niedziela, 6 lipca 2014

Tak wiele błędów jednego dnia..

* pół roku później *
-To co, idziemy do kina? Jeszcze chwila i spóźnimy się na seans-marudził Paul.
-Już, już-odparłam i pokazałam się blondynowi.
-Ekstra-i wyszliśmy. Jeśli chodzi o moje "życie miłosne" to skupiłam się na przyjaźni, a z chłopakami z TW nawet się nie widywałam. Mieli trasę i nie chciałam im przeszkadzać. Mimo to każdy z nich przeprosił mnie za Maxa, nie dowierzając, że mógł mi coś takiego zrobić. Nawet po pijaku.
-Co jest?-chłopak objął mnie ramieniem.
-Nic. Po prostu.. Nie wiem-naprawdę nie umiałam tego ubrać w słowa.
-Przez te 6 miesięcy zachowujesz się jakbyś żyła w innym świecie i nadal nie wiem dlaczego. Ok, rozumiem. Rozstałaś się Maxem, ale to..
-Paul, przestań!-przerwałam mu-Nie chcę o tym rozmawiać i straciłam ochotę na film. Wracam do domu. Cześć-odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Przecież on wie, że niczego mu nie powiem, jeśli nie chcę i tylko może mnie zdenerwować to nieee, musi spróbować. Na samą myśl o tamtym zdarzeniu, napłynęły mi łzy do oczu i oczywiście za bardzo nie myśląc o tym, żeby uważać na przechodniów, wpadłam na kogoś z umięśnioną klatą, bo aż mnie wszystko zabolało.
-Sorry-odparłam i nie patrząc za siebie poszłam dalej.
-Nie jestem ojcem. Ona chciała kasę i tyle-usłyszałam.
-Co?-odwróciłam się i zobaczyłam Maxa z podkrążonymi oczami i w pogniecionej koszulce.
-Tydzień temu zrobiłem testy. Wczoraj odebrałem wyniki. Od razu chciałem do ciebie przyjść, ale przez ten czas pewnie poukładałaś sobie życie, a skoro cię spotkałem to.. Chciałem, żebyś wiedziała-łamał mu się głos. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc mocno go przytuliłam-Kocham cię-wyznał.
-Wiem-odparłam, a chłopak cmoknął mnie w czoło. Moje serce przyspieszyło, gdy Max wyznał mi, że to jednak nie jest jego dziecko. Jednak podświadomie czułam, że nie powinnam mu ufać. Nie zaprzeczył przecież, że nie miał kontaktów z tą dziewczyną.
-Cieszę się-chłopak się uśmiechnął i już chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-To nie jest dobry pomysł-szepnęłam.
-Jak to? Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Przykro mi.
-Masz już kogoś?-zapytał smutnym głosem.
-Tak-odpowiedziałam bez zastanowienia. On wolno pokiwał głową, jednocześnie przygryzając wargę, która wcześniej lekko mu drżała. Spojrzałam mu w oczy. Były zaszklone.
-W takim razie życzę wam szczęścia. Mam nadzieję, że jest lepszy ode mnie. Na razie Mag-pociągnął nosem i poszedł przed siebie. Miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciałam za nim pobiec i wykrzyczeć, że go kocham, a z drugiej nie chciałam go widzieć. Ostatecznie wróciłam do domu, aby zaszyć się pod kołdrą. Momentalnie zasnęłam, mając przed oczami obraz smutnego Maxa. Śniły mi się wszystkie wspólnie spędzone chwile, dzień w którym się poznaliśmy, pierwszy raz, każdy miły gest. W środku nocy obudziłam się cała zalana potem i uświadomiłam sobie błąd, jaki popełniłam..
Nie patrząc na godzinę, ubrałam się w ciepłe rzeczy i wyszłam na zewnątrz. Na ulicy było ciemno. Nie wspominając już o pustkach. Bez zastanowienia moje nogi same trafiły pod odpowiedni adres. Zakradłam się na tyły domu i chwyciłam mały kamyk, celując w jedno z okien. Dobrze wiedziałam, w które okno powinnam trafić. Nie raz przez nie wpatrywałam się w pejzaż miasta. Niestety, musiałam użyć większej ilości kamieni, gdyż jeden nie przyniósł odpowiedniego efektu. Po chwili światło w pokoju zaświeciło się, a do okna podszedł chłopak.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tej barbarzyńskiej godziny?-chyba nawet nie wiedział do kogo mówi.
-Muszę pogadać-westchnęłam. Od razu zamknął okno i zszedł do mnie ubrany tylko w dresy.
-Mam nadzieję, że to coś poważnego skoro budzisz mnie po drugiej w nocy-zażartował, a mnie wcale nie było do śmiechu.
-Widziałam się z Maxem.
-Żartujesz.. Opowiadaj!
Powiedziałam mu o wszystkim, a słowa bardzo szybko płynęły z moich ust. Na zakończenie popłakałam się, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nadal go kocham. Paul od razu mnie przytulił, głośno wzdychając.
-Oj, Magi, Magi. Co ja się z tobą mam.. Powinnaś iść do niego.
-Tak sądzisz?-byłam lekko zdziwiona z jego decyzji.
-Jestem tego pewien-uśmiechnął się lekko, a ja szybko pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu Maxa.

*Paul*
Musiałem pozwolić jej pogodzić się z tym facetem, mimo, że zakochałem się w niej już dawno.. Zasługuje na szczęście. Przy nim staje się zupełnie inną osobą. Taką.. weselszą. Wiem, że będę tego żałować, ale nie chcę być jej wrogiem tylko przyjacielem. Może jeszcze los się odwróci i Magi będzie moja. Może..
-Ale masz głupie marzenia-mruknąłem i wróciłem do wygodnego wyrka.
_______________________________________________
Jest rozdział!
Ale tylko dzięki Izie, więc proszę jej podziękować ♥
Dziękuję Kochana, bo bez Ciebie nic by nie było ♥ :*

niedziela, 22 czerwca 2014

Kocham cię i nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.

