Dopiero teraz czułam, że kapcie są niewygodne i nie powinno się w nich chodzić na spacery. Zaczęły mnie tak denerwować, że wyrzuciłam je do najbliższego kosza i szłam na boso. Chciałam zajść do Paula, żeby mu podziękować, ale nie chcę znowu go budzić, a to może poczekać do rana. Po drodze zaczepiło mnie dwóch bezdomnych, ale nie zwróciłam na nich uwagi. Wiedziałam, że będę chora, bo robiło mi się zimno w stopy. Shit! Czego nie robi się dla miłości..
Nie wiem, czy będę z Maxem, ale chyba coś z tego będzie. Który to raz? Niedługo w ogóle nie będę umiała tego zliczyć.
Szłam ulicą, bo nie było na niej kamieni, a i tak była pusta. W pewnym momencie przede mną pojawił się mój cień. To nie wróżyło nic dobrego. Nim obejrzałam się za siebie, poczułam uderzenie w okolicy miednicy i usłyszałam huk. Więcej nie pamiętam. Wiem tylko, że się od czegoś odbiłam i upadłam na ziemie, powoli tracąc świadomość.
*3 tygodnie później*
Nie czuję nic. Nie mam siły nawet oddychać. Słyszę tylko szepty innych ludzi i pikające maszyny. Nagle ktoś odsunął jakiś mebel (przynajmniej tak mi się wydaje) i nic. Chyba ktoś usiadł. Otworzyłam jedno oko, żeby zobaczyć gdzie jestem. Przeraziła mnie intensywna ilość światła. Gdy się przyzwyczaiłam, otworzyłam drugie oko. Był dzień, a ja nie pamiętam jak wróciłam do domu. Spojrzałam na mężczyznę. Miał około dwudziestki i wyglądał na przerażonego, gdy na niego patrzyłam. Jego jasne włosy wyglądały dość zabawnie przy opalonym ciele. Miał niebieskie oczy, jak niebo w środku lata i wyglądał schludnie. Rozejrzałam się i zrozumiałam, że leżę w szpitalnej sali.
-Co j..?-i poczułam ból w klatce piersiowej.
-Lekarz powiedział, że musisz dużo odpoczywać-odparł niskim, ciepłym głosem.
-Hhhh-tylko mruknęłam z rezygnacją.
-Pewnie chcesz się dowiedzieć, co tu robisz i kim jestem? Już tłumaczę-uśmiech błądził po jego twarzy. I znowu poczułam się słabo, a pikawki piszczały.. Tak nie do zniesienia piszczały. Przyszła pielęgniarka i coś mi wstrzyknęła. Od razu poczułam się lepiej. Chcę tego więcej.
-Proszę, nic nie mów. Oszczędzaj siły-kolejny szeroki uśmiech z jego strony. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to "Na pewno nosił aparat ortodontyczny, ma bardzo równe zęby". Dopiero później zaczęłam się zastanawiać gdzie jest mama i Max. O wilku mowa. Łysy mężczyzna stoi osłupiały w drzwiach i się dziwnie na nas patrzy. Wreszcie decyduje się wejść dalej i zajmuje miejsce po drugiej stronie łóżka.
-Hej Słońce-powiedział zatroskany, a ja odpowiedziałam mu lekkim uśmiechem.
-Wrócę później-blondyn wstał z miejsca-I.. Jestem Christian-pogładził mnie po dłoni i wyszedł. Tylko odprowadziłam go wzrokiem.
-Nie było mnie chwilę, a ten tu zdążył przyjść-bąknął-Długo już nie śpisz?
Chciałam odpowiedzieć, że nie mam pojęcia, ale słyszałam jak omija mnie śniadanie, a sufit dopiero zobaczyłam z 10 minut temu, ale nie miałam siły się odezwać i tylko pokiwałam przecząco głową.
-Boli jak.. mówię-wychrypiałam.
-Odpoczywaj-czułam, że naprawdę się o mnie boi i troszczy. Ale kim jest Christian?
_______________________________________________________
Dobra! Coś tam jest.
Do 30 września będę miała skończoną historię i na tym i na tamtym blogu, ale w głowie mam świetną opowieść -.-
Może napiszę książkę HAHAHAHAHAHAHA nie
sobota, 9 sierpnia 2014
niedziela, 13 lipca 2014
Przepraszam.
-Max!-krzyknęłam, stojąc w ogrodzie chłopaków. Widziałam, że świeci się u niego światło.
-Po co tu przyszłaś?-zapytał mój były chłopak, próbując wyplątać się z firanki.
-Możemy porozmawiać?-było mi strasznie głupio. Nic nie odpowiedział tylko zamknął okno. Byłam pewna, że nie przyjdzie, jednak po kilku minutach otworzył drzwi od tarasu i wpuścił mnie do środka.
-Wejdź. Widzę, że nie przygotowałaś się na nocne spacery-mruknął. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Przecież ubrałam się dosyć ciepło. Widząc moją zmieszaną minę, wskazał palcem na stopy. Byłam w kapciach!!
-Uhh..-tylko tyle dałam radę z siebie wydobyć.
-Chcesz coś do picia?-wstał.
-Nie, chcę tylko porozmawiać-wyjaśniłam.
-A ja się z chęcią napiję-i poszedł do kuchni. Max wcale nie ułatwiał mi zadania. Chciałam opowiedzieć wszystko jak najprędzej, a on to przedłużał-To Paul, prawda? Czy może ten sąsiad?-zapytał, wchodząc do salonu.
-Co?-zdziwiłam się.
-Za każdym razem, gdy chciałem do ciebie pójść, widziałem cię z nim-ostatnie słowo powiedział z obrzydzeniem.
-Przepraszam, że zaczęłam sobie układać życie.
-Cieszę się, ale nie rozumiem, po co przyszłaś. Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy-westchnął.
-Nie wszystko.
-Możemy zrobić to jak najszybciej? Nie chcę na ciebie patrzeć. To boli-wyjaśnił niepewnie.
-Max-przysunęłam się do niego, ale nie wyrażał chęci na jakikolwiek dotyk, więc szybko powiedziałam:-Skłamałam. Przez te 6 miesięcy myślałam tylko o tobie, a gdy cię zobaczyłam.. byłam wściekła, że tyle złych rzeczy nam się przytrafiło i nie chciałam już cierpieć, a w domu zrozumiałam, że właśnie teraz tak jest. Przepraszam-wstałam-Dobranoc Max-dotknęłam dłonią jego policzek i zrobiłam krok w stronę otwartych drzwi tarasu-Jeszcze raz przepraszam-ponownie spojrzałam na sofę, ale już go tam nie było. Na pewno poszedł na górę. Nie dziwię mu się. Też byłabym wściekła.
-Nie pozwolę ci iść samej-opierał się o ścianę tuż obok mnie-Założę buty i możemy iść.
-Nie chcesz się najpierw ubrać?
-Skoro ty możesz paradować w kapciach to ja w bokserkach-oboje się zaśmialiśmy-O tej godzinie raczej nic mi nie grozi. Jak coś to wrócę jakimiś bocznymi uliczkami-wzruszył ramionami.
-Nie chce ci się iść na górę po ciuchy?
-Nie-odparł bez zastanowienia.
-A co, jeśli ktoś zrobi ci zdjęcie?-szturchnęłam go w ramię.
-Przynajmniej będę z ładną dziewczyną-mimo panujących ciemności, zauważyłam jego uśmiech.
-Proszę, ubierz się, bo zmarzniesz-zmieniłam temat.
-Dobra, ale idziesz ze mną.
-Gdzie?-zdziwiłam się, a on wskazał schody-O niee.
-Nie pójdę sam na górę-posmutniał. Głośno westchnęłam i zaczęłam wdrapywać się po schodach, a Max za mną. Dobrze wiedziałam, że patrzy na mój tyłek. Nie widziałam tego, bo niby jak mogłam, ale czułam jego wzrok i co chwilę poprawiałam bluzę, żeby przestał to robić. Po najdłuższych 30 sekundach w moim życiu dostałam się na piętro i ruszyłam w kierunku strużki światła, którą było widać przez uchylone drzwi.
-Szybko się umieraj, bo jest przed 4, a muszę być w domu zanim Nina się obudzi-szepnęłam, żeby nie obudzić chłopaków.
-Musisz, czy chcesz?-zapytał, zamykając za sobą drzwi.
-Muszę i chcę-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-A ja chcę wiele rzeczy, a żadnej nie mogę-posmutniał.
-Jesteś gwiazdą. Możesz wszystko i do tego masz kupę kasy. Nie widzę problemu.
-Skoro mogę wszystko..-podszedł do mnie, wziął głęboki wdech i mnie pocałował. Zrobił to z taką czułością. Tak bardzo za nim tęskniłam, że z tego wszystkiego prawię się popłakałam.
-Nie-powiedziałam, gdy chciał się odsunąć, po czym się do niego przytuliłam. George wziął mnie w swoje ramiona i znów czułam się tak jak kiedyś.
-Zostań-szepnął-Ja prześpię się na podłodze.
-Nie mogę. Nina nawet nie wie, że wyszłam, a z resztą nie chcę, żeby wszystko toczyło się tak szybko. Jeszcze kilka godzin temu nienawidziliśmy się-wyjaśniłam i cofnęłam się w stronę korytarza-Sama wrócę. Śpij dobrze Max-i poszłam, nie dając mu nawet szansy na pożegnanie.
_____________________________
Jeszcze nie wiem jak zakończę tego bloga, ale mam nadzieję, że coś wymyślę, bo MUSZĘ skończyć z pisaniem.
Tego bloga postaram się ogarnąć do końca lipca, a drugiego do końca wakacji.. tzn waszych wakacji.
-Po co tu przyszłaś?-zapytał mój były chłopak, próbując wyplątać się z firanki.
-Możemy porozmawiać?-było mi strasznie głupio. Nic nie odpowiedział tylko zamknął okno. Byłam pewna, że nie przyjdzie, jednak po kilku minutach otworzył drzwi od tarasu i wpuścił mnie do środka.
-Wejdź. Widzę, że nie przygotowałaś się na nocne spacery-mruknął. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Przecież ubrałam się dosyć ciepło. Widząc moją zmieszaną minę, wskazał palcem na stopy. Byłam w kapciach!!
-Uhh..-tylko tyle dałam radę z siebie wydobyć.
-Chcesz coś do picia?-wstał.
-Nie, chcę tylko porozmawiać-wyjaśniłam.
-A ja się z chęcią napiję-i poszedł do kuchni. Max wcale nie ułatwiał mi zadania. Chciałam opowiedzieć wszystko jak najprędzej, a on to przedłużał-To Paul, prawda? Czy może ten sąsiad?-zapytał, wchodząc do salonu.
-Co?-zdziwiłam się.
-Za każdym razem, gdy chciałem do ciebie pójść, widziałem cię z nim-ostatnie słowo powiedział z obrzydzeniem.
-Przepraszam, że zaczęłam sobie układać życie.
-Cieszę się, ale nie rozumiem, po co przyszłaś. Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy-westchnął.
-Nie wszystko.
-Możemy zrobić to jak najszybciej? Nie chcę na ciebie patrzeć. To boli-wyjaśnił niepewnie.
-Max-przysunęłam się do niego, ale nie wyrażał chęci na jakikolwiek dotyk, więc szybko powiedziałam:-Skłamałam. Przez te 6 miesięcy myślałam tylko o tobie, a gdy cię zobaczyłam.. byłam wściekła, że tyle złych rzeczy nam się przytrafiło i nie chciałam już cierpieć, a w domu zrozumiałam, że właśnie teraz tak jest. Przepraszam-wstałam-Dobranoc Max-dotknęłam dłonią jego policzek i zrobiłam krok w stronę otwartych drzwi tarasu-Jeszcze raz przepraszam-ponownie spojrzałam na sofę, ale już go tam nie było. Na pewno poszedł na górę. Nie dziwię mu się. Też byłabym wściekła.
-Nie pozwolę ci iść samej-opierał się o ścianę tuż obok mnie-Założę buty i możemy iść.
-Nie chcesz się najpierw ubrać?
-Skoro ty możesz paradować w kapciach to ja w bokserkach-oboje się zaśmialiśmy-O tej godzinie raczej nic mi nie grozi. Jak coś to wrócę jakimiś bocznymi uliczkami-wzruszył ramionami.
-Nie chce ci się iść na górę po ciuchy?
-Nie-odparł bez zastanowienia.
-A co, jeśli ktoś zrobi ci zdjęcie?-szturchnęłam go w ramię.
-Przynajmniej będę z ładną dziewczyną-mimo panujących ciemności, zauważyłam jego uśmiech.
-Proszę, ubierz się, bo zmarzniesz-zmieniłam temat.
-Dobra, ale idziesz ze mną.
-Gdzie?-zdziwiłam się, a on wskazał schody-O niee.
-Nie pójdę sam na górę-posmutniał. Głośno westchnęłam i zaczęłam wdrapywać się po schodach, a Max za mną. Dobrze wiedziałam, że patrzy na mój tyłek. Nie widziałam tego, bo niby jak mogłam, ale czułam jego wzrok i co chwilę poprawiałam bluzę, żeby przestał to robić. Po najdłuższych 30 sekundach w moim życiu dostałam się na piętro i ruszyłam w kierunku strużki światła, którą było widać przez uchylone drzwi.
-Szybko się umieraj, bo jest przed 4, a muszę być w domu zanim Nina się obudzi-szepnęłam, żeby nie obudzić chłopaków.
-Musisz, czy chcesz?-zapytał, zamykając za sobą drzwi.
-Muszę i chcę-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-A ja chcę wiele rzeczy, a żadnej nie mogę-posmutniał.
-Jesteś gwiazdą. Możesz wszystko i do tego masz kupę kasy. Nie widzę problemu.
-Skoro mogę wszystko..-podszedł do mnie, wziął głęboki wdech i mnie pocałował. Zrobił to z taką czułością. Tak bardzo za nim tęskniłam, że z tego wszystkiego prawię się popłakałam.
-Nie-powiedziałam, gdy chciał się odsunąć, po czym się do niego przytuliłam. George wziął mnie w swoje ramiona i znów czułam się tak jak kiedyś.
-Zostań-szepnął-Ja prześpię się na podłodze.
-Nie mogę. Nina nawet nie wie, że wyszłam, a z resztą nie chcę, żeby wszystko toczyło się tak szybko. Jeszcze kilka godzin temu nienawidziliśmy się-wyjaśniłam i cofnęłam się w stronę korytarza-Sama wrócę. Śpij dobrze Max-i poszłam, nie dając mu nawet szansy na pożegnanie.
_____________________________
Jeszcze nie wiem jak zakończę tego bloga, ale mam nadzieję, że coś wymyślę, bo MUSZĘ skończyć z pisaniem.
Tego bloga postaram się ogarnąć do końca lipca, a drugiego do końca wakacji.. tzn waszych wakacji.
niedziela, 6 lipca 2014
Tak wiele błędów jednego dnia..
* pół roku później *
-To co, idziemy do kina? Jeszcze chwila i spóźnimy się na seans-marudził Paul.
-Już, już-odparłam i pokazałam się blondynowi.
-Ekstra-i wyszliśmy. Jeśli chodzi o moje "życie miłosne" to skupiłam się na przyjaźni, a z chłopakami z TW nawet się nie widywałam. Mieli trasę i nie chciałam im przeszkadzać. Mimo to każdy z nich przeprosił mnie za Maxa, nie dowierzając, że mógł mi coś takiego zrobić. Nawet po pijaku.
-Co jest?-chłopak objął mnie ramieniem.
-Nic. Po prostu.. Nie wiem-naprawdę nie umiałam tego ubrać w słowa.
-Przez te 6 miesięcy zachowujesz się jakbyś żyła w innym świecie i nadal nie wiem dlaczego. Ok, rozumiem. Rozstałaś się Maxem, ale to..
-Paul, przestań!-przerwałam mu-Nie chcę o tym rozmawiać i straciłam ochotę na film. Wracam do domu. Cześć-odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Przecież on wie, że niczego mu nie powiem, jeśli nie chcę i tylko może mnie zdenerwować to nieee, musi spróbować. Na samą myśl o tamtym zdarzeniu, napłynęły mi łzy do oczu i oczywiście za bardzo nie myśląc o tym, żeby uważać na przechodniów, wpadłam na kogoś z umięśnioną klatą, bo aż mnie wszystko zabolało.
-Sorry-odparłam i nie patrząc za siebie poszłam dalej.
-Nie jestem ojcem. Ona chciała kasę i tyle-usłyszałam.
-Co?-odwróciłam się i zobaczyłam Maxa z podkrążonymi oczami i w pogniecionej koszulce.
-Tydzień temu zrobiłem testy. Wczoraj odebrałem wyniki. Od razu chciałem do ciebie przyjść, ale przez ten czas pewnie poukładałaś sobie życie, a skoro cię spotkałem to.. Chciałem, żebyś wiedziała-łamał mu się głos. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc mocno go przytuliłam-Kocham cię-wyznał.
-Wiem-odparłam, a chłopak cmoknął mnie w czoło. Moje serce przyspieszyło, gdy Max wyznał mi, że to jednak nie jest jego dziecko. Jednak podświadomie czułam, że nie powinnam mu ufać. Nie zaprzeczył przecież, że nie miał kontaktów z tą dziewczyną.
-Cieszę się-chłopak się uśmiechnął i już chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-To nie jest dobry pomysł-szepnęłam.
-Jak to? Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Przykro mi.
-Masz już kogoś?-zapytał smutnym głosem.
-Tak-odpowiedziałam bez zastanowienia. On wolno pokiwał głową, jednocześnie przygryzając wargę, która wcześniej lekko mu drżała. Spojrzałam mu w oczy. Były zaszklone.
-W takim razie życzę wam szczęścia. Mam nadzieję, że jest lepszy ode mnie. Na razie Mag-pociągnął nosem i poszedł przed siebie. Miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciałam za nim pobiec i wykrzyczeć, że go kocham, a z drugiej nie chciałam go widzieć. Ostatecznie wróciłam do domu, aby zaszyć się pod kołdrą. Momentalnie zasnęłam, mając przed oczami obraz smutnego Maxa. Śniły mi się wszystkie wspólnie spędzone chwile, dzień w którym się poznaliśmy, pierwszy raz, każdy miły gest. W środku nocy obudziłam się cała zalana potem i uświadomiłam sobie błąd, jaki popełniłam..
Nie patrząc na godzinę, ubrałam się w ciepłe rzeczy i wyszłam na zewnątrz. Na ulicy było ciemno. Nie wspominając już o pustkach. Bez zastanowienia moje nogi same trafiły pod odpowiedni adres. Zakradłam się na tyły domu i chwyciłam mały kamyk, celując w jedno z okien. Dobrze wiedziałam, w które okno powinnam trafić. Nie raz przez nie wpatrywałam się w pejzaż miasta. Niestety, musiałam użyć większej ilości kamieni, gdyż jeden nie przyniósł odpowiedniego efektu. Po chwili światło w pokoju zaświeciło się, a do okna podszedł chłopak.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tej barbarzyńskiej godziny?-chyba nawet nie wiedział do kogo mówi.
-Muszę pogadać-westchnęłam. Od razu zamknął okno i zszedł do mnie ubrany tylko w dresy.
-Mam nadzieję, że to coś poważnego skoro budzisz mnie po drugiej w nocy-zażartował, a mnie wcale nie było do śmiechu.
-Widziałam się z Maxem.
-Żartujesz.. Opowiadaj!
Powiedziałam mu o wszystkim, a słowa bardzo szybko płynęły z moich ust. Na zakończenie popłakałam się, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nadal go kocham. Paul od razu mnie przytulił, głośno wzdychając.
-Oj, Magi, Magi. Co ja się z tobą mam.. Powinnaś iść do niego.
-Tak sądzisz?-byłam lekko zdziwiona z jego decyzji.
-Jestem tego pewien-uśmiechnął się lekko, a ja szybko pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu Maxa.
*Paul*
Musiałem pozwolić jej pogodzić się z tym facetem, mimo, że zakochałem się w niej już dawno.. Zasługuje na szczęście. Przy nim staje się zupełnie inną osobą. Taką.. weselszą. Wiem, że będę tego żałować, ale nie chcę być jej wrogiem tylko przyjacielem. Może jeszcze los się odwróci i Magi będzie moja. Może..
-Ale masz głupie marzenia-mruknąłem i wróciłem do wygodnego wyrka.
_______________________________________________
Jest rozdział!
Ale tylko dzięki Izie, więc proszę jej podziękować ♥
Dziękuję Kochana, bo bez Ciebie nic by nie było ♥ :*
-To co, idziemy do kina? Jeszcze chwila i spóźnimy się na seans-marudził Paul.
-Już, już-odparłam i pokazałam się blondynowi.
-Ekstra-i wyszliśmy. Jeśli chodzi o moje "życie miłosne" to skupiłam się na przyjaźni, a z chłopakami z TW nawet się nie widywałam. Mieli trasę i nie chciałam im przeszkadzać. Mimo to każdy z nich przeprosił mnie za Maxa, nie dowierzając, że mógł mi coś takiego zrobić. Nawet po pijaku.
-Co jest?-chłopak objął mnie ramieniem.
-Nic. Po prostu.. Nie wiem-naprawdę nie umiałam tego ubrać w słowa.
-Przez te 6 miesięcy zachowujesz się jakbyś żyła w innym świecie i nadal nie wiem dlaczego. Ok, rozumiem. Rozstałaś się Maxem, ale to..
-Paul, przestań!-przerwałam mu-Nie chcę o tym rozmawiać i straciłam ochotę na film. Wracam do domu. Cześć-odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Przecież on wie, że niczego mu nie powiem, jeśli nie chcę i tylko może mnie zdenerwować to nieee, musi spróbować. Na samą myśl o tamtym zdarzeniu, napłynęły mi łzy do oczu i oczywiście za bardzo nie myśląc o tym, żeby uważać na przechodniów, wpadłam na kogoś z umięśnioną klatą, bo aż mnie wszystko zabolało.
-Sorry-odparłam i nie patrząc za siebie poszłam dalej.
-Nie jestem ojcem. Ona chciała kasę i tyle-usłyszałam.
-Co?-odwróciłam się i zobaczyłam Maxa z podkrążonymi oczami i w pogniecionej koszulce.
-Tydzień temu zrobiłem testy. Wczoraj odebrałem wyniki. Od razu chciałem do ciebie przyjść, ale przez ten czas pewnie poukładałaś sobie życie, a skoro cię spotkałem to.. Chciałem, żebyś wiedziała-łamał mu się głos. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc mocno go przytuliłam-Kocham cię-wyznał.
-Wiem-odparłam, a chłopak cmoknął mnie w czoło. Moje serce przyspieszyło, gdy Max wyznał mi, że to jednak nie jest jego dziecko. Jednak podświadomie czułam, że nie powinnam mu ufać. Nie zaprzeczył przecież, że nie miał kontaktów z tą dziewczyną.
-Cieszę się-chłopak się uśmiechnął i już chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-To nie jest dobry pomysł-szepnęłam.
-Jak to? Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Przykro mi.
-Masz już kogoś?-zapytał smutnym głosem.
-Tak-odpowiedziałam bez zastanowienia. On wolno pokiwał głową, jednocześnie przygryzając wargę, która wcześniej lekko mu drżała. Spojrzałam mu w oczy. Były zaszklone.
-W takim razie życzę wam szczęścia. Mam nadzieję, że jest lepszy ode mnie. Na razie Mag-pociągnął nosem i poszedł przed siebie. Miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciałam za nim pobiec i wykrzyczeć, że go kocham, a z drugiej nie chciałam go widzieć. Ostatecznie wróciłam do domu, aby zaszyć się pod kołdrą. Momentalnie zasnęłam, mając przed oczami obraz smutnego Maxa. Śniły mi się wszystkie wspólnie spędzone chwile, dzień w którym się poznaliśmy, pierwszy raz, każdy miły gest. W środku nocy obudziłam się cała zalana potem i uświadomiłam sobie błąd, jaki popełniłam..
Nie patrząc na godzinę, ubrałam się w ciepłe rzeczy i wyszłam na zewnątrz. Na ulicy było ciemno. Nie wspominając już o pustkach. Bez zastanowienia moje nogi same trafiły pod odpowiedni adres. Zakradłam się na tyły domu i chwyciłam mały kamyk, celując w jedno z okien. Dobrze wiedziałam, w które okno powinnam trafić. Nie raz przez nie wpatrywałam się w pejzaż miasta. Niestety, musiałam użyć większej ilości kamieni, gdyż jeden nie przyniósł odpowiedniego efektu. Po chwili światło w pokoju zaświeciło się, a do okna podszedł chłopak.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tej barbarzyńskiej godziny?-chyba nawet nie wiedział do kogo mówi.
-Muszę pogadać-westchnęłam. Od razu zamknął okno i zszedł do mnie ubrany tylko w dresy.
-Mam nadzieję, że to coś poważnego skoro budzisz mnie po drugiej w nocy-zażartował, a mnie wcale nie było do śmiechu.
-Widziałam się z Maxem.
-Żartujesz.. Opowiadaj!
Powiedziałam mu o wszystkim, a słowa bardzo szybko płynęły z moich ust. Na zakończenie popłakałam się, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nadal go kocham. Paul od razu mnie przytulił, głośno wzdychając.
-Oj, Magi, Magi. Co ja się z tobą mam.. Powinnaś iść do niego.
-Tak sądzisz?-byłam lekko zdziwiona z jego decyzji.
-Jestem tego pewien-uśmiechnął się lekko, a ja szybko pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu Maxa.
*Paul*
Musiałem pozwolić jej pogodzić się z tym facetem, mimo, że zakochałem się w niej już dawno.. Zasługuje na szczęście. Przy nim staje się zupełnie inną osobą. Taką.. weselszą. Wiem, że będę tego żałować, ale nie chcę być jej wrogiem tylko przyjacielem. Może jeszcze los się odwróci i Magi będzie moja. Może..
-Ale masz głupie marzenia-mruknąłem i wróciłem do wygodnego wyrka.
_______________________________________________
Jest rozdział!
Ale tylko dzięki Izie, więc proszę jej podziękować ♥
Dziękuję Kochana, bo bez Ciebie nic by nie było ♥ :*
niedziela, 22 czerwca 2014
Kocham cię i nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.
-Wiedziałem, że nie śpisz-odparł.
-Skąd?-usiadłam. Ledwie widziałam na oczy. Musiały być opuchnięte przez łzy. Na pewno wyglądam super -.- .
-Przecież cię znam.
-Też myślałam, że znam niektórych ludzi..-mruknęłam. Chłopak nerwowo przeczesał włosy.
-Słuchaj, Max nic mi nie powiedział tylko kazał się tobą zaopiekować. Powiesz mi, co się stało?
-Nie-prychnęłam-Jak chce to niech ci się tłumaczy, ja nie mam zamiaru-wstałam po bluzę.
-Stój-złapał mnie za rękę.
-Nathan!
-Co?-wstał. Nasze ramiona prawie się stykały. Nawet czułam jego miętowy oddech po gumie do żucia-Chcę ci pomóc-powiedział łagodnym i czułym głosem.
-Nie. Ty chcesz się dowiedzieć, co się stało między mną, a Maxem-poprawiłam go.
-Co ty mówisz?-złapał mnie za przedramiona-Kocham cię i nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. Nawet mój przyjaciel-widziałam determinację w jego oczach-Chodź-mocno mnie przytulił, a ja znowu się popłakałam.
-Przepraszam. Po prostu ten związek mnie przerasta. Nie dość, że rzadko się widujemy to jeszcze te wszystkie kłótnie, dziwne sytuacje, dziecko..
-Czy ja dobrze usłyszałam? Dziecko?-do pokoju wparowała Nina. Była baaardzo zdenerwowana.
-Nie martw się. Nie będziesz babcią. To Max ma dzieciako, nie ja-wyjaśniłam, siadając na łóżko.
-Och, Skarbie. Tak mi przykro-pocałowała mnie w czoło-Zrobię ci ciepłe kakao na poprawę humoru i zadzwonię po Lolę. Zrobicie sobie babski wieczór, co?-bardzo chciała mnie pocieszyć.
-Nie. Już nikomu nie dam rady dzisiaj tego wyjaśniać-wytarłam wierzchem dłoni policzki-A jak Lola się uprze to..
-Rozumiem. Jak tylko będziesz chciała porozmawiać albo pomilczeć to możesz na mnie liczyć-starała się uśmiechnąć.
-Mamo, wiem, że masz dużo pracy. Poradzę sobie, a ty idź na spotkanie, czy coś-wiedziałam, że potrzebowała tych słów, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że mnie zostawiła.
-Będę pod telefonem. Na pewno-jeszcze raz cmoknęła moje czoło i wyszła. Nathan tylko na mnie patrzył.
-Ona ciężko pracuje-wyjaśniłam.
