piątek, 22 marca 2013

Pożegnaj się ładnie i spadamy.

-N-niee-wyrwałam rękę i wstałam-Idę po coś do picia-wyszłam szybkim krokiem. Na twarzy pewnie zrobiłam się czerwona jak burak. Boże, co ja robię? Gdyby teraz dowiedzieli się, że jestem z Maxem, nie byłoby więcej problemów. Głupia ja.. Zaraz, co ja mówię.. Przecież my nie jesteśmy razem. To znaczy nie oficjalnie.. Noo, powiedział, że mnie kocha i w ogóle, ale to nie to samo, co 'jesteś dla mnie ważna, zostańmy parą'. Westchnęłam i usiadłam przy stole kuchennym.
-Wszystko ok?-obok mnie usiadł Nathan.
-Tak-odpowiedziałam krótko.
-Nie jesteś zbyt przekonująca-tylko wzruszyłam ramionami-Słuchaj, jeśli Max ci się naprzyksza to mogę z nim pogadać.
-Co? Nie. Lepiej powiedz jak idzie ci z tą laską-zmieniłam temat.
-No wiesz.. Spędzamy ze sobą sporo czasu-zaczerwienił się.
-Oo, to dobrze-uśmiechnęłam się.
-Ale jeszcze nie byliśmy nigdzie sami.
-Jak to?
-Nie mam kiedy jej zaprosić. Z resztą.. Ona chyba uważa mnie za przyjaciela-posmutniał.
-Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz. Zależy ci?
-Jasne!
-Więc nawet się nie zastanawiaj. Idź do niej i się z nią umów. Ja coś wymyślę, żeby reszta się nie czepiała.
-Yy.. Magi jest mały problem.
-Tak?
-Chodzi o Agathę-mruknął. No nie powiem, byłam w szoku. Od samego początku widziałam, że coś ich do siebie ciągnie, ale sądziłam, że to wyobraźnia płata mi figla.
-Dobra. To ja coś wymyślę, żebyście zostali sami-usmiechnęłam się ciepło.
-Może lepiej nie..
-Boisz się?-zapytałam zdziwiona-No nie wierzę. Bożyszcze nastolatków ma cykora-zaczęłam się śmiać.
-To nie jest zabawne.
-Jest.
-Margo, możemy pogadać?-do kuchni wparował poddenerwowany Max.
-Okeej. Chodźmy na górę-wstałam. Dobrze wiedziałam o czym chce rozmawiać i bałam się tego, co mi powie.
-Czy ty zwariowałaś?!-naskoczył na mnie, gdy tylko zamknęły się drzwi od mojego pokoju.
-Ja? Jeśli chodzi o te pytanie to pomyliłeś adresy.
-Dobrze wiesz, że gdybyś powiedziała te głupie TAK, nie musielibyśmy się tłumaczyć-krążył po pokoju co chwilę zerkając na mnie.
-Miałam skłamać? Tego chciałeś?-cały czas stałam przy biurku.
-Skłamać?-powtórzył.
-Tak-usłyszałam szmery za drzwiami, które po chwili otworzyłam. Spojrzałam pytająco na Nathana.
-Ja tylko..-zaczął się zastanawiać-Czy wy jesteście razem? Bo po tej rozmowie..
-NIE!-trzasnęłam mu drzwiami przed nosem-A wracając do naszej rozmowy.. My nigdy nie byliśmy parą-szepnęłam i usiadłam na brzegu łóżka.
-Co?-łysol od razu znalazł się obok mnie-A tamten pocałunek, dzisiejszy poranek i, i, i to, że wyznałem ci miłość?-zaczął wymieniać. Tylko na niego spojrzałam.
-Musimy wracać-do pokoju wszedł Tom.
-Pożegnaj się ładnie i spadamy-dodał loczek.
-Zaraz do was przyjdę-wydukał Max. W jego oczach dostrzegłam ból i cierpienie. Nic nie mówiąc, pocałował mnie tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek i wyszedł. Mimowolnie się rozpłakałam. Po kilkunastu minutach wzięłam się za sprzątanie tego bałaganu, który zrobili, co zajęło mi półtorej godziny. Gdy już nie miałam co ze sobą zrobić, znowu zaczęłam myśleć o rozmowie z Maxem. Przecież to mogło potoczyć się inaczej, lepiej. Nie chciałam się z nim kłócić. Postanowiłam do niego zadzwonić i go przeprosić. Próbowałam trzy razy. Za każdym razem miła pani z informacji mówiła, że numer jest poza zasięgiem.
-Niech o szlag z moim szczęściem-mruknęłam.
-Coś się stało kochanie?-do domu weszła Nina.
-Nie-odpowiedziałam i dałam jej całusa na powitanie.
-To dobrze-uśmiechnęła się-Mam nadzieję, że Max nie sprawił ci wielu kłopotów.
-Zawsze mogło być gorzej.
-I takie podejście mi się podoba. Chyba coś cię trapi-dodała widząc moją minę.
-Nieee-odpowiedziałam, bawiąc się rogiem obrusa.
-Słonko, przecież cię znam..
-Skoro mnie znasz to powinnaś mi ufać. Jeśli tak jest to wiesz, że mówię prawdę.
-Masz rację. Z resztą.. Nie powinnam się mieszać do twojego życia. Przepraszam-poklepała mnie po ramieniu i poszła do siebie. Postanowiłam jeszcze raz spróbować zadzwonić, ale to nic nie dało.
-Jak sobie chce.. Ja go o przebaczenie błagać nie będę-szybkim krokiem ruszyłam na górę i rzuciłam się na łóżko, zapadając w błogi sen.

piątek, 22 lutego 2013

Max idioto..

