poniedziałek, 26 sierpnia 2013

To TEN dzień

-Więc.. Co to za pilna sprawa?-zapytał Max w parku.
-Dobrze wiesz-odparłam, gdy wziął mnie za rękę.
-Taak-mruknął-A już myślałem, że to nas ominie.
-Nie Max.
-Ech-westchnął i usiadł na pierwszej wolnej ławce. Odprowadziłam go wzrokiem, po czym zrobiłam to samo-Nathan mówił, że jesteś zła.
-Byłam-poprawiłam go.
-Czyli już nie jesteś?-wyglądał na zdziwionego.
-Nie.
-Gdybym wiedział, że to cię zdenerwuje to..
-To co?-weszłam mu w pół zdania-Nic byś nie zrobił.
-Mógłbym bardziej uważać.
-Jeszcze bardziej?-zapytałam zaskoczona-W końcu kiedyś i tak musielibyśmy zrobić krok do przodu-uśmiechnęłam się.
-Czyli nic się nie stało?-zapytał dla pewności.
-Jasne, że nie-głowę położyłam na jego barku.
-Mówiłem ci, że cię kocham?
-Hmm.. Nie przypominam sobie-spojrzałam na chłopaka, po czym dałam mu całusa w policzek.
-Kłamca-stwierdził, obejmując mnie ramieniem.
-Też cię kocham-zaczęłam się śmiać.
-Teraz tylko Scooter musi załatwić jakiś wywiad, żebym mógł potwierdzić, że nie jestem singlem.
-Serio?-zdziwiłam się.
-To znaczy niby o to nie chodzi, ale po tym artykule pewne jest, że będą o to pytać-wyjaśnił.
-Nawet nie wiedziałam, że to takie skomplikowane. A tak w ogóle to cały czas zastanawiam się nad dedykacją dla mnie. Ciekawi mnie twoja twórczość.
-Serio chcesz wiedzieć, co bym ci nabazgrał?-delikatnie odchylił się do tyłu.
-Tak-kiwnęłam głową.
-Niech pomyślę..-zmarszczył czoło-Dla dziewczyny z czarującym uśmiechem, o seksownym ciele modelki..
-Wariat-wtrąciłam.
-Jeszcze nie skończyłem.
-Przepraszam. Kontynuuj.
-.. przyszłej żony oraz matki moich dzieci. Kochający cię Max-wyglądał na dumnego z siebie, a ja byłam w lekkim szoku.
-Aż nie wiem, co powiedzieć-szepnęłam.
-Więc mnie pocałuj-wyglądał na wystraszonego. Przygryzłam dolną wargę i musnęłam jego usta, przyciągając go za koszulkę do siebie. Szybkim ruchem (serio, nie wiem jak to zrobił) wziął mnie na kolana, a po chwili czułam jak jego dłonie z bioder przesuwają się w górę tuż pod moje piersi.
-Max-palcami gładziłam jego zarost-Nie tutaj-szepnęłam.
-Jasne-mruknął-Idziemy do mnie czy do ciebie?-zapytał.
-Powinnam wracać do domu, ale jak chcesz to możesz u mnie posiedzieć-wstałam, ciągnąć go za sobą.
-Posiedzieć?-zabawnie poruszał brwiami.
-Tak-wypięłam język-Muszę się na jutro przygotować-i nagle straciłam nastrój na cokolwiek.
-Pomogę ci w czym tylko będziesz chciała-przytulił mnie. Uwielbiam jak to robi. Czuję się wtedy bezpiecznie, to mnie uspokaja, a do tego ma ładne perfumy.
-Max, to chodzi o psychikę. Z tym muszę sama dać radę-wyjaśniłam.
-Dobrze-powiedział bez żadnych protestów i poszliśmy do Niny.
-Mamo, jesteś?-zapytałam w drzwiach.
-Tak-wyszła z kuchni. Oczy miała zaczerwienione od płaczu-Obiad na stole. Nie spodziewałam się gości, ale starczy dla wszystkich-uśmiechnęła się.
-Nie jestem głodny-odparł Łysol.
-Oj przestań-machnęła dłonią-Taki duży chłopak jak ty musi przecież jeść-wzięła go pod rękę i zaprowadziła do kuchni.
-Nie chcę robić kłopotu-czuł się niezręcznie.
-Kłopoty to ty będziesz miał jak zostawisz czysty talerz.
-Ona ma racje-wtrąciłam-Jeśli chodzi o gotowanie i wszystkie jego następstwa nie można sprzeciwiać się  mojej mamie-zajęłam miejsce przy stole. Podczas obiadu przyglądałam się Maxowi i Ninie. Nie udawali miłych, oni na serio tacy byli względem siebie.
-Czyli jesteście razem-ni stąd ni zowąd (szczerze.. nie wiem jak to się pisze xd) powiedziała, a ja myślałam, że się udławię pieczenią-Słonko, nie ma co się kryć-dodała, dotykając mojej dłoni-Max, może chociaż ty mi to wszystko wyjaśnisz-poprosiła.
-Hm-odchrząknął-Tak, jesteśmy razem-spojrzał na mnie z miłością.
-I nie można było tak od razu-matka patrzyła ma mnie.
-Nie jesteś zła?-zdziwiłam się.
-Dlaczego?-zapytała-A z resztą. Jak chcesz to porozmawiamy o tym później. W cztery oczy, a teraz lećcie-poleciła.
-Pomogę sprzątnąć-wyrwał się Łysol.
-O nie. Jak ja jestem w kuchni, nikt się nie dotyka do rzeczy-zaśmiała się-Margaret. Na łóżku położyłam ci sukienkę na jutro. Nie pogniećcie jej-zauważyłam, że do oczu napływają jej łzy.
-Dziękuję-pocałowałam ją w policzek i zabrałam chłopaka na górę. Dobrze wiedziałam, że tego chciała. Przy ludziach udaje twardą, a gdy tylko zamknie się w pokoju..
-Szkoda, że nie poznałem twojego taty, bo mama jest w porządku-powiedział, gdy chowałam czarne ubranie do szafy.
-To nie mój ojciec-mruknęłam.
-Ale..-wyglądał na zmieszanego.
-Zostawmy ten temat-spróbowałam się uśmiechnąć-Przepraszam, ale powinieneś już iść. Chcę..
-Nie musimy rozmawiać-przerwał mi-Możemy po prostu poleżeć i tyle-poklepał dłonią miejsce na łóżku.
-Jesteś kochany-musnęłam jego usta i ułożyłam się wygodnie na łóżku, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się po 8, ale Maxa już nie było. Na biurku leżała karteczka "Misiu, nie chciałem cie budzić. Tak słodko wyglądałaś. Kochający cię Max :*". Jestem ciekawa, o której on musiał wstać. Słyszałam jak Nina krząta się na dole. Chyba robi śniadanie. Zeszłam na dół.
-Jak się spało?-zapytała, stojąc do mnie tyłem.
-Dobrze-wyciągnęłam się.
-Nie dziwię się. Z takim mięśniakiem u boku..
-O której Max wyszedł?-wyjęłam sok z lodówki.
-Po 7-odpowiedziała po chwili zastanowienia.