-Widać. Słuchaj, mogę z tobą zostać. Zero pytań, zero stresu. Tylko ty, ja i jakiś dobry film. Chcesz?-zapytał niepewnie.
-Bardzo-złapałam go za rękę, a po chwili zadzwonił jego telefon.
-Odbiorę, a ty coś włącz, ok?-wyciągnął komórkę z kieszeni. Tylko kiwnęłam głową w odpowiedzi. Chłopak chyba nie miał ochoty rozmawiać, bo odpowiadał tylko "tak, nie, jestem, później pogadamy" i wrócił.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Wszystko ok. Co oglądamy?-rozłożył się na łóżku.
-"Twój na zawsze". Bardzo lubię ten film-zajęłam miejsce obok Sykesa-Może być?
-Co tylko chcesz-objął mnie ramieniem. Czułam się bezpiecznie i nawet dobrze się bawiłam oglądając film, ale to chyba tylko dlatego, że Nathan co chwilę mnie zagadywał i bawił się moimi włosami.
-Czy ty w ogóle wiesz o czym był film?-zapytałam po wyłączeniu laptopa.
-Tsaa-mruknął.
-Dobrze udajesz. Dzięki.. Za wszystko-miałam zamiar go przytulić, ale znowu zadzwonił jego telefon.
-To Agatha-wyjaśnił, patrząc na ekran.
-Nawet nie próbuj nie odebrać-uśmiechnęłam się, a on wyszedł na korytarz. Pokręciłam się trochę po pokoju, gdy dostałam sms.
"To jakieś nieporozumienie. Proszę, spotkajmy się. Chcę ci wszystko wyjaśnić. A jeśli nie chcesz rozmawiać, chociaż napisz, że nic ci nie jest. Martwię się. Całuję :**" ~ <3 Misio.
Muszę zmienić nazwę..
"ŻYJĘ!!!"-odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko.
-Co u Agathy?-zapytałam, gdy tylko drzwi się otworzyły.
-Chciała się spotkać-nie wyglądał na szczęśliwego.
-To co tu jeszcze robisz? Masz sobie iść i się świetnie bawić, jasne?-wyganiałam go z pokoju.
I znowu zostałam sama..
_________________________
Jestem za stara na pisanie bloga -.-
-Przecież cię znam.
-Też myślałam, że znam niektórych ludzi..-mruknęłam. Chłopak nerwowo przeczesał włosy.
-Słuchaj, Max nic mi nie powiedział tylko kazał się tobą zaopiekować. Powiesz mi, co się stało?
-Nie-prychnęłam-Jak chce to niech ci się tłumaczy, ja nie mam zamiaru-wstałam po bluzę.
-Stój-złapał mnie za rękę.
-Nathan!
-Co?-wstał. Nasze ramiona prawie się stykały. Nawet czułam jego miętowy oddech po gumie do żucia-Chcę ci pomóc-powiedział łagodnym i czułym głosem.
-Nie. Ty chcesz się dowiedzieć, co się stało między mną, a Maxem-poprawiłam go.
-Co ty mówisz?-złapał mnie za przedramiona-Kocham cię i nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. Nawet mój przyjaciel-widziałam determinację w jego oczach-Chodź-mocno mnie przytulił, a ja znowu się popłakałam.
-Przepraszam. Po prostu ten związek mnie przerasta. Nie dość, że rzadko się widujemy to jeszcze te wszystkie kłótnie, dziwne sytuacje, dziecko..
-Czy ja dobrze usłyszałam? Dziecko?-do pokoju wparowała Nina. Była baaardzo zdenerwowana.
-Nie martw się. Nie będziesz babcią. To Max ma dzieciako, nie ja-wyjaśniłam, siadając na łóżko.
-Och, Skarbie. Tak mi przykro-pocałowała mnie w czoło-Zrobię ci ciepłe kakao na poprawę humoru i zadzwonię po Lolę. Zrobicie sobie babski wieczór, co?-bardzo chciała mnie pocieszyć.
-Nie. Już nikomu nie dam rady dzisiaj tego wyjaśniać-wytarłam wierzchem dłoni policzki-A jak Lola się uprze to..
-Rozumiem. Jak tylko będziesz chciała porozmawiać albo pomilczeć to możesz na mnie liczyć-starała się uśmiechnąć.
-Mamo, wiem, że masz dużo pracy. Poradzę sobie, a ty idź na spotkanie, czy coś-wiedziałam, że potrzebowała tych słów, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że mnie zostawiła.
-Będę pod telefonem. Na pewno-jeszcze raz cmoknęła moje czoło i wyszła. Nathan tylko na mnie patrzył.
-Ona ciężko pracuje-wyjaśniłam.
-Widać. Słuchaj, mogę z tobą zostać. Zero pytań, zero stresu. Tylko ty, ja i jakiś dobry film. Chcesz?-zapytał niepewnie.
-Bardzo-złapałam go za rękę, a po chwili zadzwonił jego telefon.
-Odbiorę, a ty coś włącz, ok?-wyciągnął komórkę z kieszeni. Tylko kiwnęłam głową w odpowiedzi. Chłopak chyba nie miał ochoty rozmawiać, bo odpowiadał tylko "tak, nie, jestem, później pogadamy" i wrócił.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Wszystko ok. Co oglądamy?-rozłożył się na łóżku.
-"Twój na zawsze". Bardzo lubię ten film-zajęłam miejsce obok Sykesa-Może być?
-Co tylko chcesz-objął mnie ramieniem. Czułam się bezpiecznie i nawet dobrze się bawiłam oglądając film, ale to chyba tylko dlatego, że Nathan co chwilę mnie zagadywał i bawił się moimi włosami.
-Czy ty w ogóle wiesz o czym był film?-zapytałam po wyłączeniu laptopa.
-Tsaa-mruknął.
-Dobrze udajesz. Dzięki.. Za wszystko-miałam zamiar go przytulić, ale znowu zadzwonił jego telefon.
-To Agatha-wyjaśnił, patrząc na ekran.
-Nawet nie próbuj nie odebrać-uśmiechnęłam się, a on wyszedł na korytarz. Pokręciłam się trochę po pokoju, gdy dostałam sms.
"To jakieś nieporozumienie. Proszę, spotkajmy się. Chcę ci wszystko wyjaśnić. A jeśli nie chcesz rozmawiać, chociaż napisz, że nic ci nie jest. Martwię się. Całuję :**" ~ <3 Misio.
Muszę zmienić nazwę..
"ŻYJĘ!!!"-odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko.
-Co u Agathy?-zapytałam, gdy tylko drzwi się otworzyły.
-Chciała się spotkać-nie wyglądał na szczęśliwego.
-To co tu jeszcze robisz? Masz sobie iść i się świetnie bawić, jasne?-wyganiałam go z pokoju.
I znowu zostałam sama..
_________________________
Jestem za stara na pisanie bloga -.-
czwartek, 5 czerwca 2014
Max, to twoje dziecko.
-Oto państwa danie-kelner podał nam talerze z jedzeniem.
-Dziękujemy-powiedział Max, a wysoki brunet kiwnął głową i odszedł.
-Gdy mówiłeś, że zabierzesz mnie do porządnej restauracji, nie mówiłeś że to będzie TA restauracja-zdziwiłam się.
-Nie podoba ci się?-zapytał.
-Jasne, że się podoba-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Cieszę się-chwycił mnie za dłoń-Lepiej być nie może, bo jestem tu z tobą-ciepło się uśmiechnął, a ja się zarumieniłam-A teraz jedzmy póki ciepłe.
-Tak-wyplątałam się z jego uścisku i wzięłam sztućce-Mmm, to jest pyszne-byłam zachwycona.
-Wiem. Zawsze tu zamawiamy catering-odparł, przeżuwając kawałek mięsa.
-No tak. Macie tyle pieniędzy, że możecie cały czas tu jadać-zażartowałam.
-Bardziej gustujemy w kebabach i pizzach.
-Jasne.
-Przepraszam-podeszła do nas wysoka kobieta o ciemnych oczach i długich, czarnych włosach-Max George, prawda?-zapytała nieśmiało.
-Tak. Coś się stało?-chłopak próbował się uśmiechnąć.
-Możemy porozmawiać? Na osobności-dodała, patrząc na mnie.
-Proszę się nie krępować. Siadaj-Max wskazał krzesło obok.
-Dobrze. Sam tego chciałeś. To jest bardzo delikatna sprawa, ale skoro mogę mówić przy..-wskazała mnie dłonią-To zgoda.
-Możemy przejść do sedna sprawy?-próbował ją pośpieszyć.
-Tak, przepraszam. Więc.. Max. Nie wiem, czy mnie kojarzysz. Poznaliśmy w USA, gdy byliście w Vegas-zauważyłam, że był zmieszany tą sytuacją. Z resztą tak jak ja-I doszło do małego incydentu-wzięła głęboki wdech-Jestem w ciąży-pogładziła się po lekko wystającym brzuchu-Chyba mnie nie zrozumiałeś. Max, to twoje dziecko.
-Nie. To niemożliwe-wypierał się. Czułam jak mój świat się zawala. Wstałam i rzuciłam serwetkę na stół.
-Jak mogłeś?-tylko tyle udało mi się powiedzieć przez łzy.
-Kochanie-również wstał.
-Nie masz prawa tak do mnie mówić-odparłam przez zaciśnięte zęby-Zostaw mnie w spokoju! Sama trafię do domu. Zostań z.. NIĄ-wyszłam. Jak mógł kłamać, że mnie kocha? Po co ta cała szopka z wspólnie spędzonym dniem?! Z nadmiaru wrażeń i łez zakręciło mi się w głowie i zaczęłam wpadać na ludzi. Nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciec. Uciec do jedynego miejsca, gdzie będę sam na sam z własnymi myślami. Uciec, by..
-Magi?-usłyszałam cichy, niepewny głos. Szybko wytarłam policzki rękawem, po czym uniosłam wzrok.
-Hej-chlipnęłam, patrząc w jego miodowe tęczówki.
-Co się stało?-mężczyzna objął mnie ramieniem.
-Nie chcę o tym gadać. Nie teraz-wtuliłam się w jego tors. Był taki miły, ciepły i.. bezpieczny.
-Chodźmy do mnie-wziął mnie za rękę i szybko ją cofnął.
-Dziękuję Wren-objęłam jego dłoń.
-Dziękujemy-powiedział Max, a wysoki brunet kiwnął głową i odszedł.
-Gdy mówiłeś, że zabierzesz mnie do porządnej restauracji, nie mówiłeś że to będzie TA restauracja-zdziwiłam się.
-Nie podoba ci się?-zapytał.
-Jasne, że się podoba-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Cieszę się-chwycił mnie za dłoń-Lepiej być nie może, bo jestem tu z tobą-ciepło się uśmiechnął, a ja się zarumieniłam-A teraz jedzmy póki ciepłe.
-Tak-wyplątałam się z jego uścisku i wzięłam sztućce-Mmm, to jest pyszne-byłam zachwycona.
-Wiem. Zawsze tu zamawiamy catering-odparł, przeżuwając kawałek mięsa.
-No tak. Macie tyle pieniędzy, że możecie cały czas tu jadać-zażartowałam.
-Bardziej gustujemy w kebabach i pizzach.
-Jasne.
-Przepraszam-podeszła do nas wysoka kobieta o ciemnych oczach i długich, czarnych włosach-Max George, prawda?-zapytała nieśmiało.
-Tak. Coś się stało?-chłopak próbował się uśmiechnąć.
-Możemy porozmawiać? Na osobności-dodała, patrząc na mnie.
-Proszę się nie krępować. Siadaj-Max wskazał krzesło obok.
-Dobrze. Sam tego chciałeś. To jest bardzo delikatna sprawa, ale skoro mogę mówić przy..-wskazała mnie dłonią-To zgoda.
-Możemy przejść do sedna sprawy?-próbował ją pośpieszyć.
-Tak, przepraszam. Więc.. Max. Nie wiem, czy mnie kojarzysz. Poznaliśmy w USA, gdy byliście w Vegas-zauważyłam, że był zmieszany tą sytuacją. Z resztą tak jak ja-I doszło do małego incydentu-wzięła głęboki wdech-Jestem w ciąży-pogładziła się po lekko wystającym brzuchu-Chyba mnie nie zrozumiałeś. Max, to twoje dziecko.
-Nie. To niemożliwe-wypierał się. Czułam jak mój świat się zawala. Wstałam i rzuciłam serwetkę na stół.
-Jak mogłeś?-tylko tyle udało mi się powiedzieć przez łzy.
-Kochanie-również wstał.
-Nie masz prawa tak do mnie mówić-odparłam przez zaciśnięte zęby-Zostaw mnie w spokoju! Sama trafię do domu. Zostań z.. NIĄ-wyszłam. Jak mógł kłamać, że mnie kocha? Po co ta cała szopka z wspólnie spędzonym dniem?! Z nadmiaru wrażeń i łez zakręciło mi się w głowie i zaczęłam wpadać na ludzi. Nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciec. Uciec do jedynego miejsca, gdzie będę sam na sam z własnymi myślami. Uciec, by..
-Magi?-usłyszałam cichy, niepewny głos. Szybko wytarłam policzki rękawem, po czym uniosłam wzrok.
-Hej-chlipnęłam, patrząc w jego miodowe tęczówki.
-Co się stało?-mężczyzna objął mnie ramieniem.
-Nie chcę o tym gadać. Nie teraz-wtuliłam się w jego tors. Był taki miły, ciepły i.. bezpieczny.
-Chodźmy do mnie-wziął mnie za rękę i szybko ją cofnął.
-Dziękuję Wren-objęłam jego dłoń.
* * *
-Lepiej się czujesz?-zapytał, zmywając kubki po herbacie.
-Tak, dzięki-poprawiłam zadek na krześle.
-Chcesz teraz mi..
-Nie-przerwałam mu-Nawet nie wiem, jak miałabym zacząć.
-Ok. Jakby coś to wiesz, gdzie mnie szukać-uśmiechnął się, ale widziałam w jego oczach smutek. Nie wiem, czy to przeze mnie, czy przez problemy osobiste.
-Wiem. A co u ciebie?-zmieniłam temat.
-Całkiem nieźle. Powoli się ogarniam z nowym miejscem-puścił mi oczko.
-To super. Powinnam już iść-wstałam.
-Odprowadzić cię?-wytarł ręce o spodnie.
-Nie. Może poradzę sobie z przejściem przez ulicę-zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie. Gdy wróciłam do domu, ruszyłam pędem do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, leżący na szafce nocnej. Oczywiście zapomniałam go wziąć ze sobą. Pewnie Nina dzwoniła. Właśnie, że nie! 10 połączeń od "<3 Misio" i 7 od "Nathan ciota" + kilkanaście smsów. Nawet nie miałam siły ich czytać. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.
-Skarbie, wróciłam!-usłyszałam mamę wchodzącą po schodach. Zajrzała do mojego pokoju, ale udałam, że śpię. Nie chcę jej tłumaczyć, co się stało. Tylko dlatego to zrobiłam. Wycofała się cicho i zamknęła za sobą drzwi. Jednak nie miałam spokoju na długo. Na korytarzu słyszałam jak Nina krzyczy: "Śpi! Nie budź jej!" i cisza. Nawet nie wiem kto wszedł do pomieszczenia, bo nie odwróciłam się. Bałam się, że zobaczę Maxa. Ktoś przysunął krzesło do łóżka i nic. To znaczy nic nie słyszałam. Nie wytrzymałam i spojrzałam na "gościa".
____________________________________________________
Flaki z olejem, ale piszę, żeby zakończyć historię.
Niestety tak jak się domyśliłam, mam niewielu czytelników.
Ale nie ma się czemu dziwić. Czytając to badziewie, wydłubałabym SE oczy.
Pozdrawiam i dobranoc :)
-Odprowadzić cię?-wytarł ręce o spodnie.
-Nie. Może poradzę sobie z przejściem przez ulicę-zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie. Gdy wróciłam do domu, ruszyłam pędem do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, leżący na szafce nocnej. Oczywiście zapomniałam go wziąć ze sobą. Pewnie Nina dzwoniła. Właśnie, że nie! 10 połączeń od "<3 Misio" i 7 od "Nathan ciota" + kilkanaście smsów. Nawet nie miałam siły ich czytać. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.
-Skarbie, wróciłam!-usłyszałam mamę wchodzącą po schodach. Zajrzała do mojego pokoju, ale udałam, że śpię. Nie chcę jej tłumaczyć, co się stało. Tylko dlatego to zrobiłam. Wycofała się cicho i zamknęła za sobą drzwi. Jednak nie miałam spokoju na długo. Na korytarzu słyszałam jak Nina krzyczy: "Śpi! Nie budź jej!" i cisza. Nawet nie wiem kto wszedł do pomieszczenia, bo nie odwróciłam się. Bałam się, że zobaczę Maxa. Ktoś przysunął krzesło do łóżka i nic. To znaczy nic nie słyszałam. Nie wytrzymałam i spojrzałam na "gościa".
____________________________________________________
Flaki z olejem, ale piszę, żeby zakończyć historię.
Niestety tak jak się domyśliłam, mam niewielu czytelników.
Ale nie ma się czemu dziwić. Czytając to badziewie, wydłubałabym SE oczy.
Pozdrawiam i dobranoc :)
środa, 28 maja 2014
To NASZ dzień!
Nie wiem jak Max to załatwił, ale mieliśmy cały dzień dla siebie. Minęło tak wiele czasu odkąd mogliśmy spędzić ze sobą tyle czasu. Wpadł do mnie rano z kwiatami i powiedział, że możemy robić, co tylko zechcę.
-Czy zapomniałam o swoich urodzinach?-zaśmiałam się.
-Nie Kochanie. Nie musisz nawet o nich pamiętać. Ważne, że ja wiem kiedy są-pocałował mnie w czoło.
-Wiesz, że mam dziś szkołę?
-Taaak, ale rozmawiałem z twoją mamą i nie masz się, o co martwić. Wszystko załatwiłem-szeroko się uśmiechnął.
-Jak ją przekupiłeś?-usiadłam na blacie kuchennym.
-Nie musiałem-wzruszył ramionami-Twoja mama bardzo mnie lubi i darzy mnie zaufaniem. Wie, że nic ci przymnie nie grozi-podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-Ta kobieta chyba nie wie, co czyni-pokręciłam ze zdumieniem głową.
-Dziękuję ci bardzo-udał obrażonego i zrobił skwaszoną minę.
-Oj przepraszam-objęłam go za szyję. Chciałam dać mu całusa, ale zrobił unik i moje usta trafiły na żuchwę.
-Nie-odparł krótko. Spojrzałam na niego ze smutkiem-Ech-westchnął-Nie umiem się na ciebie gniewać-pocałował mnie, a ja odpowiadałam tym samym. Zapowiada się cudowny dzień.
-Usiądź sobie, a ja przygotuję ci coś do zjedzenia-polecił.
-Ale nie jestem głodna, jadłam zanim przyszedłeś.
-Hmm-zastanowił się przez chwilę-Może to i dobrze-cmoknął mnie w czoło i wziął na ręce.
-Co robisz?-zdziwiłam się.
-Przecież nie wyjdziesz z domu w samej koszulce. Musisz się przebrać.
-To już wychodzimy?-właśnie zostałam wnoszona po schodach.
-A chcesz zostać w domu?-zatrzymał się na pół piętrze.
-Tak. Nie. Nie wiem-odparłam szybko.
-Ach te kobiety. Wiecznie niezdecydowane-przewrócił oczami.
-Spadaj!-zaśmiałam się i po chwili leżałam na własnym łóżku.
-Możemy tu zostać jak chcesz-Max położył się obok-Wystarczy, że powiesz tak lub nie-składał pocałunki na moim karku. Robił to tak delikatnie, że miałam gęsią skórkę. W mojej głowie biły się ze sobą różne myśli. Iść, czy zostać. Jak pójdziemy to rozszarpią nas reporterzy, a jak zostaniemy to wiadomo do czego może dojść. Nagle Max zaczął gładzić mój brzuch, patrząc jak nierównomiernie oddycham. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Kocham cię i żałuję, że przeze mnie cierpiałaś-pocałował mnie w czubek nosa. Myślałam, że się popłaczę. Czułam, że mówi prawdę. Byłam tego pewna. Mocno objęłam go za szyję.
-Było warto-powiedziałam przez łzy. Nie wiem ile czasu tak leżeliśmy, ale chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Zapach jego perfum uspokajał mnie, a bicie serca, które słyszałam powodowało uśmiech na mojej twarzy. Gdy uniosłam wzrok, zobaczyłam, że mój Romeo zasnął. Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca, by go budzić. Ostrożnie wstałam i zaparzyłam sobie herbatę. Gdy wróciłam do pokoju, leżał już pod kołdrą i cichutko pochrapywał.
-Czy zapomniałam o swoich urodzinach?-zaśmiałam się.
-Nie Kochanie. Nie musisz nawet o nich pamiętać. Ważne, że ja wiem kiedy są-pocałował mnie w czoło.
-Wiesz, że mam dziś szkołę?
-Taaak, ale rozmawiałem z twoją mamą i nie masz się, o co martwić. Wszystko załatwiłem-szeroko się uśmiechnął.
-Jak ją przekupiłeś?-usiadłam na blacie kuchennym.
-Nie musiałem-wzruszył ramionami-Twoja mama bardzo mnie lubi i darzy mnie zaufaniem. Wie, że nic ci przymnie nie grozi-podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-Ta kobieta chyba nie wie, co czyni-pokręciłam ze zdumieniem głową.
-Dziękuję ci bardzo-udał obrażonego i zrobił skwaszoną minę.
-Oj przepraszam-objęłam go za szyję. Chciałam dać mu całusa, ale zrobił unik i moje usta trafiły na żuchwę.
-Nie-odparł krótko. Spojrzałam na niego ze smutkiem-Ech-westchnął-Nie umiem się na ciebie gniewać-pocałował mnie, a ja odpowiadałam tym samym. Zapowiada się cudowny dzień.
-Usiądź sobie, a ja przygotuję ci coś do zjedzenia-polecił.
-Ale nie jestem głodna, jadłam zanim przyszedłeś.
-Hmm-zastanowił się przez chwilę-Może to i dobrze-cmoknął mnie w czoło i wziął na ręce.
-Co robisz?-zdziwiłam się.
-Przecież nie wyjdziesz z domu w samej koszulce. Musisz się przebrać.
-To już wychodzimy?-właśnie zostałam wnoszona po schodach.
-A chcesz zostać w domu?-zatrzymał się na pół piętrze.
-Tak. Nie. Nie wiem-odparłam szybko.
-Ach te kobiety. Wiecznie niezdecydowane-przewrócił oczami.
-Spadaj!-zaśmiałam się i po chwili leżałam na własnym łóżku.
-Możemy tu zostać jak chcesz-Max położył się obok-Wystarczy, że powiesz tak lub nie-składał pocałunki na moim karku. Robił to tak delikatnie, że miałam gęsią skórkę. W mojej głowie biły się ze sobą różne myśli. Iść, czy zostać. Jak pójdziemy to rozszarpią nas reporterzy, a jak zostaniemy to wiadomo do czego może dojść. Nagle Max zaczął gładzić mój brzuch, patrząc jak nierównomiernie oddycham. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Kocham cię i żałuję, że przeze mnie cierpiałaś-pocałował mnie w czubek nosa. Myślałam, że się popłaczę. Czułam, że mówi prawdę. Byłam tego pewna. Mocno objęłam go za szyję.
-Było warto-powiedziałam przez łzy. Nie wiem ile czasu tak leżeliśmy, ale chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Zapach jego perfum uspokajał mnie, a bicie serca, które słyszałam powodowało uśmiech na mojej twarzy. Gdy uniosłam wzrok, zobaczyłam, że mój Romeo zasnął. Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca, by go budzić. Ostrożnie wstałam i zaparzyłam sobie herbatę. Gdy wróciłam do pokoju, leżał już pod kołdrą i cichutko pochrapywał.
* * *
-Na pewno chcesz tu iść na lunch?-zapytał niepewnie chłopak.
-Tak-odparłam stanowczym głosem.
-Ale..-skrzywił się-To nie tak miało wyglądać.
-Nie będę cię naciągać na żadne restauracje. Jemy na tym zadupiu-pocałowałam go w policzek-I nikt nas tu nie znajdzie, a chyba o to chodzi, c'nie?
-C'tak-westchnął, po czym otworzył mi drzwi. Nie powiem.. wnętrze lokalu nie zachwyca, ale przynajmniej nie śmierdzi. O nie, jednak śmierdzi.
-Ech.
-Wychodzimy-i zanim weszliśmy, już nas nie było-Przepraszam, ale nie pozwolę ci na to. Ja coś wybiorę i nie obchodzi mnie, że ktoś nas spotka. Mamy prawo do chodzenia po mieście, a z resztą musimy coś jeść i to w normalnych warunkach. Kocham cię i dlatego tam nie zjemy-powiedział to tak szybko, że ledwie go zrozumiałam.
-Dobrze. Czekam na propozycje-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?-wyglądał na zdziwionego.
-Tak-pogładziłam go po policzku.
-Mówiłem, że cię kocham?-złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie tak, że nasze ciała się stykały.
-Hmm.. Chyba nie-oparłam ręce na jego ramionach.
-Jak mogłem o tym zapomnieć?-cmoknął mnie w czoło-Kocham cię-szepnął prosto do ucha.
-Wiem, ale chciałam to usłyszeć-odpowiedziałam w taki sam sposób.
-Wiesz, że pół roku temu spotkaliśmy się po raz pierwszy?-minimalnie się odsunął.
-Przecież casting był 3 miesiące temu-odparłam.
-Wtedy się poznaliśmy, ale chodzi mi o spotkanie, kochanie-wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę centrum. Próbowałam sobie przypomnieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
-Niemożliwe, żeby coś takiego mogło się zdarzyć. Pamiętałabym-powiedziałam stanowczo.
-No tak, mogłaś mnie nie rozpoznać. Miałem czapkę z daszkiem, kaptur i okulary przeciwsłoneczne. Wpadliśmy na siebie w parku. Bardzo się spieszyłaś.
-Lola, chodź szybciej, bo znowu się spóźnimy-marudziłam.
-Ale szybciej nie dam rady i tak idziemy w zniewalająco szybkim tempie-wydyszała-Chodźmy przez park, będzie szybciej.
-Dobra-i od razu przeszłyśmy przez ulicę.
-Możesz mi przypomnieć dlaczego tak pędzimy?-ruda nie dawała za wygraną. Złapałam ją za ramię, zatrzymując się.
-Jak to? Nie wiesz gdzie idziemy?-zdziwiłam się-Robię to dla ciebie, a ty nawet nie wiesz dlaczego?
-Chcesz, żebym wypluła płuca? Dzięki-oparła dłonie o kolana i głęboko oddychała.
-Justin Timberlake jest w sklepie muzycznym dwie przecznice stąd i podpisuje płyty-powiedziałam zachęcającym głosem.
-Co? Idziemy!!-szarpnęła moją rękę i pędem ruszyłyśmy przez park-Nie mam płyty-załamała się.
-Wiem, ale ja ją mam. Wczoraj kupiłam-czułam ucisk w łydkach.
-Jesteś kochana-zaczęła piszczeć.
-To też wiem-spojrzałam na Lolę i poczułam jak moja głowa odbija się od ubitej ziemi.
-Przepraszam-nade mną stał mężczyzna-Żyjesz?-pomógł mi wstać.
-Tak, ale następnym razem uważaj jak chodzisz! Miałam szczęście, że to tylko trawnik!
-Jeszcze raz przepraszam. Mogę zadzwonić po pogotowie-poprawił okulary.
-Nie! Spieszymy się-wtrąciła przyjaciółka i już nas nie było.
-Teraz sobie przypominam. Truchtałeś sobie-zaśmiałam się.
-To byłem ja.
-Boże, przecież ja na ciebie nakrzyczałam-zaczęłam panikować.
-Tylko troszeczkę, ale wiesz co? To była chyba najmilsza rzecz jaka mi się przytrafiła tamtego dnia.
-Dlaczego?
-Bo to był dowód, że mnie nie rozpoznałaś, a tego właśnie chciałem.
-Czekaj, chcesz mi wmówić, że poszedłeś biegać do najbardziej zatłoczonego miejsca w mieście?
-Byłem lekko wkurzony na chłopaków, ok? Nie wiedziałem, co robię-wytłumaczył.
-Dokładnie tak jak teraz. Będąc ze mną-mruknęłam.
-Słyszałem.
-Też cię kocham-mocniej ścisnęłam jego dłoń.
___________________________________________________
Nie wierzę, że to dodaję -.-
Rozdział bez wyrazu, ale postaram się poprawić w następnym.
Mam pomysł i jedną akcję, która wszystko zmieni tylko mam problem, żeby do niej dobrnąć, ale coś się wymyśli.
