niedziela, 2 czerwca 2013

Margo, czy ty jesteś w ciąży?

Leżałam, opierając głowę na jego kolanach. Czułam jego równomierne bicie serca. To sprawiło, że się uspokoiłam. Muszę mu powiedzieć. Teraz! Bo niby kiedy? Jutro jak przyjdą chłopcy? O niee, oni się nie dowiedzą.
-Max-szepnęłam-Max, ja jestem w ciąży-usadziłam się w pozycji siedzącej. Spał-Super-mruknęłam, wstałam i przykryłam go kocem. Wyglądał słodko. Dałam mu całusa w czoło i poszłam na górę się położyć.
Przez sen czułam ból w podbrzuszu. zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie zaczyna mi się BARDZO spóźniony okres. Ale spałam dalej. Rano wpadłam w panikę, bo całe prześcieradło było we krwi, a ból nie ustępował. Co się dzieje? To nie miesiączka. Jakoś zwlokłam się z łózka i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Na szczęście Max jeszcze spał. Popiłam dwie tabletki przeciwbólowe wodą i usiadłam na stoliku naprzeciwko Łysola. Gdy ten otworzył oczy, uśmiechnęłam się, siadając obok niego.
-Hej Piękna-najpierw pocałował mnie w czoło, a potem mruknął-Nie uwierzysz, co mi się śniło.
-Co takiego?-udawałam (mam nadzieję, że skutecznie), że nic mnie nie boli, ale tabletki nie pomagały.
-Że jesteś w ciąży-odpowiedział. Czułam, jak robię się blada-Margo spójrz na mnie. Czy ty jesteś w ciąży?-wpadł w panikę-Przecież.. O Boże, to bardzo możliwe. I te bóle-złapał się za głowę.
-Nie jestem. Nie musisz się o nic martwić-skłamałam. To znaczy nie wyznałam całej prawdy. Westchnął. Idę do sklepu. Nie czekając na odpowiedź, wyszłam. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha.
-Nathan, możemy się spotkać?-zapytałam, gdy się przywitał-To pilne-dodałam. W kawiarni wyjaśniłam mu zaistniałą sytuację. Bardzo się zmartwił moim stanem.
-Nadal nie zrobiłaś testów?-zapytał po raz trzeci.
-Nie-mruknęłam. Chłopak wstał, chyba się wkurzył.
-Idziemy-pociągnął mnie za rękę.
-Dokąd?
-Do ginekologa.
Nathan zamówił taksówkę i pojechaliśmy do najbliższej przychodni.
-Co ty robisz?-zapytałam, gdy wyszedł za mną z auta.
-Idę z tobą-wyjaśnił.
-Nie ma takiej opcji. Ja idę do ginekologa i nie chcę cię tam widzieć. Z resztą, co ludzie pomyślą jak cię poznają.
-Mam w dupie ich opinię. Liczysz się ty i twoje zdrowie. Idziemy!-wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do głównych drzwi.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-zapytała miła pani w recepcji.
-Chcielibyśmy zarejestrować się do pana..Grumpa-zerknął na rozpiskę Nathan. Był bardzo poważy. Jeszcze nigdy go takim nie widziałam.
-Dobrze-uśmiechnęła się kobieta. Załatwiliśmy wszystkie formalności i po 20 minutach wchodziliśmy już do gabinetu. Tak, Sykes uparł się, że idzie ze mną. Starszy pan zrobił mi USG i dziwnie patrząc na monitor.
-Czy w ostatnich godzinach działo się coś dziwnego z pani ogranizmem?-zapytał.
-Tak. W nocy krwawiłam. Do tej pory boli mnie podbrzusze.
-Hmm..-na ten dźwięk Nathan mocniej ścisnął moją dłoń-Mam dla państwa złą i dobrą wiadomość.
-To znaczy?-chłopakowi zadrżał głos.
-Zależy od punktu widzenia. Jest pani bardzo młoda i nie powinna zachodzić tak wcześnie w ciąże..
-Do czego pan zmierza-przerwał.
-Nathan nie denerwuj się.
-Złą wiadomością jest to, że pani..poroniła.
-Co?-Nath wybuchnął. Napłynęły mi łzy do oczu. Nie wiedziałam, co powiedzieć. To prawda, nie chciałam dziecka, ale żeby zaraz śmierć?
-Proszę się nie denerwować. To właśnie stres spowodował zaistniałą sytuację. Jeśli państwo chcą starać się o dziecko..
-My nie jesteśmy parą-wyjaśniłam.
-Ale to pana..
-Nie, to nie było jego dziecko, ale proszę mówić dalej.
-Na razie nic nie grozi uprawianie seksu bez zabezpieczenia, ale po 2 miesiącach pani ciało się zregeneruje i proszę używać środków antykoncepcyjnych, które pani zapiszę. Jeśli nie chce pani powtórzyć ciąży.
-Dobrze-uśmiechnęłam się. Kątem oka spojrzałam na Nathan, który był czerwony jak burak.
-Dopiszę jeszcze tabletki przeciwbólowe.
-Dziękuję bardzo panie Grump-odparłam i wyszliśmy. Do apteki poszliśmy pieszo, nie odzywając się do siebie. Nie miałam ochoty na rozmowy.
-Magi..
-Nic nie mów, proszę cię-poczułam jak łzy napływają mi do oczu. On spojrzał na mnie i mocno objął ramionami. Zaczęłam płakać.
-Spokojnie. Ciiii-co chwilę całował mnie w czoło.
-To było moje dziecko. Moje i Maxa. Nawet jakby go nie chciał... Nie musiałby go kochać.
-Magi-odsunął mnie na długość swoich rąk-Zostaniesz jeszcze szczęśliwą mamą z Maxem jako głową rodziny. Obiecuję.
-Jesteś kochany-dałam mu całusa w policzek-Wpadniesz do mnie? Mam nadzieję, że George jeszcze nie uciekł.
-Nie będę przeszkadzał?
-Jasne, że nie. Nawet się przydasz. Muszę zmienić pościel na górze-mruknęłam.
_________________________________
Co do tej akcji u lekarza to nie mam pojęcia jak to wygląda i zmyślałam, więc proszę o wyrozumiałość :)

Boże, ze mną jest coraz gorzej..
I nie mówię tu o mojej psychice..
Mam kontuzję kolana, ale nie taką zwykłą.
Mam Zespół bocznego przyparcia rzepki i to nie ściema.
Ledwie chodzę i mogę zapomnieć o jakimkolwiek sporcie ;(
RATUJCIE!

czwartek, 9 maja 2013

To niemożliwe!