*   *   *

Rozglądałam się po cmentarzu i jedyną znajomą mi osobą była Nina, która cały czas płakała. Z kamienną twarzą obserwowałam jak trumna znika pod ziemią. Spojrzałam jeszcze raz na ludzi wokół mnie i ujrzałam pięciu mężczyzn w garniturach, których dobrze znałam. Chciałam do nich podejść, ale mama rano poprosiła mnie, żebym coś powiedziała o ojcu, więc stanęłam przy dole i głośno westchnęłam.
-Może Thad nie był moim prawdziwym ojcem, ale zawsze go traktowałam jak rodzinę-zaczęłam-A on.. Zawsze byłam jego małą córeczką-czułam, że głos mi się łamie-Nigdy nie zapomnę jak jak przewróciłam się, jadąc po raz pierwszy na rowerze. Był w większym szoku niż ja-uśmiechnęłam się-Tego wyrazu twarzy się nie zapomina. Obiecałam sobie, że nie doprowadzę go do takiego stanu. Zawsze mówił: "Patrz sercem, bo oczy mogą być ślepe na otaczające nas piękno" oraz "Chwile są ulotne, zapamiętaj je, a nie rozpamiętuj". I właśnie teraz powinniśmy zapamiętać jego twarz, uśmiech, głos, a nie tkwić w miejscu..-paliły mnie oczy. Szybko stamtąd odeszłam. Uroczystość się skończyła, a obok mnie znaleźli się chłopcy.
-Mieliście nie przychodzić-powiedziałam.
-Mówiłaś, że razem ma nas tu nie być-odparł Siva.
-Co to za różnica?
-Bo ja przyszedłem sam-odparł z powagą Tom.
-Tak samo jak my-dodał Jay. Próbowałam się uśmiechnąć, ale gdy tylko spojrzałam na Nathan, zaczęłam płakać.
-Chodź tu mała-mocno mnie przytulił, a ja ryczałam jak głupia. Dopiero teraz, czułam żal, smutek i złość na Thada za to, że nas zostawił. Długo musiałam tkwić w jego objęciach, bo gdy przestałam się trząść nie było nikogo na cmentarzu.
-Ładnie wyglądasz-wyskoczył Loczek, a ja się zaśmiałam. Max wziął mnie za rękę.
-Czemu nic nam nie mówiłaś?-zapytał Nathan.
-O czym?-dobrze wiedziałam, o co chodzi.
-O adopcji-mulat wyręczył Sykesa.
-Nie ma czym się chwalić. Gdybyście tego nie usłyszeli, pewnie w ogóle byście się nie dowiedzieli.
-Dlaczego?-dopytywał Tom.
-Może nie chciałam waszej litości, a może dlatego, że nawet moja przyjaciółka o tym nie wie, więc dlaczego miałabym wam o tym mówić..
-Spokojnie-Łysol pocałował mnie w czoło-Chodźmy do domu. Zaraz będzie padać.
-Tak-zgodził się z nim Nathan.
-Z resztą dawno u nas nie byłaś-Tom starał się być miły.
-Jasne-tylko na tyle było mnie stać.
______________________________________
Nie chciał opisywać pogrzebu..
Byłam już na zbyt wielu..
Na samą myśl o tym wszystkich chce mi się płakać :(
Rozdział pisany dość długo..
Może właśnie ze względu na tą ceremonie.
Chyba już żadnego z bohaterów nie uśmiercę.. Ewentualnie nie będę wspominać o pogrzebie.
Taki trochę smutny ten rozdział i dziwny, ale jest.

Nie miałam dodawać rozdziałów do września, ale, że początek roku mam 6 września (i boję się, że blogger usunie mi rozdział), doszłam do wniosku, że coś dodam.

sobota, 17 sierpnia 2013

Dedykacja

-Ja nie widzę problemu-Lola wzruszyła ramionami. Tylko na nią spojrzałam-No co, umów się ze swoim kochasiem..
-Max. On ma na imię Max-poprawiłam ją.
-Dobra. Umów się z Maxem pod szkołą. Kim was zobaczy i po problemie.
-Masz rację. Dzięki-uśmiechnęłam się-Idę zadzwonić-wyjęłam telefon z kieszeni i wyszłam za zewnątrz.
-Halo-usłyszałam głos chłopaka.
-Hej-przywitałam się-Masz może dzisiaj trochę czasu?-przeszłam do sedna sprawy.
-Coś się stało?-chyba się zaniepokoił.
-Nieee.. Po prostu chciałam się spotkać i pogadać-wyjaśniłam.
-Chyba wiem o czym-w jego głosie wyczułam zdenerwowanie.
-Czy ty się stresujesz?-zapytałam.
-Co? Nie. Powiedz gdzie i o której.
-O pierwszej pod szkołą pasuje?-uśmiechnęłam się nerwowo.
-Nie ma problemu.
-To do zobaczenia.
-Pa-i się rozłączyłam.
-A ty nie na lekcjach?-zapytał Paul.
-Więc tak się teraz wita znajomych?.
-Przepraszam. Hej-posłał mi szeroki uśmiech.
-No cześć. Małe spóźnienie nie zaszkodzi.
-No tak. Ale dziwnie będzie wyglądały, gdy razem wejdziemy do klasy.
-Nie mam z tym problemu-wzruszyłam ramionami.
-Bardzo się cieszę-znowu się uśmiechnął i poszliśmy na biologię.

