czwartek, 9 maja 2013

To niemożliwe!

Uchyliłam drzwi i zobaczyłam wystraszonego Nathana.
-Nie mam zamiaru tam wyjść-mruknęłam.
-Ok, jak chcesz-wzruszył ramionami i wszedł do środka-Co się stało?
-Bo ja.. Ja chyba jestem w ciąży-wybuchłam płaczem. Chłopak nie wiedział, co ma zrobić i mocno mnie przytulił.
-Max sobie nigdy tego nie wybaczy-powiedział, gdy się uspokoiłam-Tak bardzo mu się podobasz.
-Co?
-Cały czas mi o tobie opowiadał, a teraz..-pokręcił głową-Nigdy nie wybaczy sobie, że nie zaprosił cię na randkę-dodał.
-Nathan, bo.. To dziecko, ono jest Maxa-szepnęłam. Nathan bezwładnie osunął się po ścianie. Nie mam pojęcia o czym teraz myślał. Ciekawe jak długo zastanawiał się czy jestem łatwa, czy może jednak naprawdę go kocham.
-Jesteś pewna, że to z nim?-był blady.
-Tak! Czy ty coś sugerujesz?.. Nie jestem taka!-dodałam, nie czekając na odpowiedź.
-Nie powiedziałem, że jesteś.
-Ale tak pomyślałeś.
-Nieprawda.
-Nie mów nic chłopakom, proszę-usiadłam obok niego.
-Dobrze, ale musisz porozmawiać z Maxem-spojrzał na mnie. Tylko się skrzywiłam.
-Po testach.
-To jeszcze ich nie zrobiłaś?
-Nie-i znowu zaczęłam płakać.
-Magi nie płacz. Za ładna jesteś, żeby płakać-uśmiechnął się ciepło i otarł moje łzy wierzchem dłoni. Wstałam i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Wzięłam tusz do rzęs i zaczęłam się malować-Co robisz?-Nathan stanął za mną, patrząc na moje odbicie w lustrze.
-Przecież nie mogę im się pokazać w takim stanie. Nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć-wyjaśniłam.
-Okej, jak chcesz-uniósł ręce w geście poddania się. Gdy dołączyliśmy do reszty, na MTV leciało "Blurred Lines".
-Uwielbiam tą piosenkę-uśmiechnęłam się.
-Serio?-zdziwił się Tom.
-Taaak.
-A już myślałem, że jestem sam. Słyszałaś "Dreamworld"?
-Nie, później ogarnę.
-Trzymam cię za słowo.
-Chcecie coś do picia? Mam piwo-zapytałam.
-Jasne-odpowiedzieli chórem.
-A ty nie pijesz?-zapytał loczek, gdy przyniosłam pięć puszek.
-Nie mam jakoś nastroju-odparłam.
-Wiesz, humor zawsze można jakoś poprawić-powiedział Siva.
-Weź jedno-namawiał mnie Tom.
-Serio nie. Z resztą źle się czuję.
-Oj z nami się nie napijesz?-Jay i Max zapytali w tym samym momencie.
-Chłopaki nie namawiajcie jej. Nie chce, niech nie pije-wstawił się za mną Nathan.
-Ej, a może ty w ciąży jesteś?-zażartował Tom. Zrobiłam wielkie oczy. Słyszałam jak Max przełknął głośno ślinę i zaczął się wiercić.
-Taaa, dobrze, że ty nie jesteś-walnęłam go w ramię, a on się uśmiechnął.
-Wszystko jest możliwe. Dość długo jestem z Kelsey.. A nóż coś z tego będzie-gładził się po brzuchu.
-Idiota z ciebie-doszedł do wniosku Łysol.
-Ale i tak mnie kochasz-obaj wybuchli śmiechem. W całym domu rozległ się dźwięk mojego telefonu, znajdującego się w kuchni.
-Przepraszam-powiedziałam i podreptałam odebrać. To była mama-Tak?-wydukałam do słuchawki.
-Margo?-Nina była poddenerwowana-Tylko nie rób nic głupiego.
-Czy ty płaczesz?
-Ojciec miał wypadek..
-Co?-opadłam na krzesło-Jak? Gdzie? Co mu jest?
-Wracał do domu i.. Jadę dowiedzieć się, co z nim jest, a ty nie ruszaj się z domu, jasne?
-Jadę z tobą!
-Nie.
-To nie fair!-czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
-To nie czas na kłótnie. Porozmawiamy w domu. Trzymaj się kochanie. Pa-i się rozłączyła. W drzwiach zobaczyłam Maxa. Szybko wytarłam twarz. To niemożliwe. Thad nie mógł mieć wypadku. On został stworzony do jazdy autem. Jeszcze raz zerknęłam na chłopaka. Patrzył na mnie tak troskliwie i czule. Bez wahania podszedł i mocno mnie przytulił. Oczy znowu zaczęły mnie szczypać.
-Zaraz zmoczę ci całą koszulkę-jąkałam się.
-Nieważne.
-Nie, nie nie. To nie może być prawda. Jemu nic nie jest.To, to, to nie jego samochód-tłumaczyłam sobie.
-Ciiiii.. Będzie dobrze-próbował mnie uspokoić. Spojrzał mi w oczy i pocałował w czoło. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego ramionach nic mi nie grozi.
-Margaret..?-usłyszeliśmy Jaya-Co jest?
-Nic, idź sobie-Max warknął.
-Spoko kolo. Tylko nie gryź.
-Skarbie, wszystko się ułoży. Nie zostawię cię z tym samej.
-Nic się nie ułoży!-odsunęłam się od niego-Już nigdy..
-Co? Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze.
-Cały czas to powtarzasz! Ale nie wiesz wszystkiego-oparłam się o kuchenkę.
-O czym ty mówisz?-zdziwił się-Co?!-zaczął się niecierpliwić.
-Czyli już Max wie?-trącił się Nathan.
-Niby o czym wiem?-zapytał kumpla. Kątem oka zauważyłam, że patrzy na nas reszta zespołu.
-O-oł. To wy sobie porozmawiajcie-i wycofał się na korytarz.
-O czym powinienem wiedzieć? Wyjaśnisz mi?
-My.. Max..-nie miałam pojęcia jak mu o tym powiedzieć. Nagle ścisnęło mi żołądek i zgięłam się w pół. Leżałam skulona, jęcząc z bólu.
-Margo. Margo!-Max wziął mnie na ręce i położył na kanapie w salonie-Dzwońcie po karetkę!-polecił.
-NIE!-krzyknęłam-To. Tylko. Skurcz...... W. Szafce. Są. Tabletki. Rozkurczowe-czułam, że zaczynam się pocić. Siva dał mi 3 tabletki, które popiłam wodą. Po kilku minutach poczułam się lepiej i znowu po głowie krążyła jedna myśl 'Thad miał wypadek'. Znowu się rozpłakałam.
-Magi, nie mogę patrzeć jak cierpisz-poczułam zimną dłoń Nathana na policzku.
-Nic mi nie jest. Idźcie odpocząć.
-Nie ma takiej opcji. Zostajemy-oświadczył Jay.
-Ona ma rację-powiedział Max-Idźcie, ja z nią zostanę-pocałował moje czoło. Po długich namowach, chłopcy poszli i zostałam sam na sam z Maxem.
________________________________
Puki mam czas, piszę rozdziały.
Ten wyszedł nijaki.. czyli tak jak ja się teraz czuję.
Sama z chęcią położyłabym się i zaczęła płakać dla odreagowania..
Ale koniec zanudzania, czekam na wasze opinie :)