Uchyliłam drzwi i zobaczyłam wystraszonego Nathana.
-Nie mam zamiaru tam wyjść-mruknęłam.
-Ok, jak chcesz-wzruszył ramionami i wszedł do środka-Co się stało?
-Bo ja.. Ja chyba jestem w ciąży-wybuchłam płaczem. Chłopak nie wiedział, co ma zrobić i mocno mnie przytulił.
-Max sobie nigdy tego nie wybaczy-powiedział, gdy się uspokoiłam-Tak bardzo mu się podobasz.
-Co?
-Cały czas mi o tobie opowiadał, a teraz..-pokręcił głową-Nigdy nie wybaczy sobie, że nie zaprosił cię na randkę-dodał.
-Nathan, bo.. To dziecko, ono jest Maxa-szepnęłam. Nathan bezwładnie osunął się po ścianie. Nie mam pojęcia o czym teraz myślał. Ciekawe jak długo zastanawiał się czy jestem łatwa, czy może jednak naprawdę go kocham.
-Jesteś pewna, że to z nim?-był blady.
-Tak! Czy ty coś sugerujesz?.. Nie jestem taka!-dodałam, nie czekając na odpowiedź.
-Nie powiedziałem, że jesteś.
-Ale tak pomyślałeś.
-Nieprawda.
-Nie mów nic chłopakom, proszę-usiadłam obok niego.
-Dobrze, ale musisz porozmawiać z Maxem-spojrzał na mnie. Tylko się skrzywiłam.
-Po testach.
-To jeszcze ich nie zrobiłaś?
-Nie-i znowu zaczęłam płakać.
-Magi nie płacz. Za ładna jesteś, żeby płakać-uśmiechnął się ciepło i otarł moje łzy wierzchem dłoni. Wstałam i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Wzięłam tusz do rzęs i zaczęłam się malować-Co robisz?-Nathan stanął za mną, patrząc na moje odbicie w lustrze.
-Przecież nie mogę im się pokazać w takim stanie. Nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć-wyjaśniłam.
-Okej, jak chcesz-uniósł ręce w geście poddania się. Gdy dołączyliśmy do reszty, na MTV leciało "Blurred Lines".
-Uwielbiam tą piosenkę-uśmiechnęłam się.
-Serio?-zdziwił się Tom.
-Taaak.
-A już myślałem, że jestem sam. Słyszałaś "Dreamworld"?
-Nie, później ogarnę.
-Trzymam cię za słowo.
-Chcecie coś do picia? Mam piwo-zapytałam.
-Jasne-odpowiedzieli chórem.
-A ty nie pijesz?-zapytał loczek, gdy przyniosłam pięć puszek.
-Nie mam jakoś nastroju-odparłam.
-Wiesz, humor zawsze można jakoś poprawić-powiedział Siva.
-Weź jedno-namawiał mnie Tom.
-Serio nie. Z resztą źle się czuję.
-Oj z nami się nie napijesz?-Jay i Max zapytali w tym samym momencie.
-Chłopaki nie namawiajcie jej. Nie chce, niech nie pije-wstawił się za mną Nathan.
-Ej, a może ty w ciąży jesteś?-zażartował Tom. Zrobiłam wielkie oczy. Słyszałam jak Max przełknął głośno ślinę i zaczął się wiercić.
-Taaa, dobrze, że ty nie jesteś-walnęłam go w ramię, a on się uśmiechnął.
-Wszystko jest możliwe. Dość długo jestem z Kelsey.. A nóż coś z tego będzie-gładził się po brzuchu.
-Idiota z ciebie-doszedł do wniosku Łysol.
-Ale i tak mnie kochasz-obaj wybuchli śmiechem. W całym domu rozległ się dźwięk mojego telefonu, znajdującego się w kuchni.
-Przepraszam-powiedziałam i podreptałam odebrać. To była mama-Tak?-wydukałam do słuchawki.
-Margo?-Nina była poddenerwowana-Tylko nie rób nic głupiego.
-Czy ty płaczesz?
-Ojciec miał wypadek..
-Co?-opadłam na krzesło-Jak? Gdzie? Co mu jest?
-Wracał do domu i.. Jadę dowiedzieć się, co z nim jest, a ty nie ruszaj się z domu, jasne?
-Jadę z tobą!
-Nie.
-To nie fair!-czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
-To nie czas na kłótnie. Porozmawiamy w domu. Trzymaj się kochanie. Pa-i się rozłączyła. W drzwiach zobaczyłam Maxa. Szybko wytarłam twarz. To niemożliwe. Thad nie mógł mieć wypadku. On został stworzony do jazdy autem. Jeszcze raz zerknęłam na chłopaka. Patrzył na mnie tak troskliwie i czule. Bez wahania podszedł i mocno mnie przytulił. Oczy znowu zaczęły mnie szczypać.
-Zaraz zmoczę ci całą koszulkę-jąkałam się.
-Nieważne.
-Nie, nie nie. To nie może być prawda. Jemu nic nie jest.To, to, to nie jego samochód-tłumaczyłam sobie.
-Ciiiii.. Będzie dobrze-próbował mnie uspokoić. Spojrzał mi w oczy i pocałował w czoło. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Wiedziałam, że w jego ramionach nic mi nie grozi.
-Margaret..?-usłyszeliśmy Jaya-Co jest?
-Nic, idź sobie-Max warknął.
-Spoko kolo. Tylko nie gryź.
-Skarbie, wszystko się ułoży. Nie zostawię cię z tym samej.
-Nic się nie ułoży!-odsunęłam się od niego-Już nigdy..
-Co? Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze.
-Cały czas to powtarzasz! Ale nie wiesz wszystkiego-oparłam się o kuchenkę.
-O czym ty mówisz?-zdziwił się-Co?!-zaczął się niecierpliwić.
-Czyli już Max wie?-trącił się Nathan.
-Niby o czym wiem?-zapytał kumpla. Kątem oka zauważyłam, że patrzy na nas reszta zespołu.
-O-oł. To wy sobie porozmawiajcie-i wycofał się na korytarz.
-O czym powinienem wiedzieć? Wyjaśnisz mi?
-My.. Max..-nie miałam pojęcia jak mu o tym powiedzieć. Nagle ścisnęło mi żołądek i zgięłam się w pół. Leżałam skulona, jęcząc z bólu.
-Margo. Margo!-Max wziął mnie na ręce i położył na kanapie w salonie-Dzwońcie po karetkę!-polecił.
-NIE!-krzyknęłam-To. Tylko. Skurcz...... W. Szafce. Są. Tabletki. Rozkurczowe-czułam, że zaczynam się pocić. Siva dał mi 3 tabletki, które popiłam wodą. Po kilku minutach poczułam się lepiej i znowu po głowie krążyła jedna myśl 'Thad miał wypadek'. Znowu się rozpłakałam.
-Magi, nie mogę patrzeć jak cierpisz-poczułam zimną dłoń Nathana na policzku.
-Nic mi nie jest. Idźcie odpocząć.
-Nie ma takiej opcji. Zostajemy-oświadczył Jay.
-Ona ma rację-powiedział Max-Idźcie, ja z nią zostanę-pocałował moje czoło. Po długich namowach, chłopcy poszli i zostałam sam na sam z Maxem.
________________________________
Puki mam czas, piszę rozdziały.
Ten wyszedł nijaki.. czyli tak jak ja się teraz czuję.
Sama z chęcią położyłabym się i zaczęła płakać dla odreagowania..
Ale koniec zanudzania, czekam na wasze opinie :)

sobota, 27 kwietnia 2013

A co, jeśli wszystkie będą pozytywne?