-Wiedziałem, że nie śpisz-odparł.
-Skąd?-usiadłam. Ledwie widziałam na oczy. Musiały być opuchnięte przez łzy. Na pewno wyglądam super -.- .
-Przecież cię znam.
-Też myślałam, że znam niektórych ludzi..-mruknęłam. Chłopak nerwowo przeczesał włosy.
-Słuchaj, Max nic mi nie powiedział tylko kazał się tobą zaopiekować. Powiesz mi, co się stało?
-Nie-prychnęłam-Jak chce to niech ci się tłumaczy, ja nie mam zamiaru-wstałam po bluzę.
-Stój-złapał mnie za rękę.
-Nathan!
-Co?-wstał. Nasze ramiona prawie się stykały. Nawet czułam jego miętowy oddech po gumie do żucia-Chcę ci pomóc-powiedział łagodnym i czułym głosem.
-Nie. Ty chcesz się dowiedzieć, co się stało między mną, a Maxem-poprawiłam go.
-Co ty mówisz?-złapał mnie za przedramiona-Kocham cię i nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. Nawet mój przyjaciel-widziałam determinację w jego oczach-Chodź-mocno mnie przytulił, a ja znowu się popłakałam.
-Przepraszam. Po prostu ten związek mnie przerasta. Nie dość, że rzadko się widujemy to jeszcze te wszystkie kłótnie, dziwne sytuacje, dziecko..
-Czy ja dobrze usłyszałam? Dziecko?-do pokoju wparowała Nina. Była baaardzo zdenerwowana.
-Nie martw się. Nie będziesz babcią. To Max ma dzieciako, nie ja-wyjaśniłam, siadając na łóżko.
-Och, Skarbie. Tak mi przykro-pocałowała mnie w czoło-Zrobię ci ciepłe kakao na poprawę humoru i zadzwonię po Lolę. Zrobicie sobie babski wieczór, co?-bardzo chciała mnie pocieszyć.
-Nie. Już nikomu nie dam rady dzisiaj tego wyjaśniać-wytarłam wierzchem dłoni policzki-A jak Lola się uprze to..
-Rozumiem. Jak tylko będziesz chciała porozmawiać albo pomilczeć to możesz na mnie liczyć-starała się uśmiechnąć.
-Mamo, wiem, że masz dużo pracy. Poradzę sobie, a ty idź na spotkanie, czy coś-wiedziałam, że potrzebowała tych słów, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że mnie zostawiła.
-Będę pod telefonem. Na pewno-jeszcze raz cmoknęła moje czoło i wyszła. Nathan tylko na mnie patrzył.
-Ona ciężko pracuje-wyjaśniłam.
-Widać. Słuchaj, mogę z tobą zostać. Zero pytań, zero stresu. Tylko ty, ja i jakiś dobry film. Chcesz?-zapytał niepewnie.
-Bardzo-złapałam go za rękę, a po chwili zadzwonił jego telefon.
-Odbiorę, a ty coś włącz, ok?-wyciągnął komórkę z kieszeni. Tylko kiwnęłam głową w odpowiedzi. Chłopak chyba nie miał ochoty rozmawiać, bo odpowiadał tylko "tak, nie, jestem, później pogadamy" i wrócił.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Wszystko ok. Co oglądamy?-rozłożył się na łóżku.
-"Twój na zawsze". Bardzo lubię ten film-zajęłam miejsce obok Sykesa-Może być?
-Co tylko chcesz-objął mnie ramieniem. Czułam się bezpiecznie i nawet dobrze się bawiłam oglądając film, ale to chyba tylko dlatego, że Nathan co chwilę mnie zagadywał i bawił się moimi włosami.
-Czy ty w ogóle wiesz o czym był film?-zapytałam po wyłączeniu laptopa.
-Tsaa-mruknął.
-Dobrze udajesz. Dzięki.. Za wszystko-miałam zamiar go przytulić, ale znowu zadzwonił jego telefon.
-To Agatha-wyjaśnił, patrząc na ekran.
-Nawet nie próbuj nie odebrać-uśmiechnęłam się, a on wyszedł na korytarz. Pokręciłam się trochę  po pokoju, gdy dostałam sms.
"To jakieś nieporozumienie. Proszę, spotkajmy się. Chcę ci wszystko wyjaśnić. A jeśli nie chcesz rozmawiać, chociaż napisz, że nic ci nie jest. Martwię się. Całuję :**" ~ <3 Misio.
Muszę zmienić nazwę..
"ŻYJĘ!!!"-odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko.
-Co u Agathy?-zapytałam, gdy tylko drzwi się otworzyły.
-Chciała się spotkać-nie wyglądał na szczęśliwego.
-To co tu jeszcze robisz? Masz sobie iść i się świetnie bawić, jasne?-wyganiałam go z pokoju.
I znowu zostałam sama..
_________________________
Jestem za stara na pisanie bloga -.-

czwartek, 5 czerwca 2014

Max, to twoje dziecko.

-Oto państwa danie-kelner podał nam talerze z jedzeniem.
-Dziękujemy-powiedział Max, a wysoki brunet kiwnął głową i odszedł.
-Gdy mówiłeś, że zabierzesz mnie do porządnej restauracji, nie mówiłeś że to będzie TA restauracja-zdziwiłam się.
-Nie podoba ci się?-zapytał.
-Jasne, że się podoba-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-Cieszę się-chwycił mnie za dłoń-Lepiej być nie może, bo jestem tu z tobą-ciepło się uśmiechnął, a ja się zarumieniłam-A teraz jedzmy póki ciepłe.
-Tak-wyplątałam się z jego uścisku i wzięłam sztućce-Mmm, to jest pyszne-byłam zachwycona.
-Wiem. Zawsze tu zamawiamy catering-odparł, przeżuwając kawałek mięsa.
-No tak. Macie tyle pieniędzy, że możecie cały czas tu jadać-zażartowałam.
-Bardziej gustujemy w kebabach i pizzach.
-Jasne.
-Przepraszam-podeszła do nas wysoka kobieta o ciemnych oczach i długich, czarnych włosach-Max George, prawda?-zapytała nieśmiało.
-Tak. Coś się stało?-chłopak próbował się uśmiechnąć.
-Możemy porozmawiać? Na osobności-dodała, patrząc na mnie.
-Proszę się nie krępować. Siadaj-Max wskazał krzesło obok.
-Dobrze. Sam tego chciałeś. To jest bardzo delikatna sprawa, ale skoro mogę mówić przy..-wskazała mnie dłonią-To zgoda.
-Możemy przejść do sedna sprawy?-próbował ją pośpieszyć.
-Tak, przepraszam. Więc.. Max. Nie wiem, czy mnie kojarzysz. Poznaliśmy w USA, gdy byliście w Vegas-zauważyłam, że był zmieszany tą sytuacją. Z resztą tak jak ja-I doszło do małego incydentu-wzięła głęboki wdech-Jestem w ciąży-pogładziła się po lekko wystającym brzuchu-Chyba mnie nie zrozumiałeś. Max, to twoje dziecko.
-Nie. To niemożliwe-wypierał się. Czułam jak mój świat się zawala. Wstałam i rzuciłam serwetkę na stół.
-Jak mogłeś?-tylko tyle udało mi się powiedzieć przez łzy.
-Kochanie-również wstał.
-Nie masz prawa tak do mnie mówić-odparłam przez zaciśnięte zęby-Zostaw mnie w spokoju! Sama trafię do domu. Zostań z.. NIĄ-wyszłam. Jak mógł kłamać, że mnie kocha? Po co ta cała szopka z wspólnie spędzonym dniem?! Z nadmiaru wrażeń i łez zakręciło mi się w głowie i zaczęłam wpadać na ludzi. Nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciec. Uciec do jedynego miejsca, gdzie będę sam na sam z własnymi myślami. Uciec, by..
-Magi?-usłyszałam cichy, niepewny głos. Szybko wytarłam policzki rękawem, po czym uniosłam wzrok.
-Hej-chlipnęłam, patrząc w jego miodowe tęczówki.
-Co się stało?-mężczyzna objął mnie ramieniem.
-Nie chcę o tym gadać. Nie teraz-wtuliłam się w jego tors. Był taki miły, ciepły i.. bezpieczny.
-Chodźmy do mnie-wziął mnie za rękę i szybko ją cofnął.
-Dziękuję Wren-objęłam jego dłoń.
*   *   *
-Lepiej się czujesz?-zapytał, zmywając kubki po herbacie.
-Tak, dzięki-poprawiłam zadek na krześle.
-Chcesz teraz mi..
-Nie-przerwałam mu-Nawet nie wiem, jak miałabym zacząć.
-Ok. Jakby coś to wiesz, gdzie mnie szukać-uśmiechnął się, ale widziałam w jego oczach smutek. Nie wiem, czy to przeze mnie, czy przez problemy osobiste.
-Wiem. A co u ciebie?-zmieniłam temat.
-Całkiem nieźle. Powoli się ogarniam z nowym miejscem-puścił mi oczko.
-To super. Powinnam już iść-wstałam.
-Odprowadzić cię?-wytarł ręce o spodnie.
-Nie. Może poradzę sobie z przejściem przez ulicę-zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie. Gdy wróciłam do domu, ruszyłam pędem do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon, leżący na szafce nocnej. Oczywiście zapomniałam go wziąć ze sobą. Pewnie Nina dzwoniła. Właśnie, że nie! 10 połączeń od "<3 Misio" i 7 od "Nathan ciota" + kilkanaście smsów. Nawet nie miałam siły ich czytać. Schowałam twarz w poduszkę i znowu zaczęłam płakać.
-Skarbie, wróciłam!-usłyszałam mamę wchodzącą po schodach. Zajrzała do mojego pokoju, ale udałam, że śpię. Nie chcę jej tłumaczyć, co się stało. Tylko dlatego to zrobiłam. Wycofała się cicho i zamknęła za sobą drzwi. Jednak nie miałam spokoju na długo. Na korytarzu słyszałam jak Nina krzyczy: "Śpi! Nie budź jej!" i cisza. Nawet nie wiem kto wszedł do pomieszczenia, bo nie odwróciłam się. Bałam się, że zobaczę Maxa. Ktoś przysunął krzesło do łóżka i nic. To znaczy nic nie słyszałam. Nie wytrzymałam i spojrzałam na "gościa".
____________________________________________________
Flaki z olejem, ale piszę, żeby zakończyć historię.
Niestety tak jak się domyśliłam, mam niewielu czytelników.
Ale nie ma się czemu dziwić. Czytając to badziewie, wydłubałabym SE oczy.
Pozdrawiam i dobranoc :)

