co jest?-wyglądał na zaskoczonego. Głową wskazałam na jakąś parę, która najwyraźniej chciała się przewietrzyć. George, pomimo tego, że był pijany, zrozumiał. A gdy gołąbeczki sobie odfrunęły (poszły), chłopak, a raczej mężczyzna lewą dłonią złapał mnie za żuchwę i znowu zaczął całować. Tym razem prawa ręka przesunęła się wyżej-na udo. Palce splotłam na jego szyi. Nic dziwnego, że Max całował zawodowo. Przecież miał masę dziewczyn, miał na kim trenować. Na końcu przygryzł delikatnie moją dolną wargę i oparł czoło o moją głowę. Uśmiechaliśmy się do siebie przez jakiś czas.
-Nie wiem jak ty, ale idę się przejść-przerwałam minutę ciszy.
-Też idę-podnieśliśmy tyłki i ruszyliśmy w stronę ciemnej uliczki. Max wziął mnie za rękę i dał całusa-Zastanawiałaś się kiedyś, co byłoby gdybyśmy byli parą? Tak bez ukrywania się i w ogóle?
-Jesteś pijany- stwierdziłam.
-Nie. No może troszeczkę-uśmiechnął się łobuzersko-Ale przyznaj, zastanawiałaś się, czy nie?
-Tak, myślałam o tym.
-I co?-ciągnął temat.
-I nic-wyruszyłam ramionami.
-Jak to?-zatrzymał się.
-Max, dobrze wiesz, że to się nie uda.
-Uda się. Zobaczysz!
-Teraz tak mówisz.
-Nie kotku. Jutro też tak powiem. Pojutrze również. Gdy będziesz zasypiała obok mnie i następnego ranka otwierała oczy, szepnę ci do ucha 'kocham cię' i powiem, że się uda-stał nieruchomo i czekał na moją reakcję. Pokazałam zęby w szerokim uśmiechu i przytuliłam go. Do oczu napływały mi łzy. Nie spodziewałam się takich słów z jego ust. Byłam mile zaskoczona. Mój pijaczyna jest romantykiem-Wszystko ok?-odsunął się ode mnie na długość ramion.
-Tak-kiwnęłam głową.
-Kocham cię.
-Wiem. Ja ciebie też.
-Wracamy? Nasze niańki mogą się martwić-zażartował.
-Jasne, chodźmy-szliśmy wtuleni w siebie. Jeśli ktoś by nas zauważył, zawsze możemy powiedzieć, że albo źle się czułam, albo Max jest zbyt pijany, żeby iść bez niczyjej pomocy-Czy to nie pod waszym domem stoi radiowóz?-zapytałam, po zauważeniu migających świateł.
-Niemożliwe. Zawsze uprzedzamy sąsiadów, że będziemy naruszać ciszę nocną i nie dzwonią po gliny.
-Serio? To chyba tym razem zapomnieliście-wskazałam palcem na Toma, trzymającego się za głowę. Od razu do niego podeszliśmy.
-Coś nie tak panie Hopkins?-zapytał Max.
-Panie George będzie kara-mężczyzna pokręcił głową.
-Jaka kara?-łysol się uśmiechnął.
-Zaraz będzie mandacik i proszę zakończyć imprezę, albo my to zrobimy-zagroził. Spojrzałam w stronę samochodu i zobaczyłam kolejnego policjanta opierającego się o maskę auta.
-Panie Hopkins, Oliver-zaczął Tom-Po co zaraz kończyć zabawę? Uspokoimy towarzystwo i nie będziemy już przeszkadzać.
-Nie ma takiej opcji Parker. Ostatnio wam radowaliśmy.
-Ostatnio?-zapytałam.
-Taaak, Nathan jest zakochany, a to on zawsze łazi po sąsiadach. Wiesz, ma taką spokojną twarz leniwca-wyjaśnił brunet.
-Tak, leniwca-uśmiechnął się Hopkins.
-To jak? Do następnego razu zapominamy o sprawie?-zapytał Max.
-Ale macie się uciszyć.
-Słowo harcerza-kumple powiedzieli równocześnie.
-Jak co tydzień-pan H przewrócił oczami-Jak mnie wyleją to przez was!-krzyknął, wsiadając do radiowozu.
-Dzięki Oliver!-odpowiedział Tom.
-Dla ciebie nadal Hopkins.
-Dziena Hopkins!-poprawił się i weszliśmy do środka.
___________________________________
..

niedziela, 16 czerwca 2013

Kotku, wrócę jak najszybciej się da.

-Max już jestem!-krzyknęłam w drzwiach-Max!