*   *   *
-Mówię serio-zaczęłam tracić cierpliwość.
-No nie żartuj. Mam pilnować Kim? Jaja sobie robisz-oburzyła się Lola.
-Nie. Po prostu miej na nią oko, żeby nie rzuciła się na Maxa, ok?
-No dobra-westchnęła.
-Lecę, bo pewnie już czeka-i szybkim krokiem wyszłam z budynku.
-Hej-uśmiechnął się Łysol.
-Cześć-dałam mu całusa w policzek-Okulary przeciwsłoneczne? Prawie cie nie poznałam-uśmiechnęłam się.
-Uważaj, bo ci uwierzę. I tak, wiem, że wyglądam jak ciota-przyznał.
-Nieprawda-poklepałam go po ramieniu-Inaczej bym to nazwała.
-Jak?-wyglądał na zaciekawionego.
-Seksi-poruszałam brwiami.
-Mmm.. Jak miło-złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Ciekawe, czy Kim teraz na nas patrzy.. Wiem, że nie powinnam o tym myśleć w takiej chwili, ale jak chce żeby dała mi spokój, to musi to zobaczyć.
-Ludzie patrzą-chciałam się odsunąć od Maxa, ale mocno mnie trzymał.
-Coś mi się wydaje, że i tak już wszyscy wiedzą-rozejrzał się dookoła. Zrobiłam to samo. Dużo osób gapiło się na nas-Wiesz.. Nawet się porządnie nie przywitaliśmy-zmienił temat.
-Jak nie? To niby jak mamy się przywitać?-zapytałam lekko zdziwiona.
-Może buziaczek?-zaproponował.
-Był-wypięłam język.
-Ale tylko w policzek.
-To jak ty to sobie wyobrażasz, że rzucę się na ciebie?-zażartowałam.
-Byłoby fajnie-uśmiechnął się.
-Ech.. Zgoda-przewróciłam oczami. Wspięłam się na palcach, dłonie opierając na umięśnionych  ramionach chłopaka, tak, żeby bez problemów go pocałować.
-Mogę prosić o autograf?-za plecami usłyszałam głos..
-Kim-mruknęłam.
-Nie ma problemu-odpowiedział Max, biorąc on niej kartkę i długopis-Jakieś konkrety?
-Nie-blondynka zatrzepotała rzęsami. Aż mi się niedobrze zrobiło.
-Ok. A dla kogo?
-Dla mnie. Kim-pogładziła go po ramieniu. A to suka! Widziałam jak Łysol kilka razy uderzył długopisem w podbródek, po czym coś napisał.
-Proszę-powiedział, wyciągając rękę.
-"Dla sympatycznej blondynki-Kim. Max George ;)"-przeczytała-Dzięki-uśmiechnęła się i poszła.
-Dzięki Lola-spojrzałam na dziewczynę.
-Przepraszam. A z resztą co ty sobie myślisz? Dobrze wiesz, że bym jej nie dotknęła. Jeszcze bym się czymś zaraziła..-na jej twarzy pojawił się grymas, ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
-Czy my się nie znamy?-zapytał Max.
-Widzieliśmy się u Margo.
-No właśnie. Max jestem.
-Lola-podali sobie dłonie.
-Za bardzo się nie wysiliłeś w tej dedykacji-przyznałam.
-I sympatyczna?-wtrąciła rudowłosa dziewczyna.
-Nie znam jej. Co miałem napisać?-wzruszył ramionami.
-Jestem ciekawa, co by widniało na kartce dla mnie.
-Coś w stylu: "Dla zwariowanego rudzielca"-zaśmiał się Max.
-Wiedziałam!-krzyknęła w odpowiedzi-Muszę lecieć. Peter się ze mną umówił.
-Co? I ja nic o tym nie wiem?-zdziwiłam się.
-Już wiesz-wypięła język.
-A co z Jefreyem?
-Nie jesteśmy już razem-odpowiedziała, oddalając się od nas.
-Super-mruknęłam.
-Dziewczyna umie sobie poradzić w życiu-stwierdził mój chłopak. O Mamusiu.. Jak to fajnie brzmi. Chyba wiecznie będę się tym jarać.
-I to nie wiesz jak bardzo.
_______________________________________
Ale ja jestem szalona! :o
<olaboga> dodałam rozdział!
A nie powinnam -.-
Nie dość, że szalona to głupia jeszcze..
Kurde, nigdy nie zależało mi na komentarzach, ale szkoda, że tracę czytelników..

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Trzy razy "TAK"-dobrze. Trzy razy "K"-nie najlepiej..

-Tylko nie mów mi, że jesteś tam z Agathą..-zaczęłam przeglądać magazyn.
-Nie wiem nawet, czy nie gorzej-miał poważną minę. Zaniepokoiłam się. Trzecia strona. Artykuł zatytułowany"MAX GEORGE PO USZY ZAKOCHANY! Kim jest szczęściara, która zawróciła mu w głowie? Jak długo ukrywali uczucia przed światem?"
-Nie wierzę-szepnęłam i zaczęłam czytać-"Partnerka idola zespołu The WANTED wydaje się być miłą dziewczyną, która zauroczyła przystojniaka swoim uśmiechem. A ten nie mogąc się oprzeć, całuje ją w parku oraz podczas wypadu z przyjaciółmi. Czyżby blondynka spodobała się reszcie grupy? Dwie rzeczy wiemy na pewno: 1. Michelle (była dziewczyna Maxa) i blondyneczka (najprawdopodobniej partnerka z video do Chasing the sun George'a) nie polubiły się. 2. i to najważniejsze MIŁOŚĆ WISI W POWIETRZU! Czyżby była to najgorętsza para roku?"-spojrzałam na zdjęcia. Akcja pod drzewem, pocałunek na mieście i to jak Max pokazuje fucka Michelle.
-Wszystko w porządku?-zapytał Sykes.
-A czy widzisz, żeby tak było?-starałam się nie denerwować-Przecież jak to Max zobaczy.. I wasz menager..I cała szkoła.. Jednym słowem: mam przesrane-stwierdziłam.