środa, 28 maja 2014

To NASZ dzień!

Nie wiem jak Max to załatwił, ale mieliśmy cały dzień dla siebie. Minęło tak wiele czasu odkąd mogliśmy spędzić ze sobą tyle czasu. Wpadł do mnie rano z kwiatami i powiedział, że możemy robić, co tylko zechcę.
-Czy zapomniałam o swoich urodzinach?-zaśmiałam się.
-Nie Kochanie. Nie musisz nawet o nich pamiętać. Ważne, że ja wiem kiedy są-pocałował mnie w czoło.
-Wiesz, że mam dziś szkołę?
-Taaak, ale rozmawiałem z twoją mamą i nie masz się, o co martwić. Wszystko załatwiłem-szeroko się uśmiechnął.
-Jak ją przekupiłeś?-usiadłam na blacie kuchennym.
-Nie musiałem-wzruszył ramionami-Twoja mama bardzo mnie lubi i darzy mnie zaufaniem. Wie, że nic ci przymnie nie grozi-podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-Ta kobieta chyba nie wie, co czyni-pokręciłam ze zdumieniem głową.
-Dziękuję ci bardzo-udał obrażonego i zrobił skwaszoną minę.
-Oj przepraszam-objęłam go za szyję. Chciałam dać mu całusa, ale zrobił unik i moje usta trafiły na żuchwę.
-Nie-odparł krótko. Spojrzałam na niego ze smutkiem-Ech-westchnął-Nie umiem się na ciebie gniewać-pocałował mnie, a ja odpowiadałam tym samym. Zapowiada się cudowny dzień.
-Usiądź sobie, a ja przygotuję ci coś do zjedzenia-polecił.
-Ale nie jestem głodna, jadłam zanim przyszedłeś.
-Hmm-zastanowił się przez chwilę-Może to i dobrze-cmoknął mnie w czoło i wziął na ręce.
-Co robisz?-zdziwiłam się.
-Przecież nie wyjdziesz z domu w samej koszulce. Musisz się przebrać.
-To już wychodzimy?-właśnie zostałam wnoszona po schodach.
-A chcesz zostać w domu?-zatrzymał się na pół piętrze.
-Tak. Nie. Nie wiem-odparłam szybko.
-Ach te kobiety. Wiecznie niezdecydowane-przewrócił oczami.
-Spadaj!-zaśmiałam się i po chwili leżałam na własnym łóżku.
-Możemy tu zostać jak chcesz-Max położył się obok-Wystarczy, że powiesz tak lub nie-składał pocałunki na moim karku. Robił to tak delikatnie, że miałam gęsią skórkę. W mojej głowie biły się ze sobą różne myśli. Iść, czy zostać. Jak pójdziemy to rozszarpią nas reporterzy, a jak zostaniemy to wiadomo do czego może dojść. Nagle Max zaczął gładzić mój brzuch, patrząc jak nierównomiernie oddycham. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Kocham cię i żałuję, że przeze mnie cierpiałaś-pocałował mnie w czubek nosa. Myślałam, że się popłaczę. Czułam, że mówi prawdę. Byłam tego pewna. Mocno objęłam go za szyję.
-Było warto-powiedziałam przez łzy. Nie wiem ile czasu tak leżeliśmy, ale chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Zapach jego perfum uspokajał mnie, a bicie serca, które słyszałam powodowało uśmiech na mojej twarzy. Gdy uniosłam wzrok, zobaczyłam, że mój Romeo zasnął. Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca, by go budzić. Ostrożnie wstałam i zaparzyłam sobie herbatę. Gdy wróciłam do pokoju, leżał już pod kołdrą i cichutko pochrapywał.

*   *  *
-Na pewno chcesz tu iść na lunch?-zapytał niepewnie chłopak.
-Tak-odparłam stanowczym głosem.
-Ale..-skrzywił się-To nie tak miało wyglądać.
-Nie będę cię naciągać na żadne restauracje. Jemy na tym zadupiu-pocałowałam go w policzek-I nikt nas tu nie znajdzie, a chyba o to chodzi, c'nie?
-C'tak-westchnął, po czym otworzył mi drzwi. Nie powiem.. wnętrze lokalu nie zachwyca, ale przynajmniej nie śmierdzi. O nie, jednak śmierdzi.
-Ech.
-Wychodzimy-i zanim weszliśmy, już nas nie było-Przepraszam, ale nie pozwolę ci na to. Ja coś wybiorę i nie obchodzi mnie, że ktoś nas spotka. Mamy prawo do chodzenia po mieście, a z resztą musimy coś jeść i to w normalnych warunkach. Kocham cię i dlatego tam nie zjemy-powiedział to tak szybko, że ledwie go zrozumiałam.
-Dobrze. Czekam na propozycje-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?-wyglądał na zdziwionego.
-Tak-pogładziłam go po policzku.
-Mówiłem, że cię kocham?-złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie tak, że nasze ciała się stykały.
-Hmm.. Chyba nie-oparłam ręce na jego ramionach.
-Jak mogłem o tym zapomnieć?-cmoknął mnie w czoło-Kocham cię-szepnął prosto do ucha.
-Wiem, ale chciałam to usłyszeć-odpowiedziałam w taki sam sposób.
-Wiesz, że pół roku temu spotkaliśmy się po raz pierwszy?-minimalnie się odsunął.
-Przecież casting był 3 miesiące temu-odparłam.
-Wtedy się poznaliśmy, ale chodzi mi o spotkanie, kochanie-wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę centrum. Próbowałam sobie przypomnieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
-Niemożliwe, żeby coś takiego mogło się zdarzyć. Pamiętałabym-powiedziałam stanowczo.
-No tak, mogłaś mnie nie rozpoznać. Miałem czapkę z daszkiem, kaptur i okulary przeciwsłoneczne. Wpadliśmy na siebie w parku. Bardzo się spieszyłaś.