-Może jest w łazience?-zapytał gość.
-Może-wzruszyła ramionami-Nathan, tylko proszę cię, nie mów nic Maxowi. Ja to zrobię. Kiedyś..-szepnęłam.
-Dobrze. Nie chcę się mieszać w wasze sprawy-dał mi całusa w policzek i poszedł do kuchni-Magi, Maxa nie ma..
-Co?-zdziwiłam się, a chłopak podał mi kartkę: "Nie wiedziałem, o której wrócisz. Miałem pilny telefon i musiałem iść. Wpadnę do ciebie później. Całuję, Max ;*"-Nathan, czy wy przypadkiem nie macie jakiegoś ważnego spotkania?
-Niee-wyglądał na zmieszanego-A co?
-To co się stało?-głośno myślałam.
-Magi, nie chcę zostawiać cię samej, ale..
-Jasne. Idź. I tak muszę posprzątać, a w tym na pewno mi nie pomożesz.
-Następnym razem.
-Zapamiętam.
-Pa-na pożegnanie mnie przytulił. Usiadłam na kanapie i wzięłam się za składanie koca. Pachniał Georgiem. Mimowolnie się uśmiechnęłam.Po 10 minutach dotarło do mnie, że Nina jeszcze nie dzwoniła. Wpadłam w panikę. A co, jeśli mam spodziewać się najgorszego? Wzięłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
-Halo?-jej głos drżał.
-Co jest z tatą?-zapytałam.
-Margo.. To nie jest rozmowa na telefon.
-Wczoraj też tak mówiłaś, ale chcę wiedzieć. Martwię się. Mogę z nim porozmawiać?-po tych słowach Nina zaczęła płakać-Mamo?
-Thad.. On nie żyje-obie płakałyśmy. Poczułam, że robi mi się słabo, w płucach brakuje powietrza, a przed oczami mam mroczki.
-Nie-jęknęłam.
-Kotku, wrócę jak najszybciej się da.
-Dobrze-odparłam i się rozłączyłam. Musiałam się położyć. Jak już się wali to wszystko. Ojciec, ciąża i to, że poroniłam. To wszystko zaczęło mnie przerastać. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię, ale zbyt zmęczona. Skuliłam się w kłębek i poszłam spać. Obudziło mnie walenie do drzwi.
-Już idę!-byłam lekko poddenerwowana-Taak?
-Dzień dobry. Zamawiała pani pizzę. Proszę-wysoki blondyn wręczył mi karton.
-Ale ja nic nie zamawiałam-zdziwiłam się.
-Ale my tak!-na horyzoncie pojawiło się the WANTED.
-Ile się należy?-zapytał Tom i uregulował rachunek.
-Tooooooo, co robimy?-zapytał Siva, gdy siedzieliśmy w salonie.
-Może jakaś imprezka?-zaproponował Jay.
-Przyznaj, chcesz się upić i poderwać jakieś panienki-zaśmiał się Max.
-Ja? Niee. To, że ty masz takie plany to nie znaczy, że każdy inny też-loczek wypiął język. Max już chciał coś powiedzieć, ale spojrzał na mnie, a ja pokręciłam przecząco głową.
-A ty Magi, co myślisz o wypadzie do klubu?-zapytał Nathan.
-Wolę posiedzieć w domu-odparłam.
-Czyli PARTY HARD W DOOOOMU!-Parker zaczął biegać po pokoju z uniesionymi rękami. Wyglądał zabawnie-To idziemy zaprosić ludzi, zorganizować żarcie i kogoś do porannego sprzątania.
-Tak, przydałoby się-zgodził się Siva.
-To wy idźcie, a ja zostanę z Margo-Max objął mnie ramieniem. Nie powiem.. To było miłe z jego strony.
-Dobra, ale macie być o 8 u nas i ani minuty spóźnienia-zagroził Nathan i wyszli.
-Nie musimy tam iść jak nie chcesz-George wziął mnie za rękę. Nic nie odpowiedziałam-Margo, coś się stało?
-Tak. Mój ojciec nie żyje-patrzyliśmy sobie w oczy. Nie płakałam. Nawet nie czułam bólu. Po prostu stało się. Taka jest kolej rzeczy.
-Przykro mi-pogładził mój policzek zimną dłonią.
-Mi też.
-Wypożyczyć jakiś film? Wątpię, że chcesz iść..
-Idziemy. Wiesz, co oni sobie pomyślą jak nie wrócisz na noc?-usiadłam po turecku.
-Gdyby nie Nath już dawno by pomyśleli, że jesteśmy parą.