Przepraszam, że tyle czasu mnie nie było, ale te matury wyssały ze mnie wszystkie pokłady energii i chęci do życia.
Mam nadzieję, że mam jeszcze jakichś czytelników :)
Nie wiem kiedy kolejny rozdział.
Jak zepnę dupę to będzie jeszcze w czerwcu, a jak nie to bajo.
A i jeszcze jedno.. Powoli kończę przygodę z opowiadaniami i zbliżam się do zakończenia swojej "kariery pisarskiej", co prowadzi do końca historii moich bohaterów. Wiem, że płakać nie będziecie, ale tak tylko informuję na przyszłość, żeby nie było szoku, że to koniec itp.
-Wiesz, że pół roku temu spotkaliśmy się po raz pierwszy?-minimalnie się odsunął.
-Przecież casting był 3 miesiące temu-odparłam.
-Wtedy się poznaliśmy, ale chodzi mi o spotkanie, kochanie-wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę centrum. Próbowałam sobie przypomnieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
-Niemożliwe, żeby coś takiego mogło się zdarzyć. Pamiętałabym-powiedziałam stanowczo.
-No tak, mogłaś mnie nie rozpoznać. Miałem czapkę z daszkiem, kaptur i okulary przeciwsłoneczne. Wpadliśmy na siebie w parku. Bardzo się spieszyłaś.
-Lola, chodź szybciej, bo znowu się spóźnimy-marudziłam.
-Ale szybciej nie dam rady i tak idziemy w zniewalająco szybkim tempie-wydyszała-Chodźmy przez park, będzie szybciej.
-Dobra-i od razu przeszłyśmy przez ulicę.
-Możesz mi przypomnieć dlaczego tak pędzimy?-ruda nie dawała za wygraną. Złapałam ją za ramię, zatrzymując się.
-Jak to? Nie wiesz gdzie idziemy?-zdziwiłam się-Robię to dla ciebie, a ty nawet nie wiesz dlaczego?
-Chcesz, żebym wypluła płuca? Dzięki-oparła dłonie o kolana i głęboko oddychała.
-Justin Timberlake jest w sklepie muzycznym dwie przecznice stąd i podpisuje płyty-powiedziałam zachęcającym głosem.
-Co? Idziemy!!-szarpnęła moją rękę i pędem ruszyłyśmy przez park-Nie mam płyty-załamała się.
-Wiem, ale ja ją mam. Wczoraj kupiłam-czułam ucisk w łydkach.
-Jesteś kochana-zaczęła piszczeć.
-To też wiem-spojrzałam na Lolę i poczułam jak moja głowa odbija się od ubitej ziemi.
-Przepraszam-nade mną stał mężczyzna-Żyjesz?-pomógł mi wstać.
-Tak, ale następnym razem uważaj jak chodzisz! Miałam szczęście, że to tylko trawnik!
-Jeszcze raz przepraszam. Mogę zadzwonić po pogotowie-poprawił okulary.
-Nie! Spieszymy się-wtrąciła przyjaciółka i już nas nie było.
-Teraz sobie przypominam. Truchtałeś sobie-zaśmiałam się.
-To byłem ja.
-Boże, przecież ja na ciebie nakrzyczałam-zaczęłam panikować.
-Tylko troszeczkę, ale wiesz co? To była chyba najmilsza rzecz jaka mi się przytrafiła tamtego dnia.
-Dlaczego?
-Bo to był dowód, że mnie nie rozpoznałaś, a tego właśnie chciałem.
-Czekaj, chcesz mi wmówić, że poszedłeś biegać do najbardziej zatłoczonego miejsca w mieście?
-Byłem lekko wkurzony na chłopaków, ok? Nie wiedziałem, co robię-wytłumaczył.
-Dokładnie tak jak teraz. Będąc ze mną-mruknęłam.
-Słyszałem.
-Też cię kocham-mocniej ścisnęłam jego dłoń.
___________________________________________________
Nie wierzę, że to dodaję -.-
Rozdział bez wyrazu, ale postaram się poprawić w następnym.
Mam pomysł i jedną akcję, która wszystko zmieni tylko mam problem, żeby do niej dobrnąć, ale coś się wymyśli.
Przepraszam, że tyle czasu mnie nie było, ale te matury wyssały ze mnie wszystkie pokłady energii i chęci do życia.
Mam nadzieję, że mam jeszcze jakichś czytelników :)
Nie wiem kiedy kolejny rozdział.
Jak zepnę dupę to będzie jeszcze w czerwcu, a jak nie to bajo.
A i jeszcze jedno.. Powoli kończę przygodę z opowiadaniami i zbliżam się do zakończenia swojej "kariery pisarskiej", co prowadzi do końca historii moich bohaterów. Wiem, że płakać nie będziecie, ale tak tylko informuję na przyszłość, żeby nie było szoku, że to koniec itp.
piątek, 7 lutego 2014
Chwila nieuwagi i czujesz się winnym do końca życia.
Zanim zdążyłam wejść na górę, Max znalazł się obok mnie.
-Nathan dzwonił. Mają problem z dziennikarzami-powiedział.
-To coś poważnego?-zapytałam.
-Krążą po posesji. Muszę wracać-pocałował mnie w czoło.
-Ale jak to? Przecież..
-Wejdę od tyłu. Nie martw się. Nie pierwszy raz będę to robił-uśmiechnął się. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł. No pięknie. I co ja będę teraz robić? Chyba zanudzę się na śmierć. Wyjrzałam przez kuchenne okno i zobaczyłam nowego sąsiada, męczącego się z pudłami na werandzie. Wpadłam na genialny pomysł! Takie rzeczy tylko u mnie w głowie siedzą. Założyłam bluzę i wyszłam na zewnątrz.
-Może pomóc?-zapytałam, przechodząc przez ulicę. Chłopak spojrzał w moją stronę.
-Musi ci się naprawdę nudzić, jeśli chcesz się męczyć z zakurzonymi kartonami-powiedział z założonymi rękami.
-Trafiłeś w dziesiątkę-zaśmiałam się-Too.. Od czego mam zacząć?-rozejrzałam się.
-Może od tamtych rzeczy. Powinny być lekkie-wskazał torby leżące na schodach.
-Gdzie je postawić!-krzyknęłam będąc w środku.
-Jestem za tobą-szepnął. Wystraszył mnie i z tego wszystkiego upuściłam pudło.
-Przepraszam-odwróciłam się twarzą do niego-Mam nadzieję, że nie było tu nic ważnego-patrzyłam z nadzieją, że powie "tak".
-Tylko pare książek-machnął ręką. Odetchnęłam z ulgą-I talerzy-dodał.
-Kto kładzie talerze i książki razem?-zdziwiłam się, a on spojrzał na mnie wymownie-No tak.. Ty.
-Nie przejmuj się tym. Może są całe-wziął karton i zaniósł do pomieszczenia gdzie ma być kuchnia.
-Od kiedy będziesz tu mieszkał?-zapytałam, rozglądając się.
-Dziś będzie pierwsza noc-wyjął książki.
-Co? Przecież tu nie da się żyć-stwierdziłam.
-Może do wieczora sobie poradzimy, hę? A z resztą łóżko mi wystarczy-uśmiechnął się.
-Daj, pomogę ci-już miałam wziąć się za rozpakowywanie rzeczy, gdy ciemny blondyn syknął z bólu. Wyciągnął dłoń, która była zakrwawiona. Spojrzałam na cieknącą krew i zrobiło mi się słabo.
-Powinieneś iść do lekarza.
-Nic mi nie jest-owinął ranę ścierką-Ale chyba ty nie najlepiej się czujesz. Chodźmy na świeże powietrze-wziął mnie za ramię i wyprowadził na patio, gdzie usiedliśmy na schodach-Już lepiej?-bacznie mnie obserwował.
-Tak-odpowiedziałam-Chyba trzeba to opatrzyć-wskazałam na przesiąknięty krwią kawałek materiału.
-Później to zrobię. W którymś pudle mam apteczkę-machnął zdrową ręką.
-Lepiej będzie jak pójdziemy do mnie. Przynajmniej wiem gdzie leży bandaż i woda utleniona-starałam się uśmiechnąć-Ja ci tego nie zdezynfekuję, ale moja mama..
-Ech, niech będzie-pomógł mi wstać.
-Bardzo boli?-zapytałam, wchodząc do domu.
-Niee-mruknął. Wiem, że go boli, a do tego cały czas leci krew.
-Mamo!-krzyknęłam.
-Już idę-odpowiedziała-Co się stało?-zapytała na schodach.
-Mnie nic, ale naszemu nowemu sąsiadowi-wzięłam jego dłoń i pokazałam Ninie.
-Boże-szepnęła-Chodźcie do kuchni-wyjęła apteczkę z szafki. Odwinęła materiał i skrzywiła się na widok podłużnej rany. Znowu zrobiło mi się słabo.
-Poczekam w salonie-starałam się nie stracić równowagi i jako tako dojść do kanapy. Nie moją winą jest to, że krew mnie obrzydza. Lubię czytać horrory, ale w realu.. Fuuu!
-Mogę to zabandażować, ale i tak musisz jechać do chirurga. Chyba będą potrzebne szwy-słyszałam jak mówi Nina.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-I jeszcze jedno.. Nie noś ciężkich rzeczy, bo rana może się poszerzać-ostrzegła go.
-Będę pamiętał. Magi, dziękuję za pomoc-wszedł do pomieszczenia-I przepraszam.
-Wren nie masz za co. To ja powinnam to zrobić. Przeze mnie się skaleczyłeś-sąsiad zajął miejsce obok mnie, a ja serio czułam się winna.
-Margo, jadę do Cat-przerwała nam Nina-Będę wieczorem. Do zobaczenia.
-Do widzenia.
-Pa-i oto właśnie takim sposobem zostaliśmy sami. Zrobiła to specjalnie. Mogę się o to założyć.
-A wracając do tematu..-słodko się uśmiechnął-Byłem nieuważny i tyle.
-Pff.. Dla mnie to możesz nawet czołgiem przyjechać, a zdania nie zmienię-zażartowałam.
-Zapamiętam-jego twarz wyrażała małe, skupiające się dziecko. Jak to niektórzy mówią "można by je schrupać". Oczywiście też się uśmiechnęłam.
-Czemu się tu przeprowadziłeś?-zapytałam.
-Studiuję na Oxfordzie. Wiesz, stąd jest bliżej niż z Irlandii.
-No tak. Chcesz coś do picia?-zaproponowałam.
-Czemu nie-wzruszył ramionami. Zrobiłam dwie herbaty i wróciliśmy do rozmowy.
-Co studiujesz?-usiadłam wygodnie na sofie.
-Medycynę. To na razie pierwszy rok, ale chcę zostać chirurgiem. Dziwny zbieg okoliczności, prawda?-uniósł zabandażowaną dłoń.
-Tak-było mi go szkoda. Widać, że krew dalej leciała i cały opatrunek zaraz będzie do wymiany.
-A ty, co robisz?-zauważył jak przypatrywałam się bandażowi.
-Kończę liceum-spojrzałam w jego oczy.
-I co potem?
-Nie mam pojęcia-zrobiłam wielkie oczy.
-Chyba jak każdy.
-Raczej tak-biorąc kubek ze stolika, zaczepiłam nogą jego dłoń. Jęknął z bólu-O nie. Wstawaj!-poleciłam mu-Jedziemy do lekarza.
-Nie-odparł krótko.
-Jakoś mnie to nie interesuje-zadzwoniłam po taksówkę.
-Ale jesteś uparta-przewrócił oczami.
-Wiem-napisałam karteczkę z informacją gdzie jestem, gdyby Nina wróciła przede mną-Pakuj się do auta-powiedziałam.
-Panie przodem otworzył mi drzwi.
-Masz dokumenty?-zapytałam w drodze.
-Prawo jazdy zawsze noszę przy sobie.
-Ok.
-I jak?-zapytałam.
-Dostałem środek znieczulający i jest znośnie-odparł.
-Miał pan dużo szczęścia. Proszę podziękować znajomej-wtrącił lekarz i odszedł.
-Dziękuję za to, że jesteś uparta-pokazał zęby w szerokim uśmiechu.
-Nie ma za co-machnęłam ręką-Rana była bardzo głęboka?
-Nie. Tyle, że miałem jeszcze drobinki szkła-powiedział to tak, jakby zdarzało mu się to na co dzień.
-Brzmi groźnie. Masz szwy?-no co? Jestem po prostu ciekawa.
-Tak. Za tydzień mam się tu pokazać. Masz ochotę na spacer, czy zadzwonić po taksówkę?-zapytał, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
-Spacer.. może być-była ładna pogoda, co rzadko zdarza się w Londynie, więc trzeba korzystać, prawda?
-Magi..?-mruknął.
-Tak?-zapytałam pół przytomna.
-Chyba się zamyśliłaś-powiedział niepewnie.
-Troszeczkę. Często tak mam-machnęłam ręką.
-Hmm-chrząknął.
-Tom?-zdziwiłam się widząc, idącego naprzeciw nam bruneta-Co ty tu robisz?
-Chciałem zapytać o to samo-spojrzał przelotnie na Wrena-Idę po wyniki, a ty?
-Robiłeś badania? Czekaj.. Idziesz po wyniki? Max mówił, że macie oblężenie reporterów..
-Dlatego wyszedłem..
-Takim sposobem jak Max wszedł?-przerwałam mu.
-Dokładnie-uśmiechnął się-Więc? Co tu robisz?-dociekał.
-Wren z mojej winy się skaleczył. Wyglądało groźnie i przyjechaliśmy-wyjaśniłam-Na co się badałeś?
-Na głowę-zaśmiał się.
-Oj, to już za późno na leczenie-klepnęłam go w ramię. Mój sąsiad tylko przysłuchiwał się rozmowie.
-Nie no. Kelsey musiała zrobić parę testów, dotyczące tych zajęć tanecznych.
-No tak.
-Dobra, spadam. Bo jeszcze zamkną laboratorium i że tak powiem: będę w dupie-pomachał mi na pożegnanie.
-Dobry znajomy?-zapytał ciemny blondyn.
-Tak. Bardzo dobry.
-Nathan dzwonił. Mają problem z dziennikarzami-powiedział.
-To coś poważnego?-zapytałam.
-Krążą po posesji. Muszę wracać-pocałował mnie w czoło.
-Ale jak to? Przecież..
-Wejdę od tyłu. Nie martw się. Nie pierwszy raz będę to robił-uśmiechnął się. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł. No pięknie. I co ja będę teraz robić? Chyba zanudzę się na śmierć. Wyjrzałam przez kuchenne okno i zobaczyłam nowego sąsiada, męczącego się z pudłami na werandzie. Wpadłam na genialny pomysł! Takie rzeczy tylko u mnie w głowie siedzą. Założyłam bluzę i wyszłam na zewnątrz.
-Może pomóc?-zapytałam, przechodząc przez ulicę. Chłopak spojrzał w moją stronę.
-Musi ci się naprawdę nudzić, jeśli chcesz się męczyć z zakurzonymi kartonami-powiedział z założonymi rękami.
-Trafiłeś w dziesiątkę-zaśmiałam się-Too.. Od czego mam zacząć?-rozejrzałam się.
-Może od tamtych rzeczy. Powinny być lekkie-wskazał torby leżące na schodach.
-Gdzie je postawić!-krzyknęłam będąc w środku.
-Jestem za tobą-szepnął. Wystraszył mnie i z tego wszystkiego upuściłam pudło.
-Przepraszam-odwróciłam się twarzą do niego-Mam nadzieję, że nie było tu nic ważnego-patrzyłam z nadzieją, że powie "tak".
-Tylko pare książek-machnął ręką. Odetchnęłam z ulgą-I talerzy-dodał.
-Kto kładzie talerze i książki razem?-zdziwiłam się, a on spojrzał na mnie wymownie-No tak.. Ty.
-Nie przejmuj się tym. Może są całe-wziął karton i zaniósł do pomieszczenia gdzie ma być kuchnia.
-Od kiedy będziesz tu mieszkał?-zapytałam, rozglądając się.
-Dziś będzie pierwsza noc-wyjął książki.
-Co? Przecież tu nie da się żyć-stwierdziłam.
-Może do wieczora sobie poradzimy, hę? A z resztą łóżko mi wystarczy-uśmiechnął się.
-Daj, pomogę ci-już miałam wziąć się za rozpakowywanie rzeczy, gdy ciemny blondyn syknął z bólu. Wyciągnął dłoń, która była zakrwawiona. Spojrzałam na cieknącą krew i zrobiło mi się słabo.
-Powinieneś iść do lekarza.
-Nic mi nie jest-owinął ranę ścierką-Ale chyba ty nie najlepiej się czujesz. Chodźmy na świeże powietrze-wziął mnie za ramię i wyprowadził na patio, gdzie usiedliśmy na schodach-Już lepiej?-bacznie mnie obserwował.
-Tak-odpowiedziałam-Chyba trzeba to opatrzyć-wskazałam na przesiąknięty krwią kawałek materiału.
-Później to zrobię. W którymś pudle mam apteczkę-machnął zdrową ręką.
-Lepiej będzie jak pójdziemy do mnie. Przynajmniej wiem gdzie leży bandaż i woda utleniona-starałam się uśmiechnąć-Ja ci tego nie zdezynfekuję, ale moja mama..
-Ech, niech będzie-pomógł mi wstać.
-Bardzo boli?-zapytałam, wchodząc do domu.
-Niee-mruknął. Wiem, że go boli, a do tego cały czas leci krew.
-Mamo!-krzyknęłam.
-Już idę-odpowiedziała-Co się stało?-zapytała na schodach.
-Mnie nic, ale naszemu nowemu sąsiadowi-wzięłam jego dłoń i pokazałam Ninie.
-Boże-szepnęła-Chodźcie do kuchni-wyjęła apteczkę z szafki. Odwinęła materiał i skrzywiła się na widok podłużnej rany. Znowu zrobiło mi się słabo.
-Poczekam w salonie-starałam się nie stracić równowagi i jako tako dojść do kanapy. Nie moją winą jest to, że krew mnie obrzydza. Lubię czytać horrory, ale w realu.. Fuuu!
-Mogę to zabandażować, ale i tak musisz jechać do chirurga. Chyba będą potrzebne szwy-słyszałam jak mówi Nina.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-I jeszcze jedno.. Nie noś ciężkich rzeczy, bo rana może się poszerzać-ostrzegła go.
-Będę pamiętał. Magi, dziękuję za pomoc-wszedł do pomieszczenia-I przepraszam.
-Wren nie masz za co. To ja powinnam to zrobić. Przeze mnie się skaleczyłeś-sąsiad zajął miejsce obok mnie, a ja serio czułam się winna.
-Margo, jadę do Cat-przerwała nam Nina-Będę wieczorem. Do zobaczenia.
-Do widzenia.
-Pa-i oto właśnie takim sposobem zostaliśmy sami. Zrobiła to specjalnie. Mogę się o to założyć.
-A wracając do tematu..-słodko się uśmiechnął-Byłem nieuważny i tyle.
-Pff.. Dla mnie to możesz nawet czołgiem przyjechać, a zdania nie zmienię-zażartowałam.
-Zapamiętam-jego twarz wyrażała małe, skupiające się dziecko. Jak to niektórzy mówią "można by je schrupać". Oczywiście też się uśmiechnęłam.
-Czemu się tu przeprowadziłeś?-zapytałam.
-Studiuję na Oxfordzie. Wiesz, stąd jest bliżej niż z Irlandii.
-No tak. Chcesz coś do picia?-zaproponowałam.
-Czemu nie-wzruszył ramionami. Zrobiłam dwie herbaty i wróciliśmy do rozmowy.
-Co studiujesz?-usiadłam wygodnie na sofie.
-Medycynę. To na razie pierwszy rok, ale chcę zostać chirurgiem. Dziwny zbieg okoliczności, prawda?-uniósł zabandażowaną dłoń.
-Tak-było mi go szkoda. Widać, że krew dalej leciała i cały opatrunek zaraz będzie do wymiany.
-A ty, co robisz?-zauważył jak przypatrywałam się bandażowi.
-Kończę liceum-spojrzałam w jego oczy.
-I co potem?
-Nie mam pojęcia-zrobiłam wielkie oczy.
-Chyba jak każdy.
-Raczej tak-biorąc kubek ze stolika, zaczepiłam nogą jego dłoń. Jęknął z bólu-O nie. Wstawaj!-poleciłam mu-Jedziemy do lekarza.
-Nie-odparł krótko.
-Jakoś mnie to nie interesuje-zadzwoniłam po taksówkę.
-Ale jesteś uparta-przewrócił oczami.
-Wiem-napisałam karteczkę z informacją gdzie jestem, gdyby Nina wróciła przede mną-Pakuj się do auta-powiedziałam.
-Panie przodem otworzył mi drzwi.
-Masz dokumenty?-zapytałam w drodze.
-Prawo jazdy zawsze noszę przy sobie.
-Ok.
* * *
Ile można czekać? Zaczęłam się niecierpliwić. No sorry, ale po 40 min siedzenia chyba mam do tego prawo. Wreszcie moim oczom ukazał się Wren. Automatycznie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na jego dłoń. Opatrunek był mniejszy. To dobrze.-I jak?-zapytałam.
-Dostałem środek znieczulający i jest znośnie-odparł.
-Miał pan dużo szczęścia. Proszę podziękować znajomej-wtrącił lekarz i odszedł.
-Dziękuję za to, że jesteś uparta-pokazał zęby w szerokim uśmiechu.
-Nie ma za co-machnęłam ręką-Rana była bardzo głęboka?
-Nie. Tyle, że miałem jeszcze drobinki szkła-powiedział to tak, jakby zdarzało mu się to na co dzień.
-Brzmi groźnie. Masz szwy?-no co? Jestem po prostu ciekawa.
-Tak. Za tydzień mam się tu pokazać. Masz ochotę na spacer, czy zadzwonić po taksówkę?-zapytał, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
-Spacer.. może być-była ładna pogoda, co rzadko zdarza się w Londynie, więc trzeba korzystać, prawda?
-Magi..?-mruknął.
-Tak?-zapytałam pół przytomna.
-Chyba się zamyśliłaś-powiedział niepewnie.
-Troszeczkę. Często tak mam-machnęłam ręką.
-Hmm-chrząknął.
-Tom?-zdziwiłam się widząc, idącego naprzeciw nam bruneta-Co ty tu robisz?
-Chciałem zapytać o to samo-spojrzał przelotnie na Wrena-Idę po wyniki, a ty?
-Robiłeś badania? Czekaj.. Idziesz po wyniki? Max mówił, że macie oblężenie reporterów..
-Dlatego wyszedłem..
-Takim sposobem jak Max wszedł?-przerwałam mu.
-Dokładnie-uśmiechnął się-Więc? Co tu robisz?-dociekał.
-Wren z mojej winy się skaleczył. Wyglądało groźnie i przyjechaliśmy-wyjaśniłam-Na co się badałeś?
-Na głowę-zaśmiał się.
-Oj, to już za późno na leczenie-klepnęłam go w ramię. Mój sąsiad tylko przysłuchiwał się rozmowie.
-Nie no. Kelsey musiała zrobić parę testów, dotyczące tych zajęć tanecznych.
-No tak.
-Dobra, spadam. Bo jeszcze zamkną laboratorium i że tak powiem: będę w dupie-pomachał mi na pożegnanie.
-Dobry znajomy?-zapytał ciemny blondyn.
-Tak. Bardzo dobry.
* * *
Wreszcie w łóżku! Ten dzień był bardzo męczący, a teraz mogę spokojnie sobie pójść spać *o*
Jestem padnięta! Wieczorem pomogłam Wrenowi wtaszczyć resztę pudeł do domu. Niestety, przez to zaniedbałam mojego chłopaka, nie odpisując na jego smsy. Nawet teraz nie mam siły, żeby wyciągnąć rękę po telefon. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
-Kochanie, wstawaj-usłyszałam Ninę. Otworzyłam oczy i spojrzałam jak kładzie czyste ubrania na biurko.
-Masz wolne?-zdziwiłam się. Chyba jeszcze nigdy nie miała wolnego.
-Nie. Mam biznesowe spotkanie o dziesiątej-usiadła na brzegu łóżka.-A ty jakie masz plany na dziś?
-Znając życie i Nathana to całe the Wanted wpakują się nam na chatę-westchnęłam-Masz coś przeciwko?
-Nie o ile niczego sobie i tobie nie zrobią-pogładziła mnie po policzku.
-O to nie musisz się martwić.
-Margo nie chcę, żebyś czuła się przesłuchiwana, ale muszę o coś zapytać-zaczęła niepewnie.
-Jasne, mów-próbowałam ją zachęcić.
-Jak poznałaś Wrena? Z tego co zauważyłam to jest starszy od ciebie.
-Mamo..-usiadłam-Przyszedł do nas i się przedstawił. I jest tylko rok straszy-wyjaśniłam-U Maxa jakoś nie masz z tym problemu.
-No właśnie Słońce. Masz Maxa. Musisz uważać, żeby ich nie zranić.
-Wiem. Po prostu jestem miła-westchnęłam.
-Muszę już iść. Pa-pocałowała mnie w czoło i wyszła. Czy ona pomyślała, że zdradzę Maxa z sąsiadem? NIGDY! No.. Czasem zdarzają się takie sytuacje, ale tylko w filmach, a Wren to tylko kumpel.
Wstałam, ale nie chciało mi się przebierać, więc poszłam zjeść w rozciągniętej koszule i bieliźnie. Nie byłam za bardzo głodna, ale zmusiłam się na musli z jogurtem. Usłyszałam dzwonek. Zerknęłam przez szybę w drzwiach kto to, a gdy ujrzałam mojego chłopaka, otworzyłam.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Cześć-cmoknął mnie w czoło. Za nim weszła reszta grupy. Kurde, nie widziałam ich wcześniej. Tak to bym nie otworzyła póki się nie przebiorę, a teraz..
-Sexi wdzianko-zażartował Nathan, przytulając mnie, a ja zrobiłam się czerwona na twarzy.
-Rozgośćcie się, a ja pójdę się ogarnąć-ściągnęłam niżej bluzkę i szybkim krokiem poszłam na górę. Gdy wyjmowałam ciuchy z szafy, usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam Georga.
-Czemu nie odpisałaś?-zapytał.
-Przepraszam, nie miałam siły-wyjaśniłam.
-Tom mówił, że cię wczoraj widział.. Z jakimś chłopakiem-widać, że był z tego niezadowolony.
-Tak, spotkaliśmy się-przyznałam mu rację, przebierając się.
-Z kim byłaś?
-Z sąsiadem. Max, proszę cię. Daruj sobie i mnie to przesłuchanie-westchnęłam.
-Ja po prostu jestem ciekawy-rozłożył się na łóżku. Mimo umięśnionego ciała wyglądał bardzo niewinnie, wręcz uroczo. Zajęłam miejsce na krześle, bacznie go obserwując. Widziałam, jak spina i rozluźnia mięśnie przedramion.
-Ciekawy, czy zazdrosny?-starałam się uśmiechnąć.
-Zgadnij-podszedł do mnie i mocno mnie objął. Poczułam jego ciepło i moje ulubione perfumy.
-Jesteś kochany-dałam mu całusa.
-Może powinniśmy wrócić. Boję się, że spalą ci kuchnię-powiedział chłopak.
-Oni robią coś w kuchni?-zdziwiłam się.
-Tom zgłodniał.
-O Boże-wystraszyłam się i pędem rzuciłam się po schodach. Na szczęście nie czułam spalenizny ani nie słyszałam sygnału wozu strażackiego. Wręcz przeciwnie. W powietrzu unosił się zapach tostów.
-Głodna?-zapytał Jay. Patrzyłam jak chowa toster.
-Nie-pokiwałam przecząco głową-Co robicie?
-Jemy-odparł Parker z pełną buzią. Tylko westchnęłam.
-Kuchnia cała?-przytulił mnie Max.
-Tak-uśmiechnęłam się.
-To dlatego byłaś taka wystraszona-Nathan machał na lewą i prawą ciepłym chlebem.
-Raniiiiisz-Siva udawał smutnego.
-Może jak się już najecie to pójdziemy się przejść?-zaproponował Łysol.
-O nie. Nie mam zamiaru uciekać przed fankami przez pół miasta.
-Oj Magi-mruknął Sykes.
-Przecież to świetna zabawa-zaśmiał się loczek.
-Niee.
-To chodźmy do kina. Zadzwonię po dziewczyny i możemy iść-mulat wyciągnął komórkę z bluzy.
-Ta opcja mi się podoba-poparłam Irlandczyka.
-Nath, zadzwoń po Agathę. Może chciałaby pójść z nami-zaproponował Max. Wraz z Sykesem wymieniliśmy się spojrzeniami.
-No nie wiem..-zaczął niepewnie.
-Jak ty nie zadzwonisz to ja to zrobię. Przecież dobrze się bawiliście w Las Vegas.