Zaczęłam się denerwować. Miesiączka spóźnia mi się jakieś 4 dni.. Zawsze miałam w terminie, a tu co? Taki numer. Muszę porozmawiać z Maxem, czy tego chce, czy nie. Przecież musimy razem coś ustalić, prawda? Kurwa, nie wiem, co mam robić. Zaczęłam krążyć po pokoju.
-Już wiem!-krzyknęłam. Szybko się ubrałam i wyszłam na miasto. Że też od razu na to nie wpadłam. Głupia ja! Wstąpiłam do najbliższej apteki-Poproszę dwa testy ciążowe albo nie, trzy-zwróciłam się do farmaceutki, która dziwnie się spojrzała. Co, mam osiemnaście lat, mogę zajść w ciąże. Przecież to nie jest wytłumaczenie! Max był napalony i wykorzystał to, że mi się podoba. Teraz będzie udawał, że nic się nie stało, że się nie znamy. Jak sobie chce!
Zapłaciłam i wróciłam do domu. Bałam się zrobić testy. A co jeśli wszystkie będą pozytywne? Nawet jak jeden będzie to możliwe, że jestem w ciąży.. i to z gwiazdą.. DLACZEGOO?!
Nie rozumiem go. W ogóle nie rozumiem ludzi. I w tym tkwi problem. Dostałam sms. Od Maxa.
-Możemy się spotkać?-przeczytałam na głos. Nie, kurwa. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego! Nie odpisałam. Nie chciałam go zranić. Chociaż z drugiej strony.. chciałam i to bardzo. Rzuciłam telefon na łóżko i poszłam obejrzeć tv. Jak na złość leciało CTS. Wpatrywałam się w teledysk jak zaczarowana. Bolało mnie to. Te wspomnienia. Wszystkie miło spędzone chwile. To minęło. Koniec. Teraz czas na cierpienie i walkę z resztą zepsutego świata.
Co ja zrobię z tym dzieckiem? Jak ja mam je sama wychować?
Magi ogarnij się, jeszcze nic nie jest pewne. Może to że stresu nie mam okresu? OBY.
Nie ma na co czekać! Idę do łazienki. Czas przekonać się czy to wszystko jest prawdą. Wzięłam testy i zamknęłam się w toalecie na piętrze. Usłyszałam pukanie do drzwi frontowych. Och, serio? Teraz? Gdy odważyłam się sprawdzić ten cholerny test? Przemyłam twarz zimną wodą i zeszłam na dół. Przez wąskie okno dało się zauważyć wysoką, postawną sylwetkę. Bez namysłu otworzyłam.
-Tak?-zapytałam obojętnym głosem. W tym momencie zobaczyłam the WANTED. Super -.-
-Hej-przywitał się Jay.
-Cześć-uśmiechnęłam się. Nathan nic nie mówiąc, mocno mnie przytulił.
-Tęskniłem-wyszeptał mi do ucha.
-Ja też-i jeszcze mocniej go przytuliłam. Czułam jak napływają łzy do oczu, ale nie mogę się rozkleić. Kobieto, weź się w garść! Cały czas sobie to powtarzałam.
-No hej-uśmiechnął się Max. Zbliżył się do mnie, chcąc dać mi całusa, ale szybko się odsunęłam.
-Wchodźcie-zaprosiłam ich do środka. Czułam się dość niekomfortowo. Siedziałam na kanapie, patrząc na czubki swoich kapci.
-Hmh-odchrząknął Siva.
-Gdzie zgubiliście dziewczyny?-zapytałam.
-Pracują-wyjaśnił model.
-No, ale nie uwierzysz co się stało-zaczął Tom przejętym głosem-Max się zakochał!
-Co?!-zareagowałam z Łysolem tak samo. Chłopcy dziwnie na mnie spojrzeli.
-No.. pff.. kto by takiego chciał-dodałam.
-Tak samo pomyślałem-Nathan przybił ze mną piątkę.
-Na pewno jakaś dziwaczka-mruknął Max.
-Tylko i wyłącznie-posłałam w jego stronę sztuczny uśmiech. Udawałam, że nie mam z tym problemu, ale tak w głębi bolało mnie to, że tak szybko odstawił mnie na boczny tor. Teraz przynajmniej wiem dlaczego nie odbierał.
-Widzicie, nie zaprzeczył-Jay ruszał brwiami.
-Bo nie daliście mi dojść do słowa-tłumaczył się.
-Jakoś mnie to mało interesuję-odparłam-Zaraz wracam-i poszłam do kuchni. Miałam cichą nadzieję, że ominie mnie ten temat. Niech sobie robi co chce. Ważne, żeby mnie zostawił w spokoju.
-Przepraszam, że nie odbierałem-usłyszałam za plecami męski głos. Tylko wzruszyłam ramionami-Nie chciałem naciągać cię na koszty.
-Nie obchodzi mnie to. Żyj sobie własnym życiem, a od mojego się odwal.
-Możemy pogadać?
-Nie. Ty nie chciałeś rozmawiać przez telefon, ja nie chcę w cztery oczy-byłam wściekła.
-To porozmawiajmy przy wszystkich, nie mam nic do ukrycia-zaczął się denerwować.
-Nie podnoś na mnie głosu!
-Sama krzyczysz!-spojrzałam na niego wielkimi oczami i uciekłam do łazienki. Zrobiło mi się nie dobrze, ale nie wymiotowałam. Złapałam się za brzuch i oparłam się o wannę.
-Otwórz-mówił zza drzwi Max, co jakiś czas pukając.
-Nie-mruknęłam.
-Proszę.
-Nie!-i znowu jakaś siła ścisnęła mój żołądek.
-Dobrze się czujesz?
-Tak. Po prostu lubię sobie posiedzieć w łazience!
-Możesz się tak nie denerwować? I otwórz te cholerne drzwi!
-Coś się stało?-usłyszałam głos Nathana.
-Nie chce otworzyć-wyjaśnił Łysol.
-Daj mi chwilę z nią pogadać, okej?
Po chwili ciszy usłyszałam kroki. Czyli Max sobie poszedł, albo Nathan..
-Dobra, poszedł sobie. Możesz wyjść.
______________________________________________
Wiem, głupie zakończenie, ale IZUNIA nie mogła doczekać się rozdziału :)
Więc.. IZA, to dla CIĘ ;***

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nie wyszłam tak odpychająco jak w rzeczywistości.

