czwartek, 5 czerwca 2014

Max, to twoje dziecko.

-Oto państwa danie-kelner podał nam talerze z jedzeniem.
-Dziękujemy-powiedział Max, a wysoki brunet kiwnął głową i odszedł.
-Gdy mówiłeś, że zabierzesz mnie do porządnej restauracji, nie mówiłeś że to będzie TA restauracja-zdziwiłam się.
-Nie podoba ci się?-zapytał.
-Jasne, że się podoba-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Cieszę się-chwycił mnie za dłoń-Lepiej być nie może, bo jestem tu z tobą-ciepło się uśmiechnął, a ja się zarumieniłam-A teraz jedzmy póki ciepłe.
-Tak-wyplątałam się z jego uścisku i wzięłam sztućce-Mmm, to jest pyszne-byłam zachwycona.
-Wiem. Zawsze tu zamawiamy catering-odparł, przeżuwając kawałek mięsa.
-No tak. Macie tyle pieniędzy, że możecie cały czas tu jadać-zażartowałam.
-Bardziej gustujemy w kebabach i pizzach.
-Jasne.
-Przepraszam-podeszła do nas wysoka kobieta o ciemnych oczach i długich, czarnych włosach-Max George, prawda?-zapytała nieśmiało.
-Tak. Coś się stało?-chłopak próbował się uśmiechnąć.
-Możemy porozmawiać? Na osobności-dodała, patrząc na mnie.
-Proszę się nie krępować. Siadaj-Max wskazał krzesło obok.
-Dobrze. Sam tego chciałeś. To jest bardzo delikatna sprawa, ale skoro mogę mówić przy..-wskazała mnie dłonią-To zgoda.
-Możemy przejść do sedna sprawy?-próbował ją pośpieszyć.
-Tak, przepraszam. Więc.. Max. Nie wiem, czy mnie kojarzysz. Poznaliśmy w USA, gdy byliście w Vegas-zauważyłam, że był zmieszany tą sytuacją. Z resztą tak jak ja-I doszło do małego incydentu-wzięła głęboki wdech-Jestem w ciąży-pogładziła się po lekko wystającym brzuchu-Chyba mnie nie zrozumiałeś. Max, to twoje dziecko.
-Nie. To niemożliwe-wypierał się. Czułam jak mój świat się zawala. Wstałam i rzuciłam serwetkę na stół.
-Jak mogłeś?-tylko tyle udało mi się powiedzieć przez łzy.
-Kochanie-również wstał.
-Nie masz prawa tak do mnie mówić-odparłam przez zaciśnięte zęby-Zostaw mnie w spokoju! Sama trafię do domu. Zostań z.. NIĄ-wyszłam. Jak mógł kłamać, że mnie kocha? Po co ta cała szopka z wspólnie spędzonym dniem?! Z nadmiaru wrażeń i łez zakręciło mi się w głowie i zaczęłam wpadać na ludzi. Nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciec. Uciec do jedynego miejsca, gdzie będę sam na sam z własnymi myślami. Uciec, by..
-Magi?-usłyszałam cichy, niepewny głos. Szybko wytarłam policzki rękawem, po czym uniosłam wzrok.
-Hej-chlipnęłam, patrząc w jego miodowe tęczówki.
-Co się stało?-mężczyzna objął mnie ramieniem.
-Nie chcę o tym gadać. Nie teraz-wtuliłam się w jego tors. Był taki miły, ciepły i.. bezpieczny.
-Chodźmy do mnie-wziął mnie za rękę i szybko ją cofnął.
-Dziękuję Wren-objęłam jego dłoń.
*   *   *
-Lepiej się czujesz?-zapytał, zmywając kubki po herbacie.
-Tak, dzięki-poprawiłam zadek na krześle.
-Chcesz teraz mi..
-Nie-przerwałam mu-Nawet nie wiem, jak miałabym zacząć.
-Ok. Jakby coś to wiesz, gdzie mnie szukać-uśmiechnął się, ale widziałam w jego oczach smutek. Nie wiem, czy to przeze mnie, czy przez problemy osobiste.
-Wiem. A co u ciebie?-zmieniłam temat.
-Całkiem nieźle. Powoli się ogarniam z nowym miejscem-puścił mi oczko.
-To super. Powinnam już iść-wstałam.
-Odprowadzić cię?-wytarł ręce o spodnie.
-Nie. Może poradzę sobie z przejściem przez ulicę-zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie. Gdy wróciłam do domu, ruszyłam pędem do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, leżący na szafce nocnej. Oczywiście zapomniałam go wziąć ze sobą. Pewnie Nina dzwoniła. Właśnie, że nie! 10 połączeń od "<3 Misio" i 7 od "Nathan ciota" + kilkanaście smsów. Nawet nie miałam siły ich czytać. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.
-Skarbie, wróciłam!-usłyszałam mamę wchodzącą po schodach. Zajrzała do mojego pokoju, ale udałam, że śpię. Nie chcę jej tłumaczyć, co się stało. Tylko dlatego to zrobiłam. Wycofała się cicho i zamknęła za sobą drzwi. Jednak nie miałam spokoju na długo. Na korytarzu słyszałam jak Nina krzyczy: "Śpi! Nie budź jej!" i cisza. Nawet nie wiem kto wszedł do pomieszczenia, bo nie odwróciłam się. Bałam się, że zobaczę Maxa. Ktoś przysunął krzesło do łóżka i nic. To znaczy nic nie słyszałam. Nie wytrzymałam i spojrzałam na "gościa".
____________________________________________________
Flaki z olejem, ale piszę, żeby zakończyć historię.
Niestety tak jak się domyśliłam, mam niewielu czytelników.
Ale nie ma się czemu dziwić. Czytając to badziewie, wydłubałabym SE oczy.
Pozdrawiam i dobranoc :)

1 komentarz:

  1. Nie denerwuj mnie!
    I to na 100% nie było jego dziecko!

    OdpowiedzUsuń