-Lola, chodź szybciej, bo znowu się spóźnimy-marudziłam.
-Ale szybciej nie dam rady i tak idziemy w zniewalająco szybkim tempie-wydyszała-Chodźmy przez park, będzie szybciej.
-Dobra-i od razu przeszłyśmy przez ulicę.
-Możesz mi przypomnieć dlaczego tak pędzimy?-ruda nie dawała za wygraną. Złapałam ją za ramię, zatrzymując się.
-Jak to? Nie wiesz gdzie idziemy?-zdziwiłam się-Robię to dla ciebie, a ty nawet nie wiesz dlaczego? 
-Chcesz, żebym wypluła płuca? Dzięki-oparła dłonie o kolana i głęboko oddychała. 
-Justin Timberlake jest w sklepie muzycznym dwie przecznice stąd i podpisuje płyty-powiedziałam zachęcającym głosem.
-Co? Idziemy!!-szarpnęła moją rękę i pędem ruszyłyśmy przez park-Nie mam płyty-załamała się.
-Wiem, ale ja ją mam. Wczoraj kupiłam-czułam ucisk w łydkach.
-Jesteś kochana-zaczęła piszczeć.
-To też wiem-spojrzałam na Lolę i poczułam jak moja głowa odbija się od ubitej ziemi.
-Przepraszam-nade mną stał mężczyzna-Żyjesz?-pomógł mi wstać.
-Tak, ale następnym razem uważaj jak chodzisz! Miałam szczęście, że to tylko trawnik!
-Jeszcze raz przepraszam. Mogę zadzwonić po pogotowie-poprawił okulary.
-Nie! Spieszymy się-wtrąciła przyjaciółka i już nas nie było.

-Teraz sobie przypominam. Truchtałeś sobie-zaśmiałam się.
-To byłem ja.
-Boże, przecież ja na ciebie nakrzyczałam-zaczęłam panikować.
-Tylko troszeczkę, ale wiesz co? To była chyba najmilsza rzecz jaka mi się przytrafiła tamtego dnia.
-Dlaczego?
-Bo to był dowód, że mnie nie rozpoznałaś, a tego właśnie chciałem.
-Czekaj, chcesz mi wmówić, że poszedłeś biegać do najbardziej zatłoczonego miejsca w mieście?
-Byłem lekko wkurzony na chłopaków, ok? Nie wiedziałem, co robię-wytłumaczył.
-Dokładnie tak jak teraz. Będąc ze mną-mruknęłam.
-Słyszałem.
-Też cię kocham-mocniej ścisnęłam jego dłoń.
___________________________________________________
Nie wierzę, że to dodaję -.-
Rozdział bez wyrazu, ale postaram się poprawić w następnym.
Mam pomysł i jedną akcję, która wszystko zmieni tylko mam problem, żeby do niej dobrnąć, ale coś się wymyśli.
Przepraszam, że tyle czasu mnie nie było, ale te matury wyssały ze mnie wszystkie pokłady energii i chęci do życia.
Mam nadzieję, że mam jeszcze jakichś czytelników :)
Nie wiem kiedy kolejny rozdział.
Jak zepnę dupę to będzie jeszcze w czerwcu, a jak nie to bajo.


A i jeszcze jedno.. Powoli kończę przygodę z opowiadaniami i zbliżam się do zakończenia swojej "kariery pisarskiej", co prowadzi do końca historii moich bohaterów. Wiem, że płakać nie będziecie, ale tak tylko informuję na przyszłość, żeby nie było szoku, że to koniec itp. 

piątek, 7 lutego 2014

Chwila nieuwagi i czujesz się winnym do końca życia.

Zanim zdążyłam wejść na górę, Max znalazł się obok mnie.
-Nathan dzwonił. Mają problem z dziennikarzami-powiedział.
-To coś poważnego?-zapytałam.
-Krążą po posesji. Muszę wracać-pocałował mnie w czoło.
-Ale jak to? Przecież..
-Wejdę od tyłu. Nie martw się. Nie pierwszy raz będę to robił-uśmiechnął się. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł. No pięknie. I co ja będę teraz robić? Chyba zanudzę się na śmierć. Wyjrzałam przez kuchenne okno i zobaczyłam nowego sąsiada, męczącego się z pudłami na werandzie. Wpadłam na genialny pomysł! Takie rzeczy tylko u mnie w głowie siedzą. Założyłam bluzę i wyszłam na zewnątrz.
-Może pomóc?-zapytałam, przechodząc przez ulicę. Chłopak spojrzał w moją stronę.
-Musi ci się naprawdę nudzić, jeśli chcesz się męczyć z zakurzonymi kartonami-powiedział z założonymi rękami.
-Trafiłeś w dziesiątkę-zaśmiałam się-Too.. Od czego mam zacząć?-rozejrzałam się.
-Może od tamtych rzeczy. Powinny być lekkie-wskazał torby leżące na schodach.
-Gdzie je postawić!-krzyknęłam będąc w środku.
-Jestem za tobą-szepnął. Wystraszył mnie i z tego wszystkiego upuściłam pudło.
-Przepraszam-odwróciłam się twarzą do niego-Mam nadzieję, że nie było tu nic ważnego-patrzyłam z nadzieją, że powie "tak".
-Tylko pare książek-machnął ręką. Odetchnęłam z ulgą-I talerzy-dodał.
-Kto kładzie talerze i książki razem?-zdziwiłam się, a on spojrzał na mnie wymownie-No tak.. Ty.
-Nie przejmuj się tym. Może są całe-wziął karton i zaniósł do pomieszczenia gdzie ma być kuchnia.
-Od kiedy będziesz tu mieszkał?-zapytałam, rozglądając się.
-Dziś będzie pierwsza noc-wyjął książki.
-Co? Przecież tu nie da się żyć-stwierdziłam.
-Może do wieczora sobie poradzimy, hę? A z resztą łóżko mi wystarczy-uśmiechnął się.
-Daj, pomogę ci-już miałam wziąć się za rozpakowywanie rzeczy, gdy ciemny blondyn syknął z bólu. Wyciągnął dłoń, która była zakrwawiona. Spojrzałam na cieknącą krew i zrobiło mi się słabo.
-Powinieneś iść do lekarza.
-Nic mi nie jest-owinął ranę ścierką-Ale chyba ty nie najlepiej się czujesz. Chodźmy na świeże powietrze-wziął mnie za ramię i wyprowadził na patio, gdzie usiedliśmy na schodach-Już lepiej?-bacznie mnie obserwował.
-Tak-odpowiedziałam-Chyba trzeba to opatrzyć-wskazałam na przesiąknięty krwią kawałek materiału.
-Później to zrobię. W którymś pudle mam apteczkę-machnął zdrową ręką.
-Lepiej będzie jak pójdziemy do mnie. Przynajmniej wiem gdzie leży bandaż i woda utleniona-starałam się uśmiechnąć-Ja ci tego nie zdezynfekuję, ale moja mama..
-Ech, niech będzie-pomógł mi wstać.
-Bardzo boli?-zapytałam, wchodząc do domu.
-Niee-mruknął. Wiem, że go boli, a do tego cały czas leci krew.
-Mamo!-krzyknęłam.
-Już idę-odpowiedziała-Co się stało?-zapytała na schodach.
-Mnie nic, ale naszemu nowemu sąsiadowi-wzięłam jego dłoń i pokazałam Ninie.
-Boże-szepnęła-Chodźcie do kuchni-wyjęła apteczkę z szafki. Odwinęła materiał i skrzywiła się na widok podłużnej rany. Znowu zrobiło mi się słabo.
-Poczekam w salonie-starałam się nie stracić równowagi i jako tako dojść do kanapy. Nie moją winą jest to, że krew mnie obrzydza. Lubię czytać horrory, ale w realu.. Fuuu!
-Mogę to zabandażować, ale i tak musisz jechać do chirurga. Chyba będą potrzebne szwy-słyszałam jak mówi Nina.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-I jeszcze jedno.. Nie noś ciężkich rzeczy, bo rana może się poszerzać-ostrzegła go.
-Będę pamiętał. Magi, dziękuję za pomoc-wszedł do pomieszczenia-I przepraszam.
-Wren nie masz za co. To ja powinnam to zrobić. Przeze mnie się skaleczyłeś-sąsiad zajął miejsce obok mnie, a ja serio czułam się winna.
-Margo, jadę do Cat-przerwała nam Nina-Będę wieczorem. Do zobaczenia.
-Do widzenia.
-Pa-i oto właśnie takim sposobem zostaliśmy sami. Zrobiła to specjalnie. Mogę się o to założyć.
-A wracając do tematu..-słodko się uśmiechnął-Byłem nieuważny i tyle.
-Pff.. Dla mnie to możesz nawet czołgiem przyjechać, a zdania nie zmienię-zażartowałam.
-Zapamiętam-jego twarz wyrażała małe, skupiające się dziecko. Jak to niektórzy mówią "można by je schrupać". Oczywiście też się uśmiechnęłam.
-Czemu się tu przeprowadziłeś?-zapytałam.
-Studiuję na Oxfordzie. Wiesz, stąd jest bliżej niż z Irlandii.
-No tak. Chcesz coś do picia?-zaproponowałam.
-Czemu nie-wzruszył ramionami. Zrobiłam dwie herbaty i wróciliśmy do rozmowy.
-Co studiujesz?-usiadłam wygodnie na sofie.
-Medycynę. To na razie pierwszy rok, ale chcę zostać chirurgiem. Dziwny zbieg okoliczności, prawda?-uniósł zabandażowaną dłoń.
-Tak-było mi go szkoda. Widać, że krew dalej leciała i cały opatrunek zaraz będzie do wymiany.
-A ty, co robisz?-zauważył jak przypatrywałam się bandażowi.
-Kończę liceum-spojrzałam w jego oczy.
-I co potem?
-Nie mam pojęcia-zrobiłam wielkie oczy.
-Chyba jak każdy.
-Raczej tak-biorąc kubek ze stolika, zaczepiłam nogą jego dłoń. Jęknął z bólu-O nie. Wstawaj!-poleciłam mu-Jedziemy do lekarza.
-Nie-odparł krótko.
-Jakoś mnie to nie interesuje-zadzwoniłam po taksówkę.
-Ale jesteś uparta-przewrócił oczami.
-Wiem-napisałam karteczkę z informacją gdzie jestem, gdyby Nina wróciła przede mną-Pakuj się do auta-powiedziałam.
-Panie przodem otworzył mi drzwi.
-Masz dokumenty?-zapytałam w drodze.
-Prawo jazdy zawsze noszę przy sobie.
-Ok.