To, co dobre szybko się kończy, więc musiałam wrócić do starego planu dnia i zajęć szkolnych. Rano dostałam sms od Amandy, że nowe wideo pojawi się o 7.50 na oficjalnym kanale the WANTED. Pomyślałam sobie 'ok, oblukam je jak będę szła do szkoły' i zaczęłam się zbierać. Gdy zeszłam na śniadanie, mamy już nie było. Jak zwykle pracuje od świtu do nocy.
Wychodząc z domu, założyłam słuchawki na uszy i na http://www.youtube.com/ znalazłam teledysk. Nie powiem, byłam zaskoczona. Nie wyszłam tak odpychająco jak w rzeczywistości. Podczas nagrywania, nie mogłam pojąć wizji reżysera, ale teraz widzę, co i jak i nawet mnie się podoba. Ten motyw wampira wyszedł całkiem nieźle.
-Siema! Nie uwierzysz co się rano stało-Carie położyła dłoń na moim ramieniu, gdy stałam przy szkolnej szafce.
-Hmm?-mruknęłam, zdejmując słuchawki.
-Oglądałam TV i widziałam kobietę podobną do ciebie-wyznała koleżanka z klasy.
-Serio?-zdziwiłam się.
-Noo, tylko była umalowana i miała świetnie zrobione włosy-uśmiechnęła się. Dzięki wielkie, czyli ja mam źle ułożone włosy?
-A gdzie ją widziałaś?-zapytałam.
-W jakimś klipie. Chyba Chasing the sun.
-O-bąknęłam zaskoczona-Obejrzę je w domu i się przyjrzę.
-Idiotko! Przecież to była Margo!-obok mnie zjawiła się Lola-Wszędzie poznam ten krzywy ryj.
-Dzięki-mruknęłam.
-Oj wiesz, że żartuję-otoczyła mnie ramieniem.
-Jasne-odpowiedziałam. Co jej się stało? Przecież po tamtej kłótni nie odzywała się do mnie. Fakt, nie chodziłam do szkoły, ale mimo wszystko nie gadałyśmy, a teraz nagle jest miła.
-A tak w ogóle to fajnie wyszłaś-dodała. Po chwili zadzwonił dzwonek i poszłyśmy za biologię. Lekcje minęły w miarę szybko, ale ludzie się na mnie gapili tak, jakbym im ciastko obiecała.
-Idziemy na kawę?-zaproponowała Lola.
-Jasne, tylko wykonam jeden telefon-wyciągnęłam komórkę i wcisnęłam dwa razy zieloną słuchawkę. Dla pewności zerknęłam jeszcze na ekran, aby sprawdzić, czy dobry numer wybrałam. Po trzech sygnałach włączyła się automatyczna sekretarka. Czy Max mnie unika? Nieee, po prostu nie ma czasu. Tak! Unika mnie! Bo gdyby miał wolną chwilę oddzwoniłby, albo chociaż napisał głupiego sms, a on nic. Zero. Nul-Kurwa-mruknęłam.
-Wszystko w porządku?
-Taa, tylko mam problem z połączeniem-wyjaśniłam i weszłyśmy do kawiarni.
-Margo, zanim się obejrzysz, staniesz się sławna-Lola przerwała niezręczną ciszę.
-To tylko głupie wideo.
-Teraz tak mówisz. Wchodziłaś na twittera? Napewno przybyło ci z 200 followersów.
-Nie byłabym tego taka pewna. Niby skąd ludzie mają wiedzieć, że to ja jestem dziewczyną z klipu?
-Czy ty wiesz, co to internet? Tam jest teraz wszystko-tłumaczyła, a ja nic nie mówiąc kończyłam swoją kawę.
Gdy wróciłam do domu, odpaliłam laptopa i weszłam na twittera. Fakt, mam więcej followersów. Możliwe, że to tylko przypadek. No nic, teraz w życiu nie dowiem się jaka była prawda, co do tego. Odwiedziłam konto The WANTED i zauważyłam ostatnio dodany tweet: `NOWY KLIP DO CTS!! :) DZIEWCZYNY, BEZ WAS BY SIĘ TO NIE UDAŁO, DZIĘKI :D` i link. Kliknęłam retweet. W wyszukiwarce wpisałam `Max George` i od razu pokazało się jego oficjalne konto. Kilka minut temu napisał: `to był najlepszy tydzień w moim życiu!`. Wiele fanek w odpowiedzi pytało dlaczego i takie tam. Zobaczyłam, że mam interakcję.
-The WANTED zaczęli mnie obserwować-mruknęłam-Super..-Chwilę po tym Nathan do mnie napisał.
@NathanTheWanted: Magi, to ty? :) x @MargaretBennet
@MargaretBennet: @NathanTheWanted jasne, a kogo się spodziewałeś?..
@NathanTheWanted: Taaak, to na pewno MOJA Magi ;P @MargaretBennet , podoba ci się teledysk?
@MargaretBennet: Jest całkiem niezły :) ale nie zapomnę tamtej akcji, gdy tańczyłeś ;D @NathanTheWanted
@NathanTheWanted: @MargaretBennet za którym razem? ;)
@JayTheWanted: @NathanTheWanted to ile ich było?! ;o a tak wgl to hej @MargaretBennet
Pisaliśmy o pierdołach, ale przynajmniej fajnie spędziłam jedną z godzin mojego życia. Jak się okazało zdobyłam 6/6 followers :D. Tak, jest się z czego cieszyć. Jay wyznał, że są w USA i że niedługo wrócą do Londynu to wybierzemy się razem na pizzę. 'Tylko nie tak jak ostatnio. Tym razem będzie lepiej' napisał. Zgodziłam się. Lubiłam Jaya, tak jak resztę zespołu. Tylko Max.. On nie dawał mi spokoju. Jeszcze się nie odezwał. Kurde, muszę wziąć się w garść! Przecież nie mogę cały czas zaprzątać sobie głowy tym, tym, tym.. DEBILEM! Bo najpierw mówi, że mnie kocha, a po chwili leci do Stanów Zjednoczonych, nic nie mówiąc.
*Kilka dni później
Wreszcie wymarzony weekend! XD Dopiero teraz zaczęłam go doceniać.
Z chłopakami z zespołu nie rozmawiałam.. Nie wiem kiedy wrócą, ale chyba zaczynają powoli zbierać tyłki z USA, bo Siva na tt napisał, że niedługo będą w domu. Spojrzałam na kalendarz.
-O nie-skrzywiłam się-Okres mi się spóźnia!
_____________________________________
także ten..
do następnego ;)

piątek, 22 marca 2013

Pożegnaj się ładnie i spadamy.