-Nieprawda. To urocze, że o was piszą-uśmiechnął się.
-Ale to nie tak miało być-opadłam na łóżko.
-Słuchaj. To dobrze, że nie musicie się ukrywać. A z resztą, gdyby Maxowi tak bardzo zależało na dyskrecji, nie całowałby cię w centrum miasta-wyjaśnił-Iiii.. Uważają was za gorącą parę-trącił mnie łokciem.
-Ech-westchnęłam.
-Nie martw się. Przecież nie jest napisane, że to o ciebie chodzi. Są tylko przypuszczenia-uśmiechnął się.
-Masz rację. A z resztą w szkole nikt nie czyta takich gazet.
-Właśnie.
-A teraz opowiadaj.
-O czym?
-Oj nie udawaj. O wczorajszej randce-przewróciłam oczami.
-Aaa, nic się nie działo-powiedział obojętnie.
-Przecież widzę jak ci się oczy świecą.
-Aż tak widać?
-Niee-pokręciłam głową-Tylko nocą możesz oświetlać drogę.
-Chłopaki mówili tak samo..
-Kurde, spóźnię się. Opowiesz mi w drodze. Jeśli masz czas-zaczęłam pakować torbę.
-Jasne, że mam. Wiesz, chciałbym ci podziękować za wczoraj-zaczął niepewnie.
-Co? Nie ma o czym mówić-wyszłam na korytarz.
-Bardzo mi pomogłaś.
-Mamo, wychodzę!-krzyknęłam.
-Dobrze kochanie. Pamiętaj, że jutro..
-Wiem-przerwałam i dałam jej całusa na pożegnanie.
-Do widzenia-powiedział Sykes, wychodząc.
-A wracając do tematu, powiedziałam tylko prawdę.
-Której nie znałem, więc chciałbym się jakoś odwdzięczyć.
-Podobało się na randce?
-Tak.
-Umówiłeś się jeszcze raz?
-Tak.
-A czy ją pocałowałeś?
-Magi!-krzyknął, czerwieniąc się.
-Ty o moim związku wiesz wszystko, więc tak, czy nie?-byłam stanowcza.
-Tak.
-Oooooooo, jak uroczo-szczerzyłam się do chłopaka-To mi wystarczy.
-Jak to?-wyglądał na zdezorientowanego.
-Skoro ty jesteś szczęśliwy to ja też-puściłam go niego oczko.
-Mówiłem, że cię kocham?
-Hmm-zastanowiłam się-Dzisiaj jeszcze nie-zaczęłam się śmiać.
-Zobaczymy się jutro, czy coś?-zapytał, gdy zatrzymaliśmy się przed bramą.
-Jutro nie dam rady, może..
-Magi-przerwał-Słuchaj, Jay żalił mi się, że nie chcesz, żebyśmy przyszli. Ale jak możesz nie pozwolić na to swojemu przyjacielowi?
-Nathan, bo ja nie chcę robić zamieszania. I tak przez tą gazetę zwróciłam na siebie uwagę. Pogrzeb to nie przedstawienie i nie chcę zbędnych gości w postaci reporterów, których przez przypadek ściągniecie. A teraz muszę iść. Pa-przytuliłam go na pożegnanie.
-Cześć-odpowiedział.
-Margo, gwiazdo!-krzyknęła dziewczyna.
-Lola-mruknęłam-Zamknij się, albo..
-Naślesz na mnie swojego chłopaka, o którym nic mi nie powiedziałaś?-zapytała z ironią.
-Ccco?
-Wiem, że to ty-zgniatała moją głowę na zdjęciu w czasopiśmie.
-Skąd ta pewność?-oparłam dłonie na biodrach.
-Po pierwsze wczoraj byłaś w tej koszulce w szkole, a po drugie to moja koszulka. Pożyczyłam ci ją z miesiąc temu, pamiętasz?-uśmiechnęła się.
-Oddam ci ją, jak tylko się upierze.
-Zwariowałaś?!-odskoczyła jak poparzona-Max George dotykał tego t-shirtu. Jest warta dużą kasę.
-Czyli mam jej nie prać?-zapytałam.
-Nie-znowu pokazała zęby i ruszyłyśmy na zajęcia.
-Nie mów nikomu-poprosiłam.
-Ok, ok. Wyluzuj-machnęła ręką.
-Mówię serio-powiedziałam przez zęby.
-Proszę, proszę.. Kogo my tu mamy?-na środku korytarza stanęła Kim ze swoją świtą-Dobrze wiesz, że od podstawówki byłaś mi obojętna, ale teraz..
-Czujesz zagrożenie?-wtrąciła Lola.
-Phi.. Żartujesz sobie? Margaret nie robi mi żadnej konkurencji-przerzuciła blond włosy do tyłu-To, że cudem zagrała w teledysku, nie znaczy, że robi karierę, prawda?-zwróciła się do mnie.
-Ty chyba gazet nie czytasz?-zdenerwowała się przyjaciółka.
-A ty tak?-zdziwiła się Khole.
-Umiesz czytać?-myślałam, że Kate oczy wyjdą z orbit.
-W porównaniu do was znam alfabet.
-Lola. Daj spokój-próbowałam ukoić jej nerwy.
-Nie-miała wzrok zabójcy-O Margo są już artykuły w magazynach-zaczęła wymachiwać tym szmatławcem. Przecież miała nie mówić! Jak mogła?
-Pokaż!-krzyknęła w złości Kim. Po odnalezieniu właściwego tekstu, śledziła go wzrokiem-Nie ma pewności, że to ty. Udowodnij.
-To wyzwanie?-zapytałam.
-Tak, a czego mogłaś się spodziewać, że uwierzę na słowo?-zaśmiała się i poszła.
-Wielkie dzięki-mruknęłam do przyjaciółki. I co miałam teraz zrobić?
_____________________________
Głupia ja!
Znowu dodałam rozdział -.-
Jestem wściekła, bo blogger usunął dwa przyszłe rozdziały! SZMATA!!!!
Nie pamiętam, co dokładnie tam było (a było kilka fajnych akcji-moim skromnym zdaniem), także nie wiem kiedy kolejny..
Jutro wątpię, że wgl wezmę się za pisanie.
MOŻE w wakacje coś jeszcze dodam