*   *   *
Ile można czekać? Zaczęłam się niecierpliwić. No sorry, ale po 40 min siedzenia chyba mam do tego prawo. Wreszcie moim oczom ukazał się Wren. Automatycznie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na jego dłoń. Opatrunek był mniejszy. To dobrze.
-I jak?-zapytałam.
-Dostałem środek znieczulający i jest znośnie-odparł.
-Miał pan dużo szczęścia. Proszę podziękować znajomej-wtrącił lekarz i odszedł.
-Dziękuję za to, że jesteś uparta-pokazał zęby w szerokim uśmiechu.
-Nie ma za co-machnęłam ręką-Rana była bardzo głęboka?
-Nie. Tyle, że miałem jeszcze drobinki szkła-powiedział to tak, jakby zdarzało mu się to na co dzień.
-Brzmi groźnie. Masz szwy?-no co? Jestem po prostu ciekawa.
-Tak. Za tydzień mam się tu pokazać. Masz ochotę na spacer, czy zadzwonić po taksówkę?-zapytał, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
-Spacer.. może być-była ładna pogoda, co rzadko zdarza się w Londynie, więc trzeba korzystać, prawda?
-Magi..?-mruknął.
-Tak?-zapytałam pół przytomna.
-Chyba się zamyśliłaś-powiedział niepewnie.
-Troszeczkę. Często tak mam-machnęłam ręką.
-Hmm-chrząknął.
-Tom?-zdziwiłam się widząc, idącego naprzeciw nam bruneta-Co ty tu robisz?
-Chciałem zapytać o to samo-spojrzał przelotnie na Wrena-Idę po wyniki, a ty?
-Robiłeś badania? Czekaj.. Idziesz po wyniki? Max mówił, że macie oblężenie reporterów..
-Dlatego wyszedłem..
-Takim sposobem jak Max wszedł?-przerwałam mu.
-Dokładnie-uśmiechnął się-Więc? Co tu robisz?-dociekał.
-Wren z mojej winy się skaleczył. Wyglądało groźnie i przyjechaliśmy-wyjaśniłam-Na co się badałeś?
-Na głowę-zaśmiał się.
-Oj, to już za późno na leczenie-klepnęłam go w ramię. Mój sąsiad tylko przysłuchiwał się rozmowie.
-Nie no. Kelsey musiała zrobić parę testów, dotyczące tych zajęć tanecznych.
-No tak.
-Dobra, spadam. Bo jeszcze zamkną laboratorium i że tak powiem: będę w dupie-pomachał mi na pożegnanie.
-Dobry znajomy?-zapytał ciemny blondyn.
-Tak. Bardzo dobry.

*   *   *
Wreszcie w łóżku! Ten dzień był bardzo męczący, a teraz mogę spokojnie sobie pójść spać *o*
Jestem padnięta! Wieczorem pomogłam Wrenowi wtaszczyć resztę pudeł do domu. Niestety, przez to zaniedbałam mojego chłopaka, nie odpisując na jego smsy. Nawet teraz nie mam siły, żeby wyciągnąć rękę po telefon. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