-Cały czas sam na sam-zachichotał Tom.
-Dobra! Zapytam się-dał im za wygraną i wyszedł z telefonem przy uchu.
____________________________________
Dziękuję za te nominacje :D
Jesteście kochane <3
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Pisany chyba z miesiąc o.O
I straszne długi wyszedł. Nie wiem dlaczego :P
Także ten.. Czekam na wasze wrażenia w komentarzach :)
-Kochanie, wstawaj-usłyszałam Ninę. Otworzyłam oczy i spojrzałam jak kładzie czyste ubrania na biurko.
-Masz wolne?-zdziwiłam się. Chyba jeszcze nigdy nie miała wolnego.
-Nie. Mam biznesowe spotkanie o dziesiątej-usiadła na brzegu łóżka.-A ty jakie masz plany na dziś?
-Znając życie i Nathana to całe the Wanted wpakują się nam na chatę-westchnęłam-Masz coś przeciwko?
-Nie o ile niczego sobie i tobie nie zrobią-pogładziła mnie po policzku.
-O to nie musisz się martwić.
-Margo nie chcę, żebyś czuła się przesłuchiwana, ale muszę o coś zapytać-zaczęła niepewnie.
-Jasne, mów-próbowałam ją zachęcić.
-Jak poznałaś Wrena? Z tego co zauważyłam to jest starszy od ciebie.
-Mamo..-usiadłam-Przyszedł do nas i się przedstawił. I jest tylko rok straszy-wyjaśniłam-U Maxa jakoś nie masz z tym problemu.
-No właśnie Słońce. Masz Maxa. Musisz uważać, żeby ich nie zranić.
-Wiem. Po prostu jestem miła-westchnęłam.
-Muszę już iść. Pa-pocałowała mnie w czoło i wyszła. Czy ona pomyślała, że zdradzę Maxa z sąsiadem? NIGDY! No.. Czasem zdarzają się takie sytuacje, ale tylko w filmach, a Wren to tylko kumpel.
Wstałam, ale nie chciało mi się przebierać, więc poszłam zjeść w rozciągniętej koszule i bieliźnie. Nie byłam za bardzo głodna, ale zmusiłam się na musli z jogurtem. Usłyszałam dzwonek. Zerknęłam przez szybę w drzwiach kto to, a gdy ujrzałam mojego chłopaka, otworzyłam.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Cześć-cmoknął mnie w czoło. Za nim weszła reszta grupy. Kurde, nie widziałam ich wcześniej. Tak to bym nie otworzyła póki się nie przebiorę, a teraz..
-Sexi wdzianko-zażartował Nathan, przytulając mnie, a ja zrobiłam się czerwona na twarzy.
-Rozgośćcie się, a ja pójdę się ogarnąć-ściągnęłam niżej bluzkę i szybkim krokiem poszłam na górę. Gdy wyjmowałam ciuchy z szafy, usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam Georga.
-Czemu nie odpisałaś?-zapytał.
-Przepraszam, nie miałam siły-wyjaśniłam.
-Tom mówił, że cię wczoraj widział.. Z jakimś chłopakiem-widać, że był z tego niezadowolony.
-Tak, spotkaliśmy się-przyznałam mu rację, przebierając się.
-Z kim byłaś?
-Z sąsiadem. Max, proszę cię. Daruj sobie i mnie to przesłuchanie-westchnęłam.
-Ja po prostu jestem ciekawy-rozłożył się na łóżku. Mimo umięśnionego ciała wyglądał bardzo niewinnie, wręcz uroczo. Zajęłam miejsce na krześle, bacznie go obserwując. Widziałam, jak spina i rozluźnia mięśnie przedramion.
-Ciekawy, czy zazdrosny?-starałam się uśmiechnąć.
-Zgadnij-podszedł do mnie i mocno mnie objął. Poczułam jego ciepło i moje ulubione perfumy.
-Jesteś kochany-dałam mu całusa.
-Może powinniśmy wrócić. Boję się, że spalą ci kuchnię-powiedział chłopak.
-Oni robią coś w kuchni?-zdziwiłam się.
-Tom zgłodniał.
-O Boże-wystraszyłam się i pędem rzuciłam się po schodach. Na szczęście nie czułam spalenizny ani nie słyszałam sygnału wozu strażackiego. Wręcz przeciwnie. W powietrzu unosił się zapach tostów.
-Głodna?-zapytał Jay. Patrzyłam jak chowa toster.
-Nie-pokiwałam przecząco głową-Co robicie?
-Jemy-odparł Parker z pełną buzią. Tylko westchnęłam.
-Kuchnia cała?-przytulił mnie Max.
-Tak-uśmiechnęłam się.
-To dlatego byłaś taka wystraszona-Nathan machał na lewą i prawą ciepłym chlebem.
-Raniiiiisz-Siva udawał smutnego.
-Może jak się już najecie to pójdziemy się przejść?-zaproponował Łysol.
-O nie. Nie mam zamiaru uciekać przed fankami przez pół miasta.
-Oj Magi-mruknął Sykes.
-Przecież to świetna zabawa-zaśmiał się loczek.
-Niee.
-To chodźmy do kina. Zadzwonię po dziewczyny i możemy iść-mulat wyciągnął komórkę z bluzy.
-Ta opcja mi się podoba-poparłam Irlandczyka.
-Nath, zadzwoń po Agathę. Może chciałaby pójść z nami-zaproponował Max. Wraz z Sykesem wymieniliśmy się spojrzeniami.
-No nie wiem..-zaczął niepewnie.
-Jak ty nie zadzwonisz to ja to zrobię. Przecież dobrze się bawiliście w Las Vegas.
-Cały czas sam na sam-zachichotał Tom.
-Dobra! Zapytam się-dał im za wygraną i wyszedł z telefonem przy uchu.
____________________________________
Dziękuję za te nominacje :D
Jesteście kochane <3
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Pisany chyba z miesiąc o.O
I straszne długi wyszedł. Nie wiem dlaczego :P
Także ten.. Czekam na wasze wrażenia w komentarzach :)
sobota, 4 stycznia 2014
"Mam czekać aż ktoś rzuci się na mnie na ulicy?"
-Nie musiałeś mnie odprowadzać-uśmiechnęłam się, po czym dałam chłopakowi całusa.
-Tak, wiem-objął mnie w tali, gdy staliśmy na werandzie przed moim domem-Chciałem cię odprowadzić.
-A co z dzikimi tłumami fanów? Na pewno wiedzą, że wróciliście-usiadłam na ławce. Max zrobił to samo.
-Jakoś mnie to nie interesuje-wzruszył ramionami, po czym nasze usta znowu się złączyły.
-Wejdziesz na chwilę?-zapytałam-Moja mama na pewno się ucieszy-próbowałam go zachęcić.
-Twoja mama to wiem, a ty?
-Też powinieneś to wiedzieć-lekko przymrużyłam oczy.
-Bardzo ciężko cię rozgryźć. Uwierz mi, to nie lada wyzwanie. Twojej reakcji nie da się od tak przewidzieć.
-Co chcesz przez to powiedzieć? Że jestem nieobliczalna?-zdenerwowałam się.
-Raczej wyjątkowa-pocałował mnie w czoło.
-Jasne..-mruknęłam.
-Naprawdę. I wiesz co, tylko twoja przyjaciółka mogła do nas tak napisać. Inni piszą, że nas kochają albo chcą z nami.. hmm-odchrząknął, robiąc się czerwony na twarzy.
-No cóż.. Macie duże branie-zaśmiałam się.
-Margo.. Wchodziłaś na twittera w ciągu dwóch tygodni?
-Dlaczego pytasz?-zaniepokoiłam się.
-Nie nic, tak tylko-patrzył w ziemię.
-Max, co jest?
-Tak myślałam, że to ty Margaret-mama otworzyła drzwi-O, witaj Max.
-Dzień dobry pani Bennet-uśmiechnął się.
-Nina, mów mi Nina. Już to przerabialiśmy-machnęła ręką-Chodźcie coś zjeść-nie było innego wyjścia, musieliśmy jej posłuchać.
-Cieszę się-uśmiechnęła się.
-Tym razem my posprzątamy-wzięłam talerz Niny. Wyglądała na lekko zdziwioną.
-No.. Dobrze. Będę u siebie-i poszła na górę.
-To ja pozmywam-zaoferował się Łysol.
-Nie wierzę! Możesz to jeszcze raz powiedzieć tyle, że do telefonu? Muszę to nagrać-zaśmiałam się.
-Co w tym takiego dziwnego?
-Wszystko-odpowiedziałam-Nie no, ja pozmywam-zgarnęłam wszystkie naczynia do zlewu.
-Oj nie Misiu. Już któryś raz jem u ciebie i nigdy nie pomogłem w sprzątaniu-wyjaśnił, zabierając mi płyn do mycia naczyń z rąk.
-Jak ci tak bardzo na tym zależy to możesz też wpaść w sobotę-usiadłam na blacie, patrząc jak chłopak zmywa-Nigdy nie lubiłam mycia podłóg-niestety, przemilczał to. Byłam ciekawa jego reakcji, ale gdy spojrzałam na jego twarz miała dziwny wyraz. Tak jakby się bardzo skupiał i próbował to ukryć. Wybuchłam śmiechem.
-Co?-zapytał, wycierając po zmywaniu dłonie.
-Miałeś minę jak kot srający do kuwety-sorry, musiałam to powiedzieć-Przynajmniej tak mi się wydaje.
-Dziękuję ci bardzo, ja też cię kocham-zapał mnie w tali i przerzucił przez ramię.
-Co robisz? Puść. Zaraz będę cała czerwona-marudziłam.
-Było mnie tak nie ranić-udawał, że szlocha.
-Ej, gdzie idziesz?
-A wiesz, myślałem, że się przejdziemy do sklepu-zażartował.
-Nie ma problemu-czułam, jak krew napływa mi do mózgu. W tym momencie uderzyłam głowa o poręcz-Auć-syknęłam.
-Przepraszam.
-Mógłbyś trochę uważać, będę miała guza.
-Jestem ostrożny tylko ty się wiercisz-odparł i po chwili położył mnie na moim łóżku-Bardzo boli?-dotknął mojego czoła.
-Tak-mruknęłam.
-Przepraszam-pocałował miejsce, gdzie zrobił się guz. Łysol już wyciągał do mnie wielkie łapska, żeby mnie objąć, ale zdążyłam wstać. Odpaliłam laptopa-Co robisz?-zdziwił się.
-Loguję się na twittera-odpowiedziałam, nie odwracając się w jego stronę.
-Nie rób tego-marudził-Nic to nie da-oparł brodę o moje ramię, a jego dłonie grzały mi biodra.
-Po prostu daj mi to zobaczyć.
-Dobrze-westchnął-wziął mnie za rękę tak, żebym wstała, a sam zajął moje miejsce-No chodź-uśmiechnął się. Oczywiście skorzystałam z zaproszenia i wygodnie usadowiłam się na kolanach chłopaka.
-Jesteś taki cieplutki-stwierdziłam, gdy się do mnie przytulił.
-Zapomniałaś dodać: kochany i przystojny-wyszeptał mi do ucha.
-Po co mam mówić to, co już wiesz-odparłam z uśmiechem, ale po chwili zrobiłam się blada.
-Margo. To kłamstwa. Przecież wiesz, że to nic nie znaczy-tłumaczył.
-Max-odwróciłam się twarzą do niego-To..
-Mogłem ci nic nie mówić-przerwał mi.
-Miałam żyć w nieświadomości?-zaczęłam krążyć po pokoju-I co? Mam czekać aż ktoś rzuci się na mnie na ulicy? Max! Jesteś niepoważny! Nie mogę tego bagatelizować!-krzyczałam.
-Posłuchaj, nie jesteśmy jedyni, którym się to przytrafiło-próbował mnie uspokoić.
-Przytrafiło? Uważasz, że już po wszystkim?
-Teraz wszystko ucichnie. Uwierz mi-objął mnie.
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?-zapytałam.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Dzwonię do ciebie z Las Vegas i mówię: Hej Kotek, ludzie ci grożą, uważaj na siebie. Tak?-teraz on się zdenerwował. Usiadłam z powrotem na krześle. Przejrzałam interakcje.
@..: @MaxTheWanted nie wiem co widzisz w @MargaretBennet. Ona jest okropna! Znam ją ze szkoły i wiem, co mówię!
@..: @MargaretBennet nie zasłużyłaś na Maxa! Jak cię znajdę to wydrapię ci oczy. Pilnuj się!
@..: Jestem chyba jedną z niewielu osób, które cieszą się szczęściem @MaxTheWanted i @MargaretBennet Duuużo miłości ♥
To była nieliczna część adresowanych do nas wiadomości.
-Boję się teraz cokolwiek napisać-powiedziałam do siebie-Może źle zrobiliśmy, mówiąc o nas?
-Co? Margo, czy ty się wahasz, co do nas? Tom i Kelsey też mieli takie problemy, a teraz wszyscy ich kochają. Ludzie muszą się przyzwyczaić do tego, że z kimś jest i że to jesteś ty.
-Ludzie muszą się przyzwyczaić do nas, czy my do ich nastawiania?
-Kochanie w internecie każdy jest nerwowy i pozwala sobie na wiele, ale w rzeczywistości jest inaczej. Nie bój się-mocno mnie przytulił. Wtedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Pójdę otworzyć, zaraz skończymy-poczułam ulgę. Chociaż przez chwilę nie muszę o TYM myśleć.
-Hej-powiedział chłopak, a raczej mężczyzna, gdy tylko otworzyłam drzwi. Uroczo się uśmiechał.
-Cześć. Coś się stało?-zapytałam. Pierwszy raz widzę gościa na oczy, a on się szczerzy jakby wygrał milion dolarów.
-Nie. To znaczy tak. Chyba jesteśmy nowymi sąsiadami. O ile tu mieszkasz-szybko dodał.
-Taak-uśmiechnęłam się-Coś potrzeba?
-Nie. Chciałem się tylko przywitać. Jestem Wren-jeszcze bardziej uroczo się uśmiechnął. Nawet nie wiedziałam, że aż tak się da.
-Magi-podaliśmy sobie dłonie-Wejdziesz?
-Nie, nie będę ci przeszkadzał. Z resztą mam masę pudeł do rozpakowania. No zobaczenia-pomachał na pożegnanie i poszedł do domu po drugiej stronie ulicy. Wydaje się być miły.
_______________________________________
Zostałam nominowana do ...(fanfary xd) LIEBSTER AWARD!!!!
W życiu bym się tego nie spodziewała, a zwłaszcza dlatego, że mam niewielu czytelników.
Nominację dostałam od Czekająca Nieświadoma za co baaardzo dziękuję Kochana ♥
Oto zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" (serio nie zasłużyłam). Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty typujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań (nie jestem aż tak twórcza, więc jak zadam 10 to będzie nieźle xd). Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował (pff i tak to zrobię hahaha).
A więc takie o to dostałam pytanka:
1. Ulubiony przedmiot szkolny?
◘ Geo jest spoko.
2. Ulubione hobby?
◘ Gra na gitarze ♥
3. Nie lubiana przez Was gwiazda?
◘ Ogólnie nie mam gwiazdy, którą hejtuję, no ale sorry.. za 1D nie przepadam.
4. Ulubiona książka?
◘ WSZYSTKIE AUTORSTWA STEPHENA KINGA *o*
5. Ile macie lat?
◘ Od jutra 19
6. Z jakiego jesteście województwa?
◘ Mazowsze się kłania.
7. Gdzie chciałbyś się przeprowadzić za granicę?
◘ London City hahaha
8. Co nie podoba Wam się u ciebie w charakterze i wyglądzie (3 cechy)
◘ Mam tylko dwie.. Wygląd i charakter.
9. Ulubiona piosenka?
◘ Teraz mam fazę na MIDNIGHT RED-Rockstar Lovers i The JANOSKIANS-Set This World On Fire
10. Jaką najbardziej lubicie porę roku?
◘ LAAATOOO
11. Czy wolałybyście VIP-owskie bilety na dowolny koncert, czy jeden dzień z wybraną gwiazdą?
◘ Dzień, tydzień, ewentualnie całe życie.
Przepraszam, ale nie czytam blogów.. Mogę wytypować tylko 3:
http://unfulfilledword.blogspot.com/
http://chasingthesuntw.blogspot.com/
http://i-want-change-my-life-for-better.blogspot.com/
A oto pytania dla was:
1. Oglądasz jakieś seriale? Jak tak to jakie?
2. Kiedy masz ferie?
3. Co cię zainspirowało do napisania bloga?
4. Masz przyjaciółkę, której możesz się ze wszystkiego zwierzyć?
5. Ulubiony rodzaj filmów?
6. Hobby?
7. Uprawiasz jakiś sport? (Iza zboczeńcu to nie to, co myślisz hahaha xd)
8. Jeśli czekolada to jaka?
9. Lubisz śpiewać?
10. Umiesz grać na jakimś instrumencie?
-Tak, wiem-objął mnie w tali, gdy staliśmy na werandzie przed moim domem-Chciałem cię odprowadzić.
-A co z dzikimi tłumami fanów? Na pewno wiedzą, że wróciliście-usiadłam na ławce. Max zrobił to samo.
-Jakoś mnie to nie interesuje-wzruszył ramionami, po czym nasze usta znowu się złączyły.
-Wejdziesz na chwilę?-zapytałam-Moja mama na pewno się ucieszy-próbowałam go zachęcić.
-Twoja mama to wiem, a ty?
-Też powinieneś to wiedzieć-lekko przymrużyłam oczy.
-Bardzo ciężko cię rozgryźć. Uwierz mi, to nie lada wyzwanie. Twojej reakcji nie da się od tak przewidzieć.
-Co chcesz przez to powiedzieć? Że jestem nieobliczalna?-zdenerwowałam się.
-Raczej wyjątkowa-pocałował mnie w czoło.
-Jasne..-mruknęłam.
-Naprawdę. I wiesz co, tylko twoja przyjaciółka mogła do nas tak napisać. Inni piszą, że nas kochają albo chcą z nami.. hmm-odchrząknął, robiąc się czerwony na twarzy.
-No cóż.. Macie duże branie-zaśmiałam się.
-Margo.. Wchodziłaś na twittera w ciągu dwóch tygodni?
-Dlaczego pytasz?-zaniepokoiłam się.
-Nie nic, tak tylko-patrzył w ziemię.
-Max, co jest?
-Tak myślałam, że to ty Margaret-mama otworzyła drzwi-O, witaj Max.
-Dzień dobry pani Bennet-uśmiechnął się.
-Nina, mów mi Nina. Już to przerabialiśmy-machnęła ręką-Chodźcie coś zjeść-nie było innego wyjścia, musieliśmy jej posłuchać.
* * *
-Dziękuję-powiedział Max, odsuwając talerz-Było pyszne.-Cieszę się-uśmiechnęła się.
-Tym razem my posprzątamy-wzięłam talerz Niny. Wyglądała na lekko zdziwioną.
-No.. Dobrze. Będę u siebie-i poszła na górę.
-To ja pozmywam-zaoferował się Łysol.
-Nie wierzę! Możesz to jeszcze raz powiedzieć tyle, że do telefonu? Muszę to nagrać-zaśmiałam się.
-Co w tym takiego dziwnego?
-Wszystko-odpowiedziałam-Nie no, ja pozmywam-zgarnęłam wszystkie naczynia do zlewu.
-Oj nie Misiu. Już któryś raz jem u ciebie i nigdy nie pomogłem w sprzątaniu-wyjaśnił, zabierając mi płyn do mycia naczyń z rąk.
-Jak ci tak bardzo na tym zależy to możesz też wpaść w sobotę-usiadłam na blacie, patrząc jak chłopak zmywa-Nigdy nie lubiłam mycia podłóg-niestety, przemilczał to. Byłam ciekawa jego reakcji, ale gdy spojrzałam na jego twarz miała dziwny wyraz. Tak jakby się bardzo skupiał i próbował to ukryć. Wybuchłam śmiechem.
-Co?-zapytał, wycierając po zmywaniu dłonie.
-Miałeś minę jak kot srający do kuwety-sorry, musiałam to powiedzieć-Przynajmniej tak mi się wydaje.
-Dziękuję ci bardzo, ja też cię kocham-zapał mnie w tali i przerzucił przez ramię.
-Co robisz? Puść. Zaraz będę cała czerwona-marudziłam.
-Było mnie tak nie ranić-udawał, że szlocha.
-Ej, gdzie idziesz?
-A wiesz, myślałem, że się przejdziemy do sklepu-zażartował.
-Nie ma problemu-czułam, jak krew napływa mi do mózgu. W tym momencie uderzyłam głowa o poręcz-Auć-syknęłam.
-Przepraszam.
-Mógłbyś trochę uważać, będę miała guza.
-Jestem ostrożny tylko ty się wiercisz-odparł i po chwili położył mnie na moim łóżku-Bardzo boli?-dotknął mojego czoła.
-Tak-mruknęłam.
-Przepraszam-pocałował miejsce, gdzie zrobił się guz. Łysol już wyciągał do mnie wielkie łapska, żeby mnie objąć, ale zdążyłam wstać. Odpaliłam laptopa-Co robisz?-zdziwił się.
-Loguję się na twittera-odpowiedziałam, nie odwracając się w jego stronę.
-Nie rób tego-marudził-Nic to nie da-oparł brodę o moje ramię, a jego dłonie grzały mi biodra.
-Po prostu daj mi to zobaczyć.
-Dobrze-westchnął-wziął mnie za rękę tak, żebym wstała, a sam zajął moje miejsce-No chodź-uśmiechnął się. Oczywiście skorzystałam z zaproszenia i wygodnie usadowiłam się na kolanach chłopaka.
-Jesteś taki cieplutki-stwierdziłam, gdy się do mnie przytulił.
-Zapomniałaś dodać: kochany i przystojny-wyszeptał mi do ucha.
-Po co mam mówić to, co już wiesz-odparłam z uśmiechem, ale po chwili zrobiłam się blada.
-Margo. To kłamstwa. Przecież wiesz, że to nic nie znaczy-tłumaczył.
-Max-odwróciłam się twarzą do niego-To..
-Mogłem ci nic nie mówić-przerwał mi.
-Miałam żyć w nieświadomości?-zaczęłam krążyć po pokoju-I co? Mam czekać aż ktoś rzuci się na mnie na ulicy? Max! Jesteś niepoważny! Nie mogę tego bagatelizować!-krzyczałam.
-Posłuchaj, nie jesteśmy jedyni, którym się to przytrafiło-próbował mnie uspokoić.
-Przytrafiło? Uważasz, że już po wszystkim?
-Teraz wszystko ucichnie. Uwierz mi-objął mnie.
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?-zapytałam.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Dzwonię do ciebie z Las Vegas i mówię: Hej Kotek, ludzie ci grożą, uważaj na siebie. Tak?-teraz on się zdenerwował. Usiadłam z powrotem na krześle. Przejrzałam interakcje.
@..: @MaxTheWanted nie wiem co widzisz w @MargaretBennet. Ona jest okropna! Znam ją ze szkoły i wiem, co mówię!
@..: @MargaretBennet nie zasłużyłaś na Maxa! Jak cię znajdę to wydrapię ci oczy. Pilnuj się!
@..: Jestem chyba jedną z niewielu osób, które cieszą się szczęściem @MaxTheWanted i @MargaretBennet Duuużo miłości ♥
To była nieliczna część adresowanych do nas wiadomości.
-Boję się teraz cokolwiek napisać-powiedziałam do siebie-Może źle zrobiliśmy, mówiąc o nas?
-Co? Margo, czy ty się wahasz, co do nas? Tom i Kelsey też mieli takie problemy, a teraz wszyscy ich kochają. Ludzie muszą się przyzwyczaić do tego, że z kimś jest i że to jesteś ty.
-Ludzie muszą się przyzwyczaić do nas, czy my do ich nastawiania?
-Kochanie w internecie każdy jest nerwowy i pozwala sobie na wiele, ale w rzeczywistości jest inaczej. Nie bój się-mocno mnie przytulił. Wtedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Pójdę otworzyć, zaraz skończymy-poczułam ulgę. Chociaż przez chwilę nie muszę o TYM myśleć.
-Hej-powiedział chłopak, a raczej mężczyzna, gdy tylko otworzyłam drzwi. Uroczo się uśmiechał.
-Cześć. Coś się stało?-zapytałam. Pierwszy raz widzę gościa na oczy, a on się szczerzy jakby wygrał milion dolarów.
-Nie. To znaczy tak. Chyba jesteśmy nowymi sąsiadami. O ile tu mieszkasz-szybko dodał.
-Taak-uśmiechnęłam się-Coś potrzeba?
-Nie. Chciałem się tylko przywitać. Jestem Wren-jeszcze bardziej uroczo się uśmiechnął. Nawet nie wiedziałam, że aż tak się da.
-Magi-podaliśmy sobie dłonie-Wejdziesz?
-Nie, nie będę ci przeszkadzał. Z resztą mam masę pudeł do rozpakowania. No zobaczenia-pomachał na pożegnanie i poszedł do domu po drugiej stronie ulicy. Wydaje się być miły.
_______________________________________
Zostałam nominowana do ...(fanfary xd) LIEBSTER AWARD!!!!
W życiu bym się tego nie spodziewała, a zwłaszcza dlatego, że mam niewielu czytelników.
Nominację dostałam od Czekająca Nieświadoma za co baaardzo dziękuję Kochana ♥
Oto zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" (serio nie zasłużyłam). Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty typujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań (nie jestem aż tak twórcza, więc jak zadam 10 to będzie nieźle xd). Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował (pff i tak to zrobię hahaha).
A więc takie o to dostałam pytanka:
1. Ulubiony przedmiot szkolny?
◘ Geo jest spoko.
2. Ulubione hobby?
◘ Gra na gitarze ♥
3. Nie lubiana przez Was gwiazda?
◘ Ogólnie nie mam gwiazdy, którą hejtuję, no ale sorry.. za 1D nie przepadam.
4. Ulubiona książka?
◘ WSZYSTKIE AUTORSTWA STEPHENA KINGA *o*
5. Ile macie lat?
◘ Od jutra 19
6. Z jakiego jesteście województwa?
◘ Mazowsze się kłania.
7. Gdzie chciałbyś się przeprowadzić za granicę?
◘ London City hahaha
8. Co nie podoba Wam się u ciebie w charakterze i wyglądzie (3 cechy)
◘ Mam tylko dwie.. Wygląd i charakter.
9. Ulubiona piosenka?
◘ Teraz mam fazę na MIDNIGHT RED-Rockstar Lovers i The JANOSKIANS-Set This World On Fire
10. Jaką najbardziej lubicie porę roku?
◘ LAAATOOO
11. Czy wolałybyście VIP-owskie bilety na dowolny koncert, czy jeden dzień z wybraną gwiazdą?
◘ Dzień, tydzień, ewentualnie całe życie.
Przepraszam, ale nie czytam blogów.. Mogę wytypować tylko 3:
http://unfulfilledword.blogspot.com/
http://chasingthesuntw.blogspot.com/
http://i-want-change-my-life-for-better.blogspot.com/
A oto pytania dla was:
1. Oglądasz jakieś seriale? Jak tak to jakie?
2. Kiedy masz ferie?
3. Co cię zainspirowało do napisania bloga?
4. Masz przyjaciółkę, której możesz się ze wszystkiego zwierzyć?
5. Ulubiony rodzaj filmów?
6. Hobby?
7. Uprawiasz jakiś sport? (Iza zboczeńcu to nie to, co myślisz hahaha xd)
8. Jeśli czekolada to jaka?
9. Lubisz śpiewać?
10. Umiesz grać na jakimś instrumencie?
czwartek, 5 grudnia 2013
Po deszczu zawsze wychodzi Słońce.
Włóczyliśmy się po całym Londynie.
Chodziliśmy aż do nocy.
W ciszy.
On słyszał całą rozmowę.
On wiedział, że wiem.
Bał się.
Ale czego?
Mojej reakcji?
Może rozmowy ze mną?
A może obu rzeczy?
Nie wiem. Nie mam siły, żeby się odezwać. Chciałabym teraz zobaczyć Maxa. Jego uśmiech i to, jak na mnie patrzy. Do oczu napłynęły mi łzy. Wszystko spieprzyłam.. I to tylko dlatego, że jestem miła dla Paula.
-Mogę ci jakoś pomóc?-blondyn zapytał zachrypniętym głosem.
-Przytulisz mnie?-chlipnęłam, a on bez zastanowienia mnie objął. Wtuliłam się w jego tors i stałam w bezruchu.
-Magi.. Pamiętasz jak pytałem cię, o naszą przyjaźń?-zaczął niepewnie.
-Tak-odsunęłam się, aby widzieć jego twarz.
-Bo chodziło mi o to, czy miałbym jakieś szanse u ciebie. Gdybyś była wolna-dodał.