O Boże! Jeszcze przed śmiercią dostałam konwulsji (inaczej drgawki)!  A niee.. To były silne ręce które mną trzęsły.
-Margo, wstawaj-usłyszałam męski głos. Otworzyłam oczy. Uff, czyli to był sen.
-Max? Co ty tu robisz?-zdziwiłam się.
-Twoja mam mnie wpuściła-wzruszył ramionami.
-Nie znasz innych sposobów na budzenie? Wystraszyłeś mnie-noo może nie dosłownie, ale niech się chłopak zestresuje, a co? XD
-Oj przepraszam. To jeszcze raz. Zamknij oczy i udawaj, że śpisz-uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie? Jest po dziewiątej. Nie mam na to czasu. Wyjdź, a ja się przebiorę-ale on jakoś nie chciał się ruszyć, więc postanowiłam, że ja to zrobię. Już miałam wstać, ale skojarzyłam w co jestem ubrana: za duży t-shirt i bielizna. Z powrotem się przykryłam-Dobra-westchnęłam i położyłam się wygodnie.
-Misiu, czas wstawać-powiedział melodyjnym głosem, a ja nic-Słonko..-ja znowu nic. Niech się pomęczy. Chciał to niech teraz ma!-Księżniczko..-usłyszałam, że jeszcze coś mruknął i poczułam jego ciepłą dłoń na prawym policzku. Chłopak zaczął się wiercić. O nie. Nie wiem, co się dzieje, ale już mi się nie podoba. Miałam otworzyć oczy, ale Max zaczął mnie całować.
-Tak się budzi prawdziwą księżniczkę-po kilkunastu sekundach mruknął mi do ucha. Nie wiem jakim cudem znalazł się obok mnie i przyciągnął mnie do siebie tak, że nasze usta się złączyły.
-Max, Nina jest w domu.
-Nie ma. Mijałem się z nią-odparł między pocałunkami.
-I pozwoliła nam zostać sam na sam?-zdziwiłam się.
-Przecież wiesz jaki ja mam dar przekonywania-zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia, a Max chyba to poczuł, bo szybkim ruchem położył się na mnie. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a jego dłonie dobierały się do mojej koszulki, którą co chwilę poprawiałam. On nie miał żadnych oporów i jednym ruchem zdjął swój biały t-shirt w serek, pokazując klatę *___* Przygryzłam wargę. Byłam jak zahipnotyzowana. Nawet nie wiem, w którym momencie Max zdjął ze mnie "pidżamę" i zostałam w samej bieliźnie. Chłopak nie tracił czasu. Całował mój dekold i brzuch. Poczułam, że dobiera się do stanika, ale ciężko mu idzie i zaczęłam się śmiać. Ale on nic sobie z tego nie robił. Zdjął spodnie, zostając w samych bokserkach i skarpetkach. Ależ to sexi hahaha xd. Po chwili oboje byliśmy nadzy. Max spojrzał na mnie znacząco. Człowieku, dopiero teraz pytasz się, czy możesz? Usmiechnęłam się.
-Będę delikatny-szepnął mi do ucha. Bałam się. W końcu to mój pierwszy raz, ale czułam, że to ten jedyny. Rozchyliłam nogi. Max cały czas patrzył z czułością w moje wystraszone oczy. Jego noga dotknęła mojego uda i drgnęłam. Nagle poczułam ból. Max przysunął się bliżej i czułam jak jego członek porusza się we mnie. Do przodu, do tyłu. Ten ruch był ledwie wyczuwalny. Ból ustępował. Pojawiało się uczucie przyjemności, a nawet pożądania. Chłopak nie zwiększał tempa, co mnie zaczynało denerwować.
-Max, mocniej-szepnęłam, a on od razu przyspieszył. Zaczęłam jęczeć. On też. Wbiłam paznokcie w jego plecy, ale on chyba nawet tego nie poczuł-Max, Max, Max-szeptałam w rytm jego ruchów. On zaczął mruczeć. Chyba mu się podobało-Maaax!-w tym momencie byłam w euforii. Nie da się opisać tego, co czułam. Po chwili on głośno westchnął z podniecenia i w środku poczułam ciepły płyn. Kurwa, nie zabezpieczyliśmy się.
-Kocham cię-powiedział, gdy leżeliśmy nadzy na moim łóżku.
-Ja ciebie też-uśmiechnęłam się. Spojrzałam na zegarek-Max, jest po dziesiątej!-wpadłam w panikę.
-Jak raz nas nie będzie to może świat się nie zawali-stwierdził.
-Wiesz, że dzisiaj widzimy się po raz ostatni?-zapytałam, zakładając bieliznę.
-Tak. Dzisiaj widzimy się po raz ostatni-uśmiechnął się. Jak on tak może?
-Bawi cię to?-zdziwiłam się.
-Nie. Po prostu cieszę się, że dzisiaj wygasa kontrakt i od jutra możemy robić, co tylko chcemy-objął mnie w pasie i pocałował.
-Ubierzmy się i chodźmy na śniadanie.
-Jeszcze pójdę zapalić-szybko wciągnął spodnie i wyszedł na balkon.
-Max, idioto. Chcesz, żeby nas przyłapali? Albo zakładasz koszulkę, albo nie pal. On tylko wzruszył ramionami i zaciągnął się papierosem-Jak sobie chcesz-mruknęłam i poszłam się ogarnąć.
Godzinę później byliśmy już po śniadaniu, a do Maxa ktoś zadzwonił. Gdy on rozmawiał, ja posprzątałam ten bałagan w kuchni.
-...Tak, wiem..... Przecież nic się nie stało, c'nie? (Hahaha xd Izka, pamiętasz? :D)..... Wieczorem to zobaczymy....  Nie?..... Jakoś to przeżyję..... Jak chcecie-mówił Max-U Margo..... Pa-rozłączył się.
-Coś się stało?-zapytałam, wycierając blat kuchenny.
-Niee. Mogą wpaść chłopcy?-miał niepewny głos.
-Jasne-uśmiechnęłam się i usiadłam w salonie-Ale nie ma piwa ani innego alkoholu, a na pewno będziecie chcieli pić.
-Skoczę do sklepu-i już miał zamiar wychodzić.
-Nie zapomniałeś o czymś?
-No tak-uśmiechnął się i dał mi całusa w czoło.
-Nie to. Ubierz się.
-Nie podoba ci się mój kaloryfer?-zpochmurniał.
-Nie no. Grzejnik masz bez zarzutów-poklepałam go po brzuchu-Ale nie świeć golizną, bo cię jakaś babcia w sądzie oskarżył o nieumyślne molestowanie.
-Hahaha, aleś ty zabawna-mruknął i poszedł na górę-Wychodzę!-po pewnym czasie krzyknął.
-Dobrze-odpowiedziałam i już go nie było. Po kilku minutach usłyszałam pukanie i lekkie skrzypnięcie drzwi. Wyszłam na korytarz.
-Cześć-Nathan uśmiechnął się.
-Hej-odpowiedziałam. Oprócz niego był jeszcze Siva, Nareesha, Tom, Kelsey, Jay, Agatha i jakaś niska blondyneczka.
-To Jess-loczek wskazał dziewczynę.
-Jesteśmy rodzeństwem-dodał Nathan.
-Magi. Miło mi-podałyśmy sobie dłonie-Wchodźcie-zaprowadziłam ich do salonu-Nie jesteście do siebie podobni.
-I dobrze-nowa znajoma odetchnęła z ulgą-Kto chciałby wyglądać jak leniwiec?
-Ranisz!-chłopak złapał się za klatkę piersiową.
-Gdzie Max?-rozejrzał się Tom.
-Tutaj!-usłyszeliśmy głos dobiegający z korytarza. Łysol usiadł obok mnie i wziął splótł nasze palce ze sobą. Nie powiem, cieszyłam się, ale widząc miny reszty wpadłam w panikę.
-Czy wy jesteście razem?-zapytała Kelsey.
__________________________________
Iza, ten sexytime specjalnie dla ciebie  
Nie wyszło, ale masz ;)
W końcu tyle czasu mnie męczyłaś..