-N-niee-wyrwałam rękę i wstałam-Idę po coś do picia-wyszłam szybkim krokiem. Na twarzy pewnie zrobiłam się czerwona jak burak. Boże, co ja robię? Gdyby teraz dowiedzieli się, że jestem z Maxem, nie byłoby więcej problemów. Głupia ja.. Zaraz, co ja mówię.. Przecież my nie jesteśmy razem. To znaczy nie oficjalnie.. Noo, powiedział, że mnie kocha i w ogóle, ale to nie to samo, co 'jesteś dla mnie ważna, zostańmy parą'. Westchnęłam i usiadłam przy stole kuchennym.
-Wszystko ok?-obok mnie usiadł Nathan.
-Tak-odpowiedziałam krótko.
-Nie jesteś zbyt przekonująca-tylko wzruszyłam ramionami-Słuchaj, jeśli Max ci się naprzyksza to mogę z nim pogadać.
-Co? Nie. Lepiej powiedz jak idzie ci z tą laską-zmieniłam temat.
-No wiesz.. Spędzamy ze sobą sporo czasu-zaczerwienił się.
-Oo, to dobrze-uśmiechnęłam się.
-Ale jeszcze nie byliśmy nigdzie sami.
-Jak to?
-Nie mam kiedy jej zaprosić. Z resztą.. Ona chyba uważa mnie za przyjaciela-posmutniał.
-Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz. Zależy ci?
-Jasne!
-Więc nawet się nie zastanawiaj. Idź do niej i się z nią umów. Ja coś wymyślę, żeby reszta się nie czepiała.
-Yy.. Magi jest mały problem.
-Tak?
-Chodzi o Agathę-mruknął. No nie powiem, byłam w szoku. Od samego początku widziałam, że coś ich do siebie ciągnie, ale sądziłam, że to wyobraźnia płata mi figla.
-Dobra. To ja coś wymyślę, żebyście zostali sami-usmiechnęłam się ciepło.
-Może lepiej nie..
-Boisz się?-zapytałam zdziwiona-No nie wierzę. Bożyszcze nastolatków ma cykora-zaczęłam się śmiać.
-To nie jest zabawne.
-Jest.
-Margo, możemy pogadać?-do kuchni wparował poddenerwowany Max.
-Okeej. Chodźmy na górę-wstałam. Dobrze wiedziałam o czym chce rozmawiać i bałam się tego, co mi powie.
-Czy ty zwariowałaś?!-naskoczył na mnie, gdy tylko zamknęły się drzwi od mojego pokoju.
-Ja? Jeśli chodzi o te pytanie to pomyliłeś adresy.
-Dobrze wiesz, że gdybyś powiedziała te głupie TAK, nie musielibyśmy się tłumaczyć-krążył po pokoju co chwilę zerkając na mnie.
-Miałam skłamać? Tego chciałeś?-cały czas stałam przy biurku.
-Skłamać?-powtórzył.
-Tak-usłyszałam szmery za drzwiami, które po chwili otworzyłam. Spojrzałam pytająco na Nathana.
-Ja tylko..-zaczął się zastanawiać-Czy wy jesteście razem? Bo po tej rozmowie..
-NIE!-trzasnęłam mu drzwiami przed nosem-A wracając do naszej rozmowy.. My nigdy nie byliśmy parą-szepnęłam i usiadłam na brzegu łóżka.
-Co?-łysol od razu znalazł się obok mnie-A tamten pocałunek, dzisiejszy poranek i, i, i to, że wyznałem ci miłość?-zaczął wymieniać. Tylko na niego spojrzałam.
-Musimy wracać-do pokoju wszedł Tom.
-Pożegnaj się ładnie i spadamy-dodał loczek.
-Zaraz do was przyjdę-wydukał Max. W jego oczach dostrzegłam ból i cierpienie. Nic nie mówiąc, pocałował mnie tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek i wyszedł. Mimowolnie się rozpłakałam. Po kilkunastu minutach wzięłam się za sprzątanie tego bałaganu, który zrobili, co zajęło mi półtorej godziny. Gdy już nie miałam co ze sobą zrobić, znowu zaczęłam myśleć o rozmowie z Maxem. Przecież to mogło potoczyć się inaczej, lepiej. Nie chciałam się z nim kłócić. Postanowiłam do niego zadzwonić i go przeprosić. Próbowałam trzy razy. Za każdym razem miła pani z informacji mówiła, że numer jest poza zasięgiem.
-Niech o szlag z moim szczęściem-mruknęłam.
-Coś się stało kochanie?-do domu weszła Nina.
-Nie-odpowiedziałam i dałam jej całusa na powitanie.
-To dobrze-uśmiechnęła się-Mam nadzieję, że Max nie sprawił ci wielu kłopotów.
-Zawsze mogło być gorzej.
-I takie podejście mi się podoba. Chyba coś cię trapi-dodała widząc moją minę.
-Nieee-odpowiedziałam, bawiąc się rogiem obrusa.
-Słonko, przecież cię znam..
-Skoro mnie znasz to powinnaś mi ufać. Jeśli tak jest to wiesz, że mówię prawdę.
-Masz rację. Z resztą.. Nie powinnam się mieszać do twojego życia. Przepraszam-poklepała mnie po ramieniu i poszła do siebie. Postanowiłam jeszcze raz spróbować zadzwonić, ale to nic nie dało.
-Jak sobie chce.. Ja go o przebaczenie błagać nie będę-szybkim krokiem ruszyłam na górę i rzuciłam się na łóżko, zapadając w błogi sen.

piątek, 22 lutego 2013

Max idioto..