-A co ma do tego Nathan?-zdziwiłam się.
-Cały czas się obok ciebie kręci.
-Przyjaźnimy się-wyjaśniłam.
-Ale to tak nie wygląda.
-Tylko dla ciebie.
-...
-Max, czy ty jesteś zazdrosny?
-Jak cholera!
-Hahaha-zaczęłam się śmiać.
-Mówię poważnie.
-Wierzę ci-musnęłam jego usta i wstałam.
-A ty gdzie się wybierasz?-pociągnął mnie za rękę i wylądowałam na jego kolanach.
-Myślałam, że zjemy tą pizzę-uśmiechnęłam się.
-Może później-pocałował mnie w nos.
-Max..
-Tak kotku?-nasze usta dzieliły centymetry. Znowu nie udzieliłam odpowiedzi. Jego dłonie, które spoczywały na moich biodrach, znalazły się pod bluzką-Kocham cię-szepnął i namiętnie mnie pocałował. Zaplotłam palce na jego szyi i pozwoliłam ponieść się emocjom. Też go kocham i chcę z nim być, ale on jest gwiazdą. Odsunęłam się od niego.
-Też cię kocham-uśmiechnęłam się.
-Powiedzmy wszystkim, że jesteśmy razem.
-Max..-usiadłam obok niego.
-Rozumiem, że nie chcesz tego zamieszania wokół siebie, ale nie możemy się wiecznie ukrywać.
-Wiem-spuściłam głowę.
-Chociaż powiedzmy chłopakom.
-Naprawdę tego chcesz?-zapytałam.
-A dlaczego miałoby tak nie być?-odpowiedział pytaniem.
-Bo.. Kelsey jest tancerką, Nareesha projektantką, a ja..
-Ty jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem-złapał mnie za żuchwę i delikatnie pocałował. Poczułam się lepiej-I nigdy więcej nie porównuj się do innych dziewczyn, rozumiesz?
-Bo co mi zrobisz?-uniosłam prawą brew. Mój chłopak (kurde, jak to fajnie brzmi xd) chwilę się zastanawiał.
-To-i zaczął mnie łaskotać i całować po szyi.
-Przestań, proszę. Przestań-brakowało mi oddechu i na 100% zrobiłam się czerwona-Chyba powinniśmy się już zbierać-wydyszałam.
-Czyli idziemy?-Max przestał mnie łaskotać.
-Skoro mamy powiedzieć im prawdę..
-Mówiłem ci, że cię kocham?
-Hmmm.. Nie przypominam sobie-dałam mu całusa-A teraz idę się przebrać.
-Idę z tobą-wziął mnie za rękę i zaprowadził do mojego pokoju. Mój ojciec nie żyje, a ja wybieram się na imprezę.. Tak, jestem bez serca, ale teraz nic nie czuję. Mam wszystko w dupie. W końcu każdy kiedyś umrze, prawda? Otworzyłam szafę i zastanawiałam się, co założyć.
-Kotku, nie idziemy na galę. Możesz założyć cokolwiek-George przewrócił oczami.
-Teraz tak mówisz-nawet na niego nie spojrzałam.
-Za dwa tygodnie będziesz się szykować.
-Co?-odwróciłam się na pięcie.
-Jeszcze nic. Jutro ci wszystko opowiem.
-Max-naciskałam.
-Kotku-westchnęłam.
-Dobra, niech będzie-wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki, a Max w tym czasie zamówił taksówkę. Chcieliśmy być wcześniej, żeby ich "oświecić", ale pomimo to było już kilku nieźle wstawionych gości.
-Ho ho ho. Kogo my tu mamy?-podszedł do nas Tom z piwem w ręce-A już się bałem, że nie przyjdziecie.
-Niby dlaczego?-zapytałam.
-Myślałem, że Max się tobą zajmie-odchrząknął.
-Gdzie jest reszta? Musimy pogadać-Łysol szybko zmienił temat.
-Nie wiem, ale mogę ich zebrać.
-Dobra, za 5 minut w kuchni. Dziewczyny też.
-Co mam im powiedzieć? Narada wojenna?-zażartował.
-Mów, co chcesz-Max machnął ręką, a Tom poszedł chwiejnym krokiem wgłąb domu.
-Nie wiem, czy to ma sens-stwierdziłam-Jeśli reszta wygląda tak jak Parker to poczekajmy z tym do jutra.
-Jak to się mówi.. Pożyjemy, zobaczymy, a teraz chodź-wziął mnie za rękę i zaprowadził do kuchni.
-Staryyyy! Świetna impreza!!-krzyczał ze schodów do nas jakiś koleś.