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ta mała suka płaci za moje wino.

-O mój Boże! Za pół godziny muszę być na planie!-darłam się na cały dom, po sprawdzeniu godziny. Zaspałam!
Szybko się ogarnęłam i wyszłam bez śniadania. Głupia ja.. Jak mogłam zaspać?! Teraz wyglądam jak niedorozwuj i wszyscy się na mnie gapią -.-. No super..
-Cześć-zaczepiła mnie jakaś kobieta.
-Heeej-odpowiedziałam niepewnie.
-O, pewnie mnie nie pamiętasz. Wczoraj byłam przy tej akcji z Michelle-wytłumaczyła.
-Faktycznie-uśmiechnęłam się-Teraz poznaję.
-Jestem Nareesha.
-Magi-podałyśmy sobie dłonie-Zgaduję, że jesteś dziewczyną Sivy.
-Tak. Idziesz na plan?-zapytała.
-Tak. Tylko jestem już trochę spóźniona. Zaspałam-wyjaśniłam.
-Spokojnie, będę cię kryła. Całą winę biorę na siebie.
-No przestań-machnęłam ręką.
-Przecież i tak nie mogą mi nic zrobić.
-W sumie.. To racja-przez całą drogę rozmawiałyśmy o.. niczym. Muszę przyznać, że Kaneswaran ma świetną partnerkę. Oby nie spieprzył tego związku. Już ja go prześwięcę! Jeśli za tydzień będziemy ze sobą gadać.. Kurde, nie daje mi to spokoju. Już jutro koniec. Zamknę jeden rozdział i zacznę kolejny. Mam nadzieję, że będzie lepszy od poprzednich. Chociaż ten jest niczego sobie. 
-Cześć Słońce-przed budynkiem czekał na nas Seev. To znaczy na Nareeshę, ja się tylko załapałam na powitanie. Dziewczyna dała mu całusa w policzek, a ja tylko mruknęłam, coś w stylu 'hej' i weszłam do środka.
-Spóźniłaś się-powiedziała ostro Amanda.
-Mi też się dobrze spało, a tak w ogóle to dzień dobry-pomachałam jej i poszłam dalej. 
-Kogo my tu mamy?-uśmiechnął się Jay, gdy weszłam po ciuchy.
-Cześć-Nathan mnie przytulił.
-Szybko się przebież-poleciła Agatha.
-Ok, ok-odpowiedziałam i zapukałam do drzwi przebieralni.
-Zajęte cioto! Tom, ile razy mam to powtarzać?!-ktoś nie miał dziś humoru do żartów. Wreszcie drzwi się otworzyły-Tak trudno było chwilę poczekać? O, Margo. Przepraszam. Nie wiedziałem, że to ty-speszył się.
-Spokojnie-poklepałam go po ramieniu-Nie spinaj się tak, bo ci struny głosowe zaczną szwankować-zażartowałam.
-Bardzo śmieszne. I hej-zbliżył się, żeby dać mi całusa, ale do pokoju wparowała wściekła Amanda, krzycząc, że powinniśmy być gotowi 15 minut temu.
-Muszę się przebrać-powiedziałam.
-Pomóc ci?-zabawnie poruszał brwiami.
-Zbok!-zamknęłam drzwi i zaczęłam się przebierać.