O Boże! Jeszcze przed śmiercią dostałam konwulsji (inaczej drgawki)!  A niee.. To były silne ręce które mną trzęsły.
-Margo, wstawaj-usłyszałam męski głos. Otworzyłam oczy. Uff, czyli to był sen.
-Max? Co ty tu robisz?-zdziwiłam się.
-Twoja mam mnie wpuściła-wzruszył ramionami.
-Nie znasz innych sposobów na budzenie? Wystraszyłeś mnie-noo może nie dosłownie, ale niech się chłopak zestresuje, a co? XD
-Oj przepraszam. To jeszcze raz. Zamknij oczy i udawaj, że śpisz-uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie? Jest po dziewiątej. Nie mam na to czasu. Wyjdź, a ja się przebiorę-ale on jakoś nie chciał się ruszyć, więc postanowiłam, że ja to zrobię. Już miałam wstać, ale skojarzyłam w co jestem ubrana: za duży t-shirt i bielizna. Z powrotem się przykryłam-Dobra-westchnęłam i położyłam się wygodnie.
-Misiu, czas wstawać-powiedział melodyjnym głosem, a ja nic-Słonko..-ja znowu nic. Niech się pomęczy. Chciał to niech teraz ma!-Księżniczko..-usłyszałam, że jeszcze coś mruknął i poczułam jego ciepłą dłoń na prawym policzku. Chłopak zaczął się wiercić. O nie. Nie wiem, co się dzieje, ale już mi się nie podoba. Miałam otworzyć oczy, ale Max zaczął mnie całować.
-Tak się budzi prawdziwą księżniczkę-po kilkunastu sekundach mruknął mi do ucha. Nie wiem jakim cudem znalazł się obok mnie i przyciągnął mnie do siebie tak, że nasze usta się złączyły.
-Max, Nina jest w domu.
-Nie ma. Mijałem się z nią-odparł między pocałunkami.
-I pozwoliła nam zostać sam na sam?-zdziwiłam się.
-Przecież wiesz jaki ja mam dar przekonywania-zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia, a Max chyba to poczuł, bo szybkim ruchem położył się na mnie. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a jego dłonie dobierały się do mojej koszulki, którą co chwilę poprawiałam. On nie miał żadnych oporów i jednym ruchem zdjął swój biały t-shirt w serek, pokazując klatę *___* Przygryzłam wargę. Byłam jak zahipnotyzowana. Nawet nie wiem, w którym momencie Max zdjął ze mnie "pidżamę" i zostałam w samej bieliźnie. Chłopak nie tracił czasu. Całował mój dekold i brzuch. Poczułam, że dobiera się do stanika, ale ciężko mu idzie i zaczęłam się śmiać. Ale on nic sobie z tego nie robił. Zdjął spodnie, zostając w samych bokserkach i skarpetkach. Ależ to sexi hahaha xd. Po chwili oboje byliśmy nadzy. Max spojrzał na mnie znacząco. Człowieku, dopiero teraz pytasz się, czy możesz? Usmiechnęłam się.
-Będę delikatny-szepnął mi do ucha. Bałam się. W końcu to mój pierwszy raz, ale czułam, że to ten jedyny. Rozchyliłam nogi. Max cały czas patrzył z czułością w moje wystraszone oczy. Jego noga dotknęła mojego uda i drgnęłam. Nagle poczułam ból. Max przysunął się bliżej i czułam jak jego członek porusza się we mnie. Do przodu, do tyłu. Ten ruch był ledwie wyczuwalny. Ból ustępował. Pojawiało się uczucie przyjemności, a nawet pożądania. Chłopak nie zwiększał tempa, co mnie zaczynało denerwować.
-Max, mocniej-szepnęłam, a on od razu przyspieszył. Zaczęłam jęczeć. On też. Wbiłam paznokcie w jego plecy, ale on chyba nawet tego nie poczuł-Max, Max, Max-szeptałam w rytm jego ruchów. On zaczął mruczeć. Chyba mu się podobało-Maaax!-w tym momencie byłam w euforii. Nie da się opisać tego, co czułam. Po chwili on głośno westchnął z podniecenia i w środku poczułam ciepły płyn. Kurwa, nie zabezpieczyliśmy się.
-Kocham cię-powiedział, gdy leżeliśmy nadzy na moim łóżku.
-Ja ciebie też-uśmiechnęłam się. Spojrzałam na zegarek-Max, jest po dziesiątej!-wpadłam w panikę.
-Jak raz nas nie będzie to może świat się nie zawali-stwierdził.
-Wiesz, że dzisiaj widzimy się po raz ostatni?-zapytałam, zakładając bieliznę.
-Tak. Dzisiaj widzimy się po raz ostatni-uśmiechnął się. Jak on tak może?
-Bawi cię to?-zdziwiłam się.
-Nie. Po prostu cieszę się, że dzisiaj wygasa kontrakt i od jutra możemy robić, co tylko chcemy-objął mnie w pasie i pocałował.
-Ubierzmy się i chodźmy na śniadanie.
-Jeszcze pójdę zapalić-szybko wciągnął spodnie i wyszedł na balkon.
-Max, idioto. Chcesz, żeby nas przyłapali? Albo zakładasz koszulkę, albo nie pal. On tylko wzruszył ramionami i zaciągnął się papierosem-Jak sobie chcesz-mruknęłam i poszłam się ogarnąć.
Godzinę później byliśmy już po śniadaniu, a do Maxa ktoś zadzwonił. Gdy on rozmawiał, ja posprzątałam ten bałagan w kuchni.
-...Tak, wiem..... Przecież nic się nie stało, c'nie? (Hahaha xd Izka, pamiętasz? :D)..... Wieczorem to zobaczymy....  Nie?..... Jakoś to przeżyję..... Jak chcecie-mówił Max-U Margo..... Pa-rozłączył się.
-Coś się stało?-zapytałam, wycierając blat kuchenny.
-Niee. Mogą wpaść chłopcy?-miał niepewny głos.
-Jasne-uśmiechnęłam się i usiadłam w salonie-Ale nie ma piwa ani innego alkoholu, a na pewno będziecie chcieli pić.
-Skoczę do sklepu-i już miał zamiar wychodzić.
-Nie zapomniałeś o czymś?
-No tak-uśmiechnął się i dał mi całusa w czoło.
-Nie to. Ubierz się.
-Nie podoba ci się mój kaloryfer?-zpochmurniał.
-Nie no. Grzejnik masz bez zarzutów-poklepałam go po brzuchu-Ale nie świeć golizną, bo cię jakaś babcia w sądzie oskarżył o nieumyślne molestowanie.
-Hahaha, aleś ty zabawna-mruknął i poszedł na górę-Wychodzę!-po pewnym czasie krzyknął.
-Dobrze-odpowiedziałam i już go nie było. Po kilku minutach usłyszałam pukanie i lekkie skrzypnięcie drzwi. Wyszłam na korytarz.
-Cześć-Nathan uśmiechnął się.
-Hej-odpowiedziałam. Oprócz niego był jeszcze Siva, Nareesha, Tom, Kelsey, Jay, Agatha i jakaś niska blondyneczka.
-To Jess-loczek wskazał dziewczynę.
-Jesteśmy rodzeństwem-dodał Nathan.
-Magi. Miło mi-podałyśmy sobie dłonie-Wchodźcie-zaprowadziłam ich do salonu-Nie jesteście do siebie podobni.
-I dobrze-nowa znajoma odetchnęła z ulgą-Kto chciałby wyglądać jak leniwiec?
-Ranisz!-chłopak złapał się za klatkę piersiową.
-Gdzie Max?-rozejrzał się Tom.
-Tutaj!-usłyszeliśmy głos dobiegający z korytarza. Łysol usiadł obok mnie i wziął splótł nasze palce ze sobą. Nie powiem, cieszyłam się, ale widząc miny reszty wpadłam w panikę.
-Czy wy jesteście razem?-zapytała Kelsey.
__________________________________
Iza, ten sexytime specjalnie dla ciebie  
Nie wyszło, ale masz ;)
W końcu tyle czasu mnie męczyłaś..