-Kochanie, wstawaj-usłyszałam Ninę. Otworzyłam oczy i spojrzałam jak kładzie czyste ubrania na biurko.
-Masz wolne?-zdziwiłam się. Chyba jeszcze nigdy nie miała wolnego.
-Nie. Mam biznesowe spotkanie o dziesiątej-usiadła na brzegu łóżka.-A ty jakie masz plany na dziś?
-Znając życie i Nathana to całe the Wanted wpakują się nam na chatę-westchnęłam-Masz coś przeciwko?
-Nie o ile niczego sobie i tobie nie zrobią-pogładziła mnie po policzku.
-O to nie musisz się martwić.
-Margo nie chcę, żebyś czuła się przesłuchiwana, ale muszę o coś zapytać-zaczęła niepewnie.
-Jasne, mów-próbowałam ją zachęcić.
-Jak poznałaś Wrena? Z tego co zauważyłam to jest starszy od ciebie.
-Mamo..-usiadłam-Przyszedł do nas i się przedstawił. I jest tylko rok straszy-wyjaśniłam-U Maxa jakoś nie masz z tym problemu.
-No właśnie Słońce. Masz Maxa. Musisz uważać, żeby ich nie zranić.
-Wiem. Po prostu jestem miła-westchnęłam.
-Muszę już iść. Pa-pocałowała mnie w czoło i wyszła. Czy ona pomyślała, że zdradzę Maxa z sąsiadem? NIGDY! No.. Czasem zdarzają się takie sytuacje, ale tylko w filmach, a Wren to tylko kumpel.
Wstałam, ale nie chciało mi się przebierać, więc poszłam zjeść w rozciągniętej koszule i bieliźnie. Nie byłam za bardzo głodna, ale zmusiłam się na musli z jogurtem. Usłyszałam dzwonek. Zerknęłam przez szybę w drzwiach kto to, a gdy ujrzałam mojego chłopaka, otworzyłam.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Cześć-cmoknął mnie w czoło. Za nim weszła reszta grupy. Kurde, nie widziałam ich wcześniej. Tak to bym nie otworzyła póki się nie przebiorę, a teraz..
-Sexi wdzianko-zażartował Nathan, przytulając mnie, a ja zrobiłam się czerwona na twarzy.
-Rozgośćcie się, a ja pójdę się ogarnąć-ściągnęłam niżej bluzkę i szybkim krokiem poszłam na górę. Gdy wyjmowałam ciuchy z szafy, usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam Georga.
-Czemu nie odpisałaś?-zapytał.
-Przepraszam, nie miałam siły-wyjaśniłam.
-Tom mówił, że cię wczoraj widział.. Z jakimś chłopakiem-widać, że był z tego niezadowolony.
-Tak, spotkaliśmy się-przyznałam mu rację, przebierając się.
-Z kim byłaś?
-Z sąsiadem. Max, proszę cię. Daruj sobie i mnie to przesłuchanie-westchnęłam.
-Ja po prostu jestem ciekawy-rozłożył się na łóżku. Mimo umięśnionego ciała wyglądał bardzo niewinnie, wręcz uroczo. Zajęłam miejsce na krześle, bacznie go obserwując. Widziałam, jak spina i rozluźnia mięśnie przedramion.
-Ciekawy, czy zazdrosny?-starałam się uśmiechnąć.
-Zgadnij-podszedł do mnie i mocno mnie objął. Poczułam jego ciepło i moje ulubione perfumy.
-Jesteś kochany-dałam mu całusa.
-Może powinniśmy wrócić. Boję się, że spalą ci kuchnię-powiedział chłopak.
-Oni robią coś w kuchni?-zdziwiłam się.
-Tom zgłodniał.
-O Boże-wystraszyłam się i pędem rzuciłam się po schodach. Na szczęście nie czułam spalenizny ani nie słyszałam sygnału wozu strażackiego. Wręcz przeciwnie. W powietrzu unosił się zapach tostów.
-Głodna?-zapytał Jay. Patrzyłam jak chowa toster.
-Nie-pokiwałam przecząco głową-Co robicie?
-Jemy-odparł Parker z pełną buzią. Tylko westchnęłam.
-Kuchnia cała?-przytulił mnie Max.
-Tak-uśmiechnęłam się.
-To dlatego byłaś taka wystraszona-Nathan machał na lewą i prawą ciepłym chlebem.
-Raniiiiisz-Siva udawał smutnego.
-Może jak się już najecie to pójdziemy się przejść?-zaproponował Łysol.
-O nie. Nie mam zamiaru uciekać przed fankami przez pół miasta.
-Oj Magi-mruknął Sykes.
-Przecież to świetna zabawa-zaśmiał się loczek.
-Niee.
-To chodźmy do kina. Zadzwonię po dziewczyny i możemy iść-mulat wyciągnął komórkę z bluzy.
-Ta opcja mi się podoba-poparłam Irlandczyka.
-Nath, zadzwoń po Agathę. Może chciałaby pójść z nami-zaproponował Max. Wraz z Sykesem wymieniliśmy się spojrzeniami.
-No nie wiem..-zaczął niepewnie.
-Jak ty nie zadzwonisz to ja to zrobię. Przecież dobrze się bawiliście w Las Vegas.
-Cały czas sam na sam-zachichotał Tom.
-Dobra! Zapytam się-dał im za wygraną i wyszedł z telefonem przy uchu.
____________________________________
Dziękuję za te nominacje :D
Jesteście kochane <3
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Pisany chyba z miesiąc o.O
I straszne długi wyszedł. Nie wiem dlaczego :P
Także ten.. Czekam na wasze wrażenia w komentarzach :)

sobota, 4 stycznia 2014

"Mam czekać aż ktoś rzuci się na mnie na ulicy?"

-Nie musiałeś mnie odprowadzać-uśmiechnęłam się, po czym dałam chłopakowi całusa.
-Tak, wiem-objął mnie w tali, gdy staliśmy na werandzie przed moim domem-Chciałem cię odprowadzić.
-A co z dzikimi tłumami fanów? Na pewno wiedzą, że wróciliście-usiadłam na ławce. Max zrobił to samo.
-Jakoś mnie to nie interesuje-wzruszył ramionami, po czym nasze usta znowu się złączyły.
-Wejdziesz na chwilę?-zapytałam-Moja mama na pewno się ucieszy-próbowałam go zachęcić.
-Twoja mama to wiem, a ty?
-Też powinieneś to wiedzieć-lekko przymrużyłam oczy.
-Bardzo ciężko cię rozgryźć. Uwierz mi, to nie lada wyzwanie. Twojej reakcji nie da się od tak przewidzieć.
-Co chcesz przez to powiedzieć? Że jestem nieobliczalna?-zdenerwowałam się.
-Raczej wyjątkowa-pocałował mnie w czoło.
-Jasne..-mruknęłam.
-Naprawdę. I wiesz co, tylko twoja przyjaciółka mogła do nas tak napisać. Inni piszą, że nas kochają albo chcą z nami.. hmm-odchrząknął, robiąc się czerwony na twarzy.
-No cóż.. Macie duże branie-zaśmiałam się.
-Margo.. Wchodziłaś na twittera w ciągu dwóch tygodni?
-Dlaczego pytasz?-zaniepokoiłam się.
-Nie nic, tak tylko-patrzył w ziemię.
-Max, co jest?
-Tak myślałam, że to ty Margaret-mama otworzyła drzwi-O, witaj Max.
-Dzień dobry pani Bennet-uśmiechnął się.
-Nina, mów mi Nina. Już to przerabialiśmy-machnęła ręką-Chodźcie coś zjeść-nie było innego wyjścia, musieliśmy jej posłuchać.