Po godzinie..
-Nie, nie i jeszcze raz nie!-krzyczał reżyser-Nathan, odsuń się od Maxa i Margaret, bo widać jak tańczysz podczas ich pocałunku! A wy..-zwrócił się do nas-Proszę, nie śmiejcie się. Nagrajmy raz, a dobrze i dam wam spokój-błagał nas. Nie wiedzieć czemu, tylko z nami miał taki problem. Reszta szybko nagrała swoje kwestie i mieli fajrant.
-Dobra, bierzemy się w garść!-krzyknął Max.
-Oczywiście-zawtórowałam mu. Po raz setny dzisiaj usłyszałam 'Chasing the sun' i zbliżyłam się do chłopaka. Zaczęliśmy się całować, a gdy miałam go ugryźć, zaczepiłam głową o jego nos, a on jęknął z bólu-O Boże, przepraszam-zakryłam usta dłońmi.
-O Matko! Jak boli-krzywił się.
-Nie chciałam. Pokaż-dotknęłam jego twarzy, a on popadł w histeryczny śmiech-Świnia!-przywaliłam mu w ramię.
-Ałaja, teraz to serio bolało.
-I dobrze, bo miało-wypięłam mu język.
-Możemy w końcu to nagrać?!-teraz Amanda zabrała głos.
-Tak, tak-odpowiedział Max, patrząc mi w oczy. Po raz kolejny go pocałowałam. O tyle dobrze, że tym razem wyszło.
-Świetnie-ucieszył się ten nerwowy, niski facecik-To jeszcze raz.
-Co?-zdziwiłam się.
-Trzeba nagrać reakcję Maxa-wytłumaczył-Ale możecie przejść do ukąszenia-machnął ręką. Ach, ale on łaskawy -.- I po raz 101 w tle leciało CTS-Cięcie! Mamy to! Koniec na dziś. Do jutra zmontujemy taśmę. Widzimy się o dziesiątej-i wyszedł.
-Lunch?-szczerzył się Max.
-Przecież obiecałam-odparłam i poszliśmy się przebrać. Oczywiście osobno.. Nie, żeby coś tam ten.
-Zaczekajcie!-usłyszeliśmy głos Nathana, gdy wychodziliśmy z budynku-Idziecie może coś zjeść?-zapytał, a ja kiwnęłam głową w odpowiedzi-Mogę iść z wami?
-Yy.. Jak chcesz-mruknął Max.
-Czy ktoś mówił coś o jedzeniu?-niewiadomo skąd pojawił się Jay, a za nim cała reszta.
-Ludzie, co wy tu robicie?-łysol był lekko poddenerwowany.
-Czekamy na was-odpowiedziała Kelsey.
-My chcieliśmy już iść, ale dziewczyny uparły się, że bez Margaret nie idą-wyjaśnił Tom.
-Miło z waszej strony-obdarowałam je ciepłym uśmiechem.
-Skoro już wszyscy jesteśmy to możemy iść na pizzę-uśmiechnął się Siva.
-Taak, możemy-wycedził przez zęby Max.
-Uśmiechnij się-poprosiłam go.
-Ale to miało być nasze popołudnie-żalił się.
-Mamy jeszcze jutro-dotknęłam jego ramienia.
-W sumie to całe życie przed nami-uśmiechnął się do mnie.
-Eee, gołąbeczki. Podczas gdy wy się umawialiście na randewuuuuu, my ustaliliśmy, że pizzę zamawiamy do domu-Parker się uśmiechnął.
-Tom, Idioto, Ty na to wpadłeś?-zapytał ten całuśny-Świetny pomysł.
-Jestę Geniuszę-zaśmiał się. Jakoś nie widziało mi się siedzenie u chłopaków w domu i opychanie się pizzą. Musiałam się od tego wymigać.
-Muszę być wcześniej w domu, więc.. Będę leciała-teraz tylko muszę wymyślić jakiś sensowny powód.
-Ej, bez ciebie nie idę-Max posmutniał.
-Stary, ty tam mieszkasz. Wcześniej, czy później pójdziesz-stwierdził Seev.
-To stanie się to później.
-Jak sobie chcesz-mulat wzruszył ramionami.
-Magi! Idziesz z nami! Koniec. Kropka-Nareesha wzięłam mnie pod rękę.
-No nie wiem..
-Ale ja wiem!-wtrąciła Kelsey-Musisz zobaczyć w jakim chlewie oni mieszkają. Może w końcu do nich dotrze, że po sobie się sprząta.
-Oj, nie przesadzaj. Nie jest aż tak źle. Przynajmniej w moim pokoju-uściślił Tom.
-Jak posprzątam..-blondynka przewróciła oczami.
-To jak? Idziesz?-Jay patrzył na mnie z nadzieją.
-No dobra-westchnęłam-Ale tylko na chwilę.
-Tak!-ucieszył się Max. Szliśmy przez jakieś 10 minut.
-To ją lecę zadzwonić. Ile zamawiamy?-zapytał Tom, po wejściu do środka budynku. Dom nie był ogromny ani nie rzucał się w oczy. Przechodnie w życiu by nie powiedzieli, że tu mieszkają gwiazdy.
-Bierz jedną na dwie osoby-rozkazał loczek.
-Co? My tyle nie zjemy.
-Właśnie-Nareesha poparła Kelsey.
-Ale my tak. Spokojnie, spokojnie, nic się nie zmarnuje-Seev udawał, że panuje nad sytuacją.
-Jak sobie chcecie-blondynka wzruszyła ramionami.
-Tak właśnie chcemy-loczek się uśmiechnął. Chłopcy zaprowadzili mnie do salonu, gdzie wszyscy usiedliśmy.
-Dobra, za 20 minut będzie żarcie-Tom cieszył się jak małe dziecko. Po dziesięciu minutach patrzenia się jak ADHDowiec obmacuje Kelsey, a Siva przystawia się do Nareeshy, Max gdzieś wyszedł. Zrobiło mi się go szkoda.
-Idę do łazienki-uśmiechnęłam się i ruszyłam za chłopakiem na górę-Max, zaczekaj-poprosiłam. Odwrócił się w moją stronę-Chcesz pogadać?-zapytałam niepewnie.
-Z tobą? Nie-był lekko poddenerwowany. Co? O co mu chodzi?-Z nimi?-wskazał palcem salon-Oczywiście!
-Co jest?
-Magi..-pierwszy raz tak do mnie powiedział-Ja.. Ja muszę im powiedzieć. Nie chcę tego przed nimi ukrywać-objął mnie w pasie, a ja położyłam dłonie na jego klacie-To są moi, nasi przyjaciele.
-Wiem.
-Ej..-podniósł mój podbródek, żeby spojrzeć mi w oczy-Rozumiem, że jest ci ciężko, ale chłopcy wszystko zrozumieją.
-Po prostu nigdy nie byłam w takiej sytuacji, Max. To trudne-westchnęłam-Myślisz, że nie chcę się przytulić, gdy siedzimy na kanapie? Ale przecież ustaliliśmy.. Nie mówimy o tym, co do siebie czujemy-powiedziałam. Dwudziestoparolatek wyglądał na urażonego.
-Chodź-wziął mnie za rękę. Otworzył drzwi i zanim zdążył zapalić światło, pocałował mnie. Oparłam się o ścianę i pozwoliłam ponieść się emocjom. Po chwili poczułam zimną rękę chłopaka pod moją koszulką. Odepchnęłam go.
-Max-przerwałam ciszę.
-Tak, wiem. Przepraszam. Wracajmy, bo zaraz zjedzą mam pizzę-wyszliśmy na korytarz.
-A już chciałem po was iść-uśmiechnął się Nathan, gdy usiedliśmy.
Gdy spojrzałam za zegarek było po dziesiątej.
-Sorry, ale ja muszę spadać.
-Już?-zdziwił się Siva.
-Niestety-wzruszyłam ramionami.
-Odprowadzę cię-zaproponował Nathan.
-Dam sobie radę.
-Ale.. Musimy pogadać-szepnął mi do ucha. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszliśmy.
-Co się stało?
-Bo.. Podoba mi się jedna dziewczyna-zaczął niepewnie-I nie wiem, co mam robić. Pomyślałem, że może mi pomożesz. W końcu sama jesteś jedną z nich-patrzył z nadzieją.
-No dzięki wielkie, że tak uważasz!-zaśmiałam się.
-To jak?
-Jasne, ale nie wiem, co konkretnie mam ci powiedzieć.
-Yyy.. Magi, wiesz-pokręciłam przecząco głową-Powiedz, jak ja mam się z nią umówić?
-Nathan-zatrzymałam się-Najlepiej będzie jak zaprosisz ją na kawę. Jeśli rozmowa będzie się kleiła to znaczy, że coś może z tego być, a jeśli nie..
-Wiem..-przerwał mi.
-Posłuchaj, nie chcę, żebyś się łudził. Nie chcę, żebyś cierpiał.
-Dziękuję-przytulił mnie.
-Oj Nathan, Nathan.
Po kilku minutach byłam w domu. Od razu położyłam się spać.