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ta mała suka płaci za moje wino.

-O mój Boże! Za pół godziny muszę być na planie!-darłam się na cały dom, po sprawdzeniu godziny. Zaspałam!
Szybko się ogarnęłam i wyszłam bez śniadania. Głupia ja.. Jak mogłam zaspać?! Teraz wyglądam jak niedorozwuj i wszyscy się na mnie gapią -.-. No super..
-Cześć-zaczepiła mnie jakaś kobieta.
-Heeej-odpowiedziałam niepewnie.
-O, pewnie mnie nie pamiętasz. Wczoraj byłam przy tej akcji z Michelle-wytłumaczyła.
-Faktycznie-uśmiechnęłam się-Teraz poznaję.
-Jestem Nareesha.
-Magi-podałyśmy sobie dłonie-Zgaduję, że jesteś dziewczyną Sivy.
-Tak. Idziesz na plan?-zapytała.
-Tak. Tylko jestem już trochę spóźniona. Zaspałam-wyjaśniłam.
-Spokojnie, będę cię kryła. Całą winę biorę na siebie.
-No przestań-machnęłam ręką.
-Przecież i tak nie mogą mi nic zrobić.
-W sumie.. To racja-przez całą drogę rozmawiałyśmy o.. niczym. Muszę przyznać, że Kaneswaran ma świetną partnerkę. Oby nie spieprzył tego związku. Już ja go prześwięcę! Jeśli za tydzień będziemy ze sobą gadać.. Kurde, nie daje mi to spokoju. Już jutro koniec. Zamknę jeden rozdział i zacznę kolejny. Mam nadzieję, że będzie lepszy od poprzednich. Chociaż ten jest niczego sobie. 
-Cześć Słońce-przed budynkiem czekał na nas Seev. To znaczy na Nareeshę, ja się tylko załapałam na powitanie. Dziewczyna dała mu całusa w policzek, a ja tylko mruknęłam, coś w stylu 'hej' i weszłam do środka.
-Spóźniłaś się-powiedziała ostro Amanda.
-Mi też się dobrze spało, a tak w ogóle to dzień dobry-pomachałam jej i poszłam dalej. 
-Kogo my tu mamy?-uśmiechnął się Jay, gdy weszłam po ciuchy.
-Cześć-Nathan mnie przytulił.
-Szybko się przebież-poleciła Agatha.
-Ok, ok-odpowiedziałam i zapukałam do drzwi przebieralni.
-Zajęte cioto! Tom, ile razy mam to powtarzać?!-ktoś nie miał dziś humoru do żartów. Wreszcie drzwi się otworzyły-Tak trudno było chwilę poczekać? O, Margo. Przepraszam. Nie wiedziałem, że to ty-speszył się.
-Spokojnie-poklepałam go po ramieniu-Nie spinaj się tak, bo ci struny głosowe zaczną szwankować-zażartowałam.
-Bardzo śmieszne. I hej-zbliżył się, żeby dać mi całusa, ale do pokoju wparowała wściekła Amanda, krzycząc, że powinniśmy być gotowi 15 minut temu.
-Muszę się przebrać-powiedziałam.
-Pomóc ci?-zabawnie poruszał brwiami.
-Zbok!-zamknęłam drzwi i zaczęłam się przebierać.