czwartek, 8 sierpnia 2013

Max-maruda

-Tooooo.. Co robimy?-zagadał Tom, gdy pojawiłam się w zasięgu ich wzroku.
-Nie mam pojęcia-opowiedziałam.
-Chodźmy na kręgle-zaproponowała Kelsey.
-Nie-zaprotestował Max-Dobrze wiecie, że nie umiem grać-naburmuszył się.
-Oj przestań. Nie grasz aż tak źle-pocieszył go Jay.
-Wielkie dzięki-mruknął w odpowiedzi.
-Nie obrażaj się tylko chodź nauczyć się grać-wzięłam go za rękę i pomogłam wstać.
-Bardzo chcesz iść?-zapytał.
-Oj tak-odparłam, a on westchnął, robiąc kwaśną minę-Misiu..-dałam mu buziaka. Max objął mnie w tali i zaczął mocniej całować.
-To co, idziemy?-przerwał nam Siva.
-Oczywiście-łysol uśmiechnął się głupkowato. Zamknęłam za nami drzwi i poszliśmy się bawić. W wolnej chwili napisałam do Nathana, że będziemy na kręgielni i jak nie chce nas spotkać to niech trzyma się z daleka. Nie odpisał. To dobrze, bo to oznacza, że dobrze się bawi, a o to przecież chodzi, c'nie? Oczywiście w drodze musieliśmy spotkać ex Maxa.
-Hej ludziska-uśmiechnęła się-I ty..-spojrzała na mnie-To dziwne, że jeszcze się z nią zadajesz-stwierdziła. Myślałam, że jej przywalę. Wkurwia mnie.
-Dziwne jest to, że jeszcze na siebie wpadamy-łysol obciął ją wzrokiem-Idziemy-wziął mnie za rękę i ruszył przed siebie.
-Wykorzysta cię!-krzyknęła Michelle. Nie wiem, czy ostrzegała jego, czy mnie.
-Zobaczymy!-odpowiedział i pokazał jej środkowy palec.
-Nie za ostro ją potraktowałeś?-zapytała Kelsey.
-Sama zaczęła-wzruszył ramionami.
-My to wiemy, ale jak ktoś zrobił zdjęcia..-zaczął Siva.
-Ułoży własną historyjkę-dodał Jay. Wyrwałam dłoń i schowałam obie do kieszeni. Boże, jak na serio ktoś to widział.. A ja się trzymałam z Maxem za rękę o.O
-Margaret, spokojnie-Tom poklepał mnie po ramieniu.
-W końcu kiedyś musicie się pokazać-Nareesha uśmiechnęła się ciepło.
-Ale.. Innym razem-starałam się odwzajemnić uśmiech. Max nie wyglądał na zadowolonego. Gdybym tylko była modelką..albo jakąkolwiek gwiazdą nie byłoby problemu. Chłopak by się mnie nie wstydził (chociaż nigdy nie powiedział, że tak jest), a ja miałabym czyste sumienie, nie ograniczając go.
-Czym się tak martwisz?-objął mnie ramieniem, szepcząc do ucha.
-Już niczym-westchnęłam.
-No przecież widzę.
-Nie mam pojęcia jak mam cię nauczyć grać-zażartowałam. W odpowiedzi się uśmiechnął.
-To szybko myśl, bo jesteśmy na miejscu-Jay stał przed budynkiem-Panie przodem-otworzył nam drzwi.
-To nie ma sensu-marudził Max, trzymając kulę.
-Mówisz tak odkąd tu jesteśmy-Kelsey przewróciła oczami.
-Czyli jakieś 15 minut-dodała Nareesha.
-Dajcie już spokój-wtrąciłam-Po prostu rzuć-uśmiechnęłam się.
-Ok-westchnął. Strącił 4 kręgle.. Po dwóch podejściach..-Mówiłem..
-Coś na to poradzimy-poklepałam go po ramieniu, po czym wzięłam kulę. Zbiłam 8 kręgi, ale i tak mistrzowski rzut należał do Jaya-10-Gratuluję-biłam mu brawo z uznaniem.
-Dziękuję-odpowiedział z bananem na twarzy. Gdy znowu była kolej na Geogre'a, podeszłam do niego.
-Za dużo myślisz-stwierdziłam, a on dziwnie się spojrzał-Nie skupiaj się na kręglach. Myśl o czymś innym-doradziłam.
-O czym?-zapytał.
-O mnie-szepnęłam, obejmując jego umięśnioną rękę.
-Ok-spojrzał na mnie z uśmiechem. Zrobiłam dwa kroki w tył, ale wpadłam na "genialny" pomysł.
-Nagiej-dodałam. Na początku był w szoku, ale od razu się pobudził i szczerzył jak głupi do sera. Cel osiągnięty. 9 kręgi.
-Co ty mu zrobiłaś?-zapytał Tom.
-Nic-odparłam, gdy Max obejmował mnie od tyłu.
-Właśnie widać-mruknął Siva.
-Będzie jakaś nagroda za postępy w nauce?-łysol zapytał, opierając brodę na moim ramieniu.
-Może..-uniosłam wzrok do góry.
-Może?-powtórzył-Bez motywacji znów będzie mi źle szło-wyjaśnił.
-No dobra-zgodziłam się.
-Teraz?-przekręcił mnie tak, że staliśmy twarzą w twarz.
-Nie-wypięłam język.
-Jeszcze zobaczymy-pokazał zęby w łobuzerskim uśmiechu, a to nie wróży nic dobrego. Oparł czoło o czubek mojej głowy i przez jakiś czas patrzył mi w oczy.
-No i co..-szepnęłam, a Max zamknął usta w pocałunku. Ok, wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Ale mówiąc "kiedyś", miałam na myśli te późniejsze kiedyś, a nie teraz-kiedyś. Przycisnął mnie do siebie, pieszcząc językiem moje podniebienie. Objęłam go za szyję, całując mocniej chłopaka. To była jedna z przyjemniejszych rzeczy jaka mnie spotkała. Gdy oderwaliśmy się od siebie, Tom śmiał się jak głupi.
-A jemu co się stało?-zapytał Max.
-Tego nikt nie wie-Kelsey wzruszyła ramionami.
-Lepiej chodźmy na pizzę. Zgłodniałem-powiedział Jay.
-Ja też-poparł go łysol. I po kilku minutach byliśmy w drodze do pizzerii.
-Jaką pizzę bierzemy?-zapytał Siva.
-Hawajską-odparłam równo z dziewczynami.
-Pff, to wy sobie bierzcie z ananasem, a my z szynką i boczkiem-odparł Parker, otwierając drzwi.
-Dobra-Nareesha się uśmiechnęła.
-Kiedy pogrzeb?-zapytał znienacka loczek. Byłam w szoku.
-Jay..-skarciła go blondynka.
-Yy, przepraszam.
-Nie szkodzi-starałam się uśmiechnąć-W środę-zaczęłam bawić się serwetką.
-A o której?-próbował dowiedzieć się mulat.
-Słuchajcie.. Nie chcę, żeby to zabrzmiało niemiło, czy jakoś tak, ale nie chcę, żebyście przyszli-wyznałam.
-Dlaczego?-oburzył się Max.
-Cały czas kręcą się za wami reporterzy. Nie chcę, żeby pogrzeb zmienił się w..
-Rozumiem-łysol wziął mnie za rękę-Ale powiedz. Chcę po prostu wiedzieć.
-Dobra, ale obiecajcie, że nie przyjdziecie-postawiłam warunek.
-Skoro chcesz..-powiedziała Kelsey.
-O 11-mruknęłam.
-Dziękuję-dostałam od Maxa buziaka w policzek.
*   *   *
-Margo, ktoś do ciebie-Nina przerwała mi przygotowanie do wyjścia na zajęcia.
-Zanim gdziekolwiek pójdziesz, musisz to zobaczyć-Nathan rzucił gazetę na łóżko.
-Co tam jest?-zapytałam.
-Zobacz-wyglądał na lekko poddenerwowanego.
_________________________
Oczywiście nie mogło zabraknąć kissów i Nathana hahahahha xd 
Dobra, nieważne :)

sobota, 3 sierpnia 2013

Dzięki Magi, kocham cię.