Park.
Max.
Ja. 
Jest cudownie. On cały czas mówi, że mu się podobam i jak bardzo mnie kocha.. Nagle przybiegają ludzie z aparatami. Robią zdjęcia. Zadają pytania. Robi się nieciekawie. Chłopak z uśmiechem opowiada jak się poznaliśmy. To miłe, że się mnie nie wstydzi. W jednej chwili podbiega do nas kobieta i mierzy rewolwerem w moją głowę.
-Co za spotkanie-uśmiecha się.
-Co ty robisz?-Max wpadł w panikę.
-Ta mała suka płaci za moje wino-pistolet wystrzelił. Poczułam ból w czaszce, który rozchodził się po całym ciele. Zaczęłam ciężko oddychać. Robiło mi się ciemno przed oczami. Powieki robiły się ciężkie. Czułam, że brakuje mi powietrza w płucach. Ostatnie uderzenie serca i poczułam błogi spokój..
_____________________________________
Nawet nie wiecie jak długo pisałam ten rozdział o.O
Mam nadzieje, że się podoba ;D
Przepraszam za jakiekolwiek błędy ;)
I do następnego ^^

niedziela, 3 lutego 2013

The Versatile Blogger

co powinien zrobić nominowany:

- podziękować nominującemu na jego blogu, 
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie,

- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie, 
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują, 
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.



No więc po kolei.. ;)
Dziękuję Jestę Sufitę za nominację na jej blogu ;***

A teraz fakty, tak?
No więc macie:
-jestem leniem
-trochę gotuję
-przed snem wymyślam głupie historie, które mam zamiar użyć w opowiadaniu, ale do rana już ich nie pamiętam -.-
-kocham mandarynki
-jaram się Stefanem z Pamiętników Wampirów *______*
-uwielbiam serial SUPERNATURAL
-nienawidzę zimy

I mam wybrać kolejne 10 blogów? ;o
Toż to niemożliwe! 
-blog Loney
-blog belli i underdeveloped
-blog Jestę Sufitę
-blog Sierr

Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, nie nominując go, ale na drugim blogu więcej osób nominowałam ;)

czwartek, 31 stycznia 2013

My idziemy tam, ten, no wiesz..