-Paul-westchnęłam-Zasługujesz na kogoś lepszego.
-Teraz to i tak nie jest ważne-wzruszył ramionami-Odprowadzę cię do domu.
-Dziękuję-starałam się uśmiechnąć.
-Nie masz się czemu dziwić.. Dwa dni ze sobą nie gadałyśmy-mruknęłam.
-Ale przeprosiłam!
-Wiem-odparłam krótko-Idziemy do mnie?-zmieniłam temat.
-Dobra, jeśli nie masz żadnych planów-uśmiechnęła się.
-O to samo chciałam ciebie zapytać.
-O mnie się nie martw. Peter idzie dziś do dziadków czy coś.
-No okey-cieszyłam się, że w końcu moja przyjaciółka znalazła dla mnie czas.
-Ale możemy jeszcze zajść do tej cukierni przy Oxford Street?
-Lola, to jest kawał drogi stąd. Nie możemy iść do innej?
-Nie, nie, nie.
-To idź tam sama. Mi się nie chce-zaczęłam protestować.
-Bez ciebie nie idę-zaśmiała się.
-Z kim ja żyję..
-Z najlepsiejszą przyjaciółką pod Słońcem!!-objęła mnie ramieniem. Nie miałam wyjścia. Musiałam z nią iść do tej głupiej cukierni po drugiej stronie miasta.
-A tak w ogóle to co ty stąd chcesz?-zapytałam, gdy weszłyśmy do środka.
-Pączka-odpowiedziała bez namysły po czym zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu.
-Czego szukasz? Lepiej stańmy w kolejce-pociągnęłam ją za ramię.
-Tak, tak-odparła lekko zawiedziona.
-Czy panie stoją ostatnie w kolejce?-usłyszałyśmy męski głos. Nic nie odpowiedziałam, myśląc, że Lola się choć odrobinkę wysili i to zrobi, ale oczywiście nic. Cisza. I facet pozostał bez odpowiedzi.
-Przepraszam..-zaczął jeszcze raz. Niechętnie się odwróciłam i stałam w szoku, bo zobaczyłam..
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-rozniósł się krzyk dziewcząt. O nie, zaczęło się. Spojrzałam na Lolę, która dała nam znak, że postara się zająć jakoś te napalone dzikuski. Chwyciłam go za rękę i poszliśmy do damskiej ubikacji.
-Nie sądziłem, że znajdę się w damskiej łazience.
-I to ze mną.. Co Nathan?
-Haha. Zboczona jesteś, wiesz?
-Wiem-zaśmiałam się-Zawsze prowadziłeś je do męskiej?-zażartowałam, otwierając okno.
-Bardzo śmieszne.
-Tak. Skacz-poleciłam mu.
-Chodź, pomogę ci-wyciągnął do mnie rękę, gdy był na zewnątrz.
-Nie.
-Co?
-Nie zostawię Loli.
-Umówiłem się z nią, że w razie czego idziesz ze mną-usiadł na parapecie, złapał mnie w talii i wyciągnął na świeże powietrze.
-Jak to?-zdziwiłam się.
-Napisała do mnie, że mamy szybko wracać, a nie szlajać się po Las Vegas. I coś tam, że mamy zachowywać się jak prawdziwi mężczyźni, a nie jak cytuję: dupy wołowe.
-O Boże, przepraszam za nią-spanikowałam.
-Co, żartujesz sobie? Miała rację.
-Czekaj.. Czyli wszyscy są w Londynie?-zaczęliśmy iść w stronę parku.
-Tak, ale Max bał się z tobą spotkać-uprzedził moje pytanie.
-Dlaczego?
-Z tego, co słyszałem to wasza rozmowa nie skończyła się całuskami i lofciami.
-Czym?-zdziwiłam się.
-Już ty dobrze wiesz o co chodzi-machnął ręką.
-I ty miałeś się dowiedzieć, czy jestem na niego zła, prawda?
-No wiesz.. W końcu ty jesteś moją przyjaciółką i on jest moim przyjacielem..
-No jasne..-mruknęłam.
-Może wpadniesz do nas. Dziewczyny się strasznie stęskniły.
-Dobra, ale tylko na chwilkę.
-Śpieszmy się. Zaraz będzie padać-spojrzał na niebo, po czym narzuciliśmy większe tempo. Moje biedne (SEXI-hahaha xd nieważne. to tylko ja i Paulina rozumiemy) łydki.
-Ok, ok-zaczęłam się męczyć.
-Patrzcie kogo przyprowadziłem!-krzyknął, gdy tylko weszliśmy do środka.
-Przyjaciółkę tej od dupy wołowej!-w holu stał Jay, który mocno mnie przytulił-Cześć-szepnął. Zauważyłam, że na schodach pojawił się Max. Nic nie mówił. Tylko na mnie patrzył. Przywitałam się z każdym oprócz MOJEGO CHŁOPAKA. On nawet nie zszedł na parter, więc postanowiłam, że sama do niego pójdę.
-Hej-powiedziałam.
-Hej-wszedł do pokoju. No kurde, nie będę za nim latać!
-Max..
-Nie chcę gadać przy nich-przerwał mi.
-Okeeej-byłam lekko zaskoczona.
-Jak minął ci tydzień?-rzucił się na łóżko, jak zawsze.
-Nudno-wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce obok niego-Widziałam wasz sobotni występ. Był niesamowity.
-Dziękuję-uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od mojego przyjścia. Odchrząknął, wstał i oparł się o parapet-Ech..-spojrzał na mnie-Dłużej tak nie mogę-szybkim krokiem podszedł i pocałował mnie w usta-Nie potrafię się na ciebie złościć. Nawet jeśli cały tydzień spędziłaś z Paulem-cały czas obsypywał mnie całusami-Za bardzo cię kocham-objął mnie w tali i po chwili leżałam na nim.
-Tęskniłam-szepnęłam. W tym czasie chłopak zdjął koszulkę. Oboje teraz potrzebowaliśmy bliskości. Chcieliśmy jej. To mogło sprawić, że będzie jak wcześniej. Przynajmniej tak sobie tłumaczyłam.
-Margo, nie musimy..-przerwałam mu pocałunkiem.
-Chcemy-przygryzłam wargę. W tym czasie Max gładził moje plecy zimnymi dłońmi, co sprawiło, że miałam dreszcze, a po chwili George znów obsypywał mnie pocałunkami. Próbował ściągnąć ze mnie sweter, ale miał z tym problemy. To dobrze, bo usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Jeśli się seksicie,nie odpowiadajcie-zaśmiał się Nathan.
-Hahaha-wybuchłam śmiechem.
-Biorę to za "nie"-wsadził łeb do środka.
-Mogłaś nic nie mówić-westchnął Max.
-Uhuhu.. Widzę, że było blisko-Sykes poruszał zabawnie brwiami.
-Ej Ty! Coś ci się w krzakach rusza-powiedział Max.
-A tobie ze strachu włosy z głowy wypadły-pokazał mu język.
-Darujcie sobie-wtrąciłam się.
-Ale my tylko żartujemy-wyjaśnił chłopak, obejmując mnie.
-Właśnie-zawtórował mu Nathan.
-Męska solidarność-mruknęłam.
-A żebyś wiedziała. Kocham cię-szepnął mi do ucha łysol.
_______________________
Oto prezent Mikołajkowy i świąteczny dla Was ♥
Dawno już nie pisałam i jestem ciekawa waszych opinii ;)
Chodziliśmy aż do nocy.
W ciszy.
On słyszał całą rozmowę.
On wiedział, że wiem.
Bał się.
Ale czego?
Mojej reakcji?
Może rozmowy ze mną?
A może obu rzeczy?
Nie wiem. Nie mam siły, żeby się odezwać. Chciałabym teraz zobaczyć Maxa. Jego uśmiech i to, jak na mnie patrzy. Do oczu napłynęły mi łzy. Wszystko spieprzyłam.. I to tylko dlatego, że jestem miła dla Paula.
-Mogę ci jakoś pomóc?-blondyn zapytał zachrypniętym głosem.
-Przytulisz mnie?-chlipnęłam, a on bez zastanowienia mnie objął. Wtuliłam się w jego tors i stałam w bezruchu.
-Magi.. Pamiętasz jak pytałem cię, o naszą przyjaźń?-zaczął niepewnie.
-Tak-odsunęłam się, aby widzieć jego twarz.
-Bo chodziło mi o to, czy miałbym jakieś szanse u ciebie. Gdybyś była wolna-dodał.
-Paul-westchnęłam-Zasługujesz na kogoś lepszego.
-Teraz to i tak nie jest ważne-wzruszył ramionami-Odprowadzę cię do domu.
-Dziękuję-starałam się uśmiechnąć.
* * *
-Nie wierzę, że tak mu powiedziałaś!-oburzyła się Lola-A jeszcze bardziej nie mogę uwierzyć w to, że mówisz mi to trzy dni po fakcie!-Nie masz się czemu dziwić.. Dwa dni ze sobą nie gadałyśmy-mruknęłam.
-Ale przeprosiłam!
-Wiem-odparłam krótko-Idziemy do mnie?-zmieniłam temat.
-Dobra, jeśli nie masz żadnych planów-uśmiechnęła się.
-O to samo chciałam ciebie zapytać.
-O mnie się nie martw. Peter idzie dziś do dziadków czy coś.
-No okey-cieszyłam się, że w końcu moja przyjaciółka znalazła dla mnie czas.
-Ale możemy jeszcze zajść do tej cukierni przy Oxford Street?
-Lola, to jest kawał drogi stąd. Nie możemy iść do innej?
-Nie, nie, nie.
-To idź tam sama. Mi się nie chce-zaczęłam protestować.
-Bez ciebie nie idę-zaśmiała się.
-Z kim ja żyję..
-Z najlepsiejszą przyjaciółką pod Słońcem!!-objęła mnie ramieniem. Nie miałam wyjścia. Musiałam z nią iść do tej głupiej cukierni po drugiej stronie miasta.
-A tak w ogóle to co ty stąd chcesz?-zapytałam, gdy weszłyśmy do środka.
-Pączka-odpowiedziała bez namysły po czym zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu.
-Czego szukasz? Lepiej stańmy w kolejce-pociągnęłam ją za ramię.
-Tak, tak-odparła lekko zawiedziona.
-Czy panie stoją ostatnie w kolejce?-usłyszałyśmy męski głos. Nic nie odpowiedziałam, myśląc, że Lola się choć odrobinkę wysili i to zrobi, ale oczywiście nic. Cisza. I facet pozostał bez odpowiedzi.
-Przepraszam..-zaczął jeszcze raz. Niechętnie się odwróciłam i stałam w szoku, bo zobaczyłam..
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-rozniósł się krzyk dziewcząt. O nie, zaczęło się. Spojrzałam na Lolę, która dała nam znak, że postara się zająć jakoś te napalone dzikuski. Chwyciłam go za rękę i poszliśmy do damskiej ubikacji.
-Nie sądziłem, że znajdę się w damskiej łazience.
-I to ze mną.. Co Nathan?
-Haha. Zboczona jesteś, wiesz?
-Wiem-zaśmiałam się-Zawsze prowadziłeś je do męskiej?-zażartowałam, otwierając okno.
-Bardzo śmieszne.
-Tak. Skacz-poleciłam mu.
-Chodź, pomogę ci-wyciągnął do mnie rękę, gdy był na zewnątrz.
-Nie.
-Co?
-Nie zostawię Loli.
-Umówiłem się z nią, że w razie czego idziesz ze mną-usiadł na parapecie, złapał mnie w talii i wyciągnął na świeże powietrze.
-Jak to?-zdziwiłam się.
-Napisała do mnie, że mamy szybko wracać, a nie szlajać się po Las Vegas. I coś tam, że mamy zachowywać się jak prawdziwi mężczyźni, a nie jak cytuję: dupy wołowe.
-O Boże, przepraszam za nią-spanikowałam.
-Co, żartujesz sobie? Miała rację.
-Czekaj.. Czyli wszyscy są w Londynie?-zaczęliśmy iść w stronę parku.
-Tak, ale Max bał się z tobą spotkać-uprzedził moje pytanie.
-Dlaczego?
-Z tego, co słyszałem to wasza rozmowa nie skończyła się całuskami i lofciami.
-Czym?-zdziwiłam się.
-Już ty dobrze wiesz o co chodzi-machnął ręką.
-I ty miałeś się dowiedzieć, czy jestem na niego zła, prawda?
-No wiesz.. W końcu ty jesteś moją przyjaciółką i on jest moim przyjacielem..
-No jasne..-mruknęłam.
-Może wpadniesz do nas. Dziewczyny się strasznie stęskniły.
-Dobra, ale tylko na chwilkę.
-Śpieszmy się. Zaraz będzie padać-spojrzał na niebo, po czym narzuciliśmy większe tempo. Moje biedne (SEXI-hahaha xd nieważne. to tylko ja i Paulina rozumiemy) łydki.
-Ok, ok-zaczęłam się męczyć.
-Patrzcie kogo przyprowadziłem!-krzyknął, gdy tylko weszliśmy do środka.
-Przyjaciółkę tej od dupy wołowej!-w holu stał Jay, który mocno mnie przytulił-Cześć-szepnął. Zauważyłam, że na schodach pojawił się Max. Nic nie mówił. Tylko na mnie patrzył. Przywitałam się z każdym oprócz MOJEGO CHŁOPAKA. On nawet nie zszedł na parter, więc postanowiłam, że sama do niego pójdę.
-Hej-powiedziałam.
-Hej-wszedł do pokoju. No kurde, nie będę za nim latać!
-Max..
-Nie chcę gadać przy nich-przerwał mi.
-Okeeej-byłam lekko zaskoczona.
-Jak minął ci tydzień?-rzucił się na łóżko, jak zawsze.
-Nudno-wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce obok niego-Widziałam wasz sobotni występ. Był niesamowity.
-Dziękuję-uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od mojego przyjścia. Odchrząknął, wstał i oparł się o parapet-Ech..-spojrzał na mnie-Dłużej tak nie mogę-szybkim krokiem podszedł i pocałował mnie w usta-Nie potrafię się na ciebie złościć. Nawet jeśli cały tydzień spędziłaś z Paulem-cały czas obsypywał mnie całusami-Za bardzo cię kocham-objął mnie w tali i po chwili leżałam na nim.
-Tęskniłam-szepnęłam. W tym czasie chłopak zdjął koszulkę. Oboje teraz potrzebowaliśmy bliskości. Chcieliśmy jej. To mogło sprawić, że będzie jak wcześniej. Przynajmniej tak sobie tłumaczyłam.
-Margo, nie musimy..-przerwałam mu pocałunkiem.
-Chcemy-przygryzłam wargę. W tym czasie Max gładził moje plecy zimnymi dłońmi, co sprawiło, że miałam dreszcze, a po chwili George znów obsypywał mnie pocałunkami. Próbował ściągnąć ze mnie sweter, ale miał z tym problemy. To dobrze, bo usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Jeśli się seksicie,nie odpowiadajcie-zaśmiał się Nathan.
-Hahaha-wybuchłam śmiechem.
-Biorę to za "nie"-wsadził łeb do środka.
-Mogłaś nic nie mówić-westchnął Max.
-Uhuhu.. Widzę, że było blisko-Sykes poruszał zabawnie brwiami.
-Ej Ty! Coś ci się w krzakach rusza-powiedział Max.
-A tobie ze strachu włosy z głowy wypadły-pokazał mu język.
-Darujcie sobie-wtrąciłam się.
-Ale my tylko żartujemy-wyjaśnił chłopak, obejmując mnie.
-Właśnie-zawtórował mu Nathan.
-Męska solidarność-mruknęłam.
-A żebyś wiedziała. Kocham cię-szepnął mi do ucha łysol.
_______________________
Oto prezent Mikołajkowy i świąteczny dla Was ♥
Dawno już nie pisałam i jestem ciekawa waszych opinii ;)
piątek, 1 listopada 2013
Max, Paul i inne pierdoły
-Nie pieprz głupot Tom-skarcił go Nathan-A tak w ogóle to jest MOJA rozmowa z Magi, a nie NASZA.
-Ok, ok. Już idę-Parker się obraził i wyszedł z pomieszczenia.
-Tak nie można, Nathan-westchnęłam.
-Wiem, ale nic mu nie będzie.. Tęsknię-powiedział po chwili ciszy. Ooooo, aż się wzruszyłam, widząc jego minę. On jest taki kochany.
-Ja też. Jak minął wam pierwszy dzień?
-Pytasz o mnie, czy o Maxa?-uśmiechnął się.
-Dobrze wiesz-odpowiedziałam tym samym.
-To nie mam pojęcia, co robił Max. Uciekł gdzieś na cały dzień-wzruszył ramionami.
-Chodziło mi o ciebie. Ale.. Jak to uciekł?-zdziwiłam się.
-No po prostu go nie było.
-Czy ja dobrze usłyszałem, że rozmawiasz z MOJĄ dziewczyną?-do pomieszczenia wszedł Max.
-Hej-pomachałam.
-Cześć Misiu. Co u ciebie?-popatrzył na mnie z czułością.
-A co mogło zmienić się przez dobę?
-Wszystko.
-To ja zostawię was samych-Nathan puścił do mnie oczko i wyszedł z pokoju, a Łysol zajął jego krzesło.
-Stęskniłem się-wyznał.
-Ja też.. I to bardzo.
-Jasne, ale to z Nathem na skype'ie gadasz-udał obrażonego.
-Jak zadzwonił to gadam-wypięłam język.
-Proszę, przyleć-błagał Max.
-Już przerabialiśmy ten temat.
-Wiem..
-Więc czego jeszcze nie zrozumiałeś? Max, nie zachowuj się jak dziecko-lekko się zdenerwowałam-Muszę wziąć się za naukę i nadrobić zaległości.
-Margo!-usłyszałam głos mamy-Jakiś miły chłopiec do ciebie!-krzyknęła. No to super -.-
-Już idę!-odpowiedziałam, po czym spojrzałam na ekran-Poczekasz chwilkę?-zapytałam.
-To Paul, prawda?-nie wyglądał na zachwyconego.
-Nie wiem. Zaraz wracam-i zwlekłam się z łóżka, ale już w drzwiach stał blondyn.
-Hej. Twoja mama powiedziała, że mogę wejść-powiedział niepewnie.
-Cześć. Siadaj-uśmiechnęłam się do niego, zdejmując laptopa z kolan.
-Nadal nie chcesz polecieć do Vegas?-zajął miejsce na krześle.
-Nie-westchnęłam.
-Kurde, czuję się strasznie głupio. Ta akcja z tobą i twoim chłopakiem. Ta kłótnia. Ja nie chciałem-zaczął się tłumaczyć-Przepraszam.
-Paul, przecież wiem. Nie musisz więcej przepraszać.
-Ale cały czas czuję się winny. W życiu bym nie pomyślał, żeby do ciebie zarywać-pokręcił z niedowierzaniem głową.
-Wiem, że jestem brzydka, ale żeby aż tak?-zaśmiałam się.
-Max. Cipo!-usłyszeliśmy z głośników głos Sivy-Ty tu romansujesz, a za chwilę mamy koncert!
-Gadam z nim na skype'pie-wyjaśniłam blondynowi.
-Mogłaś powiedzieć. Nie przeszkadzałbym-lekko się zaczerwienił.
-Muszę kończyć-mruknął Max-Pa-rozłączył się, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
-To przeze mnie?-usiadł na łóżku.
-Nie. On ma dzisiaj zły humor i tyle.
-Ty chyba też nienajlepszy.
-Możemy o tym nie rozmawiać?
-Jasne-dźgnął mnie w udo.
-Będę miała siniaka-poskarżyłam się.
-Nie marudź! Chodź, przeszkodzimy w randce Pieterowi-wziął mnie za rękę i wyciągnął z pokoju.
-Nie ma takiej opcji-sprzeciwiłam się.
-Oj, żartuję.. Sam chciał, żebyśmy przyszli.
-Czekaj.. Czy oni nie chcą nas ze swatać?
-My się nie damy-zaśmiał się.
-Haha. Świetnie-odparłam i wyszliśmy.
-Magi?-zaczął, gdy przechodziliśmy obok parku.
-Tak?
-Czy my się przyjaźnimy?
-Co za głupie pytanie. Jasne, że tak-odpowiedziałam bez namysłu.
-A gdybyś nie była z Maxem?-zapytał niepewnie.
-Paul, o co ci chodzi?
-Już o nic. To nieistotne.
-Co do tego mam inne zdanie.
-Magi! Paul!-uśmiechnęła się Lola.
-Hej-dałam jej całusa w policzek-Jeśli kombinujesz coś z Pieterem, co do mnie i Paula to zapomnij-mruknęłam jej do ucha.
-O co ci chodzi?
-Znam cię i wiem w jakim celu nas wyciągacie-starałam się uśmiechnąć-Przepraszamy, ale musimy pogadać-spojrzałam na chłopców i odeszłam z rudą kawałek dalej.
-Słuchaj, po prostu ty i Max, chyba do siebie nie pasujecie..-wyznała.
-Nie mogłaś mi tego od tak powiedzieć tylko wymyślasz jakieś podchody?
-A kiedy niby miałam to zrobić?
-Kiedykolwiek-prawie krzyknęłam-I nie wiem dlaczego tak sądzisz.
-A gdzie on teraz jest, hmm?-oparła dłonie na piersiach-Bo jakoś nie z tobą.
-On pracuje. Jest w Las Vegas-wyjaśniłam.
-A ty w Londynie. Związek idealny.
-Max chciał, żebym poleciała.
-Więc, co ty tu jeszcze robisz?
-Wiesz co, masz rację. Co ja tu z tobą robię? Mogłam zostać w domu. Udanej zabawy-zaczęłam iść w kierunku centrum.
-Magi, a ty dokąd?-zdziwił się brunet.
-Gdziekolwiek-spojrzałam na Lolę, nie zatrzymując się.
-Ja się nią zajmę-usłyszałam za plecami szept Paula, a po chwili był obok mnie.
-No więc chodźmy-uśmiechnął się.
-Gdzie?
-Gdziekolwiek.
_____________________________
Długo mnie nie było..
Może to nawet lepiej..
Mam nadzieję, że będzie więcej komentarzy niż pod ostatnim postem..
Serio, komentarze motywują do dalszego pisania, no chyba, że nie chcecie, to to już inna sprawa.
A tak zupełnie z innej bajki:
CUD! JESZCZE NIE ROZBIŁAM SIĘ AUTEM! CHYBA JEDNAK UMIEM JEŹDZIĆ!
Nie chcę iść na studniówkę -.-
Sorka, że takie rzeczy tutaj piszę, ale jak to się mówi "nie mam do kogo gęby otworzyć", czy jakoś tak to leciało.
Jakby ktoś chciał popisać, zadać pytanie, czy hejtować oto mój askme
-Ok, ok. Już idę-Parker się obraził i wyszedł z pomieszczenia.
-Tak nie można, Nathan-westchnęłam.
-Wiem, ale nic mu nie będzie.. Tęsknię-powiedział po chwili ciszy. Ooooo, aż się wzruszyłam, widząc jego minę. On jest taki kochany.
-Ja też. Jak minął wam pierwszy dzień?
-Pytasz o mnie, czy o Maxa?-uśmiechnął się.
-Dobrze wiesz-odpowiedziałam tym samym.
-To nie mam pojęcia, co robił Max. Uciekł gdzieś na cały dzień-wzruszył ramionami.
-Chodziło mi o ciebie. Ale.. Jak to uciekł?-zdziwiłam się.
-No po prostu go nie było.
-Czy ja dobrze usłyszałem, że rozmawiasz z MOJĄ dziewczyną?-do pomieszczenia wszedł Max.
-Hej-pomachałam.
-Cześć Misiu. Co u ciebie?-popatrzył na mnie z czułością.
-A co mogło zmienić się przez dobę?
-Wszystko.
-To ja zostawię was samych-Nathan puścił do mnie oczko i wyszedł z pokoju, a Łysol zajął jego krzesło.
-Stęskniłem się-wyznał.
-Ja też.. I to bardzo.
-Jasne, ale to z Nathem na skype'ie gadasz-udał obrażonego.
-Jak zadzwonił to gadam-wypięłam język.
-Proszę, przyleć-błagał Max.
-Już przerabialiśmy ten temat.
-Wiem..
-Więc czego jeszcze nie zrozumiałeś? Max, nie zachowuj się jak dziecko-lekko się zdenerwowałam-Muszę wziąć się za naukę i nadrobić zaległości.
-Margo!-usłyszałam głos mamy-Jakiś miły chłopiec do ciebie!-krzyknęła. No to super -.-
-Już idę!-odpowiedziałam, po czym spojrzałam na ekran-Poczekasz chwilkę?-zapytałam.
-To Paul, prawda?-nie wyglądał na zachwyconego.
-Nie wiem. Zaraz wracam-i zwlekłam się z łóżka, ale już w drzwiach stał blondyn.
-Hej. Twoja mama powiedziała, że mogę wejść-powiedział niepewnie.
-Cześć. Siadaj-uśmiechnęłam się do niego, zdejmując laptopa z kolan.
-Nadal nie chcesz polecieć do Vegas?-zajął miejsce na krześle.
-Nie-westchnęłam.
-Kurde, czuję się strasznie głupio. Ta akcja z tobą i twoim chłopakiem. Ta kłótnia. Ja nie chciałem-zaczął się tłumaczyć-Przepraszam.
-Paul, przecież wiem. Nie musisz więcej przepraszać.
-Ale cały czas czuję się winny. W życiu bym nie pomyślał, żeby do ciebie zarywać-pokręcił z niedowierzaniem głową.
-Wiem, że jestem brzydka, ale żeby aż tak?-zaśmiałam się.
-Max. Cipo!-usłyszeliśmy z głośników głos Sivy-Ty tu romansujesz, a za chwilę mamy koncert!
-Gadam z nim na skype'pie-wyjaśniłam blondynowi.
-Mogłaś powiedzieć. Nie przeszkadzałbym-lekko się zaczerwienił.
-Muszę kończyć-mruknął Max-Pa-rozłączył się, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
-To przeze mnie?-usiadł na łóżku.
-Nie. On ma dzisiaj zły humor i tyle.
-Ty chyba też nienajlepszy.
-Możemy o tym nie rozmawiać?
-Jasne-dźgnął mnie w udo.
-Będę miała siniaka-poskarżyłam się.
-Nie marudź! Chodź, przeszkodzimy w randce Pieterowi-wziął mnie za rękę i wyciągnął z pokoju.
-Nie ma takiej opcji-sprzeciwiłam się.
-Oj, żartuję.. Sam chciał, żebyśmy przyszli.
-Czekaj.. Czy oni nie chcą nas ze swatać?
-My się nie damy-zaśmiał się.
-Haha. Świetnie-odparłam i wyszliśmy.
-Magi?-zaczął, gdy przechodziliśmy obok parku.
-Tak?
-Czy my się przyjaźnimy?
-Co za głupie pytanie. Jasne, że tak-odpowiedziałam bez namysłu.
-A gdybyś nie była z Maxem?-zapytał niepewnie.
-Paul, o co ci chodzi?
-Już o nic. To nieistotne.
-Co do tego mam inne zdanie.
-Magi! Paul!-uśmiechnęła się Lola.
-Hej-dałam jej całusa w policzek-Jeśli kombinujesz coś z Pieterem, co do mnie i Paula to zapomnij-mruknęłam jej do ucha.
-O co ci chodzi?
-Znam cię i wiem w jakim celu nas wyciągacie-starałam się uśmiechnąć-Przepraszamy, ale musimy pogadać-spojrzałam na chłopców i odeszłam z rudą kawałek dalej.
-Słuchaj, po prostu ty i Max, chyba do siebie nie pasujecie..-wyznała.
-Nie mogłaś mi tego od tak powiedzieć tylko wymyślasz jakieś podchody?
-A kiedy niby miałam to zrobić?
-Kiedykolwiek-prawie krzyknęłam-I nie wiem dlaczego tak sądzisz.
-A gdzie on teraz jest, hmm?-oparła dłonie na piersiach-Bo jakoś nie z tobą.
-On pracuje. Jest w Las Vegas-wyjaśniłam.
-A ty w Londynie. Związek idealny.
-Max chciał, żebym poleciała.
-Więc, co ty tu jeszcze robisz?
-Wiesz co, masz rację. Co ja tu z tobą robię? Mogłam zostać w domu. Udanej zabawy-zaczęłam iść w kierunku centrum.
-Magi, a ty dokąd?-zdziwił się brunet.
-Gdziekolwiek-spojrzałam na Lolę, nie zatrzymując się.
-Ja się nią zajmę-usłyszałam za plecami szept Paula, a po chwili był obok mnie.
-No więc chodźmy-uśmiechnął się.
-Gdzie?
-Gdziekolwiek.
_____________________________
Długo mnie nie było..
Może to nawet lepiej..