-Musimy wam o czymś powiedzieć-zaczął Max, gdy do kuchni wszedł Tom, Siva, Jay, Nathan, Jessica, Agatha, Kelsey i Nareesha. Czułam, że serce zaczyna mi walić, a to nie jest dobry znak.
-Jeśli chcecie nam powiedzieć, że jesteście razem to nie musicie się wysilać. Wiemy-Kelsey się uśmiechnęła.
-Coo? Jak to?-zdziwiłam się.
-Myślicie, że tego nie widać?-odezwał się Siva.
-Cały czas się na siebie gapicie-Loczek pił piwo.
-I każdą chwilę spędzacie razem-wtrąciła Naresha.
-Nie martwcie się, macie moje, to znaczy nasze błogosławieństwo-Tom podniósł butelkę do góry.
-Ale to zostaje między nami?-zapytałam.
-Oczywiście. Nikt się nie dowie bratowo. Hahaha-ADHDowiec popadł w histeryczny śmiech.
-Nie jestem twoją bratową.
-Jeszcze. Hahahahahahaha-i poszedł.
-Nie chcę mieć z nim do czynienia sam na sam jak jest w takim stanie-wyznałam.
-Będę cie pilnował-Max objął mnie w pasie.
-Ooo, jak wy słodko razem wyglądacie-rozmarzyła się Agatha, która też próbowała alkoholu, jak każdy tutaj.
-Zapraszam panią do tańca-Max uśmiechnął się szarmancko.
-Jestem jeszcze panną.
-Oj, mój błąd. Pomyślałem, że jesteś panią George-udawał skołowanego. W tle usłyszeliśmy rozpoczynającą się piosenkę. Max prowadził, kołysząc nami. Mój Łysolek szeptał do ucha tekst piosenki, a ja odpływałam, marząc. "Pomyślałem, że jesteś panią George" mimowolnie się uśmiechnęłam. Czy to jakaś sugestia, czy sama myśl o alkoholu uderzyła mu do głowy? A może tylko cieszył się, z tego, że chłopcy wiedzą? Nie mam pojęcia.
_______________________________________
Nie ma szałowego zakończenia.. a miało być ;)
Izka masz deda kobieto ;*

niedziela, 2 czerwca 2013

Margo, czy ty jesteś w ciąży?

Leżałam, opierając głowę na jego kolanach. Czułam jego równomierne bicie serca. To sprawiło, że się uspokoiłam. Muszę mu powiedzieć. Teraz! Bo niby kiedy? Jutro jak przyjdą chłopcy? O niee, oni się nie dowiedzą.
-Max-szepnęłam-Max, ja jestem w ciąży-usadziłam się w pozycji siedzącej. Spał-Super-mruknęłam, wstałam i przykryłam go kocem. Wyglądał słodko. Dałam mu całusa w czoło i poszłam na górę się położyć.
Przez sen czułam ból w podbrzuszu. zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zaczyna mi się BARDZO spóźniony okres. Ale spałam dalej. Rano wpadłam w panikę, bo całe prześcieradło było we krwi, a ból nie ustępował. Co się dzieje? To nie miesiączka. Jakoś zwlokłam się z łózka i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Na szczęście Max jeszcze spał. Popiłam dwie tabletki przeciwbólowe wodą i usiadłam na stoliku naprzeciwko Łysola. Gdy ten otworzył oczy, uśmiechnęłam się, siadając obok niego.
-Hej Piękna-najpierw pocałował mnie w czoło, a potem mruknął-Nie uwierzysz, co mi się śniło.
-Co takiego?-udawałam (mam nadzieję, że skutecznie), że nic mnie nie boli, ale tabletki nie pomagały.
-Że jesteś w ciąży-odpowiedział. Czułam, jak robię się blada-Margo spójrz na mnie. Czy ty jesteś w ciąży?-wpadł w panikę-Przecież.. O Boże, to bardzo możliwe. I te bóle-złapał się za głowę.
-Nie jestem. Nie musisz się o nic martwić-skłamałam. To znaczy nie wyznałam całej prawdy. Westchnął. Idę do sklepu. Nie czekając na odpowiedź, wyszłam. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha.
-Nathan, możemy się spotkać?-zapytałam, gdy się przywitał-To pilne-dodałam. W kawiarni wyjaśniłam mu zaistniałą sytuację. Bardzo się zmartwił moim stanem.
-Nadal nie zrobiłaś testów?-zapytał po raz trzeci.
-Nie-mruknęłam. Chłopak wstał, chyba się wkurzył.