-Od teraz będę-wywróciłam oczami-Znam cię..
-Dziwne, żeby nie-westchnęła. Torba, którą trzymała w ręce upadła. Słychać było dźwięk tłuczonego szkła-Widzisz, co przez ciebie zrobiłam?!
-Przeze mnie?-zdziwiłam się. Co ona sobie wyobraża?
-Tak, jesteś mi winna baaaaardzo drogie wino.
-Nie ma mowy!
-A jednak. Masz mój numer-podała mi wizytówkę-Masz szczęście. Nie każdemu podaję kontakt do siebie. Jeśli dzisiaj nie zadzwonisz, opiszę sytuację managerowi, a on powie wszystko prawnikowi.
-Kobieto, czy ty się słyszysz?-prawie na nią krzyczałam. Ludzie patrzyli na nas jak na jakieś ułomy-Co ty sobie myślisz?! Masz kasę i dwa razy byłaś w tv, czy coś tam to możesz pomiatać innymi? Masz pieniądze to sama sobie kup, a jak ci coś nie pasuje to mów teraz, a nie straszysz mnie prawnikiem!-kątem oka widziałam, że po drugiej stronie ulicy idą chłopcy z Kelsey, Agathą i jakąś mulatką.
-Co jest?-zapytał Nathan, przechodzący przez ulicę.
-Dobrze, że was spotkałam-uśmiechnęła się ta jędza-Ta dziewczyna..
-Ta dziewczyna ma imię-oburzył się Tom.
-Gdybyś wiedział, co zrobiła, nie pytałbyś się o imię-dziewczyna..wróć, kobieta uniosła lewą brew.
-Co..-Maxa było stać tylko na dwie nędzne literki.
-Ona wpadła na mnie i..-zaczęła tłumaczyć.
-Nie ciebie pytałem-przerwał jej-Margo, opowiesz mi?-uśmiechnął się nieśmiało.
-Racja, wpadłam na nią, ale to ona wypuściła torbę z 'baaardzo drogim winem'-powiedziałam, pomijając fakt, że nazwał mnie 'Margo'-I jeszcze żąda ode mnie pieniędzy-na twarzach chłopców widziałam zdziwienie. Na szczęście dziewczyny się nie odzywały.
-To niedorzeczne!-krzyknął Siva.
-Michelle, ile kosztował alkohol?-zapytał łysol, wyjmując portfel.
-Tyle, co zawsze-uśmiechnęła się kobieta. Max wyjął 50 funtów.
-Powinno starczyć-podał jej banknot.
-Max, co ty robisz?-zapytałam.
-Nie widać?
-Nie chodzi o pieniądze. Przecież.. Bo..-nie wiedziałam jak ubrać to w słowa-To nie moja wina!
-Wierzę ci-nie patrzył na mnie.
-Tooo.. Do zobaczenia-pomachała nam ta suka.
-Oddam ci te pieniądze-powiedziałam w drodze.
-Nie musisz-wzruszył ramionami.
-Ale ja chcę ci oddać te pieniądze.
-Max, my idziemy tam, ten, no wiesz-plątał się loczek.
-Ok. Odprowadzę cię-dwudziestoparolatek włożył ręce do kieszeni.
-Nie chcę. Trafię do domu.
-Ale ja chcę-i weź tu z takim rozmawiaj..-A co do tej kasy.. Wolę sobie to odbić w inny sposób-pokazał zęby w łobuzerskim uśmiechu.
-Yyy.. W jaki?-zaczęłam się niepokoić.
-Zaczniemy od wspólnego powrotu do domu, a potem..
-A potem co?-przerwałam mu.
-Co powiesz na wspólny lunch?-zapytał niepewnie.
-Max, już to przerabialiśmy.
-Ale posłuchaj, zdjęcia kończymy za dwa dni. Później kontrakt cię nie obowiązuje.
-..
-Daj mi szanse, proszę-wziął mnie za rękę.
-Ty jesteś gwiazdą, za dużo reporterów się wokół ciebie kręci-stwierdziłam.
-Nie prawda! Przecież nie musimy się od razu ujawniać.
-Max..
-Spróbujmy-prosił-Co ci szkodzi?
-'Ty'-pomyślałam-Czyli lunch?
-Tak-wyszczerzył się.
-Max..?-zapytałam, gdy staliśmy pod moim domem.
-Tak?
-Dziękuję-przytuliłam go.
-Nie ma sprawy-nie wypuszczał mnie z objęć.
-Teraz będziemy się zachowywać jak przyjaciele?-serio, nie wiem jak ma to wszystko wyglądać.
-Ale tylko na ulicy-pocieszył mnie-Pa-pocałował mnie w czoło i odszedł. Westchnęłam i po chwili byłam w domu. Wstawiłam wodę na herbatę i usłyszałam pukanie. Poszłam otworzyć.
-Co..-nie skończyłam, bo Max dosłownie się na mnie rzucił, zamykając przy tym drzwi. Oparł mnie o ścianę i namiętnie całował, a dłońmi błądził po moich plecach. Byłam w szoku, ale szybko się ocknęłam i zaczęłam oddawać pocałunki.
-Przecież się nie pożegnaliśmy jak należy-uśmiechnął się-Jesteś sama?-wyszeptał mi do ucha.
-Margo, już wróciłaś?!-z góry krzyknęła Nina.
-Taak!-odpowiedziałam-Powinieneś już iść-odsunęłam się ud niego.
-Dobrze, ale są jeszcze dwie sprawy.. Nie mam twojego numeru i..-znowu mnie pocałował. Ale on jest całuśny! ^^ Szybko podałam mu ciąg liczb i zaprowadziłam do drzwi.
-No już! Idź!-uśmiechnęłam się.
-Do jutra..-nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-Ktoś był?-mama zapytała, schodząc po schodach.
-Taaaaa.. Max mnie odprowadził-poszłam do kuchni.
-Chyba zmieniłaś o nim zdanie-usiadła na krześle.
-Chcesz coś do picia?-zignorowałam to, co powiedziała.
-Nie.
-Idę na górę, muszę się wyspać-uśmiechnęłam się.
-I co z tym pocałunkiem?
-A co ma być?-usiadłam przy stole.
-No nie wiem, oświeć mnie.
-Zrobię to-wzruszyłam ramionami.
-Twój stosunek do tego zmienił się.. I to bardzo. Dlaczego?-zapytała z ciekawością w głosie.
-Nie wiem. Może on na serio nie jest taki straszny. Cały czas próbuje mnie do siebie przekonać. To.. To jest całkiem słodkie, ale to nic nie zmienia. Za dwa dni koniec tego całego zamieszania i ja wrócę do swoich spraw, a on jak i cała reszta do swoich-westchnęłam. Wcale ta opcja mi się nie podobała. Chciałabym mieć z nimi jakikolwiek kontakt. Chociażby te głupie 'cześć, co tam?' na tt, w co wątpię. No nieważne. Ważne jest to, że Maxowi zależy, ta opcja baaardzo mi się podoba ;)
__________________________
Aż nie wiem co napisać o.O
A, już wiem xd
Dziewczyny, dzięki, że mnie bronicie, ale to nic nie da.. Hejter zostanie hejterem ;)
A ja i tak mam w dupie, co o mnie myśli i pisze xd

sobota, 26 stycznia 2013

Zaproś tą śliczną brunetkę..