Mam nadzieję, że będzie więcej komentarzy niż pod ostatnim postem..
Serio, komentarze motywują do dalszego pisania, no chyba, że nie chcecie, to to już inna sprawa.
A tak zupełnie z innej bajki:
CUD! JESZCZE NIE ROZBIŁAM SIĘ AUTEM! CHYBA JEDNAK UMIEM JEŹDZIĆ!
Nie chcę iść na studniówkę -.-
Sorka, że takie rzeczy tutaj piszę, ale jak to się mówi "nie mam do kogo gęby otworzyć", czy jakoś tak to leciało.
Jakby ktoś chciał popisać, zadać pytanie, czy hejtować oto mój askme
niedziela, 29 września 2013
"Wyglądacie na zakochanych.."
-Kochanie, nie musisz iść do szkoły-usłyszałam głos mamy.
-A może by tak "hej" na przywitanie?-dałam jej całusa w policzek, a ona się uśmiechnęła.
-Tak, tak. Przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam..-usiadłam przy stole-Nie powinnam była cię zostawiać.
-Nie obwiniaj się-pogładziła mnie po dłoni-Masz dobrych przyjaciół. Uważaj, żeby ich nie stracić.
-To rada, czy ostrzeżenie?
-Oczywiście, że rada Słonko. Co chcesz na śniadanie?-zajrzała do lodówki.
-Yy.. Nic. Zjem w szkole.
-Nie musisz iść-usiadła obok mnie.
-Wiem-starałam się uśmiechnąć-Ale skoro już tak wcześnie wstałam to pójdę-podniosłam tyłek, przytuliłam Ninę i ruszyłam do drzwi frontowych-Do wieczora!-krzyknęłam, zakładając buty.
-Spotkasz się z Maxem?-zapytała z kuchni.
-Dlaczego?-wychyliłam głowę zza ściany.
-Tak tylko pytam-wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Wątpię.
-Coś się stało Słońce-wyszła do mnie na korytarz.
-Nie-westchnęłam-Po prostu mam jedną sprawę do przemyślenia, a on strasznie naciska.
-Chyba nie chodzi o seks-złapała się za biodra.
-Mamo, niee!-czuję, że robię się czerwona.
-Więc o co chodzi?
-Pogadamy jak wrócę-ucałowałam ją w policzek i wyszłam. Dlaczego pomyślała o seksie? A może ona wie? Albo się domyśla? Na pewno coś przeczuwa. Przecież Max jest starszy i może, a raczej na pewno ma popędy seksualne.. Kurcze, a co jak wie i tylko czeka aż jej powiem?
-Uważaj, bo możesz wpaść pod samochód-z przemyśleń wyrwał mnie Paul.
-Tylko na to czekasz, co?-uśmiechnęłam się.
-Oczywiście-odpowiedział tym samym.
-Działo się wczoraj coś ciekawego?-zmieniłam temat.
-Oprócz tego, że każdy zastanawiał się co się z tobą dzieje to nie.
-Każdy, czyli ty?
-I Pieter-dodał.
-Aż dwie osoby! To serio wszyscy-zażartowałam.
-Hej wam-pomachał nam Pieter.
-Hej.. Tobie(?)-chyba tak powinno to brzmieć.
-Do szkoły, czy wagary?-zapytał.
-Chciałam iść do szkoły.. A wy?
-No ja też-odparł blondyn.
-Umówiłem się z Lolą w kawiarni, idziecie?-zaproponował nieśmiało.
-Kurcze, nie chcę wam przeszkadzać-powiedziałam.
-Właśnie-blondyn mi przytaknął.
-Oj dajcie spokój. Lola się ucieszy.
-Na pewno-mruknęłam.
-Spokojnie, jakoś się wyrwiemy-szepnął Paul w drodze.
-Dobra.
-Margo!-przywitała mnie przyjaciółka-Ciebie się akurat nie spodziewałam.
-Mi też miło cię widzieć-odparłam i weszliśmy do budynku.
-A może by tak "hej" na przywitanie?-dałam jej całusa w policzek, a ona się uśmiechnęła.
-Tak, tak. Przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam..-usiadłam przy stole-Nie powinnam była cię zostawiać.
-Nie obwiniaj się-pogładziła mnie po dłoni-Masz dobrych przyjaciół. Uważaj, żeby ich nie stracić.
-To rada, czy ostrzeżenie?
-Oczywiście, że rada Słonko. Co chcesz na śniadanie?-zajrzała do lodówki.
-Yy.. Nic. Zjem w szkole.
-Nie musisz iść-usiadła obok mnie.
-Wiem-starałam się uśmiechnąć-Ale skoro już tak wcześnie wstałam to pójdę-podniosłam tyłek, przytuliłam Ninę i ruszyłam do drzwi frontowych-Do wieczora!-krzyknęłam, zakładając buty.
-Spotkasz się z Maxem?-zapytała z kuchni.
-Dlaczego?-wychyliłam głowę zza ściany.
-Tak tylko pytam-wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Wątpię.
-Coś się stało Słońce-wyszła do mnie na korytarz.
-Nie-westchnęłam-Po prostu mam jedną sprawę do przemyślenia, a on strasznie naciska.
-Chyba nie chodzi o seks-złapała się za biodra.
-Mamo, niee!-czuję, że robię się czerwona.
-Więc o co chodzi?
-Pogadamy jak wrócę-ucałowałam ją w policzek i wyszłam. Dlaczego pomyślała o seksie? A może ona wie? Albo się domyśla? Na pewno coś przeczuwa. Przecież Max jest starszy i może, a raczej na pewno ma popędy seksualne.. Kurcze, a co jak wie i tylko czeka aż jej powiem?
-Uważaj, bo możesz wpaść pod samochód-z przemyśleń wyrwał mnie Paul.
-Tylko na to czekasz, co?-uśmiechnęłam się.
-Oczywiście-odpowiedział tym samym.
-Działo się wczoraj coś ciekawego?-zmieniłam temat.
-Oprócz tego, że każdy zastanawiał się co się z tobą dzieje to nie.
-Każdy, czyli ty?
-I Pieter-dodał.
-Aż dwie osoby! To serio wszyscy-zażartowałam.
-Hej wam-pomachał nam Pieter.
-Hej.. Tobie(?)-chyba tak powinno to brzmieć.
-Do szkoły, czy wagary?-zapytał.
-Chciałam iść do szkoły.. A wy?
-No ja też-odparł blondyn.
-Umówiłem się z Lolą w kawiarni, idziecie?-zaproponował nieśmiało.
-Kurcze, nie chcę wam przeszkadzać-powiedziałam.
-Właśnie-blondyn mi przytaknął.
-Oj dajcie spokój. Lola się ucieszy.
-Na pewno-mruknęłam.
-Spokojnie, jakoś się wyrwiemy-szepnął Paul w drodze.
-Dobra.
-Margo!-przywitała mnie przyjaciółka-Ciebie się akurat nie spodziewałam.
-Mi też miło cię widzieć-odparłam i weszliśmy do budynku.
* * *
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego telefonu-odetchnęłam z ulgą, gdy wychodziłam z kawiarni z Paulem
-Fajnie, tyle, że nikt nie dzwonił. Wymyśliłem to-wyjaśnił.
-Geniusz zła-uśmiechnęłam się-To co robimy? Jest po dziesiątej-zerknęłam na komórkę.
-Co tyylko chcesz-trącił mnie łokciem-Mogę zadać ci jedno pytanie?
-Jasne.
-Chodzą plotki, że to ty jesteś w gazecie..-przeczesał nerwowo włosy-Nie żebym wierzył w takie rzeczy. Po prostu jestem ciekaw, czy to serio ty-chyba się zarumienił.
-Tak. To ja-odpowiedziałam.
-Wyglądacie na zakochanych-westchnął.
-Widziałeś artykuł?-zdziwiłam się.
-Nie tylko. Zdjęcia też. Wiesz, nie było trudno. Nawet jakbym nie chciał to i tak ktoś wcisnąłby mi magazyn pod nos.
-Taaa.. Ostatnio dużo dziewczyn kręci się wokół was-stwierdziłam.
-Wydaje ci się.
-Czyżby?-uniosłam prawą brew, a on zaczął się śmiać.
-Zabawnie wyglądasz.
-Dzięki wielkie-odparłam z sarkazmem.
-Gdybyś siebie zobaczyła, też zaczęłabyś się śmiać.
-Oczywiście..
-Czy to jest foch?-zatrzymał się naprzeciwko mnie.
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-Ej no-złapał mnie za ramiona.
-No co?-odezwałam się, a on zrobił krok do przodu. Staliśmy dosyć blisko siebie..
-Obraziłaś się?
-Niee.
-Maaagi?-uroczo się uśmiechnął.
-Naprawdę się nie obraziłam-odpowiedziałam tym samym. Serio.. Ja. Się. Nie. Focham.
-Przypuśćmy, że ci wierzę-blondyn lekko przymrużył oczy.
-Mi nie wierzysz?-dźgnęłam go w brzuch, po czym zaczęłam się śmiać.
-To bolało-zaczął się masować-I znowu w brzuch? Czy on ci się nie podoba?-uniósł lekko koszulkę.
-Ludzie patrzą-pacnęłam go po łapach.
-Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Pff-prychnęłam i poszłam dalej, zostawiając go w tyle.
-Nie zapomniałaś o kimś?-usłyszałam za sobą głos blondyna.
-Chyba nie-odpowiedziałam, nie odwracając się.
-A ja?-zapytał piskliwym głosem.
-Ech.. No to chodź-uśmiechnęłam się.
-Szczęściarz z tego Maxa.
-Ja tam mu współczuję-wzruszyłam ramionami.
-No jasne.
-Wyczuwam sarkazm.
-I bardzo dobrze.
-Do szkoły!-usłyszeliśmy z daleka męski głos.
-Do studia!-odpowiedziałam.
-Hej-przytulił mnie Nathan.
-Cześć-odwzajemniłam uścisk-To Paul. Kumpel z klasy, a to Nathan-przedstawiłam ich sobie.
-I gdzie lecicie?-dopytał.
-Jeszcze nie wiemy. Znajomi namówili nas na wagary, ale z nimi nie dało się wytrzymać i się zmyliśmy-wyjaśniłam.
-To chodźcie do nas. Mam piwo-uniósł reklamówkę z browarem-A zresztą Max się ucieszy.
-Mag, jak chcesz to idź-wtrącił Paul.
-O nie blondasku, idziesz z nami-rozczochrałam go.
-No weź.. Najpierw brzuch, teraz włosy. Co będzie następne?-skrzywił się.
-Nie chcesz wiedzieć-zaczęłam się śmiać.
-Chyba masz rację-uszczypnął mnie w policzek.
-Ej..
-I znowu się zaczyna-przewrócił oczami.
-Wszyscy w domu?-zapytała blondynka w drodze.
-Tak. Dzisiaj mamy leniwy dzień-wyjaśnił.
-Nathan, wy cały czas leniuchujecie.
-Takim to dobrze-westchnął Paul.
-Nieprawda. Przyszły tydzień mamy zawalony-obronił się Sykes.
-No tak..
-Ej, nie smuć się. Spotkamy się w weekend-objął mnie ramieniem.
-Jeśli chodzi ci o to, że zobaczę was w tv to tak, zobaczymy się w weekend-sztucznie się uśmiechnęła.
-Ale jak to? Przecież..
-Nathan-przerwała mu. Bilety są bardzo drogie.. Nie mam tyle oszczędności, a większość kasy z wideo dałam Ninie-wytłumaczyła.
-Przepraszam na chwilę-zielonooki chłopak wyjął telefon z kieszeni-To Agatha-odszedł na dwa kroki od reszty.
-Wiesz co, chyba wracam do domu-powiedział Paul.
-Nie rób mi tego.
-Ja ich nie znam-zrobił wielkie oczy.
-Ale znasz Kelesy, a ona na stówę tam będzie-poklepałam go po ramieniu.
-Idziecie ze mną po Agathę?-zapytał Nathan.
-O niee. Nie ma takiej opcji. Sam się po nią przespaceruj, a my weźmiemy zakupy-wzięłam od niego torbę-Nie spieszcie się-puściłam mu oko.
-Nie ma problemu. To do zobaczenia później-pomachał i odszedł.
-Odprowadzę cię do twojego mena i lecę.
-Nie, nie, nie.
-Zachowujesz się jak dziecko-stwierdził.
-I kto to mówi. To nie ja boję się iść do Wandetów.
-Kogo?-zapytał.
-No do tych kolesi-przewróciłam oczami-Słuchaj, nie chcę cię do niczego zmuszać, ale będzie mi baaaaaaardzo przykro jeśli nie pójdziesz-mina kota ze Shreka.
-Ech..-westchnął-Ty wiesz jak mnie namówić. To chodźmy.
-Aaa-pisnęłam-Dzięki, dzięki, dzięki-powtarzałam w kółko przez pół drogi.
-Kurcze, w sumie to masz rację.
-Z czym?-zapytałam.
-Z tym, że współczujesz chłopakowi-zaśmiał się.
-O ty świnio!-dostał w ramię.
-Przecież niosę zakupy to chyba nie jestem taki straszy, co?
-No dobra-uśmiechnęłam się do niego-To ten dom-staliśmy naprzeciwko budynku w kolorze miętowym.
-Taaa-mruknął i poszliśmy. Nie zapukałam.. W sumie to nie wiem, czemu tego nie zrobiłam. Po prostu weszliśmy do środka.
-Hej!-krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział-Lepiej zanieśmy to do kuchni-poleciłam Paulowi. Gdy wkładaliśmy alkohol do lodówki, usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach.
-Margo?-zdziwił się Max-Co ty tutaj robisz?
-Przyszłam sprawdzić kogo chowasz pod łóżkiem-zażartowałam.
-Ale masz dobry humor-objął mnie w pasie i pocałował w czoło.
-O, Paul. Już nie mogłeś doczekać się kolejnych zajęć?-do pomieszczenia weszła Kelsey z Tomem.
-I się wydało-odpowiedział.
-To jest Tom.
-Widzieliśmy się na imprezie-powiedział Parker.
-Tak-blondyn nerwowo przeczesał palcami włosy.
-Maaaagi!-Jay przytulił mnie na przywitanie. Odwzajemniłam uścisk.
-Wszystko pięknie, ładnie, ale czy ty.. wy-poprawił się brunet-Nie powinniście być w szkole?
-Wagarują-odparł Nathan, wchodząc z jeszcze jedną reklamówką pełną zakupów i Agathą, oczywiście.
-Margo, możemy chwile porozmawiać?-Max wyprowadził mnie z kuchni, nie czekając na odpowiedź-Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz? Nie chcesz lecieć do Vegas, bo szkoła, a dzisiaj poszłaś na wagary?-wyglądał na zdenerwowanego.
-Bo.. To wszystko przez Paula i..
-Aha-podrapał się po brodzie-Wszystko jasne. Z nim chcesz spędzać czas, a gdy ja chcę, żebyś dzieliła ze mną jedną z najwspanialszych chwil w moim życiu, mówisz od tak "nie mogę". Spoko. Mi to wisi-spojrzał mi w oczy. Na jego twarzy malował się ból i rozczarowanie.
-Max-wzięłam go za rękę-Dobrze wiesz, że mi zależy. Ja.. Po prostu strasznie boję się latać-nie chciałam mu powiedzieć o pieniądzach. Nie potrzebuję ich łaski.
-Przecież powiedziałem, że polecę z tobą.
-A Nathan powiedział, że koncertujecie, więc nie ma o czym mówić-zaprotestowałam.
-Czyli cię tam nie będzie? Ze mną?
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-Fajnie-mruknął i poszedł na górę.
-Świetnie-czułam, że łzy napływają mi do oczu. A przecież to właśnie teraz miało być tak pięknie. No właśnie.. MIAŁO być -.-
-Magi-zza pleców usłyszałam głos Kelsey-Wszystko ok?
-Tak-wymusiłam uśmiech-Gdzie Nareesha z Sivą?-zapytałam, zmieniając temat.
-Siva ma sesję, a Nar mu towarzyszy-wyjaśnił Tom, pijąc sok z kartonu.
-Parker!-krzyknął Nathan, a ten tak się wystraszył, że aż się oblał.
-Sykes!-odpowiedział, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Idź do niego-blondynka poklepała mnie po ramieniu.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo jak to zrobię to na sto procent polecę do Vegas tylko dlatego, żeby uszczęśliwić Maxa-wyjaśniłam.
-Tylko ja nie wiem, co tu się dzieje, prawda?-zapytał niepewnie Paul.
-Później ci wyjaśnię.
-Nie musisz-uśmiechnął się.
-Wiem-wzruszyłam ramionami-Spadamy. Nie będziemy wam przeszkadzać-po kolei spojrzałam na każdego.
-Dobrze wiecie, że tak nie jest-powiedziała Agatha. Chyba pierwszy raz dzisiaj.
-Tak się mówi-uśmiechnęłam się i ruszyliśmy do drzwi.
-Nie pożegnasz się z Maxem?-zdziwił się Nathan.
-Porozmawiamy jak mu przejdzie. Pa-pomachałam i wyszłam, a za mną blondyn.
-Przepraszam-powiedział po chwili Paul.
-Yy.. Chyba nie rozumiem-czułam się skołowana.
-Gdybym z tobą nie poszedł, teraz znajdowałabyś się w objęciach Maxa-zaczął kopać kamień.
-Przestań tak mówić. Wcześniej, czy później i tak miałby mi za złe, że nie poleciałam z nim.
-Chodzi tylko o to?
-Tak.
-Magi-chwycił mnie za rękę, po czym od razu ją puścił-On jest zazdrosny. I.. W sumie mu się nie dziwię. Też bym był, mając taką dziewczynę.
-A propos.. Dlaczego ty nie masz dziewczyny?-zapytałam, zmieniając temat.
-Bo mam taką kumpelę jak ty-zaśmiał się, idąc dalej.
-Ale ja mówię serio-dogoniłam go.
-Ja też-westchnął-Proszę, nie rozmawiajmy o tym.
-Jak chcesz-uśmiechnęłam się
-Oczywiście..
-Czy to jest foch?-zatrzymał się naprzeciwko mnie.
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-Ej no-złapał mnie za ramiona.
-No co?-odezwałam się, a on zrobił krok do przodu. Staliśmy dosyć blisko siebie..
-Obraziłaś się?
-Niee.
-Maaagi?-uroczo się uśmiechnął.
-Naprawdę się nie obraziłam-odpowiedziałam tym samym. Serio.. Ja. Się. Nie. Focham.
-Przypuśćmy, że ci wierzę-blondyn lekko przymrużył oczy.
-Mi nie wierzysz?-dźgnęłam go w brzuch, po czym zaczęłam się śmiać.
-To bolało-zaczął się masować-I znowu w brzuch? Czy on ci się nie podoba?-uniósł lekko koszulkę.
-Ludzie patrzą-pacnęłam go po łapach.
-Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Pff-prychnęłam i poszłam dalej, zostawiając go w tyle.
-Nie zapomniałaś o kimś?-usłyszałam za sobą głos blondyna.
-Chyba nie-odpowiedziałam, nie odwracając się.
-A ja?-zapytał piskliwym głosem.
-Ech.. No to chodź-uśmiechnęłam się.
-Szczęściarz z tego Maxa.
-Ja tam mu współczuję-wzruszyłam ramionami.
-No jasne.
-Wyczuwam sarkazm.
-I bardzo dobrze.
-Do szkoły!-usłyszeliśmy z daleka męski głos.
-Do studia!-odpowiedziałam.
-Hej-przytulił mnie Nathan.
-Cześć-odwzajemniłam uścisk-To Paul. Kumpel z klasy, a to Nathan-przedstawiłam ich sobie.
-I gdzie lecicie?-dopytał.
-Jeszcze nie wiemy. Znajomi namówili nas na wagary, ale z nimi nie dało się wytrzymać i się zmyliśmy-wyjaśniłam.
-To chodźcie do nas. Mam piwo-uniósł reklamówkę z browarem-A zresztą Max się ucieszy.
-Mag, jak chcesz to idź-wtrącił Paul.
-O nie blondasku, idziesz z nami-rozczochrałam go.
-No weź.. Najpierw brzuch, teraz włosy. Co będzie następne?-skrzywił się.
-Nie chcesz wiedzieć-zaczęłam się śmiać.
-Chyba masz rację-uszczypnął mnie w policzek.
-Ej..
-I znowu się zaczyna-przewrócił oczami.
-Wszyscy w domu?-zapytała blondynka w drodze.
-Tak. Dzisiaj mamy leniwy dzień-wyjaśnił.
-Nathan, wy cały czas leniuchujecie.
-Takim to dobrze-westchnął Paul.
-Nieprawda. Przyszły tydzień mamy zawalony-obronił się Sykes.
-No tak..
-Ej, nie smuć się. Spotkamy się w weekend-objął mnie ramieniem.
-Jeśli chodzi ci o to, że zobaczę was w tv to tak, zobaczymy się w weekend-sztucznie się uśmiechnęła.
-Ale jak to? Przecież..
-Nathan-przerwała mu. Bilety są bardzo drogie.. Nie mam tyle oszczędności, a większość kasy z wideo dałam Ninie-wytłumaczyła.
-Przepraszam na chwilę-zielonooki chłopak wyjął telefon z kieszeni-To Agatha-odszedł na dwa kroki od reszty.
-Wiesz co, chyba wracam do domu-powiedział Paul.
-Nie rób mi tego.
-Ja ich nie znam-zrobił wielkie oczy.
-Ale znasz Kelesy, a ona na stówę tam będzie-poklepałam go po ramieniu.
-Idziecie ze mną po Agathę?-zapytał Nathan.
-O niee. Nie ma takiej opcji. Sam się po nią przespaceruj, a my weźmiemy zakupy-wzięłam od niego torbę-Nie spieszcie się-puściłam mu oko.
-Nie ma problemu. To do zobaczenia później-pomachał i odszedł.
-Odprowadzę cię do twojego mena i lecę.
-Nie, nie, nie.
-Zachowujesz się jak dziecko-stwierdził.
-I kto to mówi. To nie ja boję się iść do Wandetów.
-Kogo?-zapytał.
-No do tych kolesi-przewróciłam oczami-Słuchaj, nie chcę cię do niczego zmuszać, ale będzie mi baaaaaaardzo przykro jeśli nie pójdziesz-mina kota ze Shreka.
-Ech..-westchnął-Ty wiesz jak mnie namówić. To chodźmy.
-Aaa-pisnęłam-Dzięki, dzięki, dzięki-powtarzałam w kółko przez pół drogi.
-Kurcze, w sumie to masz rację.
-Z czym?-zapytałam.
-Z tym, że współczujesz chłopakowi-zaśmiał się.
-O ty świnio!-dostał w ramię.
-Przecież niosę zakupy to chyba nie jestem taki straszy, co?
-No dobra-uśmiechnęłam się do niego-To ten dom-staliśmy naprzeciwko budynku w kolorze miętowym.
-Taaa-mruknął i poszliśmy. Nie zapukałam.. W sumie to nie wiem, czemu tego nie zrobiłam. Po prostu weszliśmy do środka.
-Hej!-krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział-Lepiej zanieśmy to do kuchni-poleciłam Paulowi. Gdy wkładaliśmy alkohol do lodówki, usłyszeliśmy jak ktoś schodzi po schodach.
-Margo?-zdziwił się Max-Co ty tutaj robisz?
-Przyszłam sprawdzić kogo chowasz pod łóżkiem-zażartowałam.
-Ale masz dobry humor-objął mnie w pasie i pocałował w czoło.
-O, Paul. Już nie mogłeś doczekać się kolejnych zajęć?-do pomieszczenia weszła Kelsey z Tomem.
-I się wydało-odpowiedział.
-To jest Tom.
-Widzieliśmy się na imprezie-powiedział Parker.
-Tak-blondyn nerwowo przeczesał palcami włosy.
-Maaaagi!-Jay przytulił mnie na przywitanie. Odwzajemniłam uścisk.
-Wszystko pięknie, ładnie, ale czy ty.. wy-poprawił się brunet-Nie powinniście być w szkole?
-Wagarują-odparł Nathan, wchodząc z jeszcze jedną reklamówką pełną zakupów i Agathą, oczywiście.
-Margo, możemy chwile porozmawiać?-Max wyprowadził mnie z kuchni, nie czekając na odpowiedź-Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz? Nie chcesz lecieć do Vegas, bo szkoła, a dzisiaj poszłaś na wagary?-wyglądał na zdenerwowanego.
-Bo.. To wszystko przez Paula i..
-Aha-podrapał się po brodzie-Wszystko jasne. Z nim chcesz spędzać czas, a gdy ja chcę, żebyś dzieliła ze mną jedną z najwspanialszych chwil w moim życiu, mówisz od tak "nie mogę". Spoko. Mi to wisi-spojrzał mi w oczy. Na jego twarzy malował się ból i rozczarowanie.
-Max-wzięłam go za rękę-Dobrze wiesz, że mi zależy. Ja.. Po prostu strasznie boję się latać-nie chciałam mu powiedzieć o pieniądzach. Nie potrzebuję ich łaski.
-Przecież powiedziałem, że polecę z tobą.
-A Nathan powiedział, że koncertujecie, więc nie ma o czym mówić-zaprotestowałam.
-Czyli cię tam nie będzie? Ze mną?
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-Fajnie-mruknął i poszedł na górę.
-Świetnie-czułam, że łzy napływają mi do oczu. A przecież to właśnie teraz miało być tak pięknie. No właśnie.. MIAŁO być -.-
-Magi-zza pleców usłyszałam głos Kelsey-Wszystko ok?
-Tak-wymusiłam uśmiech-Gdzie Nareesha z Sivą?-zapytałam, zmieniając temat.
-Siva ma sesję, a Nar mu towarzyszy-wyjaśnił Tom, pijąc sok z kartonu.
-Parker!-krzyknął Nathan, a ten tak się wystraszył, że aż się oblał.
-Sykes!-odpowiedział, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Idź do niego-blondynka poklepała mnie po ramieniu.
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo jak to zrobię to na sto procent polecę do Vegas tylko dlatego, żeby uszczęśliwić Maxa-wyjaśniłam.
-Tylko ja nie wiem, co tu się dzieje, prawda?-zapytał niepewnie Paul.
-Później ci wyjaśnię.
-Nie musisz-uśmiechnął się.
-Wiem-wzruszyłam ramionami-Spadamy. Nie będziemy wam przeszkadzać-po kolei spojrzałam na każdego.
-Dobrze wiecie, że tak nie jest-powiedziała Agatha. Chyba pierwszy raz dzisiaj.
-Tak się mówi-uśmiechnęłam się i ruszyliśmy do drzwi.
-Nie pożegnasz się z Maxem?-zdziwił się Nathan.
-Porozmawiamy jak mu przejdzie. Pa-pomachałam i wyszłam, a za mną blondyn.
-Przepraszam-powiedział po chwili Paul.
-Yy.. Chyba nie rozumiem-czułam się skołowana.
-Gdybym z tobą nie poszedł, teraz znajdowałabyś się w objęciach Maxa-zaczął kopać kamień.
-Przestań tak mówić. Wcześniej, czy później i tak miałby mi za złe, że nie poleciałam z nim.
-Chodzi tylko o to?
-Tak.
-Magi-chwycił mnie za rękę, po czym od razu ją puścił-On jest zazdrosny. I.. W sumie mu się nie dziwię. Też bym był, mając taką dziewczynę.
-A propos.. Dlaczego ty nie masz dziewczyny?-zapytałam, zmieniając temat.
-Bo mam taką kumpelę jak ty-zaśmiał się, idąc dalej.
-Ale ja mówię serio-dogoniłam go.
-Ja też-westchnął-Proszę, nie rozmawiajmy o tym.
-Jak chcesz-uśmiechnęłam się
* * *
-Zadzwońcie jak będziecie na miejscu-poprosiłam-Chociaż i tak wszystkiego dowiem się z twittera, prawda?
-Haha. Bardzo możliwe-zaśmiał się Tom.
-O nie. Tobie to ja zdam osobistą relację przez skypea-Nathan dał mi pstryczek nos.
-Jak miło..-mruknęłam.
-Na pewno nie dasz rady przylecieć?-zapytała Kelsey.
-Niestety nie-skrzywiłam się.
-A miało być tak fajnie-westchnęła Nareesha.
-Będzie, a teraz idźcie, bo już jest odprawa-pogoniłam ich. Pożegnałam się z resztą i pognali. Max jako jedyny tylko pomachał. Niech sobie robi co chce. Widziałam jak Łysol dostał z plaskacza w tył głowy od Toma i coś do siebie mruknęli. Nagle George się zatrzymał, rzucił podręczny bagaż na podłogę i podbiegł do mnie.
-Jestem na tyle głupi, że sam nie potrafiłem sobie tego uświadomić.. Przepraszam za wszystko-pocałował mnie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
-Maaaax!-krzyknął Jay.