-Mamo, jesteś?-zapytałam, wchodząc do ciemnego domu, ale nikt nie odpowiadał-Chyba jej nie ma-stwierdziłam.
-Albo śpi-odezwał się Max.
-Sprawdzę na górze-zwróciłam się do chłopaka.
-Dobra, poczekam w kuchni-zapalił światło i wszedł do pomieszczenia po lewej.
-Jesteśmy tylko my!-krzyknęłam z jej pokoju, a po chwili Łysol był na piętrze.
-I co teraz?-objął mnie w tali.
-Nie mam pojęcia-uśmiechnęłam się zalotnie. Dobrze wiedziałam, co się stanie.
-Wiesz.. Obiecałaś mi przywitanie, więc..
-A to w parku?-przerwałam mu, cofając się do swojego pokoju.
-To zupełnie coś innego-będąc u mnie, kopnął nogą drzwi i zaczął mnie całować. Skoczyłam na niego, oplatając nogi wokół jego bioder, a paznokciami gładziłam jego kark. Max ścisnął moje pośladki i skierował się w stronę łóżka. Zaczął rozpinać spodnie, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Udawaj, że cię nie ma-mruknął do ucha.
-A jeśli to Nina?-dałam mu całusa i poszłam otworzyć.
-A już myślałem, że nikogo nie będzie-powiedział Tom, idąc z Kelsey w stronę kanapy.
-Hej-powiedziałam.
-Cześć-odparła reszta.
-A ty sama?-zdziwiła się Nareesha, tonąca w objęciach swojego chłopaka.
-Max jest na górze-wyjaśniłam-MAX!-wydarłam się, strasząc przy tym kumpli.
-Już jestem-uśmiechnął się. Usiadł w fotelu i posadził mnie na swoich kolanach.
-Coś tutaj masz-Jay dotknął palcem kącik jego ust-Czy to błyszczyk?-zaśmiał się.
-Zabieraj brudne paluchy-pacnął go po dłoni.
-Oo.. Czy my wam w czymś przeszkodziliśmy?-Siva zabawnie poruszał brwiami.
-Niee-odpowiedział George-Całować się z Margo mogę i przy was-zaczął obsypywać mnie pocałunkami.
-Uhuhu-blondynka była w szoku.
-Max-przystawiłam dłoń do jego twarzy aby przestał-Gdzie zgubiliście Nathana?-zmieniłam temat.
-Poszedł na randkę-westchnął loczek.
-Serio?-mój chłopak wyglądał na zdziwionego.
-No, a najgorsze jest to, że nie powiedział nam z kim-odparł Tom.
-"Nie chcę zapeszać"-mulat przedrzeźniał nieobecnego Sykesa.
-Hahaha-wszyscy zaczęli się śmiać.
-Może ty coś wiesz?-Nareesha na mnie spojrzała.
-Ja? Niby skąd ten pomysł?
-Myślałam, że się przyjaźnicie.
-Niee.. Chyba. Ciężko nazwać to przyjaźnią-wzruszyłam ramionami. Domyśliłam się, że Nathan umówił się z Agathą, ale skoro sam im tego nie powiedział to ja tez nie mam zamiaru tego robić.
-Szkoda, że nie wiesz, co to za dziewczyna-Jay ponownie westchnął, a po chwili usłyszałam dzwonek swojej komórki.
-Halo-odebrałam.
-Magi?-po drugiej stronie usłyszałam Nathana. O wilku mowa, jak to się mówi-Nie przeszkadzam?
-Jasne, że nie Susan-wstałam.
-Czyli wszyscy są u ciebie..-mruknął sam do siebie.
-Tak, tak. Jestem w domu-bawiłam się kosmykiem włosów, będąc na korytarzu-Ok, już-usiadłam na krześle w kuchni-Zaraz.. Czy ty przypadkiem nie jesteś na randce?-zapytałam szeptem.
-Taak. Agatha jest w łazience-wyjaśnił.
-Wiedziałam, że o nią chodzi!-krzyknęłam tryumfalnie, a w drzwiach pojawił się Max-Ale z chłopakiem jedzie, czy sama?-wymyśliłam coś na poczekaniu, a chłopak wyszedł-Coś się stało?-wróciłam do tematu.
-Bo.. Gdy dotknąłem jej dłoni, zabrała ją. Ona chyba umówiła się ze mną z uprzejmości-przyznał.
-A może się wstydzi?
-Nie wiem. Tyle czasu rozmawialiśmy normalnie, a teraz..
-To wszystko dla tego, że traktowaliście się jak kumple, a dzisiaj poszliście na randkę.
-Serio tak myślisz?
-Tak.
-Dzięki Magi, kocham cię.
-Ja ciebie też i masz mi tu wrócić z dziewczyną-zaśmiałam się do telefonu i wróciłam do salonu. Właśnie zdobyłam brata, którego nigdy nie miałam.
___________________________________
Ale ze mnie Krejzolka! XD
Jeśli się nie mylę to właśnie dodałam 2 rozdział w tym tygodniu :o
Toż to szok! :D
I jeszcze jedna sprawa.. Usunęłam jednego bloga, tego o Alice, Nathanie, Tomie, Ricku i w ostatnim rozdziale pojawiła się Lauren. Tylko tak informuję, więc się nie nastawiajcie na rozdział.
To tyle z mojej strony :)
A, jeszcze jedno..
Trochę smuci mnie spadająca liczba komentarzy.
Tak, są wakacje.
Tak, wszyscy wyjeżdżają.
Ale może to nie o to chodzi.
Jeśli rozdziały coraz mniej wam się podobają, czy coś, piszcie :)