-Nie mam o czym z tobą rozmawiać-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Ja jednak uważam, że mamy.
-Powiem inaczej.. Nie chcę z tobą rozmawiać.
-Ok, to chociaż posłuchaj, co ja mam do powiedzenia-Max nie dawał za wygraną-Nie wiem, co się stało, że twój stosunek do mnie obrócił się o 180 stopni. Wiesz.. Martwiłem się o ciebie, gdy wczoraj nie przyszłaś. Dopiero jak Amanda oznajmiła, że masz wolne, kamień spadł mi z serca. Ale i tak dziwnie się czułem, gdy ciebie obok nie było. Nawet nie wiesz jak się cieszyłem na myśl o spotkaniu z tobą i..
-Daruj sobie-przerwałam mu.
-Posłuchaj, jeśli chodzi o pocałunek.. to naprawdę przepraszam. Po prostu nie mogłem się powstrzymać. Jesteś, jesteś taka..
-No jaka? Zamiast mnie okłamywać, powiedz mi w twarz, że chodziło o chłopaków, o wasz zakład.
-Co? Nie!-dwudziestoparolatek się wściekł-Jak mogłaś o tym pomyśleć?
-Bo jakoś nie wierzę, że nagle zainteresowałeś się kimś takim nudnym jak ja.
-Masz bardzo niską samoocenę. To, że ty masz o sobie takie zdanie nie znaczy, że każdy inny też.
-Skończ!-straciłam cierpliwość.
-Jeszcze tylko jedna sprawa. Zostań-powiedział błagalnym głosem. I co ja miałam teraz zrobić? Jak zostanę będę skazana na Maxa, ale jak odejdę cały teledysk diabli wzięli.
-Nie.
-Proszę.
-Nie!
-Błagam!
-Ech..-westchnęłam-Dobra-mruknęłam-Ale robię to tylko i wyłącznie dla reszty zespołu. Nigdy, ale to NIGDY nie zrobiłabym czegoś takiego dla ciebie!-wstałam.
-Wiem-miał łzy w oczach. Nie chciałam go zranić. Teraz i tak jest za późno.
-Hej-podeszła do nas Kelsey(?) Chodzi o dziewczynę Toma.
-Cześć-starałam się być miła.
-Widzieliście może Toma?-zapytała, rozglądając się.
-Jest tam-wskazałam ręką drzwi-A z resztą, zaprowadzę cię-posłałam ostatnie spojrzenie łysolowi i poszłam z blondynką do gabinetu Amandy.
-Z Maxem wszystko w porządku?-zapytała zatroskana dziewczyna.
-Chyba tak, a dlaczego pytasz?
-Boo.. Jest jakiś przygaszony. Zazwyczaj tryska energią, a dzisiaj..-tylko pokręciła głową.
-Kelsey!-Tom rzucił się na dziewczynę i namiętnie ją pocałował.
-Magi?-Nathan spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem leniwca. Tylko pokiwałam głową. Chłopak podszedł i mnie przytulił-Wiedziałem-szepnął do mojego ucha. Zauważyłam, że Max wrócił. Humor mu się nie poprawił, ale to nie moja wina! Prawda?
-O, chyba tworzą nam się jakieś parki?-Agatha się uśmiechnęła. Szybkim ruchem odepchnęłam Nathana. Nie chcę psuć między nimi relacji.
-Wydaje ci się-machnęłam ręką.
-Weź, z przyjaciółką? To tak jakbym był z siostrą-dziewiętnastolatek się skrzywił.
-Fuuuuuu-obrzydził się loczek.
-Sorry, że przerwę wam tą ciekawą rozmowę, ale mam pytanie.. Kiedy kręcimy?-mulat pokazał białe zęby w czarującym uśmiechu.
-A co, nie wiesz o której umówić się z dziewczyną?-dociekał Tom.
-Może?
-Wiecie co, dzisiaj chyba sobie darujemy. Od jutra weźmiemy się ostro do roboty-zdecydowała Amanda.
-Świetnie!-Siva krzyknął z radości i zadzwonił do kogoś.
-To może jakaś wspólna pizza?-zaproponował Tom.
-Za kilka minut powinny przyjść dziewczyny-dodał Jay.
-Ja odpadam.
-Czemu?-zapytał mnie Nathan, gdy wychodziłam z pokoju.
-Max zaproś tą śliczną brunetkę-zignorowałam pytanie chłopaka i wyszłam.
-Co?!-usłyszałam za sobą głos łysola-Nie wiem o co ci chodzi-złapał mnie za nadgarstek.
-Puszczaj!
-Nie! Dopóki nie wyjaśnisz mi paru rzeczy!
-Nie krzycz na mnie!-wyrwałam rękę.
-Przepraszam!
-Cały czas to robisz!-darliśmy się na siebie-Nieważne. Spadam stąd. Miłej zabawy!-szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia.
-Nie tak szybko-stanął w drzwiach z łobuzerskim uśmiechem.
-Co znowu?-założyłam ręce na piersi.
-O jaką brunetkę ci chodzi?
-Ooo, nie wiesz?-zdziwiłam się-No tak. W końcu tyyyle ich było, że masz prawo nie pamiętać-krzywo się uśmiechnęłam.
-Serio nie wiem, co jest grane-wyglądał na zmieszanego.
-To ja cię oświecę. Widziałam cię wczoraj w parku, jak  całowałeś się z jakąś brunetką-oczywiście nie powiedziałam, że tylko w policzek-Nie wiem w co ty sobie ze mną pogrywasz, ale zachowałeś się nie fair. I względem mnie i swojej dziewczyny.
-Ale ja nie mam dziewczyny-powiedział cicho.
-Jeszcze lepiej, jeszcze lepiej!
-Zaraz, zaraz. Wczoraj?
-Tak, wczoraj.
-To była M..-coś tam mruczał pod nosem.
-Super-uśmiechnęłam się, udając, że usłyszałam, co przed chwilą powiedział-A teraz daj mi święty spokój-próbowałam go wyminąć.
-Ty nic nie rozumiesz. Michelle to moja ex-westchnął.
-Oo, utrzymujecie bardzo dobre kontakty-uniosłam prawą brew.
-Chciała oddać mi kluczę.
-Świetnie, a teraz się ode mnie odwal-jakimś cÓdem (bella specjalnie dla ciebie ;***) wyszłam na zewnątrz budynku.
-Zaczekaj!- odwróciłam się-Podobasz mi się-powiedział niepewnie. I co ja miałam zrobić? Tak, najlepiej by było gdybym powiedziała prawdę, ale jaka ona jest? Tego już nie wiem. Kurde, żeby nie wiedzieć, co czuje się do faceta? Tylko ja tak potrafię.
-Max-westchnęłam-Nawet gdybym chciała to nie możemy być ze sobą. Podpisałam kontrakt. Wyraźnie jest napisane, że z członkami zespołu utrzymuję stosunki czysto zawodowe. Przykro mi-patrzyłam w jego szare, przepełnione bólem oczy.
-Tak?-głos mu się łamał-I właśnie przez głupi kontrakr mamy być nieszczęśliwi?
-Takie życie Misiu-wzruszyłam ramionami.
-Pieprzę takie życie-łysol przyciągnął mnie do siebie. Znowu poczułam jego ciepłe wargi. Szybkim ruchem go odepchnęłam.
-Przepraszam-szepnęłam i po prostu uciekłam. Nienawidzę siebie za to. Raniłam Maxa. To przeze mnie  cierpiał. I do tego go zostawiłam. Tak, przed budynkiem. Idąc zapłakana przez miasto wpadłam na kogoś.
-Przepraszam.
-Uważaj jak chodzić-mruknęła kobieta. Od razu ją poznałam..
______________________________
Nie wiem czemu to robię..
To chyba przez Izkę, która cały czas namawia mnie do didania (hehehe xd) rozdziału ;)
Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem ;**
Także Anonimowi ^^ nie podoba się? trudno, jakoś to przeżyję :) człowieku, nie musisz tego czytać..
Czekam na szczere opinie pod rozdziałem i.. do następnego ;D