*   *   *
-Dziękuję-powiedział Max, odsuwając talerz-Było pyszne.
-Cieszę się-uśmiechnęła się.
-Tym razem my posprzątamy-wzięłam talerz Niny. Wyglądała na lekko zdziwioną.
-No.. Dobrze. Będę u siebie-i poszła na górę.
-To ja pozmywam-zaoferował się Łysol.
-Nie wierzę! Możesz to jeszcze raz powiedzieć tyle, że do telefonu? Muszę to nagrać-zaśmiałam się.
-Co w tym takiego dziwnego?
-Wszystko-odpowiedziałam-Nie no, ja pozmywam-zgarnęłam wszystkie naczynia do zlewu.
-Oj nie Misiu. Już któryś raz jem u ciebie i nigdy nie pomogłem w sprzątaniu-wyjaśnił, zabierając mi płyn do mycia naczyń z rąk.
-Jak ci tak bardzo na tym zależy to możesz też wpaść w sobotę-usiadłam na blacie, patrząc jak chłopak zmywa-Nigdy nie lubiłam mycia podłóg-niestety, przemilczał to. Byłam ciekawa jego reakcji, ale gdy spojrzałam na jego twarz miała dziwny wyraz. Tak jakby się bardzo skupiał i próbował to ukryć. Wybuchłam śmiechem.
-Co?-zapytał, wycierając po zmywaniu dłonie.
-Miałeś minę jak kot srający do kuwety-sorry, musiałam to powiedzieć-Przynajmniej tak mi się wydaje.
-Dziękuję ci bardzo, ja też cię kocham-zapał mnie w tali i przerzucił przez ramię.
-Co robisz? Puść. Zaraz będę cała czerwona-marudziłam.
-Było mnie tak nie ranić-udawał, że szlocha.
-Ej, gdzie idziesz?
-A wiesz, myślałem, że się przejdziemy do sklepu-zażartował.
-Nie ma problemu-czułam, jak krew napływa mi do mózgu. W tym momencie uderzyłam głowa o poręcz-Auć-syknęłam.
-Przepraszam.
-Mógłbyś trochę uważać, będę miała guza.
-Jestem ostrożny tylko ty się wiercisz-odparł i po chwili położył mnie na moim łóżku-Bardzo boli?-dotknął mojego czoła.
-Tak-mruknęłam.
-Przepraszam-pocałował miejsce, gdzie zrobił się guz. Łysol już wyciągał do mnie wielkie łapska, żeby mnie objąć, ale zdążyłam wstać. Odpaliłam laptopa-Co robisz?-zdziwił się.
-Loguję się na twittera-odpowiedziałam, nie odwracając się w jego stronę.
-Nie rób tego-marudził-Nic to nie da-oparł brodę o moje ramię, a jego dłonie grzały mi biodra.
-Po prostu daj mi to zobaczyć.
-Dobrze-westchnął-wziął mnie za rękę tak, żebym wstała, a sam zajął moje miejsce-No chodź-uśmiechnął się. Oczywiście skorzystałam z zaproszenia i wygodnie usadowiłam się na kolanach chłopaka.
-Jesteś taki cieplutki-stwierdziłam, gdy się do mnie przytulił.
-Zapomniałaś dodać: kochany i przystojny-wyszeptał mi do ucha.
-Po co mam mówić to, co już wiesz-odparłam z uśmiechem, ale po chwili zrobiłam się blada.
-Margo. To kłamstwa. Przecież wiesz, że to nic nie znaczy-tłumaczył.
-Max-odwróciłam się twarzą do niego-To..
-Mogłem ci nic nie mówić-przerwał mi.
-Miałam żyć w nieświadomości?-zaczęłam krążyć po pokoju-I co? Mam czekać aż ktoś rzuci się na mnie na ulicy? Max! Jesteś niepoważny! Nie mogę tego bagatelizować!-krzyczałam.
-Posłuchaj, nie jesteśmy jedyni, którym się to przytrafiło-próbował mnie uspokoić.
-Przytrafiło? Uważasz, że już po wszystkim?
-Teraz wszystko ucichnie. Uwierz mi-objął mnie.
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?-zapytałam.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Dzwonię do ciebie z Las Vegas i mówię: Hej Kotek, ludzie ci grożą, uważaj na siebie. Tak?-teraz on się zdenerwował. Usiadłam z powrotem na krześle. Przejrzałam interakcje.
@..: @MaxTheWanted nie wiem co widzisz w @MargaretBennet. Ona jest okropna! Znam ją ze szkoły i wiem, co mówię!
@..: @MargaretBennet nie zasłużyłaś na Maxa! Jak cię znajdę to wydrapię ci oczy. Pilnuj się!
@..: Jestem chyba jedną z niewielu osób, które cieszą się szczęściem @MaxTheWanted i @MargaretBennet Duuużo miłości ♥
To była nieliczna część adresowanych do nas wiadomości.
-Boję się teraz cokolwiek napisać-powiedziałam do siebie-Może źle zrobiliśmy, mówiąc o nas?
-Co? Margo, czy ty się wahasz, co do nas? Tom i Kelsey też mieli takie problemy, a teraz wszyscy ich kochają. Ludzie muszą się przyzwyczaić do tego, że z kimś jest i że to jesteś ty.
-Ludzie muszą się przyzwyczaić do nas, czy my do ich nastawiania?
-Kochanie w internecie każdy jest nerwowy i pozwala sobie na wiele, ale w rzeczywistości jest inaczej. Nie bój się-mocno mnie przytulił. Wtedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Pójdę otworzyć, zaraz skończymy-poczułam ulgę. Chociaż przez chwilę nie muszę o TYM myśleć.
-Hej-powiedział chłopak, a raczej mężczyzna, gdy tylko otworzyłam drzwi. Uroczo się uśmiechał.
-Cześć. Coś się stało?-zapytałam. Pierwszy raz widzę gościa na oczy, a on się szczerzy jakby wygrał milion dolarów.
-Nie. To znaczy tak. Chyba jesteśmy nowymi sąsiadami. O ile tu mieszkasz-szybko dodał.
-Taak-uśmiechnęłam się-Coś potrzeba?
-Nie. Chciałem się tylko przywitać. Jestem Wren-jeszcze bardziej uroczo się uśmiechnął. Nawet nie wiedziałam, że aż tak się da.
-Magi-podaliśmy sobie dłonie-Wejdziesz?
-Nie, nie będę ci przeszkadzał. Z resztą mam masę pudeł do rozpakowania. No zobaczenia-pomachał na pożegnanie i poszedł do domu po drugiej stronie ulicy. Wydaje się być miły.
_______________________________________
Zostałam nominowana do ...(fanfary xd) LIEBSTER AWARD!!!!
W życiu bym się tego nie spodziewała, a zwłaszcza dlatego, że mam niewielu czytelników.

Nominację dostałam od Czekająca Nieświadoma za co baaardzo dziękuję Kochana ♥

Oto zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" (serio nie zasłużyłam). Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty typujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań (nie jestem aż tak twórcza, więc jak zadam 10 to będzie nieźle xd). Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował (pff i tak to zrobię hahaha).

A więc takie o to dostałam pytanka:
1. Ulubiony przedmiot szkolny?
◘ Geo jest spoko.
2. Ulubione hobby?
◘ Gra na gitarze ♥
3. Nie lubiana przez Was gwiazda?
◘ Ogólnie nie mam gwiazdy, którą hejtuję, no ale sorry.. za 1D nie przepadam.
4. Ulubiona książka?
◘ WSZYSTKIE AUTORSTWA STEPHENA KINGA *o*
5. Ile macie lat?
◘ Od jutra 19
6. Z jakiego jesteście województwa?
◘ Mazowsze się kłania.
7. Gdzie chciałbyś się przeprowadzić za granicę?
◘ London City hahaha
8. Co nie podoba Wam się u ciebie w charakterze i wyglądzie (3 cechy)
◘ Mam tylko dwie.. Wygląd i charakter.
9. Ulubiona piosenka?
◘ Teraz mam fazę na MIDNIGHT RED-Rockstar Lovers i The JANOSKIANS-Set This World On Fire
10. Jaką najbardziej lubicie porę roku?
◘ LAAATOOO
11. Czy wolałybyście VIP-owskie bilety na dowolny koncert, czy jeden dzień z wybraną gwiazdą?
◘ Dzień, tydzień, ewentualnie całe życie.


Przepraszam, ale nie czytam blogów.. Mogę wytypować tylko 3:
http://unfulfilledword.blogspot.com/
http://chasingthesuntw.blogspot.com/
http://i-want-change-my-life-for-better.blogspot.com/

A oto pytania dla was:
1. Oglądasz jakieś seriale? Jak tak to jakie?
2. Kiedy masz ferie?
3. Co cię zainspirowało do napisania bloga?
4. Masz przyjaciółkę, której możesz się ze wszystkiego zwierzyć?
5. Ulubiony rodzaj filmów?
6. Hobby?
7. Uprawiasz jakiś sport? (Iza zboczeńcu to nie to, co myślisz hahaha xd)
8. Jeśli czekolada to jaka?
9. Lubisz śpiewać?
10. Umiesz grać na jakimś instrumencie?

czwartek, 5 grudnia 2013

Po deszczu zawsze wychodzi Słońce.

Włóczyliśmy się po całym Londynie.
Chodziliśmy aż do nocy.
W ciszy.
On słyszał całą rozmowę.
On wiedział, że wiem.
Bał się.
Ale czego?
Mojej reakcji?
Może rozmowy ze mną?
A może obu rzeczy?
Nie wiem. Nie mam siły, żeby się odezwać. Chciałabym teraz zobaczyć Maxa. Jego uśmiech i to, jak na mnie patrzy. Do oczu napłynęły mi łzy. Wszystko spieprzyłam.. I to tylko dlatego, że jestem miła dla Paula.
-Mogę ci jakoś pomóc?-blondyn zapytał zachrypniętym głosem.
-Przytulisz mnie?-chlipnęłam, a on bez zastanowienia mnie objął. Wtuliłam się w jego tors i stałam w bezruchu.
-Magi.. Pamiętasz jak pytałem cię, o naszą przyjaźń?-zaczął niepewnie.
-Tak-odsunęłam się, aby widzieć jego twarz.
-Bo chodziło mi o to, czy miałbym jakieś szanse u ciebie. Gdybyś była wolna-dodał.
-Paul-westchnęłam-Zasługujesz na kogoś lepszego.
-Teraz to i tak nie jest ważne-wzruszył ramionami-Odprowadzę cię do domu.
-Dziękuję-starałam się uśmiechnąć.