-Idziemy-pociągnął mnie za rękę.
-Dokąd?
-Do ginekologa.
Nathan zamówił taksówkę i pojechaliśmy do najbliższej przychodni.
-Co ty robisz?-zapytałam, gdy wyszedł za mną z auta.
-Idę z tobą-wyjaśnił.
-Nie ma takiej opcji. Ja idę do ginekologa i nie chcę cię tam widzieć. Z resztą, co ludzie pomyślą jak cię poznają.
-Mam w dupie ich opinię. Liczysz się ty i twoje zdrowie. Idziemy!-wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do głównych drzwi.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-zapytała miła pani w recepcji.
-Chcielibyśmy zarejestrować się do pana..Grumpa-zerknął na rozpiskę Nathan. Był bardzo poważy. Jeszcze nigdy go takim nie widziałam.
-Dobrze-uśmiechnęła się kobieta. Załatwiliśmy wszystkie formalności i po 20 minutach wchodziliśmy już do gabinetu. Tak, Sykes uparł się, że idzie ze mną. Starszy pan zrobił mi USG i dziwnie patrząc na monitor.
-Czy w ostatnich godzinach działo się coś dziwnego z pani ogranizmem?-zapytał.
-Tak. W nocy krwawiłam. Do tej pory boli mnie podbrzusze.
-Hmm..-na ten dźwięk Nathan mocniej ścisnął moją dłoń-Mam dla państwa złą i dobrą wiadomość.
-To znaczy?-chłopakowi zadrżał głos.
-Zależy od punktu widzenia. Jest pani bardzo młoda i nie powinna zachodzić tak wcześnie w ciąże..
-Do czego pan zmierza-przerwał.
-Nathan nie denerwuj się.
-Złą wiadomością jest to, że pani..poroniła.
-Co?-Nath wybuchnął. Napłynęły mi łzy do oczu. Nie wiedziałam, co powiedzieć. To prawda, nie chciałam dziecka, ale żeby zaraz śmierć?
-Proszę się nie denerwować. To właśnie stres spowodował zaistniałą sytuację. Jeśli państwo chcą starać się o dziecko..
-My nie jesteśmy parą-wyjaśniłam.
-Ale to pana..
-Nie, to nie było jego dziecko, ale proszę mówić dalej.
-Na razie nic nie grozi uprawianie seksu bez zabezpieczenia, ale po 2 miesiącach pani ciało się zregeneruje i proszę używać środków antykoncepcyjnych, które pani zapiszę. Jeśli nie chce pani powtórzyć ciąży.
-Dobrze-uśmiechnęłam się. Kątem oka spojrzałam na Nathan, który był czerwony jak burak.
-Dopiszę jeszcze tabletki przeciwbólowe.
-Dziękuję bardzo panie Grump-odparłam i wyszliśmy. Do apteki poszliśmy pieszo, nie odzywając się do siebie. Nie miałam ochoty na rozmowy.
-Magi..
-Nic nie mów, proszę cię-poczułam jak łzy napływają mi do oczu. On spojrzał na mnie i mocno objął ramionami. Zaczęłam płakać.
-Spokojnie. Ciiii-co chwilę całował mnie w czoło.
-To było moje dziecko. Moje i Maxa. Nawet jakby go nie chciał... Nie musiałby go kochać.
-Magi-odsunął mnie na długość swoich rąk-Zostaniesz jeszcze szczęśliwą mamą z Maxem jako głową rodziny. Obiecuję.
-Jesteś kochany-dałam mu całusa w policzek-Wpadniesz do mnie? Mam nadzieję, że George jeszcze nie uciekł.
-Nie będę przeszkadzał?
-Jasne, że nie. Nawet się przydasz. Muszę zmienić pościel na górze-mruknęłam.
_________________________________
Co do tej akcji u lekarza to nie mam pojęcia jak to wygląda i zmyślałam, więc proszę o wyrozumiałość :)

Boże, ze mną jest coraz gorzej..
I nie mówię tu o mojej psychice..
Mam kontuzję kolana, ale nie taką zwykłą.
Mam Zespół bocznego przyparcia rzepki i to nie ściema.
Ledwie chodzę i mogę zapomnieć o jakimkolwiek sporcie ;(
RATUJCIE!

czwartek, 9 maja 2013

To niemożliwe!

Uchyliłam drzwi i zobaczyłam wystraszonego Nathana.
-Nie mam zamiaru tam wyjść-mruknęłam.
-Ok, jak chcesz-wzruszył ramionami i wszedł do środka-Co się stało?