-Musisz iść-szepnęłam. Byłam w niebo wzięta. Czyli między nami jest wszystko w porządku.
-Kocham cię!-krzyknął i już go nie było, a ludzie zaczęli się na mnie gapić. No ekstra..
Gdy tylko straciłam ich z oczu, poszłam do domu. I co ja sama będę robiła przez tydzień? No tak.. Wezmę się za naukę. W końcu przyszedł na to czas.
______________________
ANKIETA! w prawym górnym rogu
tak jak oznajmiłam na poprzednim blogu.. nie widzę sensu w dalszym pisaniu. koniec. kropka.
-Na pewno nie dasz rady przylecieć?-zapytała Kelsey.
-Niestety nie-skrzywiłam się.
-A miało być tak fajnie-westchnęła Nareesha.
-Będzie, a teraz idźcie, bo już jest odprawa-pogoniłam ich. Pożegnałam się z resztą i pognali. Max jako jedyny tylko pomachał. Niech sobie robi co chce. Widziałam jak Łysol dostał z plaskacza w tył głowy od Toma i coś do siebie mruknęli. Nagle George się zatrzymał, rzucił podręczny bagaż na podłogę i podbiegł do mnie.
-Jestem na tyle głupi, że sam nie potrafiłem sobie tego uświadomić.. Przepraszam za wszystko-pocałował mnie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
-Maaaax!-krzyknął Jay.
-Musisz iść-szepnęłam. Byłam w niebo wzięta. Czyli między nami jest wszystko w porządku.
-Kocham cię!-krzyknął i już go nie było, a ludzie zaczęli się na mnie gapić. No ekstra..
Gdy tylko straciłam ich z oczu, poszłam do domu. I co ja sama będę robiła przez tydzień? No tak.. Wezmę się za naukę. W końcu przyszedł na to czas.
______________________
ANKIETA! w prawym górnym rogu
tak jak oznajmiłam na poprzednim blogu.. nie widzę sensu w dalszym pisaniu. koniec. kropka.
piątek, 6 września 2013
Billboard Music Awards
-Misiu, już jesteśmy. Wstawaj-Max szepnął mi do ucha. Wzięłam głowę z jego ramienia i wyjrzałam przez szybę. No tak. Zasnęłam w aucie. Jakoś nie chciało mi się stąd wychodzić i spojrzałam na chłopaka (tylko my zostaliśmy w środku), dając znak, że nie śpię-A może cię zanieść-uśmiechnął się.
-To było pytanie, czy stwierdzenie?-odezwałam się.
-Oczywiście, że stwierdzenie-odpowiedział, wysiadając z samochodu. Chwyciłam jego dłoń i poszliśmy do domu. Przechodząc obok lustra, wiszącego na korytarzu, nie poznałam własnej twarzy. Włosy w nieładzie, makijaż rozmazany i blada cera sprawiły, że się zatrzymałam.
-Wyglądam strasznie-szepnęłam.
-Dla mnie zawsze wyglądasz ślicznie-George uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował.
-Zaraz wracam-poszłam do łazienki się ogarnąć. Zauważyłam na szafce różową kosmetyczkę i od razu pomyślałam, że to którejś z dziewczyn. Zajrzałam do środka. Wiem, że powinnam najpierw zapytać, ale to jest nagły przypadek. Wyciągnęłam płyn do demakijażu i waciki, po czym dokładnie przemyłam twarz. Nie wyglądałam najlepiej, ale zawsze coś.
-Jak się czujesz?-do drzwi zapukał Nathan.
-Zaraz wychodzę-odpowiedziałam.
-Nie o to pytałem.
-Wiem-westchnęłam.
-Mogę wejść?-przekręciłam zamek i go wpuściłam-Dzięki-uśmiechnął się-Wszystko ok?
-Tak. Po prostu musiałam do łazienki-wyjaśniłam.
-Przecież widzę, że kłamiesz-oparł się o wannę.
-To nie odpowiedni moment na taką rozmowę-stwierdziłam.
-Halo? Magi, czy ty jesteś tam z Nathanem?-usłyszeliśmy stłumiony głos Kelsey.
-Nie, to ona jest ze mną-odpowiedział chłopak-Nie mogę ułożyć włosów przez tą pogodę, a ona mi pomaga (?)-usłyszałam zwątpienie w jego głosie.
-Kurde, też mam dzisiaj problemy z fryzurą-odparła i poszła.
-Za to dobrze kłamiesz-starałam się uśmiechnąć.
-Jak się mieszka z.. takimi ludźmi to nauczysz się wszystkiego-objął mnie ramieniem.
-Lepiej stąd chodźmy-ruszyłam w stronę drzwi.
-Jasne. Jeszcze sobie coś pomyślą-przewrócił oczami.
-Właśnie. A tak w ogóle to oni wiedzą o Agacie?
-Nie i się nie dowiedzą. Przynajmniej na razie.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-Nie chcę zapeszać. Byliśmy na jednej randce, która udała się tylko dzięki tobie-dał mi buziaka w policzek.
-Nathan, już to przerabialiśmy.
-Ile czasu można układać włosy?-zdziwił się Tom, zasłaniając telewizor Maxowi i Sivie.
-My to oglądamy, więc zabieraj ten kościsty tyłek-wtrącił Jay. Czyli on też wpadł w trans hiszpańskiej telenoweli.
-A tak w ogóle to masz taką samą fryzurę jak wcześniej Sykes-zauważyła Nareesha.
-Magi jest cudotwórcą!-uścisnął mnie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Postaw mnie-poprosiłam.
-Z rączki do rączki Skarbie-wpadłam w objęcia Maxa. Nie powiem, chłopcy umieją poprawić humor-Idziemy na górę?-szepnął mi do ucha, a ja w odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Tylko bez jęków mi tam!-krzyknął Parker, gdy wchodziliśmy po schodach.
-Zboczeniec-powiedzieliśmy równo i zamknęliśmy za sobą drzwi. Łysol rzucił się na łóżko, a ja przycupnęłam na krześle.
-Co jest?-zapytał.
-Nic-odpowiedziałam krótko.
-Przecież widzę-oparł się na łokciu. Tylko na niego spojrzałam-Kotek-westchnął. Położył się na plecach i zaczął się turlać, co skończyło się bolesnym upadkiem-Źle wymierzyłem-wytłumaczył.
-Jasne-uśmiechnęłam się i szybko podeszłam do chłopaka-Wszystko w porządku?-pogładziłam go po policzku.
-Ssss.. Nie-jęknął.
-Co cię boli?-zaczęłam wpadać w panikę.
-Usta-ułożył wargi w dzióbek.
-Świnia-uderzyłam go w ramię.
-Też cię kocham-przysunął się do mnie.
-Tak?-udałam zdziwioną.
-I to..-dał mi buziaka-Bardzo-kolejny-Bardzo, bardzo-obsypywał mnie kolejnymi całusami, po czym dobierał się do mojego biustu.
-Maax.
-Tak Misiu?
-Tutaj?
-A niby gdzie mamy to robić?-zapytał zirytowany.
-Ja..-nie wiedziałam, co powiedzieć. Wiem, że Max chce uprawiać seks, a ja przez takie akcje mu to uniemożliwiam.
-Przepraszam-objął mnie-To nie miało tak zabrzmieć. Przecież nie chodzi tylko o łóżko-pocałował mnie w czoło. Nie może mu tylko o to chodzić, bo jesteśmy ze sobą jakiś miesiąc, a kochaliśmy się tylko (i aż) raz. Bo nie chodzi tylko o to, prawda? A może Kelsey miała rację.. Może Max jest kobieciarzem..
-Rozumiem. Wiem, że to nie tak miało wyglądać-ułożyłam się wygodnie w jego ramionach. Siedzieliśmy na podłodze wtuleni w siebie, nic nie mówiąc.
-Pamiętasz jak mówiłem ci o takiej gali?-zaczął.
-Przed tą imprezą, tak?-zapytałam dla pewności, czy myślimy o tym samym.
-Dokładnie-chyba się uśmiechnął.
-Co z nią?
-Czy.. Poszłabyś ze mną na Billboard Music Awards?
-Ccco?-byłam zaskoczona. Max chce mnie wziąć na taką imprezę? Nie wierzę. Musi mnie naprawdę kochać.
-No tak. To będzie za tydzień w sobotę, ale do Las Vegas lecimy w środę-wyjaśnił.
-Zaraz, zaraz.. Do Las Vegas?
-Tak Słońce-pocałował mnie w odkryte ramię.
-Max bardzo bym chciała, ale..
-Proszę nie mów tego-w jego oczach widziałam ból.
-Nie mogę lecieć z tobą-odparłam.
-Dlaczego?
-Nie mogę zostawić szkoły na tydzień.
-Przecież tyle czasu cię nie było.
-No właśnie. A z resztą nie mogę teraz zostawić Niny.
-Ale Margo..
-Nie ma żadnego "ale"-byłam nieugięta.
-Nie wytrzymam tyle czasu bez ciebie-zrobił minę małego szczeniaczka.
-Dasz radę. Ostatnio nie miałeś z tym problemów-kurde, mogłam tego nie mówić..
-To nieprawda. Czułem się jeszcze gorzej niż z tym, że nie możemy być razem-wyjaśnił. Tylko westchnęłam.
-Musimy dać radę.
-Inaczej to sobie wyobrażałem.
-Tak? A jak?-byłam ciekawa.
-Po pierwsze: zgodzisz się. No wiesz, pozwiedzamy trochę.. Pokażę cię światu i wszyscy będą mi zazdrościć dziewczyny-uśmiechnął się.
-O taaak, bo mają czego-zaśmiałam się.
-Jesteś dla siebie zbyt surowa. Proszę, przemyśl to jeszcze.
-Dobrze.
-Kocham cię-mocno mnie pocałował.
-Ja ciebie też, ale już powinnam wracać-poklepałam go po ramieniu i ruszyłam do drzwi.
-Odprowadzę cię-zaproponował, po czym zeszliśmy na dół.
-Nawet cicho byliście-zaśmiał się Jay.
-Jak to się mówi: trening czyni mistrza-wciął się Siva.
-Mówiłeś jej?-zapytał Nathan.
-Heeej.. ONA tu jest-mruknęłam.
-Przepraszam-chłopak się uśmiechnął.
-Tak-Łysol westchnął.
-Aaaaa-dziewczyny zaczęły piszczeć.
-To co, w sobotę na zakupy?-zapytała Kelsey.
-Nie wiem jak ty, ale my już nie możemy się doczekać Vegas-Nareesha zwróciła się do mnie.
-Nie wariujcie tak-uspokoiłam je-Nie lecę.
-Jak to?-wystraszył się Nathan.
-Nie mogę-odparłam.
-Dlaczego?-Jay wyglądał na lekko zszokowanego.
-Szkoła-odpowiedziałam krótko.
-Agatha jedzie, a ty nie?-zdziwił się Tom.
-Agatha?-dopytałam.
-Tak. Jako stylistka, czy coś-uśmiechnęła się blondynka, a ja wymieniłam się spojrzeniami z Sykesem. Musiał się bardzo cieszyć. Co z tego, że nie pokażą jej w telewizji. Przecież to nie o to chodzi. Ważne, że spędzą ze sobą czas. Nie tak jak ja z Maxem. Czeka nas tydzień rozłąki.
-O czym tak myślisz?-zapytał George.
-O waszym występie-westchnęłam.
-Mam pomysł!-krzyknął Kaneswaran.
-Lepiej dla nas wszystkich będzie jak tego nie powiesz-Kelsey poklepała go po ramieniu.
-Ej, dajcie chłopakowi szansę-wstawiła się za nim Nar.
-Właśnie-poparłam ją.
-Przecież Magi nie musi lecieć w środę. Możemy spotkać się w piątek na lotnisku w USA-mulat wzruszył ramionami.
-Seev ma rację. Możesz polecieć tylko na weekend-brunetka spojrzała na mnie-Jesteś geniuszem-i przytuliła chłopaka.
-Tak, on ma rację. Czyli polecisz, prawda?-dociekał Sykes.
-Nie wiem. Boję się latać i w ogóle-skrzywiłam się.
-Polecę z tobą-Max wziął mnie za rękę.
-Przecież macie być wcześniej.
-Niech wszyscy lecą, a my zostaniemy tu do piątku.
-Przepraszam, że przerywam wam love story, ale mamy ze trzy występy-i Jay wszystko zepsuł.
-Nie masz wyjścia Max-pogładziłam go po policzku.
-Jeszcze to przedyskutujemy-odparł krótko. Nie chciałam się kłócić i dałam za wygraną.
-Jasne-mruknęłam-Będę się zbierać. Zobaczę jak się Nina czuje.
-Zobaczymy-poprawił mnie Łysol.
-No tak. Miałeś iść ze mną-przewróciłam oczami-Too.. Do zobaczenia-free hug dla każdego i w drogę.
-Margo, proszę, poleć do Nevady. Bardzo zależy mi na twoim towarzystwie-od pięciu minut Max truje mi o BMA.
-Muszę się zastanowić.
-Nie chcesz tam być?-zatrzymał się.
-Max, gdyby to ode mnie zależało, moglibyśmy już wsiadać do samolotu-uśmiechnęłam się.
-Więc o co chodzi?
-Możemy pogadać o tym w drodze?
-Jasne-i ruszyliśmy dalej-Więc..?
-Szkoła, Nina, pogrzeb. Nie wypada mi.
-Jeśli ciebie tam nie będzie to mnie też-oświadczył.
-Zgłupiałeś?-trochę się na niego wkurzyłam-Nie możesz przedkładać mnie ponad zespół. To twoja praca, przyjaciele i.. życie.
-Nie. Ty jesteś moim życiem-zaprzeczył. Ooo, to urocze, ale jeśli ma zostawić the WANTED to lepiej, żeby nas nie było.. Nie wierzę, że tak pomyślałam.
-Więc proszę cię, żebyś uczestniczył w życiu zespołu. Ja poczekam-westchnęłam-Ja nie ucieknę, a kariera może.
-Sława nie jest dla mnie najważniejsza. Nie potrzebuję jej.
-Max, czy ty siebie słyszysz? Miliony osób chce osiągnąć tyle co ty, a nie może, więc weź się w garść i z tego korzystaj-dla rozładowania napięcia, uśmiechnęłam się i dałam mu całusa.
-Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować.. A ostatnio często mi się to zdarza.
-Nikt nie jest ideałem Misiu.
______________________________________
Chcę tylko wyjaśnić, że akcja dzieję się tak jakby rok temu, po wyjściu "Chasing the sun", gdzie chłopcy występowali podczas BMA 2012
Rozdziały będą dodawane rzadko..
Wiecie szkoła i wgl..
A do tego przygotowanie prezentacji i ta głupia matura -.-
Postaram się dodawać coś raz na miesiąc (może dwa razy), ale nic nie obiecuję, więc trzymajcie się :D
A teraz moje żale:
Nadal nudzę się w domu..
Lekcje zaczynam 12.09, a kolejną przerwę mam w pierwszym tygodniu października. JUPI -.-
A, no i jutro idę na osiemnastkę, c'nie? A nawet zaproszenia nie dostałam :o
I rosną mi te głupie ósemki i strasznie boli :/
I żeby było tego mało.. na tej imprezie chyba będzie Czarek.. NO NIC TYLKO SKAKAĆ Z RADOŚCI ;__;
PS. jeśli chcecie być na bieżąco lub tak SE "o" popisać oto mój twitter bejbiaczki ;)
-To było pytanie, czy stwierdzenie?-odezwałam się.
-Oczywiście, że stwierdzenie-odpowiedział, wysiadając z samochodu. Chwyciłam jego dłoń i poszliśmy do domu. Przechodząc obok lustra, wiszącego na korytarzu, nie poznałam własnej twarzy. Włosy w nieładzie, makijaż rozmazany i blada cera sprawiły, że się zatrzymałam.
-Wyglądam strasznie-szepnęłam.
-Dla mnie zawsze wyglądasz ślicznie-George uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował.
-Zaraz wracam-poszłam do łazienki się ogarnąć. Zauważyłam na szafce różową kosmetyczkę i od razu pomyślałam, że to którejś z dziewczyn. Zajrzałam do środka. Wiem, że powinnam najpierw zapytać, ale to jest nagły przypadek. Wyciągnęłam płyn do demakijażu i waciki, po czym dokładnie przemyłam twarz. Nie wyglądałam najlepiej, ale zawsze coś.
-Jak się czujesz?-do drzwi zapukał Nathan.
-Zaraz wychodzę-odpowiedziałam.
-Nie o to pytałem.
-Wiem-westchnęłam.
-Mogę wejść?-przekręciłam zamek i go wpuściłam-Dzięki-uśmiechnął się-Wszystko ok?
-Tak. Po prostu musiałam do łazienki-wyjaśniłam.
-Przecież widzę, że kłamiesz-oparł się o wannę.
-To nie odpowiedni moment na taką rozmowę-stwierdziłam.
-Halo? Magi, czy ty jesteś tam z Nathanem?-usłyszeliśmy stłumiony głos Kelsey.
-Nie, to ona jest ze mną-odpowiedział chłopak-Nie mogę ułożyć włosów przez tą pogodę, a ona mi pomaga (?)-usłyszałam zwątpienie w jego głosie.
-Kurde, też mam dzisiaj problemy z fryzurą-odparła i poszła.
-Za to dobrze kłamiesz-starałam się uśmiechnąć.
-Jak się mieszka z.. takimi ludźmi to nauczysz się wszystkiego-objął mnie ramieniem.
-Lepiej stąd chodźmy-ruszyłam w stronę drzwi.
-Jasne. Jeszcze sobie coś pomyślą-przewrócił oczami.
-Właśnie. A tak w ogóle to oni wiedzą o Agacie?
-Nie i się nie dowiedzą. Przynajmniej na razie.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-Nie chcę zapeszać. Byliśmy na jednej randce, która udała się tylko dzięki tobie-dał mi buziaka w policzek.
-Nathan, już to przerabialiśmy.
-Ile czasu można układać włosy?-zdziwił się Tom, zasłaniając telewizor Maxowi i Sivie.
-My to oglądamy, więc zabieraj ten kościsty tyłek-wtrącił Jay. Czyli on też wpadł w trans hiszpańskiej telenoweli.
-A tak w ogóle to masz taką samą fryzurę jak wcześniej Sykes-zauważyła Nareesha.
-Magi jest cudotwórcą!-uścisnął mnie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Postaw mnie-poprosiłam.
-Z rączki do rączki Skarbie-wpadłam w objęcia Maxa. Nie powiem, chłopcy umieją poprawić humor-Idziemy na górę?-szepnął mi do ucha, a ja w odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Tylko bez jęków mi tam!-krzyknął Parker, gdy wchodziliśmy po schodach.
-Zboczeniec-powiedzieliśmy równo i zamknęliśmy za sobą drzwi. Łysol rzucił się na łóżko, a ja przycupnęłam na krześle.
-Co jest?-zapytał.
-Nic-odpowiedziałam krótko.
-Przecież widzę-oparł się na łokciu. Tylko na niego spojrzałam-Kotek-westchnął. Położył się na plecach i zaczął się turlać, co skończyło się bolesnym upadkiem-Źle wymierzyłem-wytłumaczył.
-Jasne-uśmiechnęłam się i szybko podeszłam do chłopaka-Wszystko w porządku?-pogładziłam go po policzku.
-Ssss.. Nie-jęknął.
-Co cię boli?-zaczęłam wpadać w panikę.
-Usta-ułożył wargi w dzióbek.
-Świnia-uderzyłam go w ramię.
-Też cię kocham-przysunął się do mnie.
-Tak?-udałam zdziwioną.
-I to..-dał mi buziaka-Bardzo-kolejny-Bardzo, bardzo-obsypywał mnie kolejnymi całusami, po czym dobierał się do mojego biustu.
-Maax.
-Tak Misiu?
-Tutaj?
-A niby gdzie mamy to robić?-zapytał zirytowany.
-Ja..-nie wiedziałam, co powiedzieć. Wiem, że Max chce uprawiać seks, a ja przez takie akcje mu to uniemożliwiam.
-Przepraszam-objął mnie-To nie miało tak zabrzmieć. Przecież nie chodzi tylko o łóżko-pocałował mnie w czoło. Nie może mu tylko o to chodzić, bo jesteśmy ze sobą jakiś miesiąc, a kochaliśmy się tylko (i aż) raz. Bo nie chodzi tylko o to, prawda? A może Kelsey miała rację.. Może Max jest kobieciarzem..
-Rozumiem. Wiem, że to nie tak miało wyglądać-ułożyłam się wygodnie w jego ramionach. Siedzieliśmy na podłodze wtuleni w siebie, nic nie mówiąc.
-Pamiętasz jak mówiłem ci o takiej gali?-zaczął.
-Przed tą imprezą, tak?-zapytałam dla pewności, czy myślimy o tym samym.
-Dokładnie-chyba się uśmiechnął.
-Co z nią?
-Czy.. Poszłabyś ze mną na Billboard Music Awards?
-Ccco?-byłam zaskoczona. Max chce mnie wziąć na taką imprezę? Nie wierzę. Musi mnie naprawdę kochać.
-No tak. To będzie za tydzień w sobotę, ale do Las Vegas lecimy w środę-wyjaśnił.
-Zaraz, zaraz.. Do Las Vegas?
-Tak Słońce-pocałował mnie w odkryte ramię.
-Max bardzo bym chciała, ale..
-Proszę nie mów tego-w jego oczach widziałam ból.
-Nie mogę lecieć z tobą-odparłam.
-Dlaczego?
-Nie mogę zostawić szkoły na tydzień.
-Przecież tyle czasu cię nie było.
-No właśnie. A z resztą nie mogę teraz zostawić Niny.
-Ale Margo..
-Nie ma żadnego "ale"-byłam nieugięta.
-Nie wytrzymam tyle czasu bez ciebie-zrobił minę małego szczeniaczka.
-Dasz radę. Ostatnio nie miałeś z tym problemów-kurde, mogłam tego nie mówić..
-To nieprawda. Czułem się jeszcze gorzej niż z tym, że nie możemy być razem-wyjaśnił. Tylko westchnęłam.
-Musimy dać radę.
-Inaczej to sobie wyobrażałem.
-Tak? A jak?-byłam ciekawa.
-Po pierwsze: zgodzisz się. No wiesz, pozwiedzamy trochę.. Pokażę cię światu i wszyscy będą mi zazdrościć dziewczyny-uśmiechnął się.
-O taaak, bo mają czego-zaśmiałam się.
-Jesteś dla siebie zbyt surowa. Proszę, przemyśl to jeszcze.
-Dobrze.
-Kocham cię-mocno mnie pocałował.
-Ja ciebie też, ale już powinnam wracać-poklepałam go po ramieniu i ruszyłam do drzwi.
-Odprowadzę cię-zaproponował, po czym zeszliśmy na dół.
-Nawet cicho byliście-zaśmiał się Jay.
-Jak to się mówi: trening czyni mistrza-wciął się Siva.
-Mówiłeś jej?-zapytał Nathan.
-Heeej.. ONA tu jest-mruknęłam.
-Przepraszam-chłopak się uśmiechnął.
-Tak-Łysol westchnął.
-Aaaaa-dziewczyny zaczęły piszczeć.
-To co, w sobotę na zakupy?-zapytała Kelsey.
-Nie wiem jak ty, ale my już nie możemy się doczekać Vegas-Nareesha zwróciła się do mnie.
-Nie wariujcie tak-uspokoiłam je-Nie lecę.
-Jak to?-wystraszył się Nathan.
-Nie mogę-odparłam.
-Dlaczego?-Jay wyglądał na lekko zszokowanego.
-Szkoła-odpowiedziałam krótko.
-Agatha jedzie, a ty nie?-zdziwił się Tom.
-Agatha?-dopytałam.
-Tak. Jako stylistka, czy coś-uśmiechnęła się blondynka, a ja wymieniłam się spojrzeniami z Sykesem. Musiał się bardzo cieszyć. Co z tego, że nie pokażą jej w telewizji. Przecież to nie o to chodzi. Ważne, że spędzą ze sobą czas. Nie tak jak ja z Maxem. Czeka nas tydzień rozłąki.
-O czym tak myślisz?-zapytał George.
-O waszym występie-westchnęłam.
-Mam pomysł!-krzyknął Kaneswaran.
-Lepiej dla nas wszystkich będzie jak tego nie powiesz-Kelsey poklepała go po ramieniu.
-Ej, dajcie chłopakowi szansę-wstawiła się za nim Nar.
-Właśnie-poparłam ją.
-Przecież Magi nie musi lecieć w środę. Możemy spotkać się w piątek na lotnisku w USA-mulat wzruszył ramionami.
-Seev ma rację. Możesz polecieć tylko na weekend-brunetka spojrzała na mnie-Jesteś geniuszem-i przytuliła chłopaka.
-Tak, on ma rację. Czyli polecisz, prawda?-dociekał Sykes.
-Nie wiem. Boję się latać i w ogóle-skrzywiłam się.
-Polecę z tobą-Max wziął mnie za rękę.
-Przecież macie być wcześniej.
-Niech wszyscy lecą, a my zostaniemy tu do piątku.
-Przepraszam, że przerywam wam love story, ale mamy ze trzy występy-i Jay wszystko zepsuł.
-Nie masz wyjścia Max-pogładziłam go po policzku.
-Jeszcze to przedyskutujemy-odparł krótko. Nie chciałam się kłócić i dałam za wygraną.
-Jasne-mruknęłam-Będę się zbierać. Zobaczę jak się Nina czuje.
-Zobaczymy-poprawił mnie Łysol.
-No tak. Miałeś iść ze mną-przewróciłam oczami-Too.. Do zobaczenia-free hug dla każdego i w drogę.
-Margo, proszę, poleć do Nevady. Bardzo zależy mi na twoim towarzystwie-od pięciu minut Max truje mi o BMA.
-Muszę się zastanowić.
-Nie chcesz tam być?-zatrzymał się.
-Max, gdyby to ode mnie zależało, moglibyśmy już wsiadać do samolotu-uśmiechnęłam się.
-Więc o co chodzi?
-Możemy pogadać o tym w drodze?
-Jasne-i ruszyliśmy dalej-Więc..?
-Szkoła, Nina, pogrzeb. Nie wypada mi.
-Jeśli ciebie tam nie będzie to mnie też-oświadczył.
-Zgłupiałeś?-trochę się na niego wkurzyłam-Nie możesz przedkładać mnie ponad zespół. To twoja praca, przyjaciele i.. życie.
-Nie. Ty jesteś moim życiem-zaprzeczył. Ooo, to urocze, ale jeśli ma zostawić the WANTED to lepiej, żeby nas nie było.. Nie wierzę, że tak pomyślałam.
-Więc proszę cię, żebyś uczestniczył w życiu zespołu. Ja poczekam-westchnęłam-Ja nie ucieknę, a kariera może.
-Sława nie jest dla mnie najważniejsza. Nie potrzebuję jej.
-Max, czy ty siebie słyszysz? Miliony osób chce osiągnąć tyle co ty, a nie może, więc weź się w garść i z tego korzystaj-dla rozładowania napięcia, uśmiechnęłam się i dałam mu całusa.
-Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować.. A ostatnio często mi się to zdarza.
-Nikt nie jest ideałem Misiu.
______________________________________
Chcę tylko wyjaśnić, że akcja dzieję się tak jakby rok temu, po wyjściu "Chasing the sun", gdzie chłopcy występowali podczas BMA 2012
Rozdziały będą dodawane rzadko..
Wiecie szkoła i wgl..
A do tego przygotowanie prezentacji i ta głupia matura -.-
Postaram się dodawać coś raz na miesiąc (może dwa razy), ale nic nie obiecuję, więc trzymajcie się :D
A teraz moje żale:
Nadal nudzę się w domu..
Lekcje zaczynam 12.09, a kolejną przerwę mam w pierwszym tygodniu października. JUPI -.-
A, no i jutro idę na osiemnastkę, c'nie? A nawet zaproszenia nie dostałam :o
I rosną mi te głupie ósemki i strasznie boli :/
I żeby było tego mało.. na tej imprezie chyba będzie Czarek.. NO NIC TYLKO SKAKAĆ Z RADOŚCI ;__;
PS. jeśli chcecie być na bieżąco lub tak SE "o" popisać oto mój twitter bejbiaczki ;)
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
To TEN dzień
-Więc.. Co to za pilna sprawa?-zapytał Max w parku.
-Dobrze wiesz-odparłam, gdy wziął mnie za rękę.
-Taak-mruknął-A już myślałem, że to nas ominie.
-Nie Max.
-Ech-westchnął i usiadł na pierwszej wolnej ławce. Odprowadziłam go wzrokiem, po czym zrobiłam to samo-Nathan mówił, że jesteś zła.
-Byłam-poprawiłam go.
-Czyli już nie jesteś?-wyglądał na zdziwionego.