*   *   *
-Nie wierzę, że tak mu powiedziałaś!-oburzyła się Lola-A jeszcze bardziej nie mogę uwierzyć w to, że mówisz mi to trzy dni po fakcie!
-Nie masz się czemu dziwić.. Dwa dni ze sobą nie gadałyśmy-mruknęłam.
-Ale przeprosiłam!
-Wiem-odparłam krótko-Idziemy do mnie?-zmieniłam temat.
-Dobra, jeśli nie masz żadnych planów-uśmiechnęła się.
-O to samo chciałam ciebie zapytać.
-O mnie się nie martw. Peter idzie dziś do dziadków czy coś.
-No okey-cieszyłam się, że w końcu moja przyjaciółka znalazła dla mnie czas.
-Ale możemy jeszcze zajść do tej cukierni przy Oxford Street?
-Lola, to jest kawał drogi stąd. Nie możemy iść do innej?
-Nie, nie, nie.
-To idź tam sama. Mi się nie chce-zaczęłam protestować.
-Bez ciebie nie idę-zaśmiała się.
-Z kim ja żyję..
-Z najlepsiejszą przyjaciółką pod Słońcem!!-objęła mnie ramieniem. Nie miałam wyjścia. Musiałam z nią iść do tej głupiej cukierni po drugiej stronie miasta.
-A tak w ogóle to co ty stąd chcesz?-zapytałam, gdy weszłyśmy do środka.
-Pączka-odpowiedziała bez namysły po czym zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu.
-Czego szukasz? Lepiej stańmy w kolejce-pociągnęłam ją za ramię.
-Tak, tak-odparła lekko zawiedziona.
-Czy panie stoją ostatnie w kolejce?-usłyszałyśmy męski głos. Nic nie odpowiedziałam, myśląc, że Lola się choć odrobinkę wysili i to zrobi, ale oczywiście nic. Cisza. I facet pozostał bez odpowiedzi.
-Przepraszam..-zaczął jeszcze raz. Niechętnie się odwróciłam i stałam w szoku, bo zobaczyłam..
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!-rozniósł się krzyk dziewcząt. O nie, zaczęło się. Spojrzałam na Lolę, która dała nam znak, że postara się zająć jakoś te napalone dzikuski. Chwyciłam go za rękę i poszliśmy do damskiej ubikacji.
-Nie sądziłem, że znajdę się w damskiej łazience.
-I to ze mną.. Co Nathan?
-Haha. Zboczona jesteś, wiesz?
-Wiem-zaśmiałam się-Zawsze prowadziłeś je do męskiej?-zażartowałam, otwierając okno.
-Bardzo śmieszne.
-Tak. Skacz-poleciłam mu.
-Chodź, pomogę ci-wyciągnął do mnie rękę, gdy był na zewnątrz.
-Nie.
-Co?
-Nie zostawię Loli.
-Umówiłem się z nią, że w razie czego idziesz ze mną-usiadł na parapecie, złapał mnie w talii i wyciągnął na świeże powietrze.
-Jak to?-zdziwiłam się.
-Napisała do mnie, że mamy szybko wracać, a nie szlajać się po Las Vegas. I coś tam, że mamy zachowywać się jak prawdziwi mężczyźni, a nie jak cytuję: dupy wołowe.
-O Boże, przepraszam za nią-spanikowałam.
-Co, żartujesz sobie? Miała rację.
-Czekaj.. Czyli wszyscy są w Londynie?-zaczęliśmy iść w stronę parku.
-Tak, ale Max bał się z tobą spotkać-uprzedził moje pytanie.
-Dlaczego?
-Z tego, co słyszałem to wasza rozmowa nie skończyła się całuskami i lofciami.
-Czym?-zdziwiłam się.
-Już ty dobrze wiesz o co chodzi-machnął ręką.
-I ty miałeś się dowiedzieć, czy jestem na niego zła, prawda?
-No wiesz.. W końcu ty jesteś moją przyjaciółką i on jest moim przyjacielem..
-No jasne..-mruknęłam.
-Może wpadniesz do nas. Dziewczyny się strasznie stęskniły.
-Dobra, ale tylko na chwilkę.
-Śpieszmy się. Zaraz będzie padać-spojrzał na niebo, po czym narzuciliśmy większe tempo. Moje biedne (SEXI-hahaha xd nieważne. to tylko ja i Paulina rozumiemy) łydki.
-Ok, ok-zaczęłam się męczyć.
-Patrzcie kogo przyprowadziłem!-krzyknął, gdy tylko weszliśmy do środka.
-Przyjaciółkę tej od dupy wołowej!-w holu stał Jay, który mocno mnie przytulił-Cześć-szepnął. Zauważyłam, że na schodach pojawił się Max. Nic nie mówił. Tylko na mnie patrzył. Przywitałam się z każdym oprócz MOJEGO CHŁOPAKA. On nawet nie zszedł na parter, więc postanowiłam, że sama do niego pójdę.
-Hej-powiedziałam.
-Hej-wszedł do pokoju. No kurde, nie będę za nim latać!
-Max..
-Nie chcę gadać przy nich-przerwał mi.
-Okeeej-byłam lekko zaskoczona.
-Jak minął ci tydzień?-rzucił się na łóżko, jak zawsze.
-Nudno-wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce obok niego-Widziałam wasz sobotni występ. Był niesamowity.
-Dziękuję-uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od mojego przyjścia. Odchrząknął, wstał i oparł się o parapet-Ech..-spojrzał na mnie-Dłużej tak nie mogę-szybkim krokiem podszedł i pocałował mnie w usta-Nie potrafię się na ciebie złościć. Nawet jeśli cały tydzień spędziłaś z Paulem-cały czas obsypywał mnie całusami-Za bardzo cię kocham-objął mnie w tali i po chwili leżałam na nim.
-Tęskniłam-szepnęłam. W tym czasie chłopak zdjął koszulkę. Oboje teraz potrzebowaliśmy bliskości. Chcieliśmy jej. To mogło sprawić, że będzie jak wcześniej. Przynajmniej tak sobie tłumaczyłam.
-Margo, nie musimy..-przerwałam mu pocałunkiem.
-Chcemy-przygryzłam wargę. W tym czasie Max gładził moje plecy zimnymi dłońmi, co sprawiło, że miałam dreszcze, a po chwili George znów obsypywał mnie pocałunkami. Próbował ściągnąć ze mnie sweter, ale miał z tym problemy. To dobrze, bo usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Jeśli się seksicie,nie odpowiadajcie-zaśmiał się Nathan.
-Hahaha-wybuchłam śmiechem.
-Biorę to za "nie"-wsadził łeb do środka.
-Mogłaś nic nie mówić-westchnął Max.
-Uhuhu.. Widzę, że było blisko-Sykes poruszał zabawnie brwiami.
-Ej Ty! Coś ci się w krzakach rusza-powiedział Max.
-A tobie ze strachu włosy z głowy wypadły-pokazał mu język.
-Darujcie sobie-wtrąciłam się.
-Ale my tylko żartujemy-wyjaśnił chłopak, obejmując mnie.
-Właśnie-zawtórował mu Nathan.
-Męska solidarność-mruknęłam.
-A żebyś wiedziała. Kocham cię-szepnął mi do ucha łysol.
_______________________
Oto prezent Mikołajkowy i świąteczny dla Was ♥
Dawno już nie pisałam i jestem ciekawa waszych opinii ;)