sobota, 27 lipca 2013

Taaaakie sexiaki

Tak, to pewne. Ojciec nie żyje. Nina wszystko mi wyjaśniła. W samochód Thada wjechała ciężarówka. Zderzyli się czołowo. Jak się okazało, kierowca ciężarówki był pijany. Mama załamała się psychicznie i nie wychodzi z pokoju, a ja.. Ja nic nie czuję. Już nic. Za trzy dni pogrzeb. Środa. Nigdy nie lubiłam tego dnia. To w środę zdecydowałam się iść na casting. To tego dnia umarł mój tata i tego samego zostanie pochowany.
Postanowiłam iść do szkoły. Już dawno mnie tam nie było. Czuję się jakbym miała wiecznie weekend.
-Patrz, to chyba ta z tego.. no.. tego teledysku-usłyszałam szept za plecami.
-Głupia jesteś. Na stówę to nie ona.
-No jak nie?
-No tak. Tamta była starsza i w ogóle-prychnęła jedna z dziewczyn. Odwróciłam się i spojrzałam na nie ze zdziwieniem. Muszę przyznać, że nie jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak szybko chodził.
-A już myślałam, że nie przyjdziesz!-Lola krzyknęła z końca korytarza.
-Wystarczy tego wolnego-uśmiechnęłam się.
-Też tak uważam. Widziałaś tego nowego, a raczej dwóch?-zabawnie poruszała brwiami.
-Niee.. Chcę ci przypomnieć, że dopiero weszłam do szkoły.
-No tak. No to słuchaj. Taaaakie sexiaki, że nic tylko brać-zaśmiała się.
-Ale ty głupia jesteś.
-Też cię kocham-dała mi całusa w policzek.
-Hhhej-poczułam, że ktoś klepnął mnie w ramię-Szukam.. Magi?-zdziwił się na mój widok.
-Paul, no cześć-byłam zaskoczona.
-O, hej-Pieter pomachał.
-Dobrze, że cię widzę-odetchnął z ulgą-Jakoś z Piotrkiem nie możemy się ogarnąć.
-Wszyscy w Polsce są tacy?-zapytałam.
-Czyli jacy?
-No..-już chciałam powiedzieć przystojni, ale się powstrzymałam-Nieumiejący się odnaleźć.
-No sorry, ale jak wcześniej chodziłem do małej budy to teraz jest ciężko-wyjaśnił. Lola chrząknęła.
-A tak. To moja koleżanka..
-Przyjaciółka-wtrąciła-Lola jestem.
-Paul i Pieter-podali sobie dłonie. Dobrze wiedziałam, że gdyby nie było tyle ludzi, rzuciłaby się na któregoś z nich, a możliwe, że nawet na dwóch, pomimo tego, że ma chłopaka.
-To w czym wam pomóc?-zmieniłam temat, widząc jak dziewczyna pożera ich wzrokiem.
-Sala 12..b-odparł po spojrzeniu w kartkę Pieter.
-Korytarzem prosto. Na drugim rozwidleniu w prawo, potem dwa razy w lewo i sala po prawej-uśmiechnęłam się. Obaj wyglądali na zdziwionych-Żartuję. Trzecie drzwi po prawej.
-Dzięki-i poszli.
-Skąd ty ich znasz?!-zapytała Lola.
-Wczoraj się poznaliśmy-wzruszyłam ramionami.
-Mama mi mówiła, co się stało. Bardzo mi przykro-nagle posmutniała.
-W porządku. Mówi się trudno.
-O której pogrzeb?
-Nie chcę, żebyś była-powiedziałam.
-Ja też nie, ale matka mnie zabije jak nie pójdę-krzywo się uśmiechnęła. No tak, nasi rodzice znają się od kiedy poszłyśmy do pierwszej klasy.
-O 11.
-Będę na pewno-poklepała mnie po ramieniu i poszła na zajęcia. Okazało się, że mam połączone lekcje z drugą grupą (Pieter i Paul+jakieś plebsy), więc cały czas zerkałam na wysokiego blondyna.
-Idziecie na lunch?-zapytałam chłopców. No co? Trzeba przywitać nowych, prawda?
-Jasne-odpowiedzieli równo i poszliśmy na stołówkę.Po drodze zgarnęłam jeszcze Lolę. Każdy wziął po kanapce i zaczął ją wcinać.
-Muszę przyznać, że nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam-Paul wymachiwał kanapką na wszystkie strony.
-Przypadek? Nie sądzę-uśmiechnęła się Lola.
-Przeznaczenie-szepnął, nachylając się nad stolikiem Pieter.
-Jasneee, dobrze, że nie duchy-zażartował blondyn.
-Śmiejcie się, śmiejcie-oburzył się brunet-Oglądaliście "Oszukać przeznaczenie"?
-Taaa-każdy przytaknął.
-No właśnie..-odparł, ale nikt nie zajarzył o co mu chodzi.
-Wybaczcie. On jest dziwny-Paul usprawiedliwiał kumpla.
-Nie ma sprawy-machnęłam ręką.
-Margo, to w środę ciebie nie będzie, tak?-Lola zmieniła temat.
-No nie-odpowiedziałam i zadzwonił dzwonek.
-Planowane wagary?-po lekcjach usłyszałam za sobą głos wczorajszego ochroniarza.
-Co? Kiedy?
-W środę.
-Chciałabym, ale nie-uśmiechnęłam się. Spojrzał się dziwnie.
-Margo! Cześć!
-Max-zdziwiłam się.
-Już myślałem, że nie wyjdziesz z tej szkoły-przewrócił oczami i spojrzał wrogo na Paula.
-Do jutra-pomachał mi blondyn i szybkim krokiem odszedł. Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć.
-Nie przywitasz się?-łysol zapytał zalotnie. Uniosłam wzrok do nieba, po czym przytuliłam chłopaka-Tylko tyle?-posmutniał.
-Jak zasłużysz to w domu będzie więcej-puściłam do niego oczko.
-To chodźmy-wziął mnie za rękę, którą wyrwałam.
-Co ty robisz?-szepnęłam.
-Przepraszam. Cały czas zapominam-podrapał się po głowie.
-Nina wróciła-powiedziałam. Głoski tworzył całość, ale w mojej głowie wydawały się być wyrwanymi literami z alfabetu-W środę pogrzeb-patrzyłam przed siebie, a Max zatrzymał się i mocno mnie przytulił. A co ja zrobiłam? Oczywiście, że palnęłam głupotę-Ludzie patrzą.
-Margo rozumiem, że chcesz być dzielna, ale to był twój ojciec. Nikt nie będzie się z ciebie śmiał, że płaczesz i to przeżywasz.
-Nie mów do mnie Margo-ruszyłam w stronę domu i załamanej matki.
-Zaczekaj-usłyszałam za sobą, gdy weszłam na teren parku-Zatrzymaj się-szarpnął za mój nadgarstek, przyciągając mnie do siebie. Czułam jak jego klatka piersiowa porusza się coraz szybciej. Przycisnął mnie do drzewa, cały czas patrząc w oczy-Mam w dupie, co myślą inni. Muszę to zrobić, bo zaraz zwariuję. I żebyś nie zrzucała całej winy na mnie to wszystko przez ciebie-złapał mnie za żuchwę i trafił swoimi ustami na moje, mocno je całując. Bez chwili wahania oplotłam ręce na szyi Maxa i oddałam całusa. On bardzo napierał, a ja już całymi plecami opierałam się o korę. Jedna dłoń łysola powędrowała na moje biodro, gdy moje piersi przygniatane były przez jego ciało. Wiedziałam, że się wszyscy gapią, ale teraz mnie to nie obchodziło. Przypomniało mi się dziecko. Moje i Maxa. Do oczu napłynęły mi łzy.
-Co jest kotku?-George odsunął się ode mnie jaj poparzony-Coś się stało? To moja wina?-zaczął panikować.
-Nie-szlochałam.
-No przecież widzę-pogłaskał mnie po policzku.
-Boo.. Max, powinieneś o czymś wiedzieć-szepnęłam.
-Co?-zaniepokoił się-Powiedz.
-Ale nie tutaj.
-Tu. Mago, martwię się.
-Poroniłam-przyłożyłam dłonie do podbrzusza.
-Co? To niemożliwe!-chodził w tę i z powrotem-To dlatego źle się czułaś. Nie piłaś.
-Tak.
-Boże, nie wierzę.
-Wiem, że to źle wpłynęłoby na twoją karierę.
-Co? O czym ty w ogóle mówisz?-głos mu drżał. Usiadł na ławce, a ja odprowadziłam go wzrokiem-Siadaj-poklepał miejsce obok-Nie płacz już-delikatnie musnął moje usta.
-Nie jesteś zły z tej ciąży?
-Nawet jeśli bym był to tylko na siebie. To ja się nie zabezpieczyłem. Żałuję, że nie mamy dziecka.
-Jak to?
-To chyba jedyny sposób, żeby cię przy sobie zatrzymać-uśmiechnął się nieśmiało.
-Nigdzie się nie wybieram-pogładziłam go po karku i pocałowałam. Czy to oznacza, że jesteśmy oficjalnie parą?
______________________________________
Takie cóś mi wyszło :)
Mam nadzieję, że się podoba, bo jak nie... to będzie WPIERDOL! hahahhahahah xd żart

poniedziałek, 8 lipca 2013

Za górami, za lasami..