Po godzinie..
-Nie, nie i jeszcze raz nie!-krzyczał reżyser-Nathan, odsuń się od Maxa i Margaret, bo widać jak tańczysz podczas ich pocałunku! A wy..-zwrócił się do nas-Proszę, nie śmiejcie się. Nagrajmy raz, a dobrze i dam wam spokój-błagał nas. Nie wiedzieć czemu, tylko z nami miał taki problem. Reszta szybko nagrała swoje kwestie i mieli fajrant.
-Dobra, bierzemy się w garść!-krzyknął Max.
-Oczywiście-zawtórowałam mu. Po raz setny dzisiaj usłyszałam 'Chasing the sun' i zbliżyłam się do chłopaka. Zaczęliśmy się całować, a gdy miałam go ugryźć, zaczepiłam głową o jego nos, a on jęknął z bólu-O Boże, przepraszam-zakryłam usta dłońmi.
-O Matko! Jak boli-krzywił się.
-Nie chciałam. Pokaż-dotknęłam jego twarzy, a on popadł w histeryczny śmiech-Świnia!-przywaliłam mu w ramię.
-Ałaja, teraz to serio bolało.
-I dobrze, bo miało-wypięłam mu język.
-Możemy w końcu to nagrać?!-teraz Amanda zabrała głos.
-Tak, tak-odpowiedział Max, patrząc mi w oczy. Po raz kolejny go pocałowałam. O tyle dobrze, że tym razem wyszło.
-Świetnie-ucieszył się ten nerwowy, niski facecik-To jeszcze raz.
-Co?-zdziwiłam się.
-Trzeba nagrać reakcję Maxa-wytłumaczył-Ale możecie przejść do ukąszenia-machnął ręką. Ach, ale on łaskawy -.- I po raz 101 w tle leciało CTS-Cięcie! Mamy to! Koniec na dziś. Do jutra zmontujemy taśmę. Widzimy się o dziesiątej-i wyszedł.
-Lunch?-szczerzył się Max.
-Przecież obiecałam-odparłam i poszliśmy się przebrać. Oczywiście osobno.. Nie, żeby coś tam ten.
-Zaczekajcie!-usłyszeliśmy głos Nathana, gdy wychodziliśmy z budynku-Idziecie może coś zjeść?-zapytał, a ja kiwnęłam głową w odpowiedzi-Mogę iść z wami?
-Yy.. Jak chcesz-mruknął Max.
-Czy ktoś mówił coś o jedzeniu?-niewiadomo skąd pojawił się Jay, a za nim cała reszta.
-Ludzie, co wy tu robicie?-łysol był lekko poddenerwowany.
-Czekamy na was-odpowiedziała Kelsey.
-My chcieliśmy już iść, ale dziewczyny uparły się, że bez Margaret nie idą-wyjaśnił Tom.
-Miło z waszej strony-obdarowałam je ciepłym uśmiechem.
-Skoro już wszyscy jesteśmy to możemy iść na pizzę-uśmiechnął się Siva.
-Taak, możemy-wycedził przez zęby Max.
-Uśmiechnij się-poprosiłam go.
-Ale to miało być nasze popołudnie-żalił się.
-Mamy jeszcze jutro-dotknęłam jego ramienia.
-W sumie to całe życie przed nami-uśmiechnął się do mnie.
-Eee, gołąbeczki. Podczas gdy wy się umawialiście na randewuuuuu, my ustaliliśmy, że pizzę zamawiamy do domu-Parker się uśmiechnął.
-Tom, Idioto, Ty na to wpadłeś?-zapytał ten całuśny-Świetny pomysł.
-Jestę Geniuszę-zaśmiał się. Jakoś nie widziało mi się siedzenie u chłopaków w domu i opychanie się pizzą. Musiałam się od tego wymigać.
-Muszę być wcześniej w domu, więc.. Będę leciała-teraz tylko muszę wymyślić jakiś sensowny powód.
-Ej, bez ciebie nie idę-Max posmutniał.
-Stary, ty tam mieszkasz. Wcześniej, czy później pójdziesz-stwierdził Seev.
-To stanie się to później.
-Jak sobie chcesz-mulat wzruszył ramionami.
-Magi! Idziesz z nami! Koniec. Kropka-Nareesha wzięłam mnie pod rękę.
-No nie wiem..
-Ale ja wiem!-wtrąciła Kelsey-Musisz zobaczyć w jakim chlewie oni mieszkają. Może w końcu do nich dotrze, że po sobie się sprząta.
-Oj, nie przesadzaj. Nie jest aż tak źle. Przynajmniej w moim pokoju-uściślił Tom.
-Jak posprzątam..-blondynka przewróciła oczami.
-To jak? Idziesz?-Jay patrzył na mnie z nadzieją.
-No dobra-westchnęłam-Ale tylko na chwilę.
-Tak!-ucieszył się Max. Szliśmy przez jakieś 10 minut.
-To ją lecę zadzwonić. Ile zamawiamy?-zapytał Tom, po wejściu do środka budynku. Dom nie był ogromny ani nie rzucał się w oczy. Przechodnie w życiu by nie powiedzieli, że tu mieszkają gwiazdy.
-Bierz jedną na dwie osoby-rozkazał loczek.
-Co? My tyle nie zjemy.
-Właśnie-Nareesha poparła Kelsey.
-Ale my tak. Spokojnie, spokojnie, nic się nie zmarnuje-Seev udawał, że panuje nad sytuacją.
-Jak sobie chcecie-blondynka wzruszyła ramionami.
-Tak właśnie chcemy-loczek się uśmiechnął. Chłopcy zaprowadzili mnie do salonu, gdzie wszyscy usiedliśmy.
-Dobra, za 20 minut będzie żarcie-Tom cieszył się jak małe dziecko. Po dziesięciu minutach patrzenia się jak ADHDowiec obmacuje Kelsey, a Siva przystawia się do Nareeshy, Max gdzieś wyszedł. Zrobiło mi się go szkoda.
-Idę do łazienki-uśmiechnęłam się i ruszyłam za chłopakiem na górę-Max, zaczekaj-poprosiłam. Odwrócił się w moją stronę-Chcesz pogadać?-zapytałam niepewnie.
-Z tobą? Nie-był lekko poddenerwowany. Co? O co mu chodzi?-Z nimi?-wskazał palcem salon-Oczywiście!
-Co jest?
-Magi..-pierwszy raz tak do mnie powiedział-Ja.. Ja muszę im powiedzieć. Nie chcę tego przed nimi ukrywać-objął mnie w pasie, a ja położyłam dłonie na jego klacie-To są moi, nasi przyjaciele.
-Wiem.
-Ej..-podniósł mój podbródek, żeby spojrzeć mi w oczy-Rozumiem, że jest ci ciężko, ale chłopcy wszystko zrozumieją.
-Po prostu nigdy nie byłam w takiej sytuacji, Max. To trudne-westchnęłam-Myślisz, że nie chcę się przytulić, gdy siedzimy na kanapie? Ale przecież ustaliliśmy.. Nie mówimy o tym, co do siebie czujemy-powiedziałam. Dwudziestoparolatek wyglądał na urażonego.
-Chodź-wziął mnie za rękę. Otworzył drzwi i zanim zdążył zapalić światło, pocałował mnie. Oparłam się o ścianę i pozwoliłam ponieść się emocjom. Po chwili poczułam zimną rękę chłopaka pod moją koszulką. Odepchnęłam go.
-Max-przerwałam ciszę.
-Tak, wiem. Przepraszam. Wracajmy, bo zaraz zjedzą mam pizzę-wyszliśmy na korytarz.
-A już chciałem po was iść-uśmiechnął się Nathan, gdy usiedliśmy.
Gdy spojrzałam za zegarek było po dziesiątej.
-Sorry, ale ja muszę spadać.
-Już?-zdziwił się Siva.
-Niestety-wzruszyłam ramionami.
-Odprowadzę cię-zaproponował Nathan.
-Dam sobie radę.
-Ale.. Musimy pogadać-szepnął mi do ucha. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszliśmy.
-Co się stało?
-Bo.. Podoba mi się jedna dziewczyna-zaczął niepewnie-I nie wiem, co mam robić. Pomyślałem, że może mi pomożesz. W końcu sama jesteś jedną z nich-patrzył z nadzieją.
-No dzięki wielkie, że tak uważasz!-zaśmiałam się.
-To jak?
-Jasne, ale nie wiem, co konkretnie mam ci powiedzieć.
-Yyy.. Magi, wiesz-pokręciłam przecząco głową-Powiedz, jak ja mam się z nią umówić?
-Nathan-zatrzymałam się-Najlepiej będzie jak zaprosisz ją na kawę. Jeśli rozmowa będzie się kleiła to znaczy, że coś może z tego być, a jeśli nie..
-Wiem..-przerwał mi.
-Posłuchaj, nie chcę, żebyś się łudził. Nie chcę, żebyś cierpiał.
-Dziękuję-przytulił mnie.
-Oj Nathan, Nathan.
Po kilku minutach byłam w domu. Od razu położyłam się spać.


Park.
Max.
Ja. 
Jest cudownie. On cały czas mówi, że mu się podobam i jak bardzo mnie kocha.. Nagle przybiegają ludzie z aparatami. Robią zdjęcia. Zadają pytania. Robi się nieciekawie. Chłopak z uśmiechem opowiada jak się poznaliśmy. To miłe, że się mnie nie wstydzi. W jednej chwili podbiega do nas kobieta i mierzy rewolwerem w moją głowę.
-Co za spotkanie-uśmiecha się.
-Co ty robisz?-Max wpadł w panikę.
-Ta mała suka płaci za moje wino-pistolet wystrzelił. Poczułam ból w czaszce, który rozchodził się po całym ciele. Zaczęłam ciężko oddychać. Robiło mi się ciemno przed oczami. Powieki robiły się ciężkie. Czułam, że brakuje mi powietrza w płucach. Ostatnie uderzenie serca i poczułam błogi spokój..
_____________________________________
Nawet nie wiecie jak długo pisałam ten rozdział o.O
Mam nadzieje, że się podoba ;D
Przepraszam za jakiekolwiek błędy ;)
I do następnego ^^