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Pierdolnij smajla

-Co się smutasz? Pierdolnij smajla!-takimi właśnie słowami przywitał mnie chłopak Loli-Jefrey, gdy weszłam do szkoły.
-Sam się pierdolnij! Najlepiej pustakiem w twarz-odpowiedziałam. Nie lubię go. Jest chamem, który ma wszystko w dupie i do tego klnie jak szewc.
-Laska, co ci?
-Ty mi!-wkurzyłam się.
-Kurwa, co ja ci zrobiłem do jasnej cholery?
-Zabierasz mój tlen-mruknęłam.
-Oj chuj, zwijam się stąd-machnął ręką i poszedł. NARESZCIE! XD
-Co ty mu zrobiłaś?!-po chwili naskoczyła na mnie Lola.
-Nic.
-Kurwa, jak to nic? Nagle raczyłaś pojawić się w szkole i już robisz zamieszanie-dłonie oparła o biodra.
-Nie przyszłabym gdybyś wczoraj nie wparowała do mnie i nie naskoczyła, że co ja sobie myślę!
-Martwiłam się! Ale jak ty masz gdzieś moją przyjaźń to.. Chuj ci w dupę! Idź do swojego znajomego, ale jak cie zostawi to nie licz na mnie!-odwracając się, wpadła na kogoś-Uważaj jak chodzisz! Przeszkadza ci prosty nos? Mogę pomóc go skrzywić!-uniosła pięść i poszła.
Lekcje minęły mi szybko. Przynajmniej tak mnie się wydawało ;).
Max i jego usta-taki obraz miałam w głowie, wracając do domu. Tylko dlaczego?
Nie ważne. Muszę skupić się na czymś innym. Tylko na czym..?
-Hej!-usłyszałam za sobą damski głos.
-Cześć Amanda-uśmiechnęłam się ciepło.
-I jak tam zajęcia?
-Nie narzekam. A jak na planie?
-Chłopcy się wygłupiali i oczywiście nic nie nagraliśmy-kobieta przewróciła oczami-Jak chcesz to jutro też możesz zrobić sobie wolne.
-Zastanowię się i wieczorem dam ci znać.
-Świetnie. To do usłyszenia.
-Pa-pożegnałam się i ruszyłam w dalszą drogę. Postanowiłam iść przez park. Jest ciepło, słonecznie i zbytnio mi się nie spieszy.. Same plusy ;) No więc tak sobie idę i nagle widzę znajomą twarz. Ojaaaa, przecież to Max siedzi tam na ławce. Iść do niego, czy nie..?
A co mi tam, idę! Zaczęłam iść pewnym krokiem, ale ta pewność z sekundy na sekundę stawała się coraz słabsza. Zgasła w momencie, gdy do łysola podeszła zgrabna brunetka, która pocałowała go w policzek. Szybko skręciłam w inną uliczkę. Usiadłam na ławce tak by mnie nie zauważyli. W tej chwili coś we mnie pękło. Właśnie sobie uświadomiłam, że chłopak, do którego zaczynałam coś czuć ma dziewczynę.
Dlaczego on mnie pocałował? Dla zakładu, dla sprawdzenia? Ale czego? Czy się wyrwę?
.
.
.
Poznał odpowiedź. Ja też ją otrzymałam. Nie chcę już go widywać. Zrezygnuję z teledysku.
-.. Niech zastąpi mnie ZNAJOMA Maxa-następnego dnia powiedziałam na jednym oddechu Amandzie.
-Co? I jaka znajoma?-zdziwiła się kobieta-Nie możesz. Zostały dwa dni nagrań.
-Ale ja nie mogę zostać..-prawie płakałam.
-Ccco?-w drzwiach do gabinetu stał przerażony Nathan.
-To skomplikowane-odwróciłam się w jego stronę.
-Skomplikowany to może być związek, a nie wideo-pokręcił głową.
-Nathan..
-Zostawiasz mnie, tak?-przerwał mi.
-Nie, bo masz jeszcze Agathę.
-To o to chodzi?
-Jasne, że nie!
-Co jest?-do pomieszczenia wparowała reszta zespołu.
-Magi chce odejść-chłopak mówił łamiącym się głosem.
-Co?-Jay zrobił wielkie oczy.
-Nie możesz!-Max spanikował.
-A ty tu masz najmniej do gadania!-machnęłam mu ręką przed oczami i wyszłam.
-Stary, nie wiem co zrobiłeś, ale nieźle namieszałeś-zdążyłam usłyszeć głos Sivy.
Aby ochłonąć, usiałam na sofie na korytarzu. Twarz schowałam w dłoniach i czułam, że zaraz się popłaczę. Nie wiem dlaczego. Teraz brakowało mi kogoś kto by mnie przytulił. I jak na zawołanie zjawił się Tom, który szybkim, ale delikatym ruchem otoczył mnie ramieniem. Od razu poczułam się lepiej. Nie wiedzieć czemu wtuliłam się w jego klatę i pizwoliłam płynąć moim łzom.
-No już Maleńka. Będzie dobrze-szeptał te słowa do mojego ucha jak jakąś modlitwę.
-Tak myślisz?-odrobinę się odsunęłam.
-Max to idiota, ale zrozumie swój błąd. Po jakimś czasie, ale zrozumie-uśmiechnął się ciepło. W odpowiedzi zrobiłam to samo.
-Yy.. możemy porozmawiać?-podszedł do nas Max.
-Tak, powinniście sobie pare rzeczy wyjaśnić-Tom wstał i szybko poszedł do reszty.
-Pogadamy?-zapytał niepewnie.
________________
Olaboga ;o
Tylko tyle da się powiedzieć.
Przepraszam za błędy, ale rozdział pisany na telefonie..
Pysiaku ty mój kochany w sobotę wyjazd, pamiętaj!! :***