-Bo ja.. Ja chyba jestem w ciąży-wybuchłam płaczem. Chłopak nie wiedział, co ma zrobić i mocno mnie przytulił.
-Max sobie nigdy tego nie wybaczy-powiedział, gdy się uspokoiłam-Tak bardzo mu się podobasz.
-Co?
-Cały czas mi o tobie opowiadał, a teraz..-pokręcił głową-Nigdy nie wybaczy sobie, że nie zaprosił cię na randkę-dodał.
-Nathan, bo.. To dziecko, ono jest Maxa-szepnęłam. Nathan bezwładnie osunął się po ścianie. Nie mam pojęcia o czym teraz myślał. Ciekawe jak długo zastanawiał się czy jestem łatwa, czy może jednak naprawdę go kocham.
-Jesteś pewna, że to z nim?-był blady.
-Tak! Czy ty coś sugerujesz?.. Nie jestem taka!-dodałam, nie czekając na odpowiedź.
-Nie powiedziałem, że jesteś.
-Ale tak pomyślałeś.
-Nieprawda.
-Nie mów nic chłopakom, proszę-usiadłam obok niego.
-Dobrze, ale musisz porozmawiać z Maxem-spojrzał na mnie. Tylko się skrzywiłam.
-Po testach.
-To jeszcze ich nie zrobiłaś?
-Nie-i znowu zaczęłam płakać.
-Magi nie płacz. Za ładna jesteś, żeby płakać-uśmiechnął się ciepło i otarł moje łzy wierzchem dłoni. Wstałam i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Wzięłam tusz do rzęs i zaczęłam się malować-Co robisz?-Nathan stanął za mną, patrząc na moje odbicie w lustrze.
-Przecież nie mogę im się pokazać w takim stanie. Nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć-wyjaśniłam.
-Okej, jak chcesz-uniósł ręce w geście poddania się. Gdy dołączyliśmy do reszty, na MTV leciało "Blurred Lines".
-Uwielbiam tą piosenkę-uśmiechnęłam się.
-Serio?-zdziwił się Tom.
-Taaak.
-A już myślałem, że jestem sam. Słyszałaś "Dreamworld"?
-Nie, później ogarnę.
-Trzymam cię za słowo.
-Chcecie coś do picia? Mam piwo-zapytałam.
-Jasne-odpowiedzieli chórem.
-A ty nie pijesz?-zapytał loczek, gdy przyniosłam pięć puszek.
-Nie mam jakoś nastroju-odparłam.
-Wiesz, humor zawsze można jakoś poprawić-powiedział Siva.
-Weź jedno-namawiał mnie Tom.
-Serio nie. Z resztą źle się czuję.
-Oj z nami się nie napijesz?-Jay i Max zapytali w tym samym momencie.
-Chłopaki nie namawiajcie jej. Nie chce, niech nie pije-wstawił się za mną Nathan.
-Ej, a może ty w ciąży jesteś?-zażartował Tom. Zrobiłam wielkie oczy. Słyszałam jak Max przełknął głośno ślinę i zaczął się wiercić.
-Taaa, dobrze, że ty nie jesteś-walnęłam go w ramię, a on się uśmiechnął.
-Wszystko jest możliwe. Dość długo jestem z Kelsey.. A nóż coś z tego będzie-gładził się po brzuchu.
-Idiota z ciebie-doszedł do wniosku Łysol.
-Ale i tak mnie kochasz-obaj wybuchli śmiechem. W całym domu rozległ się dźwięk mojego telefonu, znajdującego się w kuchni.
-Przepraszam-powiedziałam i podreptałam odebrać. To była mama-Tak?-wydukałam do słuchawki.
-Margo?-Nina była poddenerwowana-Tylko nie rób nic głupiego.
-Czy ty płaczesz?
-Ojciec miał wypadek..
-Co?-opadłam na krzesło-Jak? Gdzie? Co mu jest?
-Wracał do domu i.. Jadę dowiedzieć się, co z nim jest, a ty nie ruszaj się z domu, jasne?
-Jadę z tobą!
-Nie.
-To nie fair!-czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
-To nie czas na kłótnie. Porozmawiamy w domu. Trzymaj się kochanie. Pa-i się rozłączyła. W drzwiach zobaczyłam Maxa. Szybko wytarłam twarz. To niemożliwe. Thad nie mógł mieć wypadku. On został stworzony do jazdy autem. Jeszcze raz zerknęłam na chłopaka. Patrzył na mnie tak troskliwie i czule. Bez wahania podszedł i mocno mnie przytulił. Oczy znowu zaczęły mnie szczypać.
-Zaraz zmoczę ci całą koszulkę-jąkałam się.