-Nie.
-Gdybym wiedział, że to cię zdenerwuje to..
-To co?-weszłam mu w pół zdania-Nic byś nie zrobił.
-Mógłbym bardziej uważać.
-Jeszcze bardziej?-zapytałam zaskoczona-W końcu kiedyś i tak musielibyśmy zrobić krok do przodu-uśmiechnęłam się.
-Czyli nic się nie stało?-zapytał dla pewności.
-Jasne, że nie-głowę położyłam na jego barku.
-Mówiłem ci, że cię kocham?
-Hmm.. Nie przypominam sobie-spojrzałam na chłopaka, po czym dałam mu całusa w policzek.
-Kłamca-stwierdził, obejmując mnie ramieniem.
-Też cię kocham-zaczęłam się śmiać.
-Teraz tylko Scooter musi załatwić jakiś wywiad, żebym mógł potwierdzić, że nie jestem singlem.
-Serio?-zdziwiłam się.
-To znaczy niby o to nie chodzi, ale po tym artykule pewne jest, że będą o to pytać-wyjaśnił.
-Nawet nie wiedziałam, że to takie skomplikowane. A tak w ogóle to cały czas zastanawiam się nad dedykacją dla mnie. Ciekawi mnie twoja twórczość.
-Serio chcesz wiedzieć, co bym ci nabazgrał?-delikatnie odchylił się do tyłu.
-Tak-kiwnęłam głową.
-Niech pomyślę..-zmarszczył czoło-Dla dziewczyny z czarującym uśmiechem, o seksownym ciele modelki..
-Wariat-wtrąciłam.
-Jeszcze nie skończyłem.
-Przepraszam. Kontynuuj.
-.. przyszłej żony oraz matki moich dzieci. Kochający cię Max-wyglądał na dumnego z siebie, a ja byłam w lekkim szoku.
-Aż nie wiem, co powiedzieć-szepnęłam.
-Więc mnie pocałuj-wyglądał na wystraszonego. Przygryzłam dolną wargę i musnęłam jego usta, przyciągając go za koszulkę do siebie. Szybkim ruchem (serio, nie wiem jak to zrobił) wziął mnie na kolana, a po chwili czułam jak jego dłonie z bioder przesuwają się w górę tuż pod moje piersi.
-Max-palcami gładziłam jego zarost-Nie tutaj-szepnęłam.
-Jasne-mruknął-Idziemy do mnie czy do ciebie?-zapytał.
-Powinnam wracać do domu, ale jak chcesz to możesz u mnie posiedzieć-wstałam, ciągnąć go za sobą.
-Posiedzieć?-zabawnie poruszał brwiami.
-Tak-wypięłam język-Muszę się na jutro przygotować-i nagle straciłam nastrój na cokolwiek.
-Pomogę ci w czym tylko będziesz chciała-przytulił mnie. Uwielbiam jak to robi. Czuję się wtedy bezpiecznie, to mnie uspokaja, a do tego ma ładne perfumy.
-Max, to chodzi o psychikę. Z tym muszę sama dać radę-wyjaśniłam.
-Dobrze-powiedział bez żadnych protestów i poszliśmy do Niny.
-Mamo, jesteś?-zapytałam w drzwiach.
-Tak-wyszła z kuchni. Oczy miała zaczerwienione od płaczu-Obiad na stole. Nie spodziewałam się gości, ale starczy dla wszystkich-uśmiechnęła się.
-Nie jestem głodny-odparł Łysol.
-Oj przestań-machnęła dłonią-Taki duży chłopak jak ty musi przecież jeść-wzięła go pod rękę i zaprowadziła do kuchni.
-Nie chcę robić kłopotu-czuł się niezręcznie.
-Kłopoty to ty będziesz miał jak zostawisz czysty talerz.
-Ona ma racje-wtrąciłam-Jeśli chodzi o gotowanie i wszystkie jego następstwa nie można sprzeciwiać się mojej mamie-zajęłam miejsce przy stole. Podczas obiadu przyglądałam się Maxowi i Ninie. Nie udawali miłych, oni na serio tacy byli względem siebie.
-Czyli jesteście razem-ni stąd ni zowąd (szczerze.. nie wiem jak to się pisze xd) powiedziała, a ja myślałam, że się udławię pieczenią-Słonko, nie ma co się kryć-dodała, dotykając mojej dłoni-Max, może chociaż ty mi to wszystko wyjaśnisz-poprosiła.
-Hm-odchrząknął-Tak, jesteśmy razem-spojrzał na mnie z miłością.
-I nie można było tak od razu-matka patrzyła ma mnie.
-Nie jesteś zła?-zdziwiłam się.
-Dlaczego?-zapytała-A z resztą. Jak chcesz to porozmawiamy o tym później. W cztery oczy, a teraz lećcie-poleciła.
-Pomogę sprzątnąć-wyrwał się Łysol.
-O nie. Jak ja jestem w kuchni, nikt się nie dotyka do rzeczy-zaśmiała się-Margaret. Na łóżku położyłam ci sukienkę na jutro. Nie pogniećcie jej-zauważyłam, że do oczu napływają jej łzy.
-Dziękuję-pocałowałam ją w policzek i zabrałam chłopaka na górę. Dobrze wiedziałam, że tego chciała. Przy ludziach udaje twardą, a gdy tylko zamknie się w pokoju..
-Szkoda, że nie poznałem twojego taty, bo mama jest w porządku-powiedział, gdy chowałam czarne ubranie do szafy.
-To nie mój ojciec-mruknęłam.
-Ale..-wyglądał na zmieszanego.
-Zostawmy ten temat-spróbowałam się uśmiechnąć-Przepraszam, ale powinieneś już iść. Chcę..
-Nie musimy rozmawiać-przerwał mi-Możemy po prostu poleżeć i tyle-poklepał dłonią miejsce na łóżku.
-Jesteś kochany-musnęłam jego usta i ułożyłam się wygodnie na łóżku, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się po 8, ale Maxa już nie było. Na biurku leżała karteczka "Misiu, nie chciałem cie budzić. Tak słodko wyglądałaś. Kochający cię Max :*". Jestem ciekawa, o której on musiał wstać. Słyszałam jak Nina krząta się na dole. Chyba robi śniadanie. Zeszłam na dół.
-Jak się spało?-zapytała, stojąc do mnie tyłem.
-Dobrze-wyciągnęłam się.
-Nie dziwię się. Z takim mięśniakiem u boku..
-O której Max wyszedł?-wyjęłam sok z lodówki.
-Po 7-odpowiedziała po chwili zastanowienia.
-Dobrze wiesz-odparłam, gdy wziął mnie za rękę.
-Taak-mruknął-A już myślałem, że to nas ominie.
-Nie Max.
-Ech-westchnął i usiadł na pierwszej wolnej ławce. Odprowadziłam go wzrokiem, po czym zrobiłam to samo-Nathan mówił, że jesteś zła.
-Byłam-poprawiłam go.
-Czyli już nie jesteś?-wyglądał na zdziwionego.
-Nie.
-Gdybym wiedział, że to cię zdenerwuje to..
-To co?-weszłam mu w pół zdania-Nic byś nie zrobił.
-Mógłbym bardziej uważać.
-Jeszcze bardziej?-zapytałam zaskoczona-W końcu kiedyś i tak musielibyśmy zrobić krok do przodu-uśmiechnęłam się.
-Czyli nic się nie stało?-zapytał dla pewności.
-Jasne, że nie-głowę położyłam na jego barku.
-Mówiłem ci, że cię kocham?
-Hmm.. Nie przypominam sobie-spojrzałam na chłopaka, po czym dałam mu całusa w policzek.
-Kłamca-stwierdził, obejmując mnie ramieniem.
-Też cię kocham-zaczęłam się śmiać.
-Teraz tylko Scooter musi załatwić jakiś wywiad, żebym mógł potwierdzić, że nie jestem singlem.
-Serio?-zdziwiłam się.
-To znaczy niby o to nie chodzi, ale po tym artykule pewne jest, że będą o to pytać-wyjaśnił.
-Nawet nie wiedziałam, że to takie skomplikowane. A tak w ogóle to cały czas zastanawiam się nad dedykacją dla mnie. Ciekawi mnie twoja twórczość.
-Serio chcesz wiedzieć, co bym ci nabazgrał?-delikatnie odchylił się do tyłu.
-Tak-kiwnęłam głową.
-Niech pomyślę..-zmarszczył czoło-Dla dziewczyny z czarującym uśmiechem, o seksownym ciele modelki..
-Wariat-wtrąciłam.
-Jeszcze nie skończyłem.
-Przepraszam. Kontynuuj.
-.. przyszłej żony oraz matki moich dzieci. Kochający cię Max-wyglądał na dumnego z siebie, a ja byłam w lekkim szoku.
-Aż nie wiem, co powiedzieć-szepnęłam.
-Więc mnie pocałuj-wyglądał na wystraszonego. Przygryzłam dolną wargę i musnęłam jego usta, przyciągając go za koszulkę do siebie. Szybkim ruchem (serio, nie wiem jak to zrobił) wziął mnie na kolana, a po chwili czułam jak jego dłonie z bioder przesuwają się w górę tuż pod moje piersi.
-Max-palcami gładziłam jego zarost-Nie tutaj-szepnęłam.
-Jasne-mruknął-Idziemy do mnie czy do ciebie?-zapytał.
-Powinnam wracać do domu, ale jak chcesz to możesz u mnie posiedzieć-wstałam, ciągnąć go za sobą.
-Posiedzieć?-zabawnie poruszał brwiami.
-Tak-wypięłam język-Muszę się na jutro przygotować-i nagle straciłam nastrój na cokolwiek.
-Pomogę ci w czym tylko będziesz chciała-przytulił mnie. Uwielbiam jak to robi. Czuję się wtedy bezpiecznie, to mnie uspokaja, a do tego ma ładne perfumy.
-Max, to chodzi o psychikę. Z tym muszę sama dać radę-wyjaśniłam.
-Dobrze-powiedział bez żadnych protestów i poszliśmy do Niny.
-Mamo, jesteś?-zapytałam w drzwiach.
-Tak-wyszła z kuchni. Oczy miała zaczerwienione od płaczu-Obiad na stole. Nie spodziewałam się gości, ale starczy dla wszystkich-uśmiechnęła się.
-Nie jestem głodny-odparł Łysol.
-Oj przestań-machnęła dłonią-Taki duży chłopak jak ty musi przecież jeść-wzięła go pod rękę i zaprowadziła do kuchni.
-Nie chcę robić kłopotu-czuł się niezręcznie.
-Kłopoty to ty będziesz miał jak zostawisz czysty talerz.
-Ona ma racje-wtrąciłam-Jeśli chodzi o gotowanie i wszystkie jego następstwa nie można sprzeciwiać się mojej mamie-zajęłam miejsce przy stole. Podczas obiadu przyglądałam się Maxowi i Ninie. Nie udawali miłych, oni na serio tacy byli względem siebie.
-Czyli jesteście razem-ni stąd ni zowąd (szczerze.. nie wiem jak to się pisze xd) powiedziała, a ja myślałam, że się udławię pieczenią-Słonko, nie ma co się kryć-dodała, dotykając mojej dłoni-Max, może chociaż ty mi to wszystko wyjaśnisz-poprosiła.
-Hm-odchrząknął-Tak, jesteśmy razem-spojrzał na mnie z miłością.
-I nie można było tak od razu-matka patrzyła ma mnie.
-Nie jesteś zła?-zdziwiłam się.
-Dlaczego?-zapytała-A z resztą. Jak chcesz to porozmawiamy o tym później. W cztery oczy, a teraz lećcie-poleciła.
-Pomogę sprzątnąć-wyrwał się Łysol.
-O nie. Jak ja jestem w kuchni, nikt się nie dotyka do rzeczy-zaśmiała się-Margaret. Na łóżku położyłam ci sukienkę na jutro. Nie pogniećcie jej-zauważyłam, że do oczu napływają jej łzy.
-Dziękuję-pocałowałam ją w policzek i zabrałam chłopaka na górę. Dobrze wiedziałam, że tego chciała. Przy ludziach udaje twardą, a gdy tylko zamknie się w pokoju..
-Szkoda, że nie poznałem twojego taty, bo mama jest w porządku-powiedział, gdy chowałam czarne ubranie do szafy.
-To nie mój ojciec-mruknęłam.
-Ale..-wyglądał na zmieszanego.
-Zostawmy ten temat-spróbowałam się uśmiechnąć-Przepraszam, ale powinieneś już iść. Chcę..
-Nie musimy rozmawiać-przerwał mi-Możemy po prostu poleżeć i tyle-poklepał dłonią miejsce na łóżku.
-Jesteś kochany-musnęłam jego usta i ułożyłam się wygodnie na łóżku, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się po 8, ale Maxa już nie było. Na biurku leżała karteczka "Misiu, nie chciałem cie budzić. Tak słodko wyglądałaś. Kochający cię Max :*". Jestem ciekawa, o której on musiał wstać. Słyszałam jak Nina krząta się na dole. Chyba robi śniadanie. Zeszłam na dół.
-Jak się spało?-zapytała, stojąc do mnie tyłem.
-Dobrze-wyciągnęłam się.
-Nie dziwię się. Z takim mięśniakiem u boku..
-O której Max wyszedł?-wyjęłam sok z lodówki.
-Po 7-odpowiedziała po chwili zastanowienia.
* * *
Rozglądałam się po cmentarzu i jedyną znajomą mi osobą była Nina, która cały czas płakała. Z kamienną twarzą obserwowałam jak trumna znika pod ziemią. Spojrzałam jeszcze raz na ludzi wokół mnie i ujrzałam pięciu mężczyzn w garniturach, których dobrze znałam. Chciałam do nich podejść, ale mama rano poprosiła mnie, żebym coś powiedziała o ojcu, więc stanęłam przy dole i głośno westchnęłam.
-Może Thad nie był moim prawdziwym ojcem, ale zawsze go traktowałam jak rodzinę-zaczęłam-A on.. Zawsze byłam jego małą córeczką-czułam, że głos mi się łamie-Nigdy nie zapomnę jak jak przewróciłam się, jadąc po raz pierwszy na rowerze. Był w większym szoku niż ja-uśmiechnęłam się-Tego wyrazu twarzy się nie zapomina. Obiecałam sobie, że nie doprowadzę go do takiego stanu. Zawsze mówił: "Patrz sercem, bo oczy mogą być ślepe na otaczające nas piękno" oraz "Chwile są ulotne, zapamiętaj je, a nie rozpamiętuj". I właśnie teraz powinniśmy zapamiętać jego twarz, uśmiech, głos, a nie tkwić w miejscu..-paliły mnie oczy. Szybko stamtąd odeszłam. Uroczystość się skończyła, a obok mnie znaleźli się chłopcy.
-Mieliście nie przychodzić-powiedziałam.
-Mówiłaś, że razem ma nas tu nie być-odparł Siva.
-Co to za różnica?
-Bo ja przyszedłem sam-odparł z powagą Tom.
-Tak samo jak my-dodał Jay. Próbowałam się uśmiechnąć, ale gdy tylko spojrzałam na Nathan, zaczęłam płakać.
-Chodź tu mała-mocno mnie przytulił, a ja ryczałam jak głupia. Dopiero teraz, czułam żal, smutek i złość na Thada za to, że nas zostawił. Długo musiałam tkwić w jego objęciach, bo gdy przestałam się trząść nie było nikogo na cmentarzu.
-Ładnie wyglądasz-wyskoczył Loczek, a ja się zaśmiałam. Max wziął mnie za rękę.
-Czemu nic nam nie mówiłaś?-zapytał Nathan.
-O czym?-dobrze wiedziałam, o co chodzi.
-O adopcji-mulat wyręczył Sykesa.
-Nie ma czym się chwalić. Gdybyście tego nie usłyszeli, pewnie w ogóle byście się nie dowiedzieli.
-Dlaczego?-dopytywał Tom.
-Może nie chciałam waszej litości, a może dlatego, że nawet moja przyjaciółka o tym nie wie, więc dlaczego miałabym wam o tym mówić..
-Spokojnie-Łysol pocałował mnie w czoło-Chodźmy do domu. Zaraz będzie padać.
-Tak-zgodził się z nim Nathan.
-Z resztą dawno u nas nie byłaś-Tom starał się być miły.
-Jasne-tylko na tyle było mnie stać.
______________________________________
Nie chciał opisywać pogrzebu..
Byłam już na zbyt wielu..
Na samą myśl o tym wszystkich chce mi się płakać :(
Rozdział pisany dość długo..
Może właśnie ze względu na tą ceremonie.
Chyba już żadnego z bohaterów nie uśmiercę.. Ewentualnie nie będę wspominać o pogrzebie.
Taki trochę smutny ten rozdział i dziwny, ale jest.
Nie miałam dodawać rozdziałów do września, ale, że początek roku mam 6 września (i boję się, że blogger usunie mi rozdział), doszłam do wniosku, że coś dodam.
Taki trochę smutny ten rozdział i dziwny, ale jest.
Nie miałam dodawać rozdziałów do września, ale, że początek roku mam 6 września (i boję się, że blogger usunie mi rozdział), doszłam do wniosku, że coś dodam.
sobota, 17 sierpnia 2013
Dedykacja
-Ja nie widzę problemu-Lola wzruszyła ramionami. Tylko na nią spojrzałam-No co, umów się ze swoim kochasiem..
-Max. On ma na imię Max-poprawiłam ją.
-Dobra. Umów się z Maxem pod szkołą. Kim was zobaczy i po problemie.
-Masz rację. Dzięki-uśmiechnęłam się-Idę zadzwonić-wyjęłam telefon z kieszeni i wyszłam za zewnątrz.
-Halo-usłyszałam głos chłopaka.
-Hej-przywitałam się-Masz może dzisiaj trochę czasu?-przeszłam do sedna sprawy.
-Coś się stało?-chyba się zaniepokoił.
-Nieee.. Po prostu chciałam się spotkać i pogadać-wyjaśniłam.
-Chyba wiem o czym-w jego głosie wyczułam zdenerwowanie.
-Czy ty się stresujesz?-zapytałam.
-Co? Nie. Powiedz gdzie i o której.
-O pierwszej pod szkołą pasuje?-uśmiechnęłam się nerwowo.
-Nie ma problemu.
-To do zobaczenia.
-Pa-i się rozłączyłam.
-A ty nie na lekcjach?-zapytał Paul.
-Więc tak się teraz wita znajomych?.
-Przepraszam. Hej-posłał mi szeroki uśmiech.
-No cześć. Małe spóźnienie nie zaszkodzi.
-No tak. Ale dziwnie będzie wyglądały, gdy razem wejdziemy do klasy.
-Nie mam z tym problemu-wzruszyłam ramionami.
-Bardzo się cieszę-znowu się uśmiechnął i poszliśmy na biologię.
-No nie żartuj. Mam pilnować Kim? Jaja sobie robisz-oburzyła się Lola.
-Nie. Po prostu miej na nią oko, żeby nie rzuciła się na Maxa, ok?
-No dobra-westchnęła.
-Lecę, bo pewnie już czeka-i szybkim krokiem wyszłam z budynku.
-Hej-uśmiechnął się Łysol.
-Cześć-dałam mu całusa w policzek-Okulary przeciwsłoneczne? Prawie cie nie poznałam-uśmiechnęłam się.
-Uważaj, bo ci uwierzę. I tak, wiem, że wyglądam jak ciota-przyznał.
-Nieprawda-poklepałam go po ramieniu-Inaczej bym to nazwała.
-Jak?-wyglądał na zaciekawionego.
-Seksi-poruszałam brwiami.
-Mmm.. Jak miło-złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Ciekawe, czy Kim teraz na nas patrzy.. Wiem, że nie powinnam o tym myśleć w takiej chwili, ale jak chce żeby dała mi spokój, to musi to zobaczyć.
-Ludzie patrzą-chciałam się odsunąć od Maxa, ale mocno mnie trzymał.
-Coś mi się wydaje, że i tak już wszyscy wiedzą-rozejrzał się dookoła. Zrobiłam to samo. Dużo osób gapiło się na nas-Wiesz.. Nawet się porządnie nie przywitaliśmy-zmienił temat.
-Jak nie? To niby jak mamy się przywitać?-zapytałam lekko zdziwiona.
-Może buziaczek?-zaproponował.
-Był-wypięłam język.
-Ale tylko w policzek.
-To jak ty to sobie wyobrażasz, że rzucę się na ciebie?-zażartowałam.
-Byłoby fajnie-uśmiechnął się.
-Ech.. Zgoda-przewróciłam oczami. Wspięłam się na palcach, dłonie opierając na umięśnionych ramionach chłopaka, tak, żeby bez problemów go pocałować.
-Mogę prosić o autograf?-za plecami usłyszałam głos..
-Kim-mruknęłam.
-Nie ma problemu-odpowiedział Max, biorąc on niej kartkę i długopis-Jakieś konkrety?
-Nie-blondynka zatrzepotała rzęsami. Aż mi się niedobrze zrobiło.
-Ok. A dla kogo?
-Dla mnie. Kim-pogładziła go po ramieniu. A to suka! Widziałam jak Łysol kilka razy uderzył długopisem w podbródek, po czym coś napisał.
-Proszę-powiedział, wyciągając rękę.
-"Dla sympatycznej blondynki-Kim. Max George ;)"-przeczytała-Dzięki-uśmiechnęła się i poszła.
-Dzięki Lola-spojrzałam na dziewczynę.
-Przepraszam. A z resztą co ty sobie myślisz? Dobrze wiesz, że bym jej nie dotknęła. Jeszcze bym się czymś zaraziła..-na jej twarzy pojawił się grymas, ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
-Czy my się nie znamy?-zapytał Max.
-Widzieliśmy się u Margo.
-No właśnie. Max jestem.
-Lola-podali sobie dłonie.
-Za bardzo się nie wysiliłeś w tej dedykacji-przyznałam.
-I sympatyczna?-wtrąciła rudowłosa dziewczyna.
-Nie znam jej. Co miałem napisać?-wzruszył ramionami.
-Jestem ciekawa, co by widniało na kartce dla mnie.
-Coś w stylu: "Dla zwariowanego rudzielca"-zaśmiał się Max.
-Wiedziałam!-krzyknęła w odpowiedzi-Muszę lecieć. Peter się ze mną umówił.
-Co? I ja nic o tym nie wiem?-zdziwiłam się.
-Już wiesz-wypięła język.
-A co z Jefreyem?
-Nie jesteśmy już razem-odpowiedziała, oddalając się od nas.
-Super-mruknęłam.
-Dziewczyna umie sobie poradzić w życiu-stwierdził mój chłopak. O Mamusiu.. Jak to fajnie brzmi. Chyba wiecznie będę się tym jarać.
-I to nie wiesz jak bardzo.
_______________________________________
Ale ja jestem szalona! :o
<olaboga> dodałam rozdział!
A nie powinnam -.-
Nie dość, że szalona to głupia jeszcze..
Kurde, nigdy nie zależało mi na komentarzach, ale szkoda, że tracę czytelników..
-Max. On ma na imię Max-poprawiłam ją.
-Dobra. Umów się z Maxem pod szkołą. Kim was zobaczy i po problemie.
-Masz rację. Dzięki-uśmiechnęłam się-Idę zadzwonić-wyjęłam telefon z kieszeni i wyszłam za zewnątrz.
-Halo-usłyszałam głos chłopaka.
-Hej-przywitałam się-Masz może dzisiaj trochę czasu?-przeszłam do sedna sprawy.
-Coś się stało?-chyba się zaniepokoił.
-Nieee.. Po prostu chciałam się spotkać i pogadać-wyjaśniłam.
-Chyba wiem o czym-w jego głosie wyczułam zdenerwowanie.
-Czy ty się stresujesz?-zapytałam.
-Co? Nie. Powiedz gdzie i o której.
-O pierwszej pod szkołą pasuje?-uśmiechnęłam się nerwowo.
-Nie ma problemu.
-To do zobaczenia.
-Pa-i się rozłączyłam.
-A ty nie na lekcjach?-zapytał Paul.
-Więc tak się teraz wita znajomych?.
-Przepraszam. Hej-posłał mi szeroki uśmiech.
-No cześć. Małe spóźnienie nie zaszkodzi.
-No tak. Ale dziwnie będzie wyglądały, gdy razem wejdziemy do klasy.
-Nie mam z tym problemu-wzruszyłam ramionami.
-Bardzo się cieszę-znowu się uśmiechnął i poszliśmy na biologię.
* * *
-Mówię serio-zaczęłam tracić cierpliwość.-No nie żartuj. Mam pilnować Kim? Jaja sobie robisz-oburzyła się Lola.
-Nie. Po prostu miej na nią oko, żeby nie rzuciła się na Maxa, ok?
-No dobra-westchnęła.
-Lecę, bo pewnie już czeka-i szybkim krokiem wyszłam z budynku.
-Hej-uśmiechnął się Łysol.
-Cześć-dałam mu całusa w policzek-Okulary przeciwsłoneczne? Prawie cie nie poznałam-uśmiechnęłam się.
-Uważaj, bo ci uwierzę. I tak, wiem, że wyglądam jak ciota-przyznał.
-Nieprawda-poklepałam go po ramieniu-Inaczej bym to nazwała.
-Jak?-wyglądał na zaciekawionego.
-Seksi-poruszałam brwiami.
-Mmm.. Jak miło-złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Ciekawe, czy Kim teraz na nas patrzy.. Wiem, że nie powinnam o tym myśleć w takiej chwili, ale jak chce żeby dała mi spokój, to musi to zobaczyć.
-Ludzie patrzą-chciałam się odsunąć od Maxa, ale mocno mnie trzymał.
-Coś mi się wydaje, że i tak już wszyscy wiedzą-rozejrzał się dookoła. Zrobiłam to samo. Dużo osób gapiło się na nas-Wiesz.. Nawet się porządnie nie przywitaliśmy-zmienił temat.
-Jak nie? To niby jak mamy się przywitać?-zapytałam lekko zdziwiona.
-Może buziaczek?-zaproponował.
-Był-wypięłam język.
-Ale tylko w policzek.
-To jak ty to sobie wyobrażasz, że rzucę się na ciebie?-zażartowałam.
-Byłoby fajnie-uśmiechnął się.
-Ech.. Zgoda-przewróciłam oczami. Wspięłam się na palcach, dłonie opierając na umięśnionych ramionach chłopaka, tak, żeby bez problemów go pocałować.
-Mogę prosić o autograf?-za plecami usłyszałam głos..
-Kim-mruknęłam.
-Nie ma problemu-odpowiedział Max, biorąc on niej kartkę i długopis-Jakieś konkrety?
-Nie-blondynka zatrzepotała rzęsami. Aż mi się niedobrze zrobiło.
-Ok. A dla kogo?
-Dla mnie. Kim-pogładziła go po ramieniu. A to suka! Widziałam jak Łysol kilka razy uderzył długopisem w podbródek, po czym coś napisał.
-Proszę-powiedział, wyciągając rękę.
-"Dla sympatycznej blondynki-Kim. Max George ;)"-przeczytała-Dzięki-uśmiechnęła się i poszła.
-Dzięki Lola-spojrzałam na dziewczynę.
-Przepraszam. A z resztą co ty sobie myślisz? Dobrze wiesz, że bym jej nie dotknęła. Jeszcze bym się czymś zaraziła..-na jej twarzy pojawił się grymas, ale po chwili zaczęliśmy się śmiać.
-Czy my się nie znamy?-zapytał Max.
-Widzieliśmy się u Margo.
-No właśnie. Max jestem.
-Lola-podali sobie dłonie.
-Za bardzo się nie wysiliłeś w tej dedykacji-przyznałam.
-I sympatyczna?-wtrąciła rudowłosa dziewczyna.
-Nie znam jej. Co miałem napisać?-wzruszył ramionami.
-Jestem ciekawa, co by widniało na kartce dla mnie.
-Coś w stylu: "Dla zwariowanego rudzielca"-zaśmiał się Max.
-Wiedziałam!-krzyknęła w odpowiedzi-Muszę lecieć. Peter się ze mną umówił.
-Co? I ja nic o tym nie wiem?-zdziwiłam się.
-Już wiesz-wypięła język.
-A co z Jefreyem?
-Nie jesteśmy już razem-odpowiedziała, oddalając się od nas.
-Super-mruknęłam.
-Dziewczyna umie sobie poradzić w życiu-stwierdził mój chłopak. O Mamusiu.. Jak to fajnie brzmi. Chyba wiecznie będę się tym jarać.
-I to nie wiesz jak bardzo.
_______________________________________
Ale ja jestem szalona! :o
<olaboga> dodałam rozdział!
A nie powinnam -.-
Nie dość, że szalona to głupia jeszcze..
Kurde, nigdy nie zależało mi na komentarzach, ale szkoda, że tracę czytelników..
Subskrybuj:
Posty (Atom)