Nie czułam się najlepiej (chyba przez te piwo po tabletkach..). Max chyba to zauważył, bo cały czas na mnie patrzył.
-Coś nie tak?-zapytałam, gdy staliśmy na korytarzu.
-Jesteś taka śliczna-westchnął, po czym usiadł na schodach prowadzących na piętro. Zrobiłam to samo.
-A ty jesteś..-czubki naszych nosów stykały się ze sobą, a gdy George chciał mnie pocałować, dodałam-..pijany-i szeroko się uśmiechnęłam.
-Chciałaś powiedzieć ‘zakochany’-poprawił mnie.
-Oczy też ci się świecą z miłości?-uniosłam prawą brew, a on bawił się luźnym kosmykiem moich włosów.
-Tak-przytaknął-Możemy sprawdzić w moim pokoju jak długo będą się świeciły.. Przy zgaszonym świetle-zabawie poruszał brwiami. Przewróciłam oczami.
-Oj Maxiu, Maxiu.
-Tak złotko?
-Powinnam wracać do domu. Nina mogła już wrócić-w tym momencie męczyło mnie dziwne uczucie.. Kurde, czułam się winna. Jestem tu zamiast w domu czekać na mamę. Ona na pewno przechodzi teraz piekło. Też powinnam. Ale nieee, wolę się gapić na ten przygłupawy uśmiech Maxa.
-Ale nie wrócisz, tak?-przymrużył oczy. Chyba w tej chwili myślał..
-Muszę-pogładziłam go po policzku.
-Jak sobie pójdziesz to na stówę zrobię coś głupiego-wyznał.
-Poproszę Toma, żeby cię przypilnował.
-Czy ty słyszysz, co mówisz?-zapytał. Tak, on na trzeźwo nie zająłby się starym chłopem, a co tu mówić o pijanym Parkerze.
-Pardąąą-wybełkotał Jay, chcąc dostać się na górę z jakąś dziewczyną. Nie wnikam, co chcieli robić..
-Oczywiście-łysol się uśmiechnął i przesunął tyłek w moją stronę. Jego ręka leżała na moim udzie i zaczęła „iść” wyżej.
-Przestań. Jeszcze ktoś zobaczy-mruknęłam.
-Tu wszyscy są pijani. Jutro albo nic nie będą pamiętać, albo wmówi im się, że to omamy, czy jakieś inne gówno.
-Ciekawiej będzie jak ktoś zrobi zdjęcie-spojrzałam na niego wymownie.
-Ok. Od teraz trzymam ręce przy sobie.
-Bardzo dobrze, bo idę do łazienki-wstałam i podreptałam na piętro. Kątem oka zauważyłam, jak drzwi od pokoju McGuinesa (chyba) się zamykają. Zdążyłam usłyszeć jak krzyczy „Iza kotku!”. Niestety toaleta była zajęta. Ktoś położył dłoń na moim ramieniu, a ja krzyknęłam i odwracając się, uderzyłam tego kogoś łokciem w brzuch. Oczywiście to nie było celowe. To taki odruch..
-Ałć-chłopak jęknął.
-Przepraszam-zrobiłam wielkie oczy. Nie sądziłam, że kogokolwiek potrafiłabym skrzywdzić. Nawet głupiej muchy nie umiem zabić. Ona jest za szybka, a tą packą nie da się nic zrobić.
-Spoko, żyję-uśmiechnął się, ale to bardziej był grymas. Widziałam jak uniósł koszulkę, by sprawdzić, czy nie ma siniaka. Ale miał boski kaloryfer *____*.
-To dobrze. Nie chciałabym mieć nikogo na sumieniu.
-Jestem Paweł. To znaczy Paul-podał mi rękę (Iza, PAAAAWEŁ ^^).
-Magi-uścisnął moją dłoń. Był wysokim blondynem o niebieskich oczach. Włosy, hmmm.. były w lekkim nieładzie.
-Czemu nie bawisz się na dole?-zapytał.
-Trochę tam głośno. Myślałam, że tu będzie lepiej, ale się myliłam-odparłam. No co? Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że przyszłam do kibla!
-Na zewnątrz jest ok-włożył ręce do kieszeni.
-Paweł cioto!-usłyszeliśmy ze schodów męski głos.
-Idę patafianie!-krzyknął-Muszę iść. Do zobaczenia. Mam nadzieję.
-Pa-pomachałam mu i szybko wskoczyłam do toalety póki była wolna. Zrobiłam, co musiałam i lekko uchyliłam drzwi, żeby nikogo nie uderzyć. O dziwo korytarz był pusty, a na schodach nie było Maxa. Znowu poszedł pić.. Chciałam się pożegnać przed wyjściem, ale jak na złość żadnego z lokatorów nie mogłam znaleźć. Wysłałam łysolowi sms, że jestem już w domu (dobrze wiem, że przeczyta go rano dopiero po zażyciu tabletek przeciwbólowych). Niepostrzeżenie wyszłam z budynku. Nie było to trudne zadanie przy takiej liczbie osób.
-O, jednak się spotkaliśmy-na chodniku stały dwie osoby. Dopiero, gdy podeszłam bliżej rozpoznałam jedną z nich.
-Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko-przyznałam.
-Ja też-chłopak się uśmiechnął. Drugi zaś odchrząknął-Ta.. Zapomniałem..-mruknął-Poznaj Pietera.
-Magi-podaliśmy sobie dłonie.
-Idę do środka-oznajmił brunet i poszedł. Chyba był brunetem.. Przez te ciemności nic nie widać.
-Ja też będę lecieć-uśmiechnęłam się.
-A ty dokąd?
-Do domu.
-Nie podoba ci się impreza?
-Jest ok, ale muszę wracać-wyjaśniłam.
-I nic nie da się zrobić?-w odpowiedzi wzruszyłam ramionami-Wracasz sama?-zapytał nieśmiało.
-Jakoś nikt nie chce poświęcić imprezy z the WANTED dla mnie-zażartowałam.
-Ja poświęcę. Mogę?
-Taaaak-szepnęłąm-Tak-powtórzyłam.
-No to chodźmy-uśmiechnął się-O drugiej nad ranem robi się zimno-przerwał ciszę.
-Mi to jakoś nie przeszkadza.
-Masz gęsią skórkę-dotknął mojego przedramienia, co spowodowało, że przeszedł mnie dreszcz-Masz-podał mi swoją bluzę.
-Nie trzeba-nie chciałam jej wziąć.
-Oj daj spokój. A jak się przeziębisz? Nie chcę mieć nikogo na sumieniu-spojrzał mi w oczy.
-Dobra-założyłam ciepły, przesiąknięty perfumami i alkoholem materiał.
-Grzeczna dziewczynka.
-Skąd znasz chłopców?-zmieniłam temat.
-Nie znam.
-Więc..
-Skąd się tam wziąłem?-przerwał mi.
-Właśnie.
-Tańczę z Piotrkiem w grupie Kelsey. Zaprosiła nas-wzruszył ramionami. Dziwnie na niego patrzyłam-Pieterem-chyba się zaczerwienił.
-Nie jesteście stąd-to było bardziej stwierdzenie.
-Za górami, za lasami, za głębokim, błękitnym morzem jest taka kraina jak Polska.
-Haha-zaczęłam się śmiać.
-Serio, jestem Polakiem.
-Wiem.
-Niby jak?-zdziwił się.
-Cały czas mylisz imię, a to dość dziwne, bo to twoje imię i mówisz z akcentem-wyjaśniłam-To tu-wskazałam na budynek za sobą. Nikogo w środku nie było, bo światła były pogaszone. Chyba, że Nina poszła spać.. Ale na pewno by do mnie zadzwoniła. 
-Już?-wyglądał na zdziwionego.
-Dziękuję-oddałam jego bluzę. W tym momencie nasze dłonie się dotknęły. Chłopak na mnie spojrzał.
-Yy.. Dałabyś mi swój numer? Wiesz.. nie znamy tu nikogo..-wyjaśnił.
-Ok-uśmiechnęłam się i podałam ciąg cyfr. Spojrzałam na ulicę. Jechał stary Chevrolet impala. Taki widziałam tylko w filmach. Facet słuchał "Heart Of A Girl" the Killers na dźwięk tej piosenki tylko się uśmiechnęłam. Czyżby przeznaczenie? Wątpię, ale słowa bardzo ciekawe. 
-To. Pa-pomachałam i szybkim krokiem poszłam. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że blondyn mnie obserwuje. Gdy zamknęła za sobą drzwi, rozejrzałam się po domu, ale Niny nie było, więc poszłam się wykąpać i spać.
______________________________________________
Pomimo wielu trudności jest rozdział :D
Nawet długi ten rdz.. (chyba) :)
Oj, mam dobry humor :D
Dziewczyny, dzięki za spam na tt -.-

Ale mam fazę na the Killers *______________________*
CHOPAKI (specjalnie bez 'ł' xd) KOCHAM WAS! ♥
Brandon, a ten twój głos... ACH! ♥ 
I te koncerty.. SZACUN :D 
Wiem, że tego nie lookną, ale co tam :p

Iza, weź coś mi poradź z Cz i P -.-