-Nieważne.
-Nie, nie nie. To nie może być prawda. Jemu nic nie jest.To, to, to nie jego samochód-tłumaczyłam sobie.
-Ciiiii.. Będzie dobrze-próbował mnie uspokoić. Spojrzał mi w oczy i pocałował w czoło. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego ramionach nic mi nie grozi.
-Margaret..?-usłyszeliśmy Jaya-Co jest?
-Nic, idź sobie-Max warknął.
-Spoko kolo. Tylko nie gryź.
-Skarbie, wszystko się ułoży. Nie zostawię cię z tym samej.
-Nic się nie ułoży!-odsunęłam się od niego-Już nigdy..
-Co? Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze.
-Cały czas to powtarzasz! Ale nie wiesz wszystkiego-oparłam się o kuchenkę.
-O czym ty mówisz?-zdziwił się-Co?!-zaczął się niecierpliwić.
-Czyli już Max wie?-trącił się Nathan.
-Niby o czym wiem?-zapytał kumpla. Kątem oka zauważyłam, że patrzy na nas reszta zespołu.
-O-oł. To wy sobie porozmawiajcie-i wycofał się na korytarz.
-O czym powinienem wiedzieć? Wyjaśnisz mi?
-My.. Max..-nie miałam pojęcia jak mu o tym powiedzieć. Nagle ścisnęło mi żołądek i zgięłam się w pół. Leżałam skulona, jęcząc z bólu.
-Margo. Margo!-Max wziął mnie na ręce i położył na kanapie w salonie-Dzwońcie po karetkę!-polecił.
-NIE!-krzyknęłam-To. Tylko. Skurcz...... W. Szafce. Są. Tabletki. Rozkurczowe-czułam, że zaczynam się pocić. Siva dał mi 3 tabletki, które popiłam wodą. Po kilku minutach poczułam się lepiej i znowu po głowie krążyła jedna myśl 'Thad miał wypadek'. Znowu się rozpłakałam.
-Magi, nie mogę patrzeć jak cierpisz-poczułam zimną dłoń Nathana na policzku.
-Nic mi nie jest. Idźcie odpocząć.
-Nie ma takiej opcji. Zostajemy-oświadczył Jay.
-Ona ma rację-powiedział Max-Idźcie, ja z nią zostanę-pocałował moje czoło. Po długich namowach, chłopcy poszli i zostałam sam na sam z Maxem.
________________________________
Puki mam czas, piszę rozdziały.
Ten wyszedł nijaki.. czyli tak jak ja się teraz czuję.
Sama z chęcią położyłabym się i zaczęła płakać dla odreagowania..
Ale koniec zanudzania, czekam na wasze opinie :)

sobota, 27 kwietnia 2013

A co, jeśli wszystkie będą pozytywne?

Zaczęłam się denerwować. Miesiączka spóźnia mi się jakieś 4 dni.. Zawsze miałam w terminie, a tu co? Taki numer. Muszę porozmawiać z Maxem, czy tego chce, czy nie. Przecież musimy razem coś ustalić, prawda? Kurwa, nie wiem, co mam robić. Zaczęłam krążyć po pokoju.
-Już wiem!-krzyknęłam. Szybko się ubrałam i wyszłam na miasto. Że też od razu na to nie wpadłam. Głupia ja! Wstąpiłam do najbliższej apteki-Poproszę dwa testy ciążowe albo nie, trzy-zwróciłam się do farmaceutki, która dziwnie się spojrzała. Co, mam osiemnaście lat, mogę zajść w ciąże. Przecież to nie jest wytłumaczenie! Max był napalony i wykorzystał to, że mi się podoba. Teraz będzie udawał, że nic się nie stało, że się nie znamy. Jak sobie chce!
Zapłaciłam i wróciłam do domu. Bałam się zrobić testy. A co jeśli wszystkie będą pozytywne? Nawet jak jeden będzie to możliwe, że jestem w ciąży.. i to z gwiazdą.. DLACZEGOO?!
Nie rozumiem go. W ogóle nie rozumiem ludzi. I w tym tkwi problem. Dostałam sms. Od Maxa.
-Możemy się spotkać?-przeczytałam na głos. Nie, kurwa. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego! Nie odpisałam. Nie chciałam go zranić. Chociaż z drugiej strony.. chciałam i to bardzo. Rzuciłam telefon na łóżko i poszłam obejrzeć tv. Jak na złość leciało CTS. Wpatrywałam się w teledysk jak zaczarowana. Bolało mnie to. Te wspomnienia. Wszystkie miło spędzone chwile. To minęło. Koniec. Teraz czas na cierpienie i walkę z resztą zepsutego świata.
Co ja zrobię z tym dzieckiem? Jak ja mam je sama wychować?
Magi ogarnij się, jeszcze nic nie jest pewne. Może to że stresu nie mam okresu? OBY.
Nie ma na co czekać! Idę do łazienki. Czas przekonać się czy to wszystko jest prawdą. Wzięłam testy i zamknęłam się w toalecie na piętrze. Usłyszałam pukanie do drzwi frontowych. Och, serio? Teraz? Gdy odważyłam się sprawdzić ten cholerny test? Przemyłam twarz zimną wodą i zeszłam na dół. Przez wąskie okno dało się zauważyć wysoką, postawną sylwetkę. Bez namysłu otworzyłam.
-Tak?-zapytałam obojętnym głosem. W tym momencie zobaczyłam the WANTED. Super -.-
-Hej-przywitał się Jay.
-Cześć-uśmiechnęłam się. Nathan nic nie mówiąc, mocno mnie przytulił.
-Tęskniłem-wyszeptał mi do ucha.
-Ja też-i jeszcze mocniej go przytuliłam. Czułam jak napływają łzy do oczu, ale nie mogę się rozkleić. Kobieto, weź się w garść! Cały czas sobie to powtarzałam.
-No hej-uśmiechnął się Max. Zbliżył się do mnie, chcąc dać mi całusa, ale szybko się odsunęłam.
-Wchodźcie-zaprosiłam ich do środka. Czułam się dość niekomfortowo. Siedziałam na kanapie, patrząc na czubki swoich kapci.
-Hmh-odchrząknął Siva.
-Gdzie zgubiliście dziewczyny?-zapytałam.
-Pracują-wyjaśnił model.
-No, ale nie uwierzysz co się stało-zaczął Tom przejętym głosem-Max się zakochał!
-Co?!-zareagowałam z Łysolem tak samo. Chłopcy dziwnie na mnie spojrzeli.
-No.. pff.. kto by takiego chciał-dodałam.
-Tak samo pomyślałem-Nathan przybił ze mną piątkę.
-Na pewno jakaś dziwaczka-mruknął Max.
-Tylko i wyłącznie-posłałam w jego stronę sztuczny uśmiech. Udawałam, że nie mam z tym problemu, ale tak w głębi bolało mnie to, że tak szybko odstawił mnie na boczny tor. Teraz przynajmniej wiem dlaczego nie odbierał.
-Widzicie, nie zaprzeczył-Jay ruszał brwiami.
-Bo nie daliście mi dojść do słowa-tłumaczył się.
-Jakoś mnie to mało interesuję-odparłam-Zaraz wracam-i poszłam do kuchni. Miałam cichą nadzieję, że ominie mnie ten temat. Niech sobie robi co chce. Ważne, żeby mnie zostawił w spokoju.
-Przepraszam, że nie odbierałem-usłyszałam za plecami męski głos. Tylko wzruszyłam ramionami-Nie chciałem naciągać cię na koszty.
-Nie obchodzi mnie to. Żyj sobie własnym życiem, a od mojego się odwal.
-Możemy pogadać?
-Nie. Ty nie chciałeś rozmawiać przez telefon, ja nie chcę w cztery oczy-byłam wściekła.
-To porozmawiajmy przy wszystkich, nie mam nic do ukrycia-zaczął się denerwować.
-Nie podnoś na mnie głosu!
-Sama krzyczysz!-spojrzałam na niego wielkimi oczami i uciekłam do łazienki. Zrobiło mi się nie dobrze, ale nie wymiotowałam. Złapałam się za brzuch i oparłam się o wannę.
-Otwórz-mówił zza drzwi Max, co jakiś czas pukając.
-Nie-mruknęłam.
-Proszę.
-Nie!-i znowu jakaś siła ścisnęła mój żołądek.
-Dobrze się czujesz?
-Tak. Po prostu lubię sobie posiedzieć w łazience!
-Możesz się tak nie denerwować? I otwórz te cholerne drzwi!
-Coś się stało?-usłyszałam głos Nathana.
-Nie chce otworzyć-wyjaśnił Łysol.
-Daj mi chwilę z nią pogadać, okej?
Po chwili ciszy usłyszałam kroki. Czyli Max sobie poszedł, albo Nathan..
-Dobra, poszedł sobie. Możesz wyjść.
______________________________________________
Wiem, głupie zakończenie, ale IZUNIA nie mogła doczekać się rozdziału :)
Więc.. IZA, to dla CIĘ ;***